Terminarz nieco komplikuje tutejsze zobowiązania pisarskie. Najchętniej, rzecz jasna, opisalibyśmy stan umysłu po wyborach prezydenckich, ale dziś, tu i teraz, możemy zaledwie podsumować nasz stan sprzed głosowania. A to wydaje nam się nieciekawe. Nawet gdybyśmy teraz poddali zaawansowanemu rozbiorowi i analizie koktajl emocji sprzed wyborów, to doprawdy jego smak, skład i właściwości nie wzbudziłyby niczyjej ciekawości. Wypada zatem zająć się czymś ciekawszym niż lęki, rozterki, nadzieje i beznadzieje polskie.
Tym czymś są niewątpliwie sprawy płciowe. Sprawy płciowe – popatrzmy – od zarania ludzkości budzą ciekawość i są chętnie roztrząsane zarówno w gronie rodzinnym, jak i na forach parlamentów, w radiu i telewizji, na scenach teatrów bądź w kinie, zarówno niemym, jak i tym udźwiękowionym. O kwestiach płciowych debatuje się ex cathedra w akademiach i, oczywiście, w akademikach. W zasadzie żaden aspekt spraw płciowych nie jest nudny, a niektóre ich elementy są bardzo ciekawe.
Zważyć też należy, że nikomu nie można odmówić prawa do dywagowania w sprawach płciowych. A więc nie ma tu znaczenia ani wykształcenie wypowiadającego się, ani jego wiek, ani postura, ani stopień – dajmy na to wojskowy bądź naukowy, ani poziom wrażliwości, ani sprawność czy też niesprawność. Wszyscy, jak tu ponuro siedzimy, możemy się na te tematy wypowiadać i doprawdy trudno jakąś, jakąkolwiek opinię uznać za z gruntu głupią czy bez sensu. Wszystkie opinie na temat spraw płciowych należy zatem traktować z uwagą, zakładać, że mają uzasadnienie, bądź próbować owo odnaleźć. Komu by się teraz zdało, że w tych kwestiach jesteśmy bezgranicznie i nadzwyczaj koncyliacyjni, tego musimy natychmiast rozczarować. Otóż po pierwsze – zgadzamy się, że poruszając sprawy płciowe zawsze wkraczamy na grunt grząski, zwłaszcza w Polsce. Po prostu dlatego, że wbrew temu, co się mniema, płciowość tutejsza jest niejednoznaczna, by nie rzec, że jest zasadniczo dwuznaczna i zaburzona na poziomie polszczyzny.
Antoni Czechow powiadał: „Jeśli w pierwszym akcie powiesiłeś strzelbę na ścianie, to w kolejnym musi wystrzelić”. A więc wypada nam wypalić. Z co najmniej dwururki. Bum! Oto, popatrzmy, mamy wiosnę. Spóźnioną, chłodną, ale wciąż obecną, zwłaszcza na targowiskach. W kraju, w którym płciowość pojawiła się nawet w kampanii prezydenckiej, a ściślej w jakichś oderwanych od istoty rzeczy deklaracjach kandydata prawicy, mamy problem braku pogłębienia tej tematyki, zwłaszcza w odniesieniu do warzyw i owoców. Poprawna polszczyzna to jedno, polszczyzna codzienna to drugie. Słownik sobie, ludzie sobie, polityka i ideologie sobie. Ale – bądźmy twardzi – zwłaszcza ludzie prawicy powinni uważać, jak i co mówią, bo doprawdy w kwestii płci bardzo łatwo stracić kompas, busolę, a wraz z nimi i godność, i tożsamość, i rację.
Właśnie widzimy wysyp szparagów i popatrzmy na ten wysyp uważnie. Szparag w ustach najbardziej nawet konserwatywnego wyborcy polskiego jest dziś szparagą. A por? Porą! A pomarańcza? Pomarańczem! Brokuł, którego nawiasem uważamy za totalnego dziwoląga, bywa w naszej hermetycznie konserwatywnej Polsce brokułą. Wstyd. A seler? Selerą! „A to feler ,westchnął seler…” – chciałoby się rzec i powtórzyć, że to wstyd zmieniać płeć owocom i warzywom. A dzieje się to i powszechnie, i kompletnie bezkarnie. Gdzie są – pytamy retorycznie – prawicowe elity, które mogłyby przypilnować, by do polskiego dyskursu owocowo-warzywnego nie wkradała się bezkarnie maniera chyba jednak lewicowa, by nie rzec lewacka? Milczą. Jak powiada staropolska mądrość, „od rzemyczka do koziczka”, a więc ostrzegamy: dziś poczciwy por jest jakąś porą, a jutro schabowy z ziemniakami zmieni płeć, zrobi się z tego wstyd na pół świata i trzeba będzie mozolnie wstawać z kolan.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















