Donald Trump nadal próbuje zaklinać rzeczywistość twierdząc, że porozumienie jest możliwe do osiągnięcia „już niebawem”. Kilka dni temu po raz pierwszy dopuścił jednak, że może okazać się to „nierealistyczne” ze względu na „ogromną nienawiść” między stronami. Dodał, że nastąpić może czas, gdy powie „w porządku, kontynuujecie [wojnę]. Bądźcie nadal durniami”.
Ukraińskie koncesje bez gwarancji bezpieczeństwa
Scenariusz wyjścia przez USA z negocjacji pokojowych w przypadku braku postępu sugerował już wcześniej sekretarz stanu Marco Rubio. Trump na razie zapewnia, że choć był już bliski podjęcia takiej decyzji, to nie porzucił starań, gdyż wydarzyły się „pozytywne rzeczy”. Wydaje się, że można to interpretować jako potwierdzenie dobrego, choć krótkiego spotkania z Wołodymyrem Zełeńskim w Watykanie. Jak informował potem specjalny przedstawiciel USA ds. Ukrainy Keith Kellogg, strona ukraińska zadeklarowała, że gotowa jest na de facto koncesje terytorialne.
Trump docenił również zgodę Kijowa na podpisanie 1 maja umowy o stworzeniu amerykańsko-ukraińskiego funduszu inwestycyjnego ds. odbudowy, którego częścią będzie wspólne zaangażowanie w wydobycie surowców mineralnych na Ukrainie. Oznacza to priorytetowy dostęp Amerykanów m.in. do złóż aluminium, tytanu i litu. Dokument przewiduje, że przez dziesięć lat wszystkie dochody z funduszu muszą być reinwestowane nad Dnieprem, ale nie daje stronie ukraińskiej żadnych gwarancji bezpieczeństwa.
Amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent stwierdził, że umowa świadczy o tym, że „administracja Trumpa angażuje się w proces pokojowy, którego celem jest wolna, suwerenna i prosperująca Ukraina”. Dokument musi jeszcze ratyfikować Rada Najwyższa, ale jest to formalnością. Dla Kijowa kluczowe jest bowiem utrzymanie strategicznego zaangażowania USA w formacie możliwie najbardziej przychylnym wobec Ukrainy.
Rosja walczy o sankcje, a nie o Ukrainę
Po powrocie z Watykanu Trump skrytykował Putina, mówiąc, że jest „zdziwiony i rozczarowany” nowymi rosyjskimi atakami na ukraińskie miasta. Po raz kolejny zagroził Rosji nowymi sankcjami, gdyby ta nie chciała kontynuować rozmów w sprawie zawieszenia broni. Od ponad trzech miesięcy Kreml prowadzi grę, której celem jest wciąganie Trumpa do rozmów, a zarazem obarczanie Kijowa rzekomą winą za niechęć do porozumienia. W istocie Rosja nie miałaby nic przeciwko wyjściu USA z rozmów pokojowych, o ile nie będzie to oznaczać dodatkowych sankcji.
Rosyjski plan marzeń to przekonanie Trumpa do odnowienia współpracy gospodarczej i przynajmniej poluzowania sankcji, niezależnie od losu Ukrainy. Dlatego Moskwa kusi Amerykanów konstruktywną współpracą w innych kwestiach międzynarodowych ważnych dla USA oraz wspólnymi projektami biznesowymi. A że głównym rozmówcą Rosjan jest Steve Witkoff, osoba znana na rynku nieruchomości, ale nowa w dyplomacji i pozbawiona wiedzy o Rosji, nic dziwnego, że Kreml ma nadzieję na sukces.
Zachodnie media donoszą o każdej wypowiedzi Trumpa czy Zełenskiego o kwestiach procesu pokojowego, ale właściwie pomijają to, co mówią przedstawiciele Kremla. Zamknięcie jednego oka nie pomoże w zrozumieniu rzeczywistości, ale mocno ją wykrzywi. Tymczasem najważniejsi politycy rosyjscy na czele z Putinem powtarzają wyraźnie, że obecne zadania Rosji w tej wojnie są takie same jak na jej początku.
Rosyjska taktyka wobec Trumpa
Z rosyjskiego punktu widzenia, ze względu na zmianę w Waszyngtonie, zmieniła się jedynie taktyka. Kreml ma nadzieję na osiągnięcie przynajmniej części swoich celów nie na drodze wojennej, ale w trakcie rozmów, którym towarzyszą przecież działania militarne. Rosja nie tylko chce uznania aneksji w granicach administracyjnych Krymu i czterech innych anektowanych regionów Ukrainy, ale i wycofania sił ukraińskich z tych ich części, które Kijów nadal kontroluje. Żaden ukraiński polityk nigdy się na to nie zgodzi. Nie warto też mieć iluzji – Moskwa konsekwentnie zmierza do zniszczenia ukraińskiej państwowości w obecnej formie, kolejnych aneksji, w tym odcięcia jej od Morza Czarnego. Do tego potrzebuje ograniczenia pomocy zachodniej dla Ukrainy i jej dalszego wykrwawiania.
Kluczowe pytanie, które powinniśmy zadawać, dotyczy nie tego, czy w najbliższym czasie możliwe jest porozumienie rosyjsko-ukraińskie, które byłoby do zaakceptowania dla Ukraińców. Odpowiedź jest oczywista od dawna – jest niemożliwe, bo Kreml zainteresowany jest jedynie pełnym zwycięstwem. Ważniejsza jest kwestia dalszej polityki Trumpa, który w swoich deklaracjach wobec wojny miota się między skrajnościami – raz wysyłając sygnały, że mógłby zaakceptować Krym jako część Rosji, innym razem grożąc jej nowymi sankcjami.
Znaczenie amerykańskich sankcji
Paradoksalnie, dla Ukrainy ewentualne wycofanie się przez Stany Zjednoczone z prób doprowadzenia do pokoju nie musi oznaczać katastrofy, ale pod dwoma warunkami: utrzymania sankcji i zachowania pomocy wywiadowczej. Sankcje amerykańskie są znacznie ważniejsze niż europejskie, gdyż Waszyngton w odróżnieniu od Brukseli stosuje sankcje wtórne, których UE wciąż się nie nauczyła.
Kreml nadal będzie próbował grać na nadziejach Trumpa, przeciągając negocjacje i próbując zrazić go do Ukrainy. Co zrobi amerykański prezydent, pozostaje sprawą otwartą. Jedyne, co na razie można powiedzieć, to że wojna szybko się nie skończy.
Autor jest dyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















