Ortografia, trudna miłość. Reforma tuż-tuż, tuż tuż albo tuż, tuż

Lubimy nasz język, wystawiamy sobie z jego znajomości piątki i szóstki. Toczymy spory o poprawność. Dlatego każda reforma ortografii budzi tyle emocji. Co przyniesie najbliższa?
Czyta się kilka minut
Okładka „Przekroju” nr 963/1963 z artykułem o reformie ortografii // Archiwum „Przekroju”
Okładka „Przekroju” nr 963/1963 z artykułem o reformie ortografii // Archiwum „Przekroju”

Przypomnijmy sobie najpierw ten ścisk żołądka, który wywoływało wypowiadane regularnie przez polonistki i polonistów słowo „dyktando”.

Książeczka jest niewielka, w czerwonej, miękkiej oprawie: „Zbiór dyktand dla klas I-VIII szkoły podstawowej”. Niedługie cytaty, różne poziomy trudności. Weźmy coś z rozdziału dla klas siódmych i ósmych.

„O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny / Trafia w liście na oślep – prawie bezhałaśny. / Krople spadłe i kurzu pociągnięte błoną, / Podskakują na piachu i wzajem się chłoną, / I wspólnie obrzmiewając, trwają same przez się / Aż je ziemia powoli uszczupli i wessie”.

Te małe tortury, fragment wiersza „O majowym poranku”, zawdzięczamy Bolesławowi Leśmianowi.

Dużo przyjaznych uczuć do ortografii

Choć dyktand nie wspominamy najlepiej (od tej reguły są wyjątki), to z badania przeprowadzonego przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN wynika, że co piąty Polak postawiłby sobie szóstkę z języka polskiego, a blisko czterdzieści procent – piątkę. Na trójkę i mniej oceniłby się zaledwie co dziesiąty ankietowany. Mężczyźni wystawiliby sobie nieco słabsze oceny od kobiet.

Lubimy nasz język. Być może wzmacnia nas w tym przekonanie, że jest jednym z najtrudniejszych języków świata, co potwierdziła połowa badanych. I chętnie się o niego kłócimy. Spory przy stole, w wiadomościach, w publicznych komentarzach, a nawet na stronach internetowych powstałych właśnie po to, by wytknąć komuś błędy – to nasza specjalność. Najchętniej o poprawność językową kłócą się młodzi (18 do 24 lat). Częściej spierają się mieszkańcy małych miast, rzadziej – dużych. „To tam, w małych miasteczkach, bije więc w internecie poprawnościowe serce Polski” – piszą autorzy badania.

I zapewniają: „Nawet dla ortografii – tej szkolnej zmory – mamy dużo przyjaznych uczuć. 68 proc. ankietowanych osób lubi »kropeczki« i »kreseczki« odróżniające ó od u, a 66 proc. ż od rz. I nie ma nic przeciwko rozróżnieniu w piśmie h i ch, choć różnicy w wymowie między nimi już się nie słyszy”.

Rację miał więc prof. Witold Doroszewski, który już w 1948 r. napisał: „Nad powierzchnią naszego zbiorowego życia od czasu do czasu wytryskują strumienie gorącej lawy uczuć, które się w ludziach gromadzą pod wpływem spraw ortograficznych”.

Nic dziwnego, że każda zapowiedź reformy ortografii budzi emocje.

Walery Pisarek, 2007 r. Fot. Tomasz Barański / REPORTER

Pisownia polska: zajęcie dla ludzi o mocnych nerwach

Tamten numer „Przekroju” wyszedł 29 września 1963 r. Tekst Walerego Pisarka, wówczas młodego magistra, sekretarza Komisji Kultury Języka PAN, pismo opublikowało na pierwszej stronie.

„Za kilka dni ukaże się nowe wydanie »Pisowni polskiej« i wtedy co najmniej pół miliona słowniczków ortograficznych, znajdujących się obecnie w rękach nauczycieli, uczniów, w urzędach, wydawnictwach i u osób prywatnych, częściowo się zdezaktualizuje. Tym wszystkim, którzy nie będą mieli szczęścia zaopatrzyć się w najbliższym czasie w nowy słowniczek, radzimy wymienione w tym artykule hasła poprawić w starym słowniku” – zaczął Pisarek.

I dalej: „Niewiele rzeczy potrafi tak poruszyć umysły i namiętności naszego społeczeństwa, jak sprawa zmiany ortografii. Dlatego uczestnictwo w pracach Komisji Kultury Języka PAN, która przygotowała właśnie nowe, trzynaste wydanie »Pisowni polskiej« to zajęcie dla ludzi o mocnych nerwach”.

Walery Pisarek musiał mieć mocne nerwy, bo jego artykuł spowodował, że zapowiadana reforma ortografii została wstrzymana, a trzynaste wydanie „Pisowni polskiej” poszło na przemiał.

Historia ortografii polskiej

Część zmian, które w 1963 r. proponowali językoznawcy, wejdzie w życie dokładnie za rok – 1 stycznia 2026 r. I już raczej żaden artykuł ich nie powstrzyma.

Z prof. Piotrem Żmigrodzkim, który kierował Zespołem ds. Reformy Ortografii Rady Języka Polskiego, spotykam się w jego gabinecie w Instytucie Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.

– Największe spory o ortografię toczyły się chyba na linii Kraków–Warszawa? – zaczynam.

Profesor mówi, że do końca XVIII wieku ortografia polska nie była unormowana. W traktatach ortograficznych, które powstawały już od renesansu, zastanawiano się raczej nad tym, jak najlepiej zapisać dźwięki języka polskiego za pomocą alfabetu łacińskiego. Próby te analizują dzisiaj historycy języka i nie mają one wpływu na współczesną normalizację oraz kodyfikację ortografii.

– Poważna dyskusja o ortografii zaczęła się na przełomie XIX i XX wieku. Wtedy wykształciły się równolegle dwie grafie – warszawska i krakowska – mówi prof. Żmigrodzki.

Z jednej strony byli językoznawcy związani z Akademią Umiejętności w Krakowie, którzy opracowali własne zasady pisowni. Z drugiej twórcy ortografii warszawskiej – Jan Karłowicz, Adam Kryński i Władysław Niedźwiedzki – którzy upowszechnili ją w „Słowniku języka polskiego”, tzw. warszawskim, opublikowanym po raz pierwszy w 1898 r.

– W 1918 r. ukazała się „Pisownia polska ustalona” – z dwóch grafii, warszawskiej i krakowskiej, językoznawcy pod przewodnictwem prof. Jana Łosia z Uniwersytetu Jagiellońskiego stworzyli spójny system – opowiada prof. Żmigrodzki.

I wyjaśnia, że instytucją, która miała kompetencje tworzenia normy ortograficznej, była Akademia Umiejętności, a od 1919 r. Polska Akademia Umiejętności, z siedzibą w Krakowie. Językoznawcy, którzy nadawali ton tej kodyfikacji, byli związani z Krakowem: Jan Łoś i Kazimierz Nitsch, a w późniejszych latach jego następca Zenon Klemensiewicz.

– Inicjatywa była cały czas w rękach krakowskich. Choć kiedy w 1936 r. powołano komitet ortograficzny do przeprowadzenia kolejnej reformy, w jego skład weszło kilkadziesiąt osób, także przedstawiciele wydawców i dziennikarzy, warszawskie środowisko naukowe miało swoją reprezentację przede wszystkim w osobie prof. Stanisława Szobera. To jeden z głównych twórców tej reformy, nazywanej dziś niekiedy „wielką reformą”, gdyż większość zmian wówczas wprowadzonych obowiązuje do dziś. Wtedy nastąpiło ustalenie standardu ponadregionalnego, czyli pisowni ogólnopolskiej. Sporo miejsca poświęcono sprawom, które dzisiaj mogłyby się wydawać oczywiste, np. że piszemy „spichlerz”, a nie „śpichlerz” czy „szpichlerz”– mówi prof. Żmigrodzki.

– Wraz z powstaniem Polskiej Akademii Nauk w 1952 r. ciężar zaczął przesuwać się w stronę warszawskich językoznawców, przede wszystkim przez udział prof. Witolda Doroszewskiego – mówi prof. Żmigrodzki. – Kolejne zmiany uchwalono w 1956, a ogłoszono w 1957 r., ich zakres był jednak stosunkowo niewielki.

I tak dochodzimy do 1963 r., czyli kolejnej, choć nieudanej, próby reformy ortografii.

– Sprawa do dzisiaj jest zagadkowa. Potrzebę wprowadzenia zmian ortografii zasygnalizowało Ministerstwo Oświaty, a potem przygotowane przez językoznawców propozycje zatwierdziło. Po burzy, którą wywołał artykuł Walerego Pisarka, ministerstwo wydało komunikat, że proponowane zmiany powinny zostać jeszcze przedyskutowane. Ale już żadnej dyskusji nie było, zmiany nie weszły w życie. To był fundamentalny moment dla dalszej kodyfikacji ortografii – mówi prof. Żmigrodzki.

Od tamtego czasu drobne zmiany ustalane przez Komisję Kultury Języka Komitetu Językoznawstwa PAN nie były ogłaszane publicznie, ale po prostu wprowadzane do kolejnych wydań słowników ortograficznych. Istotnym momentem stała się publikacja dużego słownika ortograficznego PWN pod redakcją Mieczysława Szymczaka w 1975 r. Zamieszczono w nim obszerny zbiór zasad pisowni i interpunkcji, który, uzupełniany i modyfikowany w kolejnych latach, zyskał status obowiązującej kodyfikacji pisowni. – Gdy w 1996 r. powstała Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN i uzyskała prawo do ustalania zasad pisowni, a jej pierwszym przewodniczącym został prof. Walery Pisarek, wróciły pytania o reformę ortografii – opowiada prof. Żmigrodzki.

Ujednolicenie pisowni

Zmiany, które wejdą w życie za rok, dotyczą konwencjonalnych zasad pisowni, czyli tych, które nie wynikają z historycznych czy systemowych uwarunkowań, tylko zostały ustanowione przez językoznawców.

– Staraliśmy się znaleźć te reguły, które sprawiają szczególny kłopot. Użytkownicy języka nie wiedzą, dlaczego niby-artysta piszemy z łącznikiem, a nibynóżki – łącznie. Nie wiedzą, bo te zapisy nie mają żadnego uzasadnienia lingwistycznego – wyjaśnia prof. Żmigrodzki. – Ważne było także ujednolicenie pisowni tam, gdzie popełniamy najwięcej błędów.

– Czyli?

– Na przykład wystarczy przeanalizować pisownię nazw cmentarzy w lokalnej prasie, by zobaczyć, że wyraz „cmentarz” jest zapisywany raz wielką, raz małą literą – mówi. – Obecna zasada regulująca tę pisownię jest trudna do praktycznego zastosowania.

Zmian jest jedenaście. Najpierw pracował nad nimi Zespół ds. Reformy Pisowni, który spotykał się regularnie. Wynikiem były propozycje, które przedłożono na posiedzeniu plenarnym Rady Języka Polskiego. Każda ze zmian była głosowana osobno, zwykle przyjmowano je przytłaczającą większością głosów lub jednogłośnie.

Nowa reforma ortografii: co się zmieni

Prof. Ewa Kołodziejek, członkini Zespołu ds. Reformy Ortografii RJP, omawia wybrane zmiany.

Od 1 stycznia 2026 r. wielką literą będziemy pisać nazwy mieszkańców miast, wsi, osiedli, dotąd pisane literą małą.

Wielką literą będą zapisywane nazwy firm, marek i modeli wyrobów przemysłowych, lecz także pojedyncze egzemplarze tych wyrobów. – Teraz trzeba pisać „samochód marki Mazda”, ale „jeżdżę mazdą”. Wielu użytkowników języka nie rozumie tej różnicy, dlatego w nowych zasadach w każdym kontekście markę samochodu czy innego produktu będziemy pisać wielką literą – mówi prof. Ewa Kołodziejek.

Małą literą zapiszemy przymiotniki, które tworzymy od nazw osobowych, na przykład „dramat szekspirowski”. – Teraz decyduje kontekst: wielką literą piszemy przymiotniki dzierżawcze odpowiadające na pytanie „czyj?”, a małą przymiotniki jakościowe, odpowiadające na pytanie „jaki?”. Na przykład: „epopeja Mickiewiczowska”, czyli epopeja Mickiewicza, ale „rok mickiewiczowski”, tj. rok poświęcony Mickiewiczowi. Niewielu piszących potrafi to odróżnić – komentuje prof. Ewa Kołodziejek.

Człon „pół” będzie zapisywany łącznie w połączeniach dwóch wyrazów oznaczających jedno pojęcie, np. „(mówić) półżartem, półserio”. Obecnie obowiązujące zasady nakazują rozłączną pisownię tych wyrażeń, chociaż liczebnik „pół” pisze się łącznie w wyrazach występujących samodzielnie: „półgłosem” albo „półbokiem”.

Pisownia wyrazów równorzędnych, podobnie brzmiących będzie trojaka. Będzie można pisać z łącznikiem: „tuż-tuż”, z przecinkiem: „tuż, tuż”, rozłącznie: „tuż tuż”. – Obecne zasady nie są konsekwentne, na przykład „hop, hop” pisze się z przecinkiem, ale „tuż-tuż” z łącznikiem. W efekcie każdy pisze po swojemu. Niektórzy pytają, czy na przykład „kogel-mogel” będziemy pisać z przecinkami. Zgodnie z zasadą będzie taka możliwość, ale nie sądzę, by piszący zmienili swoje przyzwyczajenia. „Kogel-mogel” piszemy głównie z łącznikiem, rzadziej rozłącznie, pisownia z przecinkiem nie jest notowana – wyjaśnia.

Ujednolicona zostanie też pisownia nazw obiektów przestrzeni publicznej. – Obecnie wszystkie wyrazy stojące na początku nazwy pisze się małą literą: aleja, brama, bulwar, park itp. Choć są wyjątki, np. pałac Łazienkowski, pałac Pod Globusem, ale Pałac Staszica, Pałac Kultury i Nauki. Można się pogubić. W praktyce przeważa pisownia wielką literą wszystkich członów nazwy własnej: Pomnik Czynu Polaków, Zamek Książąt Pomorskich, Brama Warszawska, Most Poniatowskiego, Pałac Ziemstwa Pomorskiego, Park Kasprowicza. Jedynie wyraz „ulica” będzie pisany małą literą, gdyż nie uznajemy go za element nazwy własnej – mówi prof. Kołodziejek. – Chodzi o uspójnienie zasad, eliminację wyjątków, o ujednolicenie pisowni poszczególnych grup wyrazów i połączeń wyrazowych. Ortografia jest dla nas ważna, a zasady powinny być dostosowane do potrzeb użytkowników języka – podsumowuje.

Wielkie i małe litery

Prof. Iwona Burkacka, która także uczestniczyła w pracach Zespołu ds. Reformy Ortografii RJP, podkreśla, że o niektóre z proponowanych zmian dopytywali użytkownicy języka.

– Dlaczego „super” powinno się pisać łącznie z rzeczownikiem? W pytaniach dodawano czasem, że przecież nikt tak dzisiaj nie pisze. Nie jest tak, że „nikt tak nie pisze”, ale wystarczy szybki przegląd mediów czy ogłoszeń, by znaleźć „super okazję” pisaną oddzielnie. Czasami ktoś argumentował: dlaczego „superksiążka” ma być pisana łącznie, a „interesująca książka” – oddzielnie?

I dodaje: – Zapożyczamy wyrazy, nadajemy słowom nowe znaczenia, zmieniają się też nasze językowe upodobania. Dlatego głos użytkowników języka jest dla językoznawców ważny.

– O co ludzie pytają najczęściej?

– O pisownię wielką i małą literą, np. o to, dlaczego nazwy mieszkańców miast zapisujemy małą literą. Pytano o zapis nazw kościołów czy zamków, a także innych obiektów przestrzeni publicznej, bo widziano różne warianty pisowni, trudno było się w tym odnaleźć. Pałac Staszica czy Pałac Kultury i Nauki wielką, a inne małą?

– Dlaczego ortografia jest tak ważna dla Polaków?

– W jednym z artykułów prof. Mirosław Bańko napisał, że dla Anglika czy Niemca najważniejszym słownikiem będzie słownik ogólny danego języka, dla Polaka – słownik ortograficzny. Żywe jest też przekonanie, że nieznajomość reguł ortograficznych świadczy o brakach w wykształceniu, wpływa na ocenę innych umiejętności – mówi prof. Burkacka. – Gdy w publicznych dyskusjach brakuje argumentów merytorycznych, wytknięcie błędu ortograficznego traktowane jest jako coś dyskredytującego.

Za rok o tej porze

Czy w styczniu 2026 r. będziemy mogli napisać, że „co najmniej pół miliona słowniczków ortograficznych częściowo się zdezaktualizuje”? 

– Nowe wersje słowników będą musiały powstać, choć dzisiaj to będzie znacznie łatwiejsze, bo spora część z nich jest dostępna także w wersji elektronicznej – mówi prof. Żmigrodzki. – Warto pamiętać, że z zasadami pisowni nie jest tak jak z przepisami prawa: żadna sankcja nam nie grozi za popełnienie błędu. Poza społeczną.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Trudna miłość