Koszykówka jak niepodległość. Fenomen drużyny z Sudanu Południowego

Wygrał wojnę o niepodległość, ale przegrał pokój: Sudan Południowy, najmłodsze państwo świata, doświadcza biedy, wojny, korupcji i głodu. Gdy pytam miejscowych o pozytywne historie, mówią: „Naszą pozytywną historią jest nasza reprezentacja koszykarska”.
z Sudanu Południowego
Czyta się kilka minut
Mecz koszykówki pomiędzy reprezentacją Sudanu Południowego i Serbii podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. 3 sierpnia 2024 r. // Fot. Evelyn Hockenstein / AFP / East News
Mecz koszykówki pomiędzy reprezentacją Sudanu Południowego i Serbii podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. 3 sierpnia 2024 r. // Fot. Evelyn Hockenstein / AFP / East News

Był rok 2021, gdy miejscowy komik, przedstawiający się jako AK Danc, tak wspominał (w podkaście BBC Africa Daily) początki całej tej historii: „Koszykówka ogarnęła nasz kraj błyskawicznie, jak burza. Gdy po raz pierwszy mówiłem o koszykówce rok temu, nikt nie miał pojęcia o tych dzieciakach, koszykarzach. Pojawili się nagle i rozbili bank”.

I dalej: „Koszykówka rozprzestrzeniła się jak choroba, z prędkością pandemii. Dziś koszykówka jest wszędzie. Wcześniej na ulicy mówiło się o polityce, dzisiaj o koszu”.

Gdyby nie Luol Deng

– To wielka historia, a stoi za nią Luol Deng – mówi mi Biar MöFrika, pasjonat tego sportu i autor profilu na Instagramie poświęconego koszykówce w Sudanie Południowym „The Nile Giants” (Giganci znad Nilu).

40-letni dziś Luol Deng to zawodnik. Kiedyś był gwiazdą amerykańskiego zespołu Chicago Bulls, dwukrotnym uczestnikiem meczu gwiazd NBA. Był także ulubionym zawodnikiem prezydenta USA Baracka Obamy, prywatnie kibica „Byków”.

Jego rodzina uciekła przed wojną domową z dzisiejszego Sudanu Południowego, zanim w 2011 r. powstało to państwo. Byli w gronie kilku milionów ludzi, którzy opuścili wówczas domy. Deng dorastał w Wielkiej Brytanii (później występował także w jej reprezentacji).

Po zakończeniu kariery w NBA postanowił stworzyć drużynę Sudanu Południowego. W 2019 r. został prezydentem tutejszej federacji koszykarskiej i asystentem trenera.

To wówczas zaczęła się ta historia.

– Luol Deng wszystko robił od zera i za wszystko zapłacił z własnej kieszeni. Zebrał drużynę, nie było żadnej infrastruktury, niczego – opowiada MöFrika.

– Historia tych koszykarzy to również moja historia – zaznacza instagramer. – Większość życia spędziłem w Kenii i Ugandzie na uchodźstwie. Jako naród dopiero przywykamy do posiadania własnego państwa.

Pierwsza taka reprezentacja

Można powiedzieć, że Deng stworzył drużynę uchodźców.

Większość moich rozmówców w tym kraju była albo uchodźcami, albo dziećmi uchodźców. Gdy na olimpiadzie w 2016 r. stworzono międzynarodową reprezentację uchodźców z całego świata, połowa występujących w niej sportowców pochodziła właśnie z Sudanu Południowego.

MöFrika opowiada mi, że do kraju przyjechał w 2012 r. – zaraz po tym, jak Sudan Południowy w końcu formalnie oderwał się od Sudanu i ogłosił niepodległość. Hymnu uczył się z YouTube’a.

Wspomina: – Byłem podekscytowany. Pamiętam moment, gdy przekroczyłem granicę. To była radość! Byłem z powrotem w domu, po raz pierwszy w życiu byłem we własnym kraju. Zawsze zastanawiałem się: jak to jest, że policjant jest twoim współobywatelem? A tu od samej granicy widziałem, że policjanci są moimi ludźmi, prezydent jest mój, moi ludzie są w telewizji, mam własny paszport i flagę.

Jednak już rok później kraj znów osunął się w wojnę domową

Biar MöFrika // archiwum prywatne

Koszykówka dla Sudanu Południowego

Biar mówi, że żyjąc wśród licznych plag, Południowi Sudańczycy pragnęli czegoś, z czego mogliby być dumni – i to dała im koszykówka, 10 lat po zdobyciu niepodległości. Mówi też, że ostatni raz ludzie byli tu tak poruszeni, gdy przemawiał przywódca ruchu wyzwoleńczego John Garang (zmarł w 2005 r.). Teraz czują podobne emocje, widząc Luola Denga i koszykarzy.

– Tak, po niepodległości najlepszą rzeczą, jaka się tu przydarzyła, jest koszykówka. Nieważne, wygramy czy przegramy. Dla nas to więcej niż gra. To jednoczy ludzi. Nieważne, z jakiego są plemienia. To nasza wspólna drużyna – mówi MöFrika.

Słowa, że dla nich to więcej niż gra, powtarzają wszyscy, łącznie z Dengiem. Jest ono dla tej historii kluczowe.

Sudan Południowy jest dziś na 23. miejscu w rankingu Międzynarodowej Federacji Koszykówki (FIBA). Sprawdzam potencjał gospodarczy poprzedzających go 22 krajów, według wskaźnika PKB na głowę mieszkańca – okazuje się, że wszystkie drużyny są w pierwszej osiemdziesiątce najbogatszych państw. Tymczasem Sudan Południowy jest drugim najbiedniejszym krajem świata, z rocznym dochodem PKB per capita niższym niż 1500 złotych.

Jednak Luol Deng miał wizję. Przekonał koszykarzy i trenera – Royala Iveya, także byłego zawodnika NBA. Stworzył drużynę, dziś największą dumę i wizytówkę państwa, które nawet w Afryce kojarzy się jak najgorzej.

Koszykarze reprezentacji Sudanu Południowego

Mimo niskiego wzrostu, także Wal Deng Mayen w przeszłości grał w kosza (w Sudanie Południowym i Ugandzie). Dziś jest trenerem „Lisów”, najlepszego klubu w kraju. Spotkamy się w stołecznej Dżubie, do której przyjechał z Bor, oddalonego o 200 km.

Całe szczęście, dojechał bezpiecznie. Choć chciałem odwiedzić Bor, uznałem, że ryzyko jest zbyt duże. Niedawno przy tej drodze doszło do starć o bydło, zginęły w nich 22 osoby, a policja na kilka dni zamknęła drogę.

– Poza jednym wyjątkiem, nikt z narodowej kadry nie wychowywał się w Sudanie Południowym – mówi mi Wal Deng Mayen. – Ale chcieli grać dla swojej reprezentacji. Np. Sunday Dech dostał ofertę, by grać w reprezentacji Australii, siódmej drużynie świata, ale wolał grać dla swojego kraju. Za darmo, bo Deng nie miał już pieniędzy, by płacić pensje zawodnikom.

Mayen został trenerem w 2015 r. Żył wtedy w Ugandzie, gdzie było wiele dzieci z Sudanu Południowego, które lubiły grać w kosza. Część była uchodźcami, a część rodzice wysłali do szkół w Kampali, stolicy Ugandy.

– Uznałem, że muszę pomóc rodakom. Miejscowi trenerzy czasem nie rozumieli tych dzieci, nie wiedzieli, dlaczego są złe, nie rozumieli ich doświadczeń. A ja wiedziałem, przez co przeszły – wspomina Mayen.

W 2017 r. założył w Ugandzie akademię kosza, głównie dla Sudańczyków z Południa.

– Tym wspomnianym jedynym zawodnikiem reprezentacji Sudanu Południowego, który wychował się w kraju, jest najmłodszy gracz: Khaman Maluach, rocznik 2006. To jeden z tych, którzy byli w mojej akademii w Ugandzie. Mój wychowanek – wspomina Mayen.

Mistrzowie Afryki z biletem na olimpiadę

Później Wal Deng Mayen wrócił do ojczyzny i pracował przy powstającej reprezentacji.

Z jakiego miejsca zaczynali? – W całym kraju nie było ani jednej hali – mówi Mayen. – Pierwsza powstała dopiero kilka miesięcy temu. Ale nie należy do federacji, lecz do banku.

Gdzie więc trenowały kluby? – Na zewnątrz. Choć to niełatwe: długa pora deszczowa, skwar. Ale to problem całego kontynentu. Może kilkanaście afrykańskich klubów koszykarskich ma swoje hale.

Reprezentacja trenowała więc za granicą, głównie w Rwandzie. Finansował to Luol Deng. Skorumpowane i autokratyczne państwo południowosudańskie na sport nie łożyło. Zaczęło dopiero niedawno, gdy władze spostrzegły, jakie sukcesy ma ich drużyna – dziś najwyżej sklasyfikowany zespół wśród 54 państw Afryki.

Pierwsze sukcesy przyszły szybko. W latach 2020-21, niedługo po objęciu federacji przez Denga, zagrali dobre eliminacje do mistrzostw Afryki i awansowali na nie, po raz pierwszy w historii. W 2021 r. na mistrzostwach pewnie wyszli z grupy, następnie w jednej ósmej pokonali Kenię, aby w jeden czwartej ulec Tunezji (późniejszym mistrzom).

W latach 2021-23 w eliminacjach do mistrzostw świata Sudan Południowy zachwycił jeszcze bardziej: wygrał 16 z 17 spotkań i jako jedna z pięciu afrykańskich drużyn dostał się na turniej. Tam też debiutował.

– Zostaliśmy najlepszą drużyną Afryki i po raz pierwszy w naszej historii awansowaliśmy na olimpiadę – podsumowuje Mayen.

Zakwalifikowali się na igrzyska jako prawdopodobnie pierwsza w najnowszej historii koszykówki drużyna reprezentująca kraj, w którym nie było ani jednej koszykarskiej hali.

Gdyby nie LeBron James 

Latem 2024 r., na kilka tygodni przed rozpoczęciem igrzysk w Paryżu, Sudan Południowy rozgrywał serię meczów towarzyskich: pokonał Portugalię i Wielką Brytanię (swoją byłą kolonialną metropolię) oraz uległ Argentynie. W ostatnim spotkaniu miał zmierzyć się ze Stanami Zjednoczonymi – najlepszą drużyną świata i późniejszą złotą medalistką olimpiady. Powszechna była opinia, że Afrykanie są skazani na pożarcie.

Ale wszystko potoczyło się inaczej. Przez większość spotkania Sudańczycy z Południa prowadzili z Amerykanami, którzy wcale nie wystawili tego dnia rezerwowych. W połowie meczu prowadzili już czternastoma punktami. Później co prawda ich przewaga stopniała, ale na kilka sekund przed ostatnią syreną wciąż prowadzili jednym punktem.

Cios zadał im LeBron James, najlepszy gracz ostatnich kilkunastu lat na świecie: zapakował piłkę do kosza i Stany wygrały 101:100.

Południowi Sudańczycy byli więc o włos od odniesienia nie tylko najbardziej spektakularnego zwycięstwa w historii swojej koszykówki, ale i południowosudańskiego sportu w ogóle.

Za to po tym meczu na paryskie igrzyska jechali z wielkimi apetytami.

W Paryżu reprezentacji Sudanu Południowego kibicuje cały kontynent

Latem 2024 r. cały Sudan Południowy zamarł. Zaczęły się igrzyska w Paryżu: pierwsze w historii, w których brała udział drużyna tego kraju – nie tylko koszykarska, ale jakakolwiek (do dziś poza koszykarzami pod flagą południowosudańską na olimpiadach wystąpiło jedynie kilkoro biegaczy).

W Paryżu trafiają do trudnej grupy: z Puerto Rico i dwiema drużynami najwyżej dziś klasyfikowanymi w rankingu FIBA – USA i Serbią. Luol Deng mówi wtedy telewizji CNN: „Gramy, by wygrać, nie zadowolimy się samym byciem tutaj. (...) Reprezentujemy cały kontynent i chcemy go reprezentować w dobry sposób”.

– Ludzie w całym kraju zbierali się na ulicach przy ekranach – mówi mi MöFrika. – Każdy się zatrzymywał i oglądał.

W pierwszym meczu wygrywają jedenastoma punktami z wyżej klasyfikowanym Puerto Rico. Organizatorzy popełniają jednak błąd: puszczają hymn nie Sudanu Południowego, lecz Sudanu, z którym Południe toczyło przez kilka dekad wojnę o niepodległość. Symboliczny moment został popsuty.

– Sudanowi Południowemu kibicowali nie tylko tutejsi, kibicowały dzieci w całej Afryce – mówi mi Mayen.

W drugim spotkaniu mierzą się z Amerykanami i ulegają. O awansie do najlepszej ósemki świata zadecyduje więc ostatni mecz: z Serbią. Ta okazuje się jednak zbyt silna. Przez trzy kwarty mecz jest wyrównany, ale w ostatniej Południowi Sudańczycy ulegają.

Mimo wszystko – odnieśli największy sukces sportowy w historii swojego kraju. I nie tylko sportowy: za sprawą ich udziału w igrzyskach wielu ludzi na świecie po raz pierwszy lokalizuje ten kraj na mapie. (Podobnie było na olimpiadzie w 1992 r., gdy to Litwini przedstawili się światu, zdobywając brąz w koszykówce i złoto w lekkoatletyce; choć były to ich jedyne medale).

Sport narodowy drugiego najbiedniejszego kraju świata

Ta historia nie zakończyła się w Paryżu. Być może dopiero się tam rozpoczęła.

Pytam Wala Denga Mayena, co składa się na ich sukces. – Odnosimy go, bo jesteśmy najwyżsi w Afryce. Drudzy po nas są Senegalczycy. Poza tym szybko się uczymy. Po trzecie, jesteśmy atletycznie zbudowani. Nie jesteśmy umięśnieni jak Kongijczycy, ale szczupli i zwinni. I po czwarte, mamy serca do walki. Możesz mieć znakomitego gracza, ale w decydującym momencie nie da rady – mówi Mayen na koniec naszej rozmowy.

I dodaje: – Pojutrze zaczynają się kwalifikacje do kolejnych mistrzostw Afryki. Chcemy wygrać ten turniej. Po igrzyskach staliśmy się faworytami.

W tej beczce miodu jest też trochę dziegciu: istnieje ogromna luka między reprezentacją złożoną z graczy wytrenowanych poza krajem a koszykówką w kraju. Od 2022 r. z powodu konfliktu klubów z federacją nie jest nawet rozgrywana liga krajowa. Wciąż brakuje infrastruktury.

Gdy jednak o ósmej rano w niedzielę (to dobra pora, przed największymi upałami) idę, aby pograć ze znajomymi z Dżuby w koszykówkę, cztery boiska są zajęte. Dziesiątki miejscowych od rana grają w kosza. Sport ten uprawia coraz więcej osób. 

Wal Deng Mayen Duoi, Kampala, Uganda, 2024 r. // archiwum prywatne

Koszykówka, jakiej ludzkość nie widziała

– Koszykówka pokazała nasz potencjał. Nie tylko w sporcie, ale w ogóle. Pokazaliśmy, że gdy pojawia się charyzmatyczna postać z wizją, wówczas niezależnie od przeciwności możemy odnieść sukces niemal we wszystkim. Koszykówka inspiruje nas do bycia najlepszymi. Możemy dać światu coś, czego ludzkość nigdy nie widziała – mówi mi Biar MöFrika.

A jaka przyszłość czeka Luola Denga, twórcę reprezentacji Sudanu Południowego? Dziś nic nie wskazuje na to, aby miał pójść w ślady na przykład George’a Weah – wybitnego piłkarza i jedynego Afrykanina wśród zdobywców Złotej Piłki, który w swoim czasie był prezydentem Liberii.

W kraju, który wciąż czeka, aby go stworzyć, Deng jest jednak zapewne najpopularniejszą postacią.

Tymczasem kilka dni po naszej rozmowie z Biarem i Wal Dengiem Południowi Sudańczycy grają swój pierwszy mecz w eliminacjach do mistrzostw Afryki. Wysoko pokonują Maroko. W kolejnych meczach też spiszą się nieźle. Historia „Gigantów znad Nilu” trwa nadal.

 

ZBIGNIEW ROKITA jest reporterem, stałym współpracownikiem „TP”. Autor książek, m.in. „Kajś” i „Odrzania”. W Sudanie Południowym był na zaproszenie Polskiej Akcji Humanitarnej, która działa tam od 19 lat.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Giganci znad Nilu