W Polsce nie trzeba być członkiem żadnej wyimaginowanej elity, by pogardzać kimkolwiek i czymkolwiek

Połowa Polaków nie uznaje kosmosu za kosmos, skoro jeździć ma po nim Sławosz Uznański. Nic z tego, co uczyni na orbicie mąż posłanki Platformy Obywatelskiej, nie może zasługiwać na choćby obojętność, o szacunku nie mówiąc.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Zniechęca nas tlący się gdzieś w zaułkach mózgu mus omówienia wyboru p. K. Nawrockiego. Jeszcze bardziej nas wzdryga, gdy sobie wyobrażamy, że oto moglibyśmy snuć teraz jakieś modne rozważania na temat tzw. pogardy elit. W kraju, w którym elita to żałosna, zastrachana i pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia kilkusetosobowa grupa, to temat w naszym mniemaniu raczej tragiczny, a w tym sensie pozbawiony sensu.

Doprawdy w Polsce nie trzeba być członkiem żadnej wyimaginowanej elity, bądź – jak kto woli – pseudoelity, by sobie dowolnie pogardzać kimkolwiek i czymkolwiek. Jest to zjawisko w Polsce zwykłe, stare, powszechnie uprawiane i gruntownie zdemokratyzowane. Gardzi tu sobie każdy każdym, od dołu do góry, o każdej porze dnia i nocy, przy okazji pouczając, że to nieładnie. Jest prawdą starą jak świat, że poczucie niższości przekuwa się tu w poczucie wyższości. Łomot tego kucia niesie się od dekad, od Tatr po Bałtyk i z powrotem.

A więc zarówno wybór K. Nawrockiego, wynikający z lokalnego poczucia estetyki i smaku, jak i wysłuchiwanie pogadanek na temat potworności, których dopuszczają się elity wobec poczciwych przedstawicieli klas niższych, to tematy, które nas jednak nużą.

Nieco tylko ciekawsze są reakcje i komentarze dotyczące afery, która wybuchła z okazji odebrania opaski kapitańskiej piłkarzowi R. Lewandowskiemu. Przez bodaj trzy dni, w tysiącach tekstów, przez setki godzin, na antenach radiowych i telewizyjnych, wałkowano to wydarzenie bez żadnych hamulców. Głos w sprawie opaski zabrali najwyżsi funkcjonariusze państwa polskiego, co już jednak jest mocno osobliwe. Na własny użytek nazywamy tego rodzaju obłęd zagwożdżeniem rzeczywistości.

Zdarza się w Polsce coraz częściej, że zupełnie błaha sprawa paraliżuje społeczeństwo, jego przywódców i media. Łomot bezmyślnych refleksji, najzupełniej zbędnych ocen i opinii, wyrażanych przez ludzi o ograniczonych kompetencjach komunikacyjnych, penetruje dziś całe terytorium RP, dociera pod każdą strzechę i do każdego pałacu. Jest to zjawisko oczywiste wobec pełnej kibolizacji Polski, a więc nie ma się czemu dziwić. 

A jednak momentami drżymy, że w trakcie zagwożdżenia rozumów jakimś zdarzeniem bez znaczenia obca armia wkroczy na teren RP. Inwazję zauważy tylko przypadkowy grzybiarz. Będzie chciał – w poczuciu obywatelskości – powiadomić policję, wojsko, opinię publiczną, premiera i prezydenta, ale to się nie uda. Po prostu nikt nie usłyszy jego wołań; bowiem wszyscy Polacy będą w stanie kibolskiego zagwożdżenia umysłu. Tak to widzimy.

Inną sprawą, bardzo interesującą, jeśli idzie o zagwożdżenie nieco innego rodzaju, jest planowany dwutygodniowy lot w kosmos wykształconego rodaka o imieniu Sławosz. Jego żona jest posłanką Platformy Obywatelskiej, co jest poniekąd kluczowym faktem w naszym polskim kosmosie i podstawowym problemem drążącym w głowach polityków i komentatorów. Otóż ta afiliacja jest dla 50 procent polskiego społeczeństwa, w tym chyba też dla prezydenta RP i prezydenta elekta, stuprocentowo dyskwalifikująca. 

A więc mamy zdyskwalifikowanego p. Sławosza i jego wszystkie cechy umysłu i ciała. Instytucje zaangażowane w podróż, zarówno krajowe i zagraniczne, współtowarzysze i współtowarzyszka to resortowe dzieci, rakieta jest złomem, sprzęt jest kradziony, kosmodrom trzeba zamknąć i odkazić. Co jakoś oczywiste, ale jednak poruszające, połowa Polaków nie uznaje kosmosu za kosmos, skoro jeździć ma po nim p. Sławosz. 

Oczywiście nic z tego, co uczyni na orbicie mąż posłanki Platformy Obywatelskiej, nie może zasługiwać na choćby obojętność, bo przecież nie na szacunek. Kto z naszych był ostatnio w kosmosie? Mirosław Hermaszewski. Wnioski? Żeby zostać zdobywcą kosmosu, trzeba być komuchem. Raz sierpem, raz młotem, itd., itp. Kto żyje w Polsce, ten się w cyrku nie śmieje, taka jest prawda.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Zagwożdżenie