Okresowo, zwłaszcza gdy nikomu nie jest do śmiechu, wznawiamy nasze wiele już lat trwające badania nad uśmiechaniem się do bliźnich. Pomysł wyłonił się dawno, podczas prehistorycznego wyjazdu za zachodnią granicę, w zepsutym do cna i grzesznym świecie demokracji liberalnej.
Wtedy to, po raz pierwszy w życiu, podczas zakupów, ekspedientka uśmiechnęła się do nas – jak się okazało – z uprzejmości. Zanim ktoś z dobrego serca wytłumaczył nam to zjawisko, doznaliśmy szeregu objawów charakterystycznych dla stresu pourazowego, szoku kulturowego i tzw. dysonansu poznawczego. Oto gdy ekspedientka uśmiechała się do nas, co, domyślić się łatwo, nie trwało wieki, a więc w stosunkowo krótkim czasie, przez głowę przemknęło nam wiele pytań.
Po pierwsze, pomyśleliśmy, że pani ta uśmiecha się do nas, bowiem się skądś znamy. Może to koleżanka z podstawówki, która wyemigrowała, dzieckiem jeszcze będąc? Nie. Po drugie, pomyśleliśmy, że kobieta ta ma wobec nas tzw. zamiary. Człowiek był naonczas wysoki, szalenie gibki i prężny, nie mówiąc o kinowej urodzie, bez opuchlizn ni purchawek, ze znakomitym uzębieniem i z fantazyjną fryzurą. A więc podryw.
Równie szybko, jak przyszło nam to na myśl, tak nam się odwidziało. Podryw podrywem, ale uśmiech może takoż znaczyć, że pani owa się z nas śmieje. Bo śmieje się z Polski i z Polaków. Bo na Zachodzie wszyscy z nas się śmieją, z naszego wyglądu, ubioru, uzębienia, z purchawek, z bytowania zarówno ziemskiego, jak i z naszej osobliwej metafizyki, dziwnej fizyki, etyki i, za przeproszeniem, estetyki.
Spochmurnieliśmy. Dopiero po jakimś czasie przyzwyczailiśmy się do tego, że ludzie się uśmiechają zawodowo, profesjonalnie, humanistycznie i humanitarnie, dlatego że to miłe i uprzejme. Jako się rzekło, wytłumaczył nam to po jakimś czasie ktoś otrzaskany w obyczajowości i cywilizacji zgniłego Zachodu, zamieszkiwanego przez ludzi nader zniewieściałych.
Od tamtego czasu, a zatem od lat, sezonowo prowadzimy na terenie RP eksperymenty z uśmiechaniem się do ludzi w różnych okolicznościach i robimy to po dziś dzień. Sami się dziwimy, że jeszcze żyjemy, że nie mamy przyznanej grupy inwalidzkiej. Uśmiechanie się w Polsce, zważyć należy, w kraju, w którym nikomu nie jest do śmiechu, to ryzyko. Oto spróbuj, człowieku, uśmiechnąć się do obcego dziecka w parku. Podejrzliwe spojrzenia, a na finiszu oskarżenie o pedofilię to pewnik. Bezcelowe uśmiechnięcie się do kobiety na ulicy, w sklepie czy w kawiarni jest przynajmniej równie podejrzane.
Uśmiech jest zaczepką. W najlepszym wypadku budzi zdziwienie, ale i zaniepokojenie. Uśmiecha się zboczur – wiadomo. Doprawdy do kobiet lepiej się nie uśmiechać. No, ale uśmiech posłany polskiemu mężczyźnie, obcemu dodajmy, to materiał na duży tekst. Na solidną pracę na temat reakcji i rozumowania Homo sapiens Europy Wschodniej. Ponieważ w żyłach naszych płynie gorąca krew ryzykanta, uśmiechamy się do polskich mężczyzn. Od czasu do czasu rzecz jasna, nie codziennie, co to, to nie.
Gdy idzie się w kierunku takiej zabawy, dobrze się wcześniej spotkać z notariuszem i poczynić w jego obecności stosowne dyspozycje. Można pożegnać się z rodziną, wypalić ostatniego papierosa i zjeść danie amerykańskich skazańców, czyli stek z frytkami. A więc uśmiech posłany mężczyźnie polskiemu równa się posądzeniu o homoseksualizm. Uśmiech bowiem jest najbardziej znaną cechą rozpoznawczą homoseksualistów w rozumieniu heteroseksualnego mężczyzny polskiego. Poza nieskomplikowanymi kwestiami i widzeniami związanymi z tożsamością seksualną uśmiechanie się do obcego nam Polaka może się wiązać z namawianiem go do tzw. niekorzystnego dysponowania mieniem, w tym nieruchomością, posądzeniem o próbę wyłudzenia tzw. środków bądź o przygotowanie gruntu pod kradzież pospolitą.
Jednak to wszystko jest niczym wobec uśmiechnięcia się do grupy tutejszych mężczyzn. Nie do jednego, a do kilkunastu. Otóż przyznamy się, bez bicia, że na to wyzwanie nie starczyło nam nigdy ani odwagi, ani fantazji. Marzymy o tym. Nie dysponujemy jednak ani warunkami fizycznymi, ani umysłowymi, ani zapleczem operacyjnym, taktycznym bądź strategicznym. Uśmiech w Polsce czeka na zdolnego badacza z przygotowaniem komandosa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















