Marzenia się spełniają. Oto młodzież włączyła się w życie polityczne naszego kraju. Po wielu latach proszenia, nawoływania, apelowania do sumień i poczucia obywatelskości, do patriotyzmu, odpowiedzialności i obowiązku – młodzież uległa, zagłosowała i wybrała. Okazało się, że młodość będąca przecież od zawsze fetyszem, marzeniem, snem, czystym pięknem, szlachetnością i porywem serca, postanowiła się takoż wyszumieć i szum ten zrobił osobliwe wrażenie. Wybór młodzieży jest rewolucyjny, ale jednak – powiada się tu i ówdzie – nie o taką rewolucję chodziło.
Proszenie młodzieży o cokolwiek jest obarczone ryzykiem, że mianowicie zrozumie ona nie to i nie tak, i zrobi coś, cokolwiek i na opak. Albo nieświadomie, albo na złość. To normalne. A więc młodzież, o to akurat nieproszona, dała – tak się prawie wszędzie mówi i pisze – „czerwoną kartkę”. Władzy i tzw. elitom. Dawanie „czerwonej kartki”, to określenie jest dziś w czasach całkowitej kibolizacji polityki i życia społecznego nadzwyczajnie celne. Jednak pytanie, kto mianowicie kryje się pod terminem „elity”, czeka na odpowiedź. Wedle naszego rozeznania elity w naszym kraju – a mamy tu na myśli rzeczywistą elitarność – to grupa w kilkudziesięciomilionowej ciżbie najwyżej kilkuset osób bez wpływu na cokolwiek. Słowem, zwalanie winy i pokazywanie tym nieszczęśnikom jakichś kartek nie ma żadnego sensu.
Oto nie chcemy się dziś zajmować analizowaniem wyboru K. Nawrockiego na prezydenta RP ani zastanawianiem się, kto się do tego osobliwego jednak wyboru najbardziej przyczynił. Rzec jednak trzeba, że była to już kolejna bardzo nieudana kampania wyborcza Platformy Obywatelskiej, co nas niepomiernie i nieustannie dziwi. Dlaczego nie można było znaleźć – choćby wygooglować – jakiegoś niedrogiego fachowca od kampanii? Kto by się energicznie zajął zachęcaniem ludzi do głosowania na uczciwego i miłego w obejściu kandydata, mówiącego do rzeczy obcymi językami? To jest jednak bardzo dziwne, że w sztabie wyborczym R. Trzaskowskiego nie skorzystano z wyszukiwarki internetowej. Ktoś powie, że to nie takie proste, będziemy się jednak upierać – to proste.
Sztab K. Nawrockiego bez większych ceregieli zrobił z wykształcenia R. Trzaskowskiego feler, zaletę konkurenta przekuł we wstydliwą wadę. Z racji tego, że R. Trzaskowski mówi po francusku, przezywali go „Bonżurem”. Ha! Ha! Bardzo śmieszne. Ręce same składają się do oklasków, a młodzieży się to bardzo spodobało. Bonżur! Ekstra! Boki zrywać. Wyśmiewanie w Polsce wykształcenia i umiejętności zawsze było modne, ale dziś staje się normą. Wniosek – może i zbyt daleko idący - brzmi: ludzie, na wszelki wypadek nie uczcie się ani czytać, ani pisać, ani rachować, bo was wyśmieją, gdy się kiedyś będziecie starać o prezydenturę.
Po tych żalach wypada zapytać, co dalej. Ciekawi nas, jak daleko posunie się w najbliższych latach „trampizacja” Polski, czy Platforma Obywatelska będzie nas dalej tak pociesznie – jak to robiła w kampanii – nacjonalizować, repolonizować i uprawicowiać, jak długo będziemy czekać na zakończenie współpracy K. Nawrockiego z J. Kaczyńskim, no i kiedy złożymy rezygnację z członkostwa w Unii Europejskiej, o czym – zdaje się – młodzież polska marzy. To ją bowiem oderwie wreszcie od różnych przymusów, w tym od konieczności nauki w ogóle, w tym języków obcych, uwolni od szoków wywoływanych podróżowaniem, zwłaszcza na Zachód, młodzież odzyska prawo do palenia węglem, nie będzie musiała sortować śmieci i będzie mogła pić z butelek, do których nie są przyczepione nakrętki. Będzie się mogła do woli boksować, gdzie i kiedy zechce. I o to, zdaje się, chodzi, bo o cóż więcej?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















