Spotkania Interu Mediolan i Juventusu Turyn noszą miano derbów Italii. W tegorocznym lutowym pojedynku jeszcze w 90. minucie wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, gdy nagle on po raz kolejny objawił swój geniusz: Piotr Zieliński strzelił wyjątkowej urody bramkę, a Inter odniósł zwycięstwo 3:2 i zmierza po tytuł mistrzowski w Serie A.
– W każdym jego ruchu widać, że może wszystko – mówi mi Rafał Stec, dziennikarz sportowy i znawca włoskiej piłki. – To największy polski talent za mojego życia, większy niż Robert Lewandowski.
– Nie przesadzasz?
– Nie.
Droga Piotra Zielińskiego z Ząbkowic Śląskich do Włoch
Gdy Zieliński ma kilka lat, jego rodzice, Beata i Bogusław, otwierają w swoim domu pogotowie rodzinne. Przez lata przewinie się przez nie kilkadziesiąt dzieci odebranych rodzicom. Każde zostanie od kilku do kilkunastu miesięcy, aż uda się znaleźć dlań nowy dom.
Zielińscy mają trójkę synów, którzy również pomagają: Tomek, Paweł i najmłodszy, Piotrek. Przyjmowane pod wspólny dach dzieci są często w jego wieku. Wychowuje się więc w „domu dziecka” i początkowo nie radzi sobie z nietypową sytuacją, a w dzielonym pokoju nakleja na meble karteczki: „moja szafa”, „moje biurko” itd. Jest nieśmiały i zazdrosny, ale z czasem się odnajduje. Z przybranym braciszkiem, który miał przykurcz mięśni nóg, gra w piłkę w ogrodzie: Piotrek lekko kopie, „brat” odbija piłkę rękami. Tamte lata odcisną na nim duże piętno.
W jego życiu piłka jest od zawsze: bracia zostaną piłkarzami, ojciec to trener i wuefista, a matka chodzi na mecze Piotrka, by później dawać mu wskazówki. Po latach Zieliński wspomni: „Byłem też na spotkaniu Wisły Kraków z Lechem Poznań w Superpucharze Polski w 2009 r., który Lech wygrał w karnych. Stałem za bramką, na którą strzelali piłkarze. Podawałem piłki Robertowi Lewandowskiemu”.
O tym okresie jego życia wiemy co nieco z mediów społecznościowych: Zieliński to pierwsze pokolenie, po którego dzieciństwie został ślad cyfrowy. Jako siedemnastolatek pisze: „6 jedynek na 10 dni przed wystawieniem ocen ;/ .. ciezar”.
Rodzinne Ząbkowice Śląskie (przedwojenna niemiecka nazwa: Frankenstein) opuszcza szybko. W wieku 17 lat wyjeżdża do Włoch – sam, bez znajomości języka. Trafia do dobrego włoskiego klubu, Udinese. Italii już nie opuści: gra tam do dziś, otrzymał obywatelstwo. Niektórzy cieszą się, że nie zdążył zadebiutować w ekstraklasie – podobnie jak Grzegorz Krychowiak czy Wojciech Szczęsny wyjechał na tyle wcześnie, aby boiskowo dojrzeć w innej kulturze piłkarskiej.
Zieliński: filar kadry, ale nie jest typem lidera
Euro 2016 to najpiękniejszy turniej polskiej reprezentacji od Mundialu w 1982 r. To też czas, gdy po latach rozczarowań kibice zaczynają pozytywnie patrzeć na kadrę i PZPN, które mają wtedy oblicza Adama Nawałki i Zbigniewa Bońka. Nietrudno wyobrazić sobie, aby Polska, która odpada wówczas w karnych z Portugalią, została mistrzynią Europy. Tytuł był niemal na wyciągnięcie ręki.
Dla Zielińskiego ten turniej nie jest jednak udany. 22-letni zawodnik wystąpił w jednym meczu, z Ukrainą. Został ściągnięty po pierwszej połowie, zastąpił go Jakub Błaszczykowski, który strzelił zwycięską bramkę, a Zieliński przyznał potem, że gdy został sam w szatni, rzewnie się rozpłakał.
Później stanie się jednak filarem kadry, w której do dziś rozegrał 105 spotkań. To trzeci najlepszy wynik w historii reprezentacji: więcej razy wystąpili jedynie Lewandowski i Błaszczykowski, którego Zieliński niebawem zapewne prześcignie.
– Zawsze dawał nadzieję, że będzie wielkim piłkarzem, który przejmie pałeczkę po „Lewym”. Dziś nie zadajemy już sobie pytania, co będzie z polską piłką po Lewandowskim, ale co ją czeka po Lewandowskim i Zielińskim – mówi mi Piotr Żelazny z TVP Sport. – Jednocześnie „Zielek” nie jest typem lidera. Gdy selekcjoner Michał Probierz pokłócił się z Lewandowskim i na moment mianował Zielińskiego kapitanem, ten dukał zdenerwowany, nie był w stanie wziąć drużyny na swoje barki.
Gdy po odejściu Adama Nawałki, a potem Paulo Sousy styl reprezentacji się zmieni, ze swoją techniczną wirtuozerią Zieliński nie będzie pasował do topornej taktyki, polegającej na przepychaniu meczów, którą Polska zaprezentuje na mundialu w Katarze.
Czego mogą nie dostrzec kibice i czym się nie chwali Piotr Zieliński
Po Euro 2016 ściąga go do siebie Napoli, klub, w którym największe sukcesy święcił Diego Maradona. Tutaj jego talent objawi się w pełni. W Neapolu zostanie osiem lat, choć w tym czasie starać się będą o niego największe kluby, a Jürgen Klopp, żeby przekonać go do przejścia do Liverpoolu, wyśle po niego prywatny odrzutowiec i ugości w swojej rezydencji.
Ekspert opisałby „Ziela” tak: nieskazitelna technika, świetny refleks, subtelność, nigdy nie traci piłki, perfekcyjnie obunożny, a jednym kopnięciem potrafi przeprojektować atak. Nie jest jednak bożyszczem tłumów. – Bo trzeba dobrze znać się na futbolu, żeby go w pełni docenić – mówi Rafał Stec. – Dyryguje akcjami i jest niezbędny, ale jego udział kończy się często o jedno podanie przed asystą, czyli decydującym podaniem do strzelca bramki. Dlatego przeciętny kibic może go nie zauważyć.
Miłośnik futbolu może również nie dostrzec tego, iż Zieliński zakłada fundację Piotruś Pan i już jako gwiazda Napoli kupuje w swoich ojczystych stronach dwa domy, które przekształci w rodzinne domy dziecka. Nie chwali się tym jednak, jego media społecznościowe są stonowane. Taką też ma naturę: introwertyczny, wycofany. Nie ma wokół niego kontrowersji, nie eksponuje zdjęć z żoną i dzieckiem. Ceni prywatność, ma silną więź z rodzicami. Być może również dlatego w czasie, gdy tak wielu zawodników przenosi się z Europy na Półwysep Arabski, odmawia przyjęcia bajońskich sum i zostaje we Włoszech.
– I właśnie z powodu swojego charakteru nigdy do końca nie pasował do Neapolu: miasta namiętnego, dzikiego, szalonego – mówi mi Stec. – Pamiętam fetę po mistrzostwie: miejscowi, dopóki nie dowiedzieli się, że jestem z Polski, wspominali o wielu zawodnikach, ale rzadko o Zielińskim.
Piotr Zieliński: najlepsze dopiero przed nim?
Wiosną 2023 r. odnosi swój największy sukces. Jako jeden z liderów Napoli prowadzi zespół do pierwszego od czasów Maradony mistrzostwa Włoch. Dziś jest największą po Zbigniewie Bońku (a może już obok?) polską legendą w calcio. Wśród zagranicznych zawodników, którzy rozegrali największą liczbę spotkań w Serie A, zajmuje piąte miejsce. Zapewne je poprawi: piłkarze z wyższą liczbą meczów są już na emeryturze, a on ma dopiero 32 lata. Na jego pozycji, nazwijmy ją środkowym pomocnikiem, można grać długo. Wystarczy popatrzeć na 41-letniego dziś zawodnika Milanu, wielkiego Lukę Modricia.
Po zdobytym w Neapolu mistrzostwie przenosi się do Interu – ubiegłorocznego finalisty Ligi Mistrzów i klubu dziś klasyfikowanego na 3. miejscu w rankingu UEFA. Giganta, zespołu z niepomiernie większymi tradycjami i pieniędzmi niż Napoli. Inter to też jedna z trzech najbardziej utytułowanych drużyn we Włoszech: obok Juventusu i Milanu, z którym dzieli stadion, niedawną arenę olimpijską.
Minie jednak rok, zanim Zieliński zdoła przebić się do pierwszego składu Interu. Jest bowiem jeszcze jeden powód, dlaczego wielu nie docenia jego talentu.
– Potrafi rozegrać wybitne spotkania, a potem zupełnie zniknąć. Gra tak dobrze jak jego zespół, a gdy ten zawodzi, on również wtapia się w tło. Jest zależny od wszystkiego, co dzieje się wokół – mówi Piotr Żelazny. – Wchodzi też w bliską relację z trenerami, synowsko-ojcowską. Największe kluby nie są jednak miejscami, gdzie szuka się opieki: to okrutny świat, w którym bez wybujałego ego i mocnego charakteru trudno przetrwać.
Rafał Stec komplikuje jednak ten obraz: – Po raz pierwszy w karierze Zieliński ma tak wysoką dyspozycję przez tak długi czas. Już nie tylko znawcy to dostrzegają. Może więc najlepsze wciąż przed nim?
Bo historia Piotra Zielińskiego jest inna niż wiele biografii piłkarskich wirtuozów: to opowieść o unikaniu rozgłosu, opowieść o człowieku kruchym i szlachetnym, światowej klasy boiskowym wizjonerze, który jednego dnia odmawia Jürgenowi Kloppowi, a następnego wpada na rodzinny Dolny Śląsk, by pograć z podopiecznymi fundacji Piotruś Pan na konsoli. Najchętniej – w „Fifę”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















