Futbol podobno nie dla dziewczyn. Ewa Pajor udowodniła, że to bzdura

Od drzwi do stodoły imitujących bramkę, po grę w Barcelonie: historia najsłynniejszej polskiej piłkarki Ewy Pajor to opowieść o rozwoju polskiego futbolu kobiecego. I o kruszeniu mentalnych barier.
Czyta się kilka minut
Ewa Pajor podczas meczu Polska - Bosnia i Hercogowina. Gdańsk, 4 kwietnia 2025 r. // Fot. Andrzej Iwańczuk / REPORTER
Ewa Pajor podczas meczu Polska - Bosnia i Hercogowina. Gdańsk, 4 kwietnia 2025 r. // Fot. Andrzej Iwańczuk / REPORTER

Dziewięcioletnia dziewczynka, chuchro może osiemnastokilowe, na pewno niewystające wiele ponad średniej wielkości stół, biega za piłką po startej od tysięcy tenisówek podłodze sali gimnastycznej. Sala jest w niewielkiej podstawówce, podstawówka we wsi gdzieś między Koninem a Łodzią. Jest połowa lat dwutysięcznych.

Dziewczę widać zapewne od razu: plącze się wśród wyższych o kilka głów drągali z piątej, szóstej klasy. I nie odpuszcza: to zrobi slalom z piłką między chłopakami, to zawalczy o nią wściekle. Nagle futbolówka uderzona przez kogoś z całej siły trafia ją prosto w twarz. Głośny płacz, przerwa, młody nauczyciel podbiega w popłochu do drugoklasistki. Patrzy, czy zęby wszystkie. Uważa, że o dalszej grze – choć to jeszcze nie czasy ocierającego się o patologię chuchania i dmuchania na dzieci – nie ma mowy.

Uruchamianie odtwarzacza...

Ale dziewięciolatka, otrząsnąwszy się z szoku, przedstawi zgoła inną optykę: „Gram dalej”.

To będzie piłkarka: jak zaczynała Ewa Pajor

Początki tej historii można sobie też wyobrazić nie na startym parkiecie, tylko na wypłowiałej trawie; nie pod koszem, a pod kamiennym murem gospodarstwa, przy którym dreptają kury i do którego przytwierdzono zbitą z sosnowych bali bramkę dwa metry na trzy.

Jest początek kwietnia 2025, spaceruję po takiej właśnie okolicy z tym samym co w pierwszej scenie facetem, tyle że przyprószonym już nieco siwizną. To Piotr Kozłowski, znany jako „pierwszy trener Ewy Pajor”, teraz dyrektor uniejowskiej podstawówki. 

Właśnie wróciliśmy z objazdu. Od czterotysięcznego Uniejowa, przez trawiaste boisko szkoły w Wieleninie, otoczone jak kiedyś wbitymi w ziemię oponami, aż po wieś Pęgów z gospodarstwem państwa Pajorów i położonym ze sto metrów obok domem rodziny byłego kolegi z klasy Ewy. To właśnie tu Kozłowski zaparkował, by pokazać mi „słynną bramkę Ewy”.  

Piotr Kozłowski w „słynnej bramce Ewy”. Pęgów, kwiecień 2025 r. // Fot. Przemysław Wilczyński

– Czasami strzelała na drewnianą bramę swojej stodoły, innym razem przychodziła właśnie tutaj, by grać z kolegami – Piotr Kozłowski wchodzi na moją prośbę do drewnianej bramki, bo w takiej pozie chcę mu zrobić zdjęcie; naokoło hektary pół przylegających do nielicznych zabudowań. – Ta bramka staje się coraz słynniejsza, swój materiał nagrała tutaj nawet telewizja FC Barcelony.

Jest rok 2003, siedmioletnia Ewka z Pęgowa (kilkanaście chat na krzyż) zaczyna podstawówkę w oddalonym o kilka kilometrów Wieleninie; obie wsie leżą w granicach gminy Uniejów w woj. łódzkim. Gdy kończy lekcje, idzie na świetlicę. Tu opiekuje się nią dorabiający do etatu wuefisty Kozłowski. – Scena z uderzeniem w twarz to mój pierwszy obraz Ewki grającej w piłkę – opowiada. – „Ja pierniczę, to niemożliwe”, pomyślałem, gdy zażądała powrotu do gry. Przecież po takim wypadku nawet twardy szóstoklasista mógłby zrezygnować z grania! 

Rok 2006, klasa czwarta. Ewka, nadal niziutka, za to wyróżniająca się od dawna zwinnością i sprawnością, rozpoczyna regularne lekcje wuefu z Kozłowskim. Jedzie też na swój pierwszy piłkarski turniej. – Zobaczył ją tam pewien stary, ceniony wuefista – opowiada Kozłowski. – Mówi: „W Koninie jest dziewczęcy klub, koniecznie ją tam zawieź”. Zawiozłem, a prezes tego klubu, Roman Jaszczak, jeszcze przed pierwszym treningiem, gdy zobaczył sposób poruszania się Ewki z piłką pod pachą, powiedział: „To będzie piłkara jak nie wiem co!”.

Do Konina będzie woził Ewę Kozłowski, innej opcji nie ma. – Rodzice w jej przygodzie piłkarskiej nie przeszkadzali, ale i nie pomagali – mówi wuefista i dyrektor, który w tamtym czasie nie liczył nawet na złotówkę zwrotu kosztów benzyny. – Mają kilkadziesiąt hektarów i kilkadziesiąt mlecznych krów, to nie dawało możliwości ruchu. Ale fakt, że nie stanęli na drodze jej kariery, to i tak dużo. Proszę to sobie wyobrazić. Dziewczynka ma 9 lat, a młody wuefista zaraz po przywiezieniu jej z wielodniowego pobytu na jakimś turnieju w Gdyni mówi im, że za dwa tygodnie jedziemy do Krakowa.

Choć gdy 12-letnia już Ewa chce przenieść się – wraz z towarzyszącą jej i też grającą w piłkę siostrą Pauliną – do Konina na stałe, by tam mieszkać w internacie, rodzice się wahają. Tak przynajmniej uważa wspomniany Roman Jaszczak, który pytany o Pajorów przez Karolinę Wasielewską, autorkę książki „Polka gola! O kobietach w futbolu”, mówi: „One były trochę zahukane. Ich rodziców też trzeba było urabiać […] Cały czas powtarzali, że przecież dziewczyny muszą zostać w gospodarstwie, że co rano trzeba wstawać o piątej do krów”.

Zamiast tego wstają do szkoły i na treningi. A Ewa, już jako dwunastolatka, dostaje powołanie do reprezentacji Polski U-15. Za kilka lat, w kadrze U-17, osiągnie wielki sukces: mistrzostwo Europy w tej kategorii wiekowej i tytuł najlepszej piłkarki. – Zobaczyłem ją kiedyś w akcji na jednym z turniejów dziecięcych, jak haruje, jak myśli na boisku, jak przyjmuje piłkę, i powiedziałem, że będzie najlepsza w Polsce – wspomina Kozłowski. – A gdy wygrała Euro U-17, zyskałem pewność, że pewnego dnia będzie najlepsza w Europie.

Kobiety z futbolówką

Na razie jednak nie jest znana nawet w Uniejowie, a polska kobieca piłka jest w amatorskich powijakach, uważana przez wielu za zwykłe dziwactwo. Młode utalentowane piłkarki, jak pisze Wasielewska, mają kłopot nawet z pieniędzmi za transport na mecze, a leczenie po kontuzji – nawet na poziomie reprezentacji – muszą opłacać z własnej kieszeni. „Do sezonu 2019/2020 drużyna, która zdobyła Puchar Polski kobiet, dostawała w nagrodę… trzydzieści pięć tysięcy złotych” – pisze Wasielewska, z czego nietrudno wywieźć, że piłkarka jednej z najlepszych polskich drużyn mogła jeszcze kilka lat temu liczyć na niecałe dwa tysiące nagrody za jeden z największych sukcesów w krajowym futbolu.

Nie najlepszy był też wówczas mentalny klimat. Zuzanna Walczak, była piłkarka, sędzia i eks-działaczka PZPN, koordynująca w związku sprawy piłki kobiecej, ma za sobą historię równoległą do tej Pajor. Jak ona pochodzi ze wsi, tyle że popegeerowskiej na Opolszczyźnie, tak jak Pajor musiała na początku obijać się o mentalne bariery we własnym środowisku. Za piłką biegała do wieku juniorki, później została sędzią, wyznaczaną m.in. do męskich meczów A-klasy na prowincji.

– Słyszałam, że „to nie wypada”, że mam się zająć czymś innym, „bo będę miała krzywe nogi” i poobijane kolana, które mają przecież służyć do celów estetycznych – wspomina Walczak. – Bywało też, że ktoś nawet nie brał pod uwagę, że jestem w trójce sędziowskiej, więc dopytywał, czyją jestem żoną. Byłam specjalnie wysyłana na trudne mecze, gdzie zdarzały się akty agresji, bo uważano, że „kobieta łagodzi obyczaje”. Faceci w A-klasie bywali agresywni, zdarzało mi się wracać do domu i płakać. Ale nie dawałam sobie wchodzić na głowę. A później poszłam na studia, zrobiłam kurs trenerski.

Jeszcze kilka lat temu jej plany, by w przyszłości trenować seniorskie zespoły męskie, spotykały się z niedowierzaniem. – Zrobiłam nawet ankietę na Twitterze, na którą odpowiedziało trzy tysiące osób, gdzie zapytałam, czy kobieta może być trenerką seniorskiego zespołu męskiego – opowiada ekspertka. – Aż trzy czwarte respondentów, a był to rok 2019, odpowiedziało przecząco.

Zmiana, widoczna dopiero w ostatnich latach, to wedle mojej rozmówczyni efekt opatrywania się obrazków kobiet z futbolówką. – Dziś niemal każdy ma jakieś doświadczenie w tym zakresie: albo widział kobietę sędziującą mecz, albo słyszał o Ewie Pajor, albo sam spotkał dziewczynę lub kobietę grającą bądź sędziującą – mówi Walczak. – A gdy ma taką siostrę albo koleżankę, trudniej mu (lub jej) wypowiadać stereotypowe sądy.

Walczak opowiada o dziewczynce grającej w jej wsi, Gałązczycach. – Staram się ją wspierać, by nie miała tak trudno jak ja czy Ewa – mówi. – Gdy byłam dziewczynką, nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić grania w dorosłej drużynie kobiecej, bo nie było takiej success story jak dziś Ewy. Fantazjowałam, że będę grała w reprezentacji męskiej, bo zrobią dla mnie wyjątek… Nawet plakaty w pokoju miałam z piłkarzami-mężczyznami. Dziś dziewczynki mają za idolki także kobiety.

Potwierdza to jeden z obrazków z książki „Polka gola…”. Rok 2022, pierwsza edycja uniejowskiego turnieju Pajor & Tarczyńska Cup, przyglądający się meczom Piotr Kozłowski dostrzega, że gole strzelają wciąż dziewczyny z numerem „17”. Dopiero po chwili zorientuje się, że to numer Ewy Pajor. „Bo współczesne młode piłkarki mają już i idoli, i idolki z boiska, dla nich futbol nie ma płci” – komentuje autorka książki.

Jedna z najlepszych piłkarek nożnych na świecie

Daleko do tego klimatu jest w czasach, gdy Ewa Pajor zaczyna osiągać pierwsze sukcesy.

Rok po wygraniu Euro, gdy ma 17 lat, jej rodzice po raz pierwszy pojawiają się na meczu. Stadion Miejski w Koninie, październik 2013, miejscowy Medyk rozbija 2-0 bardziej utytułowany Glasgow FC w 1/16 Ligi Mistrzyń, a młodziutka Pajor zdobywa bramkę (po długim podaniu przyjmuje piłkę na dwunastym metrze i strzela z woleja w długi róg).

Gdy ma lat 19, przenosi się do niemieckiego VfL Wolfsburg. Tu jednak jest trudniej, niż myślała. Z wysiłku zdarza jej się wymiotować w czasie treningu. Długo nie łapie się do meczowej jedenastki. Jej siostra Paulina wspomni: „Przychodziła z treningów i zamykała się w pokoju. Zastanawiała się, co znowu zrobiła źle, że nie została powołana na mecz”.

– Ewa i starsza o rok Paulina, która wspierała ją i w Polsce, i w pierwszych latach w Niemczech, to piękna historia o wzajemnym poświęceniu, o siostrzeństwie – uważa Zuzanna Walczak. – Kariera Ewy to także efekt tego wsparcia.

Wkrótce Ewa zaczyna nie tylko grać, ale też strzelać bramki i robić furorę. W sezonie 2018/19 zdobywa kolejne mistrzostwo i puchar Niemiec oraz tytuł królowej strzelczyń Frauen Bundesligi. Gdy w 2020 r. przedłuża z klubem kontrakt, suma odstępnego wynosi rekordowy w kobiecym futbolu milion euro. Do roku 2024, gdy podpisze sensacyjny kontrakt z Barceloną, zdąży z Wolfsburgiem aż cztery razy dotrzeć do finału Ligi Mistrzyń. Co prawda ani razu nie sięga po trofeum, ale sam występ w finale to w męskiej wersji polskiej piłki osiągnięcie unikatowe: dość powiedzieć, że wśród czynnych piłkarzy pochwalić się nim może tylko Robert Lewandowski (przynajmniej w chwili ukończenia tego tekstu, bo wkrótce może to się zmienić).

Status Ewy Pajor dziś? – Jedna z najlepszych piłkarek na świecie, na pewno TOP 5, pojawiająca się wśród faworytek do nagrody Złotej Piłki gwiazda jednego z najlepszych klubów globu – ocenia Walczak. – Brakuje jej sukcesu reprezentacyjnego, ale i to jest do nadrobienia.

Choć analogie do męskiego futbolu nie zawsze mają sens, a w dodatku są nie najlepiej widziane w środowisku piłki kobiecej, tu od paraleli uciec nie sposób. Dzisiejsza pozycja Pajor nie jest gorsza od Lewandowskiego, a jeśli doszukiwać się różnic, będą raczej grały na jej korzyść: młodsza o stanowiące w sporcie wieczność osiem lat, może liczyć na prześcignięcie słynnego kolegi. Z którym zresztą gra teraz w jednym klubie, występując nawet wspólnie w filmikach promocyjnych na YouTubie, jak kilka tygodni temu w pokazowej zabawie „Guess who” (gdzie oboje posługują się komunikatywnym angielskim).

Przed Pajor jest teraz Euro 2025, startujące z początkiem lipca w Szwajcarii. – Potrzebujemy wokół tej kadry szumu – mówi Zuzanna Walczak. – Nie miałabym nawet nic przeciwko temu, by po jakimś niepowodzeniu kibice zaśpiewali „Nic się nie stało…”, a pierwszy lepszy taksówkarz zaczął marudzić: „Widziała pani ten mecz?!”. Bo to by znaczyło, że kibice tym żyją. 

Ewa Pajor i trzydzieści tysięcy futbolistek

Polska piłka kobieca u progu tej imprezy to już ok. 30 tysięcy piłkarek, niemal 800 trenerek i blisko 500 sędzi (dane za sezon 22/23). Od 2019 r. damska Ekstraliga jest pokazywana przez telewizję publiczną.

Owszem, zastrzega Zuzanna Walczak, będąc kobietą, nadal trudno utrzymać się z gry w piłkę, nadal ciężko być jedyną dziewczyną z piłką we wsi czy jedyną robiącą kurs trenerski. – Wciąż zdarzają się komentarze typu: „Ty rób notatki, bo pewnie ładnie piszesz”, ale to już na szczęście rzadkość. Są też i atuty mniejszej profesjonalizacji damskiej piłki. Skoro kobieta mimo tych wszystkich przeszkód gra, to wiadomo, że musi tę dyscyplinę kochać. Kobiety inaczej też zachowują się na boisku. Np. nie „nurkują”, jak to się mówi w żargonie, czyli nie udają, że zostały sfaulowane. 

Rozwój kobiecej piłki widać od ponad dekady także w Uniejowie. – Po sukcesie Ewy w 2013 r. postawiłem założyć Uniejowską Akademię Futbolu – opowiada Piotr Kozłowski. – Kilka lat później zaprosiliśmy do współpracy byłego reprezentanta Polski Ebiego Smolarka, potem dołączyła Ewa i inna wybitna piłkarka, Agata Tarczyńska. W tej chwili to akademia skupiająca ponad setkę piłkarzy z roczników 2010-2018, w tym dziesięć dziewczyn. Mam wiele krytycznych słów o popularyzacji piłki kobiecej w Polsce, jej lekceważeniu przez PZPN i media, ale zrobiliśmy naprawdę duży krok w przód.

Kozłowski na koniec zabierze mniej jeszcze do centrum Uniejowa – chce mi pokazać „Pajormanię” w lokalnym wydaniu.

Po drodze pytam, jaka prywatnie jest Ewa Pajor. – Nieśmiała, najchętniej by się schowała – śmieje się Kozłowski, prowadząc samochód przez duże i miejscami pustawe przestrzenie gminy, a jego słowa potwierdzają wywiady wideo, na których piłkarka odpowiada na pytania krótko, jakby chciała mieć to już za sobą.

Ostatni przystanek: uniejowski rynek. Przed gotycką kolegiatą Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny stoi neobarokowa dzwonnica, na niej – pod zegarem – elektroniczny napis: „Uniejów kibicuje reprezentacji Polski!!!” pojawiający się wymiennie z licznikiem: „DO EURO 2025 POZOSTAŁO 83 dni, 6 godzin, 13 minut i 19 sekund…”.

Pytam Kozłowskiego, czy nie było sprzeciwu proboszcza. – Sprzeciwu? – patrzy zdziwiony. – Tu wszyscy byli za.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17-18/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kobieta nie nurkuje