Jak uprawiać ogród w zmieniającym się klimacie? Pomysły i porady botaników

Gdy zmienia się klimat, a pogoda staje się nieprzewidywalna, nadzieję dają nam nasiona: są odporne, a niektóre mogą przetrwać nawet kilkaset lat. Najlepsze są te z naszych własnych ogródków.
z Wielkiej Brytanii
Czyta się kilka minut
Milenijny Bank Nasion (MSB) Królewskich Ogrodów Botanicznych Kew w Wakehurst // Fot. Ines Stuart-Davidson / RBG Kew
Milenijny Bank Nasion (MSB) Królewskich Ogrodów Botanicznych Kew w Wakehurst // Fot. Ines Stuart-Davidson / RBG Kew

W sierpniu, po kilkutygodniowej nieobecności, w ogródku powitały mnie uschnięte zbrązowiałe warzywa i kwiaty. Zwykle nie potrzebowały podlewania, wystarczał im deszcz. Ale w tym roku w Szkocji padało rzadko, wiosną w ogóle najmniej od 1964 r. Latem gdzieniegdzie poziom rzek spadł do poziomu krytycznego.

Tych tygodni bez deszczu w moim ogrodzie nie przetrwała więc nie tylko delikatna sałata, ale nawet ziemniaki i odporna zwykle mięta. Zostało ledwie kilka roślin: srebrzyste kocanki (ze względu na zapach zwane rośliną curry), a z warzyw cebule, marchewki i pory. Oraz maliny: choć ich liście zbrązowiały, wydały drobne owoce.

Pory natomiast – mimo że to warzywo mające duże wymagania, gdy idzie o wodę – nie tylko wyglądały na zdrowe i silne, ale zakwitły wielkimi kulami na długich grubych łodygach. Za późno było na ich wykorzystanie w kuchni, więc je zostawiłam, by sobie kwitły.

Mieszkańcy szkockiego miasteczka dzielą się nasionami

Teraz, pod koniec października, te białe kuliste kwiatostany – złożone z maleńkich kwiatów na cienkich szypułkach – zmieniają się w kule nasion. Przetrwały i lato, i niedawny orkan Amy. Położył on kres tym roślinom w ogrodzie, które, podlewane, znów się zazieleniły.

Wstrząsam kwiatostanami porów nad pudełkiem – maleńkie czarne nasiona wysypują się z nich jak mak. W jednym gramie może się ich zmieścić nawet czterysta. Trafią do papierowych torebek, a te do pudełka po butach, gdzie trzymam nasiona na kolejny sezon.

Są tu nasiona z lokalnej biblioteki, która wiosną spełnia ważną dla okolicy funkcję: można się w niej dzielić nasionami. Ludzie przynoszą to, co mają. Saszetki, z odręcznymi opisami i poradami, leżą potem na stoliku – można przebierać. Mam też nasiona, które przywiozłam z tegorocznej wystawy RHS Hampton Court Palace Garden Festival w Londynie.

Na wiosnę czeka też garść fasolek w kolorze kawy z mlekiem – też z Hampton Court. Dostałam je na stoisku The Heritage Seed Library: organizacji, która gromadzi nasiona tradycyjnych i rzadkich warzyw. Opisane były krótko jako fasolki oro, podobno ktoś je podarował. Umówiłam się, że wezmę je i zasadzę, a potem zamelduję, co wyrosło. To moje nasiona-niespodzianka.

 Walijska odmiana donieckiej papryki

W 1989 r., gdy Związek Sowiecki chylił się ku końcowi, do Doniecka przybyła ekipa brytyjskich filmowców. Mieli kręcić zdjęcia do dokumentu o założycielu miasta – walijskim przedsiębiorcy Johnie Hughesie (założył je w 1869 r.). Był wśród nich Adam Alexander, wówczas producent filmowy. Ta podróż miała okazać się przełomowa w jego życiu – choć nie za sprawą filmu, lecz tego, co przywiózł z Doniecka: nasion papryki.

Adam Alexander // archiwum prywatne

O historię tego niezwykłego warzywa pytam Alexandra dziś, ponad 35 lat później. Obecnie jest znanym ogrodnikiem i autorem książek; mówią o nim: „detektyw od nasion”.

– Poradzono mi, że jeśli chcę kupić świeże jedzenie, najlepiej jest pójść na Rynek Centralny – opowiada Alexander „Tygodnikowi”. – Tam spotkałem starszą kobietę, typową babuszkę. Sprzedawała owoce i warzywa ze swego ogródka, aby dorobić do emerytury.

– Tego dnia miała papryki – wspomina Alexander. – Kupiłem kilka, bez większych oczekiwań. Uprawiałem już paprykę w moim ogrodzie w Wielkiej Brytanii. Ale, bądźmy szczerzy, brytyjskie odmiany nie mają w sobie nic szczególnego. Tymczasem te z Doniecka... Przekroiłem jedną, ugryzłem i... wow!

– Miała gruby miąższ, fantastyczny, bardzo złożony smak, lekko owocowy, z delikatną nutką ostrości, tylko na tyle, by przypomnieć, że jemy paprykę – opisuje swoje odczucia. – Wprawdzie to typowy smak dla tradycyjnych słodkich papryk, ale współcześni hodowcy zdołali się tej ostrości pozbyć.

Alexander zabrał nasiona do domu i tu wyhodował. – Jest dla mnie niezwykle ważna, bo od niej zaczęła się moja wielka podróż w poszukiwaniu i zbieraniu nasion – mówi dziś.

Papryka hodowana przez Adama Alexandra z nasion z papryki z Doniecka // Fot. Adam Alexander

Jednak nie tylko dlatego: – Ponieważ uprawiam tę paprykę tak długo, na przestrzeni lat starannie zbierałem nasiona tych roślin, które owocowały pierwsze, i tych, które były w stanie rosnąć na zewnątrz w Wielkiej Brytanii. Dziś mam odmianę, która zakwita jako pierwsza, a owocuje długo. Nawet teraz, jesienią, mam jeszcze co zbierać w moim ogródku w Walii!

Tak powstała walijska odmiana donieckiej papryki, której nasiona, jak zapowiada Alexander, w przyszłym roku trafią po raz pierwszy do sprzedaży.

Dlaczego także nasz ogródek ma znaczenie globalne

Przygoda z doniecką papryką, która stała się papryką walijską, to ilustracja faktu, że najlepsze nasiona dla naszych ogrodów pochodzą z roślin w tychże ogrodach, a nie od wielkich dostawców.

Choć rzecz dotyczy hodowli na małą skalę, ma znaczenie globalne. 

– Odmiany przystosowane do lokalnych warunków mają kluczowe znaczenie dla naszego przetrwania. Zwykli ogrodnicy są częścią tego rozwiązania: tego, jak odbudowujemy genetyczną bioróżnorodność i odporność uprawianych przez nas roślin – uważa Alexander.

Dodaje: – Powinniśmy przyjąć sposób myślenia pierwszych rolników, którzy 12 tys. lat temu, kierowani głodem i ciekawością, dokonywali wyborów w oparciu o kolor, wielkość, smak, wydajność. Powinniśmy rok do roku zbierać nasiona tych roślin, które nam odpowiadają, szukając w nich cech dla nas ważnych. To początek podróży, podczas której tworzymy odrębność i żywotność naszych upraw.


Jak zbierać nasiona? To zależy, z jakich roślin!

Porady Adama Alexandra:

Pomidory

Zbieram nasiona z najbardziej dorodnych owoców z drugiego, trzeciego grona. Nie z pierwszego, bo ono nie zawsze jest udane ze względu na wczesne zapylenie, i nie z pomidorów ostatnich – tym wolę dać dużo czasu na dojrzewanie.

Nasiona wydobywamy z pomidora, płuczemy i suszymy. A samego pomidora możemy zjeść!

Papryki i papryczki chili

Tu zbieram nasiona z najlepszych owoców tych roślin, które zakwitły i zaowocowały jako jedne z pierwszych. Pozwalam paprykom dojrzewać na krzaczku tak długo, jak tylko się da, dopiero potem je zrywam.

Nasiona można zebrać ze świeżych owoców – wyjmujemy je, kładziemy na talerzyku i zostawiamy, by wyschły. A paprykę oczywiście jemy.

Papryczki chili można też powiesić, aby się ususzyły i wyjąć nasiona w chwili, gdy będziemy z nich korzystać przy gotowaniu.

Ogórki

To nieco bardziej skomplikowane! Ogórkom warto pomóc w zapylaniu – zebrać pyłek nawet z kilku kwiatów męskich i nałożyć go pędzelkiem na słupek kwiatu żeńskiego. Na łodyżkę takiego kwiatu zawiązuję wstążeczkę, żeby pamiętać, który to kwiat, i aby przypadkowo tego ogórka nie zjeść. Robimy to w ciągu pierwszych kilku tygodni kwitnienia.

Kiedy ogórek jest już naprawdę bardzo dojrzały, zrywamy go, wybieramy nasiona, bardzo dokładnie je płuczemy. Można nawet zostawić je w wodzie na kilka dni, bo dzięki fermentacji pozbędziemy się z nasionek otoczki, która może opóźniać kiełkowanie. Potem suszymy.

Fasola i groszek

To naprawdę proste, bo i tak po zebraniu fasola często jest suszona. Ta sucha fasola może być wykorzystana i w kuchni, i w kolejnym roku w ogrodzie. Doradziłbym tylko, aby na nasiona zostawić fasolki z najpełniejszego strąka.

Strąki groszku na nasiona zostawiamy na roślinie, a jak będą już suche, to je zrywamy i wysypujemy groszki.


Bank z Wakehurst zebrał 2,5 miliarda nasion

O ile zwykli ogrodnicy pieczołowicie pakują swoje nasionka w papierowe torebki, dużo bardziej skomplikowane procesy przechowywania i zabezpieczania nasion trwają w Milenijnym Banku Nasion (MSB) Królewskich Ogrodów Botanicznych Kew w Wakehurst.

Bank właśnie obchodzi 25. urodziny. W ciągu ćwierćwiecza zgromadzono tam 2,5 miliarda nasion z 40 tys. gatunków dzikich roślin z całego świata. Przechowywane są w podziemnym bunkrze, w zamrażarkach w temperaturze minus 20 stopni.

Czy jest jakiś limit tego zbioru? Pytam o to Charlotte Lusty, szefową działu Seed Collection MSB. – Pewnie jest limit pojemności fizycznej. Nie dążymy jednak do jakiejś liczby gatunków i odmian, nie o to chodzi – mówi Charlotte.

O co więc? 

– Wszystkie nasiona, które tu się znalazły, mają jakieś przeznaczenie. Czy w obszarze naukowym, czy dlatego, iż rośliny te znikają tak szybko, że próbujemy ochronić je przed wyginięciem. Rolą naszego banku jest nie tylko ochrona nasion, by nie znikły, ale też poprawa stanu środowiska, wprowadzenie tam na nowo nasion pewnych roślin i poprawa siedlisk na świecie, niszczonych np. przez pożary i powodzie.

W banku są dziś nasiona ośmiu gatunków, które całkowicie wyginęły – przy czym jeden udało się na nowo wprowadzić w Wielkiej Brytanii. To bromus interruptus, rodzaj stokłosy.

Kolejne ponad 600 gatunków uznaje się za krytycznie zagrożone.

Eksperymenty nad roślinami na ciężkie czasy

W Wakehurst gromadzi się nasiona roślin dzikich, ale niektóre są jadalne, a inne spokrewnione z gatunkami roślin uprawnych.

Charlotte Lusty: 

– Gdy uprawiamy rośliny, pozbywamy się pewnych ich charakterystyk. Pierwsze rośliny były bardziej odporne na zmiany środowiska, choroby i szkodniki. W wyniku hodowlanych modyfikacji stały się słabsze. Ważne jest więc, by mieć zasoby, do których można wrócić. Tak, by przywrócić roślinom pewne cechy, utracone w procesie hodowli. Wiele uprawianych roślin ma w rodowodzie „dzikiego rodzica”.

Ich bank ma też znaczenie dla rolnictwa. Tutejsi naukowcy zajmują się np. badaniem rzadszych odmian prosa czy yam, które dobrze sobie radzą w gorącym klimacie. Na podstawie ich genetyki i morfologii zdecydują, czy warto wykorzystać je do krzyżówek w hodowlach lub do próbnych upraw.

– Mogą odegrać olbrzymią rolę w życiu rolników w południowych Indiach czy Afryce subsaharyjskiej – wierzy Charlotte Lusty.

Naukowcy starają się, by zbierane nasiona pochodziły z różnych populacji tego samego gatunku. To istotne zwłaszcza w przypadku nasion, które mogą mieć zastosowanie rolnicze – chodzi o możliwość uprawy dostosowanej do warunków w danym miejscu.

Również natura potrafi eksperymentować

Będąc kiedyś w Albanii, której południowo-wschodni region uważa się za unikalny w Europie „tygiel różnorodności upraw”, Adam Alexander spotkał Astrita Kadilli. Ogrodnika, który uprawia miejscowe warzywa na hektarze ziemi w Korczy. W tym wiele różnych papryk obok siebie. 

Zapytał, czy go nie martwi, że przez to wymieszanie niektóre dadzą inne owoce, niż można się spodziewać po macierzystych krzaczkach.

„I co z tego? – odparł albański rolnik. – Chcę smaczną ładną paprykę, a jeśli będzie miała wymieszane geny, mi to nie przeszkadza.

Alexander przytacza tę historię, bo uważa, że należy pozwolić naturze na ogrodnicze eksperymenty. 

– Im bardziej pozwalamy jej na przypadki, z których wyłania się nowa różnorodność warzyw i owoców, tym lepiej dla nas – przekonuje. – Im większe zróżnicowanie naszego systemu żywieniowego, tym bardziej odporni jesteśmy na lepsze i gorsze zbiory w dzisiejszym klimacie.

Na marginesie: na albańskim polu Alexander szukał odmiany papryki, zwanej Gogozhare e Madhe, podobnej do tej z Doniecka. Możliwe, że obie pochodzą od tego samego przodka, który przybył do wschodniej części basenu Morza Śródziemnego w XVI w. Choć Korcza i Donieck mają różny klimat, tu i tam lato jest długie i gorące. To wystarczyło.

Garść ogrodniczych porad od brytyjskich fachowców

Większa różnorodność: ta magiczna recepta pada także w mojej rozmowie z Heleną Dove, która kieruje Ogrodem Kuchennym w Królewskich Ogrodach Botanicznych Kew w Londynie.

Pytam, co począć z moim szkockim ogródkiem, skoro w 2024 r. padało za dużo, a teraz za mało. 

– Sadzę szerszy zakres warzyw i godzę się z tym, że niektóre nie przyniosą plonów. Na przykład w tym samym sezonie sadzę rośliny lubiące chłodne lato, jak groszek, i te dobrze rosnące podczas gorącego lata, jak melony – wylicza Helena. – W upalne lato groszek nie wzejdzie, a w chłodne lato nie urosną melony, ale w obu latach będę jednak miała co zbierać.

Ponieważ trudno jest dziś przewidzieć pogodę, wydaje się to jej najlepszym sposobem, by zapewnić sobie plony. – A melony można uprawiać wokół podstawy grochu, więc nie zabiorą dodatkowej przestrzeni.

Helena Dove radzi też, by uprawiać więcej roślin wieloletnich. Mają lepiej rozwinięty system korzeniowy, więc są bardziej odporne na suszę. – Korzenie pełnią też funkcję kotwic, co jest przydatne podczas obecnych intensywnych wiatrów.

Obserwacja i eksperymentowanie: Helena Dove zdradza słowa-klucze. 

– Jako ogrodnicy musimy być cierpliwi, bo możemy testować nowe idee tylko raz w roku, a resztę sezonu spędzamy na obserwacji. Nie należy bać się eksperymentowania, próbowania nowych upraw. Warto uczyć się na błędach.

Ziarna optymizmu

– Nasiona są odporne, innowacyjne i twórcze. Są naszymi najlepszymi przyjaciółmi od początku ludzkości, bo przecież jesteśmy rolniczym gatunkiem. Możemy na nich polegać – mówi Charlotte Lusty. Podkreśla, że jest optymistką, bo nasiona w ich banku to jak skrzynia pełna skarbów, pełna nowych rozwiązań. – Te, które zgromadziliśmy, będą żyć dłużej niż my.

Z kolei Adam Alexander pokłada wiarę w tym, co do ogrodnictwa wniesie młode pokolenie: 

– Wielu młodych ludzi myśli, jak zapewnić smaczne i zdrowe jedzenie dla nas wszystkich. Szybko się uczą, wnoszą nowe umiejętności, to źródło energii na przyszłość.

Pory w ogródku naszej autorki, jesień 2025 r. // Fot. Patrycja Bukalska

Za kilka miesięcy wysieję nasiona porów z mojego ogródka. Dostaną kolejną szansę na życie. Może rok 2026 nie przyniesie suszy? A nawet jeśli, to kto wie, może dadzą sobie radę? Przecież ich „rodzice” jedno trudne lato już przetrwali.

Zasadzę też fasolki oro, może spodoba im się w Szkocji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nasionka nas ocalą