Nasi Niemcy. Największa uznana mniejszość w Polsce

Rafał Bartek przez 35 lat nie słyszał, żeby ktokolwiek z Mniejszości Niemieckiej kwestionował prawo Polski do Górnego Śląska. Tymczasem druga strona wciąż stara się udowadniać, że to jest Polska. Oczywiście, że jest.
Czyta się kilka minut
Majówka Mniejszości Niemieckiej, podczas której stawiane jest drzewko majowe (Maibaum). Dobrzeń Wielki, 1 maja 2023 r. Zdjęcie pochodzi z projektu Michała Grocholskiego „Mniejszość” realizowanego w województwie opolskim // Fot. Michał Grocholski
Majówka Mniejszości Niemieckiej, podczas której stawiane jest drzewko majowe (Maibaum). Dobrzeń Wielki, 1 maja 2023 r. Zdjęcie pochodzi z projektu Michała Grocholskiego „Mniejszość” realizowanego w województwie opolskim // Fot. Michał Grocholski

– Gdy w Warszawie rozkręca się kolejna antyniemiecka kampania, czujecie jej skutki tutaj, na Śląsku Opolskim? – pytam Rafała Bartka, przewodniczącego Mniejszości Niemieckiej (formalnie: Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim). Siedzimy w jego opolskim biurze, na ścianie wisi zegar w kształcie RFN.

– Zawsze to czujemy. Za każdym razem wzrasta ilość hejtu w mediach społecznościowych, dostajemy groźby. Jakiś czas temu otrzymałem np. list z pogróżką, że mnie zabiją, bo jestem Niemcem – odpowiada. – Politycy rozkręcając spiralę nienawiści nie zdają sobie sprawy ze skutków, bo skutki widać nie w stolicy, a w regionach.

W Polsce Niemców jest nieco ponad 144 tysiące. Najwięcej „polskich” Niemców żyje na Górnym Śląsku: ponad 60 proc. Z kolei zdecydowana większość spośród nich zamieszkuje woj. opolskie. Według spisów powszechnych są największą uznaną mniejszością w Polsce – liczniejsi Ślązacy (596 tys.) i Kaszubi (179 tys.) nie są uznani.

Niemcy, którzy dziś żyją na Śląsku, to resztka dawnej, znacznie większej śląsko-niemieckiej społeczności.

Niemiecki coming out. Daleko do miliona

Rok 1989 to eksplozja, wielkie wyautowanie się mniejszości niemieckiej. W latach 90. mówiło się nawet o milionie polskich Niemców, choć pewnie z przesadą. W 1991 r. udało się im wprowadzić do parlamentu siedmiu posłów i senatora. U wielu budzili lęk. Na przykład gdy ktoś napisał na transparencie o Kohlu po niemiecku: „Helmucie, jesteś także naszym kanclerzem”. Albo gdy pierwszy lider Mniejszości Henryk Król, który dopiero co zmienił godność na Heinrich Kroll, powiedział: „My, Ślązacy, jesteśmy tutaj w domu, Polacy są tu gośćmi”.

Po 1989 r. ludzie deklarowali się jako Niemcy z wielu powodów. Niektórzy czuli się Niemcami, inni chcieli wykrzyczeć sprzeciw wobec Polski, jeszcze inni kierowali się kieszenią, np. chcieli dostać czerwony paszport.

– Moja oma Anna, rocznik 1926, zakładała u nas Mniejszość – mówi Pejter Długosz. – Pamiętam, że gdy ktoś puścił plotkę, że za zapisanie się do Mniejszości dostaje się 100 marek, przez kilka dni drzwi dosłownie się u nas nie zamykały. Do dziś ludzie dzwonią do Mniejszości i pytają, czy jak się zapiszą, to dostaną pieniądze.

Długosz wspomina, że wówczas po raz kolejny zaczęła pękać miejscowa wspólnota – takich pęknięć w XX wieku było wśród tutejszych co niemiara: powstania, plebiscyt, podział regionu w 1922 r., nazizm, wojna, weryfikacja, wypędzenia, wysiedlenia, emigracja itd.

– Do mojego opy 40 lat raz w tygodniu na sznapsa przychodził Staszek Plewa. Za wojny był robotnikiem przymusowym, ale później został na gospodarstwie, nawet się z córką bauera hajtnął. I gdy mój opa zapisał się do Mniejszości, Staszek więcej opy nie odwiedził – mówi.

Niemcy? A może to tylko udający ich Ślązacy?

Tutejsi Niemcy mają swoich surowych recenzentów, niemcosceptyków. Dla jednych są Ślązakami udającymi Niemców. Dla innych przeoczeniem powojennych komisji weryfikacyjnych. Dla jeszcze innych piątą kolumną, która lojalna jest w pierwszej kolejności wobec Berlina.

– Istnieje konflikt między byciem obywatelem Polski i Niemcem? – pytam Alicję Nabzdyk-Kaczmarek, prezeskę Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego „Polski Śląsk”.

– Ujmę to tak: czy oni jako politycy Mniejszości są lojalni wobec Polski? Mam wątpliwości.

– Są powiązani z władzami w Berlinie?

– Otrzymują pieniądze od rządu federalnego w Berlinie oraz od rządu w Warszawie. Mają co najmniej dwa strumienie. A nie można służyć dwóm panom jednocześnie.

Nabzdyk-Kaczmarek w swoich osądach nie jest osamotniona. Kilkanaście lat temu zaczęła powstawać „Biała księga nielojalności mniejszości niemieckiej”. Jej autorem jest Sławomir Kłosowski: polityk Prawa i Sprawiedliwości, w przeszłości poseł, wiceminister edukacji, a do niedawna wojewoda opolski. W wywiadzie dla portalu wPolityce, zatytułowanym „Grupa politycznych cwaniaków z mniejszości niemieckiej stara się uzyskiwać swoje profity na judzeniu”, Kłosowski mówił: „Działacze mniejszości niemieckiej lubią mówić, że są uciemiężeni, uciśnieni, choć przecież posiadają uprawnienia idące chyba najdalej w całej Europie”. Księga ilustrowana jest m.in. wielkim napisem na budynku mieszkalnym „Hadziaje [pejoratywne określenie ludności napływowej – przyp. aut.] do pieca”.

– Waszym Heimatem jest Śląsk, a co jest waszym Faterlandem? – pytam Rafała Bartka.

– Moim Niemcy. Ale i Polska, której jesteśmy lojalnymi obywatelami. Przez 35 lat nie słyszałem, żeby ktokolwiek z Mniejszości kwestionował prawo Polski do Górnego Śląska. Tymczasem druga strona wciąż stara się udowadniać, że to jest Polska. Oczywiście, że jest.

Na dwóch kroplówkach, czyli słudzy dwóch panów?

– Jeśli Berlin wam pomaga, to pojawia się pytanie, czy chce coś w zamian? Niektórzy mówią, że nie można służyć dwóm panom równocześnie – mówię Krzysztofowi Wysdakowi, najciekawszemu intelektualiście Mniejszości.

– Jestem lojalny wobec państwa polskiego. W powiecie jako wicestarosta zajmowałem się m.in. zarządzaniem kryzysowym, to element obronności państwa. Żadnych materiałów, do których miałem wgląd, nie przekazywałem Berlinowi. Tak, żyjemy na kroplówce RFN i polskiego MSW, bo nie mamy wyboru.

– A czy masz poczucie, że państwo polskie widzi w was zagrożenie? Mniejszości podlegają pod MSW, a nie pod MKiDN – to traktowanie mniejszości jak kwestii bezpieczeństwa, a nie kultury.

– Kiedyś Kościoły też podlegały pod MSW. To polska tradycja.

– A czy RFN to twoja ojczyzna?

– Mam śląski Heimat i mam obowiązki wobec kraju, w którym mieszkam.

– A co z RFN?

– Bardziej jestem związany z kulturą niemiecką niż z państwem niemieckim. Moja niemieckość jest szersza niż RFN, bo RFN to tylko jeden z wariantów niemieckości – mówi Wysdak. – Poza tym RFN wzmacnia naszą pozycję wobec polskich władz. Nie chcemy być jak Karaimi, którzy nie mają swojego państwa i są sami wobec Warszawy.

Polityka polityką, jednak polskie społeczeństwo nie ma złego zdania o obywatelach RFN. Według danych CBOS z 2024 roku 40 proc. Polaków ma do Niemców stosunek pozytywny, 24 proc. neutralny, a 31 proc. negatywny. Polacy mają do Niemców podobny stosunek jak do Ukraińców.

Dwa Faterlandy, czyli Niemcy coraz mniej niemieccy

Od spisu do spisu spośród wszystkich mniejszości wyraźnie nie ubyło jedynie Niemcom: Ślązaków jest mniej o 250 tys., Kaszubów o 50 tys.

Optymiści mówią: Niemców jest więcej, niż wykazał spis, ale ludzie ostatnio boją się przyznawać do niemieckości.

Pesymiści mówią: Niemców jest mniej, ale sporo osób zadeklarowało się jako Niemcy, chcąc zaprotestować przeciwko antyniemieckiej retoryce PiS – podobnie jak dekadę wcześniej deklarowali się jako Ślązacy po słowach Jarosława Kaczyńskiego o „zakamuflowanej opcji niemieckiej”.

Krzysztof Wysdak jednak przyznaje: „Wykrwawiamy się”. I liczby potwierdzają jego słowa, gdyż prawdę ujawniają dopiero szczegółowe dane. Spis do spisu o 43 proc. mniej obywateli zadeklarowało tożsamość niemiecką jako jedyną – dziś osoby czujące się wyłącznie Niemcami stanowią jedynie 16 proc. mniejszości niemieckiej.

Wniosek: liczba Niemców się nie zmienia, ale zmienia się ich „jakość”, Niemcy są coraz mniej niemieccy. Mówi mi o tym również Rafał Bartek:

– Czas robi swoje. Część osób z Mniejszości ma już dwa Faterlandy, a dla wielu zaczyna przeważać identyfikacja z Polską. Można powiedzieć, że to naturalny proces, ale nie do końca: w Polsce procesy polonizacyjne i asymilacyjne są silniejsze, niż powinny być, a mechanizmy wspomagania mniejszości są słabe.

„Polscy” Niemcy są coraz głębiej zanurzeni w polskości, poza państwem niemieckim żyją długo, bo 80 lat – tyle, ile rodziny ich sąsiadów, Kresowian, żyją poza Lwowem czy Wilnem.

„Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił”

Siedziba Mniejszości znajduje się w Opolu przy ulicy Marii Konopnickiej, autorki „Roty” i słów „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił”. Nieopodal jest piękny gmach urzędu wojewódzkiego. Przy urzędzie wisi tablica, którą umieścił tam wojewoda na 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę (choć w Opolu jeszcze przez 27 lat Polski nie było). Na tablicy widnieje Dekalog Polaka autorstwa Zofii Kossak-Szczuckiej. Siódmy punkt brzmi: „Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego”. Ósmy: „Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem”.

Rafał Bartek drugą kadencję jest przewodniczącym Sejmiku Województwa Opolskiego. Sejmik ma siedzibę przy Dekalogu Polaka...

Sytuacja Niemców na Śląsku bywa skomplikowana, brani są nieraz jako zakładnicy w relacjach warszawsko-berlińskich.

Tak jak w 2021 r. Wówczas w budżetach na lata 2022 i 2023 znacznie obcięto subwencje na nauczanie języka niemieckiego dla niemieckiej mniejszości. Rządzący argumentowali, że to odpowiedź na nieprzestrzeganie przez RFN praw Polaków mieszkających w Niemczech.

Decyzję władz odczuło przede wszystkim ponad 50 tys. dzieci niemieckiego pochodzenia, które uczą się niemieckiego jako ojczystego. Mniejsze środki oznaczały zredukowanie liczby lekcji niemieckiego z trzech do jednej. Pozostałe mniejszości nadal mogły uczyć się swoich języków w wymiarze trzech godzin.

Warszawa obcinając Niemcom język uznała w ten sposób mniejszość niemiecką w pierwszej kolejności nie za swoich obywateli, a za ekspozyturę obcego państwa. To tak jakby władze Litwy niezadowolone z traktowania przez Warszawę mniejszości litewskiej uderzyły w polskie szkolnictwo na Wileńszczyźnie.

– Tu nie ma reguł – mówi mi Pejter Długosz. – Znam byłych żołnierzy Wehrmachtu, którzy głosują na PiS. A moja oma słuchając Radia Maryja mówiła o Kaczyńskim: „Nareszcie mamy mocnego Führera”.

– Twoja oma czuła się Niemką, tak?

– Początkowo tak. 35 lat temu mówiąc „nasi” mówiła o Niemcach. Powtarzała: „My som Niemce, ale jakby wos pytoli, to odpowiedźcie, żeście som Ślunzoki”.

– Bo tak bezpieczniej?

– Tak. To było w pierwszych latach po upadku komuny. Z latami zresztą odchodziła od niemieckości i przesuwało się jej w stronę śląskości. Potem zrobiła nawet coś niewyobrażalnego: zaczęła kibicować polskim skoczkom narciarskim. Do końca życia słuchała równocześnie niemieckiej telewizji i Radia Maryja.

Gdzie położyć kwiaty? Po obu stronach walczyli miejscowi

– Tych dwóch światów już nie da się skleić – mówi mi Alicja Nabzdyk-Kaczmarek z „Polskiego Śląska”. – Pamiętam jedne z obchodów rocznicy powstań na Górze Świętej Anny. Przemowy mieliśmy wygłosić ja i Henryk Król [Heinrich Kroll – przyp. aut.] z Mniejszości. Następnie mieliśmy udać się pod pomnik, ale on odmówił. Powiedział, że łzy matek mają jednakową wymowę, ale on pod tamten pomnik nie pójdzie. Politycy Mniejszości mogą sobie deklarować, że chcą wspólnoty.

Pomnik na Górze Św. Anny – wielu miejscowych powie: na Annabergu – od dawna jest kością niezgody. Wiosną 2023 r. Rafał Bartek zbierał podpisy pod listem otwartym o budowę nowego pomnika na Górze Świętej Anny, centralnym miejscu dla powstań śląskich. Różnie się je interpretuje: jako polski zryw niepodległościowy, wojnę domową lub – jak ujął to profesor Ryszard Kaczmarek – „nieznaną wojnę polsko-niemiecką” z lat 1918-1922.

– Co roku jako Mniejszość upamiętniamy wydarzenia roku 1921, ale na Górze nie ma miejsca, które mówiłoby o prawdziwym sensie tego, co się tu stało – mówi mi Bartek. – Młody człowiek może spytać: to z kim powstańcy właściwie walczyli? Przecież wszyscy Ślązacy byli za Polską.

Glossa: w leżących u stóp Annabergu Zdzieszowicach w 1921 r. za Polską głosowało 449 osób, a za Niemcami 458.

– Nie mówi się o tym, że po obu stronach walczyli miejscowi – kontynuuje Bartek. – To była wojna bratobójcza. Dopiero gdy schodzi się na rodzinny poziom opowieści, pojawiają się konkretne postaci: jeden unkel boł za Niemcami, drugi za Polską.

– I jak chcecie to zmienić?

– Po pierwsze, od kilku lat spotykamy się na Górze 5 lipca na zakończenie walk, a nie 2 maja na rozpoczęcie: świętujemy pokój, a nie rozpoczęcie wojny. Po drugie, obchodom towarzyszy dwujęzyczna msza, w której upamiętniamy wszystkie ofiary. I po trzecie, z kościoła idziemy na cmentarz, aby złożyć kwiaty na grobach obu stron. Inni składają hołd tylko jednej ze stron konfliktu. I dlatego chcemy postawić nowy pomnik: matki opłakującej dwójkę śląskich synów. Bo tak wyglądały powstania śląskie.

Można być Ślązakiem bez bycia Niemcem

Wśród Mniejszości słyszę za każdym razem, że wszyscy Niemcy na Śląsku Opolskim czują się równocześnie Ślązakami.

Często osoby o podobnych biografiach z części opolskiej i części katowickiej określają się odmiennie: pierwsi jako Ślązacy i Niemcy, drudzy tylko jako Ślązacy.

– Po 1989 roku usłyszeliśmy tu, na Śląsku Opolskim, że nasze poczucie odrębności od polskości nazywa się niemieckością, i nazwaliśmy się Niemcami. Tymczasem u was w aglomeracji podobną tożsamość nazwano śląskością – mówi mi Wojciech Glensk, muzyk i dziennikarz z Tarnowa Opolskiego.

W podobnym tonie wypowiada się Długosz. Obaj nigdy nie zapisali się do Mniejszości.

– Tak, tutaj powiedzieli, że nasza odrębność nazywa się niemieckością. Dlatego dla mnie odkryciem było, że można być Ślązakiem bez bycia Niemcem. Stało się to m.in. na studiach, gdzie poznałem ludzi, którzy godajōm po naszymu, ale kompletnie nie łączą tego z niemieckością. Większość z nich była z katowickiej strony Śląska. Nie spinało mi się to, ale ucieszyłem się, że są tacy jak ja: ludzie niełączący śląskości tylko z niemieckością. Wtedy to nie było częste, dziś niemieckość już często rozjeżdża się ze śląskością – mówi.

Trudno wskazać, gdzie kończy się Niemiec, a zaczyna Ślązak. Śląsk Opolski to jedyne miejsce w Polsce, gdzie podczas kampanii towarzyszących spisom powszechnym o deklarację tej samej osoby mogą rywalizować trzy oferty tożsamościowe: niemiecka, śląska i polska.

Na Górnym Śląsku po 1989 r. tożsamość śląska na dobre rozepchała się między polską i niemiecką. Ale myśląc o tych trzech tożsamościach, lepsza od logiki granic będzie logika zbiorów – jedna osoba może w różnym stopniu należeć do dwóch lub kilku.

Odrębna tożsamość śląska jest dziś wyzwaniem dla Mniejszości. Przemysłowa część Górnego Śląska stała się centrum śląskości znacznie żywotniejszym niż opolska: to głównie osoby pochodzące z aglomeracji kodyfikują język śląski, opowiadają na cały kraj śląskość w kulturze, lansują ją jako tożsamość konkurencyjną wobec polskiej, ale też niemieckiej. I, może przede wszystkim, sprawiają, że śląskość jest coraz atrakcyjniejsza.

Jeszcze Niemcy nie zginęły

Wybory parlamentarne 2023 r. były pierwszymi po 1991 r., w których Mniejszości nie udało się wprowadzić ani jednego posła – 34 lata temu mieli siedmioro posłów oraz senatora. Tym ważniejsze były dla nich wybory samorządowe w 2024 r. Przystąpili do nich po raz pierwszy nie jako Mniejszość Niemiecka, a pod nowym szyldem: Śląscy Samorządowcy. Niektórzy z przekąsem mówili, że wykorzystali koniunkturę na śląskość i zmienili barwy na atrakcyjniejsze.

– O zmianie nazwy na Śląscy Samorządowcy dyskutowaliśmy od dawna – mówi mi Wysdak. – Są wśród nas koledzy, którzy nie chcieli iść pod szyldem Mniejszości. Około jednej czwartej osób na naszych listach nie czuje się Niemcami, ma np. pochodzenie kresowe. W przypadku innych Niemcami byli rodzice, ale oni czują się już Ślązakami.

Mniejszość pod nową nazwą osiągnęła świetny wynik. W woj. opolskim zajęli trzecie miejsce z wynikiem ponad 16 proc., a w skali kraju pod względem wybranych włodarzy czy liczby mandatów w radach powiatów – czwarte.

– Mniejszość może przesuwać się z szyldu niemieckiego do śląskiego? – pytam Pejtera Długosza.

– Tak, ale tylko na tyle, na ile konsul się zgodzi. Wciąż daje pieniądze. Pytanie, czego chce Berlin: utrzymywania strefy wpływów czy dbania o kulturę? – zastanawia się Długosz.

Ich bin Zbigniew

Myślę o swojej rodzinie i uświadamiam sobie, jak niewiele zabrakło, abym sam został Niemcem.

Moi pradziadkowie Johann i Elisabeth urodzili się w Cesarstwie Niemieckim, ich najstarsze dzieci, Reinhold i Liselotte, przyszły na świat w Republice Weimarskiej. Wszyscy kończyli niemieckie szkoły i czuli się częścią politycznego narodu niemieckiego. Liselotte i Reinhold wyjechali stąd do Efu – odpowiednio w latach 50. i 70. Moja babcia też chciała wyjechać, namawiali ją. Ale nie chciał dziadek, Galicjok. Gdyby chciał, to ja przyszedłbym na świat już w RFN, pewnie w Zagłębiu Ruhry. Być może czułbym się dziś Niemcem – tak jak znaczna część mojego kuzynostwa.

– A może nie? – zastanawia się Wojciech Glensk. – Wszyscy tu mamy ogromną część rodziny w Niemczech. Część mojego kuzynostwa, które wyjechało, czuje się Ślązakami, część Niemcami, a kuzynka polskiego nauczyła się dopiero w Berlinie. Nie jesteś zdolny do objęcia intelektem, rozumem, dlaczego czujesz się tym, a nie tym. Tutaj o tym, w jakim stopniu ktoś czuje się Polakiem, Niemcem lub Ślązakiem, decyduje często traf. Nawet spadający listek może na to wpłynąć.

 

Autor jest pisarzem, za książkę „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku” otrzymał Nagrodę Literacką Nike.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nasi Niemcy