Odważysz się uśmiechnąć do grupy polskich mężczyzn?

Uśmiech jest zaczepką. W najlepszym wypadku budzi zdziwienie, ale i zaniepokojenie.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Okresowo, zwłaszcza gdy nikomu nie jest do śmiechu, wznawiamy nasze wiele już lat trwające badania nad uśmiechaniem się do bliźnich. Pomysł wyłonił się dawno, podczas prehistorycznego wyjazdu za zachodnią granicę, w zepsutym do cna i grzesznym świecie demokracji liberalnej.

Wtedy to, po raz pierwszy w życiu, podczas zakupów, ekspedientka uśmiechnęła się do nas – jak się okazało – z uprzejmości. Zanim ktoś z dobrego serca wytłumaczył nam to zjawisko, doznaliśmy szeregu objawów charakterystycznych dla stresu pourazowego, szoku kulturowego i tzw. dysonansu poznawczego. Oto gdy ekspedientka uśmiechała się do nas, co, domyślić się łatwo, nie trwało wieki, a więc w stosunkowo krótkim czasie, przez głowę przemknęło nam wiele pytań.

Po pierwsze, pomyśleliśmy, że pani ta uśmiecha się do nas, bowiem się skądś znamy. Może to koleżanka z podstawówki, która wyemigrowała, dzieckiem jeszcze będąc? Nie. Po drugie, pomyśleliśmy, że kobieta ta ma wobec nas tzw. zamiary. Człowiek był naonczas wysoki, szalenie gibki i prężny, nie mówiąc o kinowej urodzie, bez opuchlizn ni purchawek, ze znakomitym uzębieniem i z fantazyjną fryzurą. A więc podryw.

Równie szybko, jak przyszło nam to na myśl, tak nam się odwidziało. Podryw podrywem, ale uśmiech może takoż znaczyć, że pani owa się z nas śmieje. Bo śmieje się z Polski i z Polaków. Bo na Zachodzie wszyscy z nas się śmieją, z naszego wyglądu, ubioru, uzębienia, z purchawek, z bytowania zarówno ziemskiego, jak i z naszej osobliwej metafizyki, dziwnej fizyki, etyki i, za przeproszeniem, estetyki.

Spochmurnieliśmy. Dopiero po jakimś czasie przyzwyczailiśmy się do tego, że ludzie się uśmiechają zawodowo, profesjonalnie, humanistycznie i humanitarnie, dlatego że to miłe i uprzejme. Jako się rzekło, wytłumaczył nam to po jakimś czasie ktoś otrzaskany w obyczajowości i cywilizacji zgniłego Zachodu, zamieszkiwanego przez ludzi nader zniewieściałych.

Od tamtego czasu, a zatem od lat, sezonowo prowadzimy na terenie RP eksperymenty z uśmiechaniem się do ludzi w różnych okolicznościach i robimy to po dziś dzień. Sami się dziwimy, że jeszcze żyjemy, że nie mamy przyznanej grupy inwalidzkiej. Uśmiechanie się w Polsce, zważyć należy, w kraju, w którym nikomu nie jest do śmiechu, to ryzyko. Oto spróbuj, człowieku, uśmiechnąć się do obcego dziecka w parku. Podejrzliwe spojrzenia, a na finiszu oskarżenie o pedofilię to pewnik. Bezcelowe uśmiechnięcie się do kobiety na ulicy, w sklepie czy w kawiarni jest przynajmniej równie podejrzane.

Uśmiech jest zaczepką. W najlepszym wypadku budzi zdziwienie, ale i zaniepokojenie. Uśmiecha się zboczur – wiadomo. Doprawdy do kobiet lepiej się nie uśmiechać. No, ale uśmiech posłany polskiemu mężczyźnie, obcemu dodajmy, to materiał na duży tekst. Na solidną pracę na temat reakcji i rozumowania Homo sapiens Europy Wschodniej. Ponieważ w żyłach naszych płynie gorąca krew ryzykanta, uśmiechamy się do polskich mężczyzn. Od czasu do czasu rzecz jasna, nie codziennie, co to, to nie.

Gdy idzie się w kierunku takiej zabawy, dobrze się wcześniej spotkać z notariuszem i poczynić w jego obecności stosowne dyspozycje. Można pożegnać się z rodziną, wypalić ostatniego papierosa i zjeść danie amerykańskich skazańców, czyli stek z frytkami. A więc uśmiech posłany mężczyźnie polskiemu równa się posądzeniu o homoseksualizm. Uśmiech bowiem jest najbardziej znaną cechą rozpoznawczą homoseksualistów w rozumieniu heteroseksualnego mężczyzny polskiego. Poza nieskomplikowanymi kwestiami i widzeniami związanymi z tożsamością seksualną uśmiechanie się do obcego nam Polaka może się wiązać z namawianiem go do tzw. niekorzystnego dysponowania mieniem, w tym nieruchomością, posądzeniem o próbę wyłudzenia tzw. środków bądź o przygotowanie gruntu pod kradzież pospolitą.

Jednak to wszystko jest niczym wobec uśmiechnięcia się do grupy tutejszych mężczyzn. Nie do jednego, a do kilkunastu. Otóż przyznamy się, bez bicia, że na to wyzwanie nie starczyło nam nigdy ani odwagi, ani fantazji. Marzymy o tym. Nie dysponujemy jednak ani warunkami fizycznymi, ani umysłowymi, ani zapleczem operacyjnym, taktycznym bądź strategicznym. Uśmiech w Polsce czeka na zdolnego badacza z przygotowaniem komandosa.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Uśmiech w Polsce