„Któż mógłby zapomnieć ten »cudowny« czas wojny, kiedy cała literatura tego świata była na naszych ustach, wypowiadana jako niepodważalna prawda, modlitwa albo przekleństwo?” – zanotowała literaturoznawczyni z Sarajewa Nirman Moranjak-Bamburać.
Podobną myśl formułuje ukraiński dziennikarz Oleksandr Myched w „Kryptonimie dla Hioba”, kronice pierwszego roku rosyjskiej inwazji: „Całe moje dotychczasowe doświadczenie, poza literackim, wydaje się puste i zbędne” (przełożył Jerzy Czech). W obu przypadkach widoczne jest przekonanie o wadze literatury w sytuacji granicznej, które prowokuje do kłopotliwego pytania: czy może być ona potrzebna do przeżycia wojny?
Wojna uniwersalna czy konkretna?
Czy to ważne? „All of war is that way” – pisze Hemingway. Z kolei w książce „Behind the Lines. Powerful and Revealing American and Foreign War Letters” Andrew Carroll porównał setki listów amerykańskich, niemieckich, rosyjskich i włoskich żołnierzy z różnych okresów. Zaskoczyło go, jak bardzo podobne były ich przeżycia.
We wstępie do polskiego wydania „Kobiety na froncie” Alaine Polcz – autobiograficznej opowieści o terrorze i przemocy seksualnej, jakiej kobiety doświadczyły ze strony żołnierzy Armii Czerwonej – Oksana Zabużko opisuje swoje przerażenie. Patrząc na fotografie ocalałych z Zagłady, uświadomiła sobie, że wychudzeni więźniowie do złudzenia przypominają ukraińskich jeńców pokazywanych wieczorem w telewizji – tych, których wypuścili Rosjanie.
Od wielu jugosłowiańskich pisarzy słyszałam, że na początku lat 90. sięgali po polskich poetów – przede wszystkim Różewicza, Miłosza i Herberta – by w ich wierszach odnaleźć słowa zdolne opisać własne doświadczenia. „»Raport z oblężonego miasta« jak gdyby został napisany w ostrzeliwanym Sarajewie. Polska poezja była wtedy dla mnie czymś głęboko przekonującym, większym niż życie: dawała mi siłę i nadzieję, że odbudujemy się kiedyś od wewnątrz, w sobie” – tłumaczył mi Faruk Šehić.
W jego debiutanckim „Nieśmiertelniku 03 1043” znajdziemy także Ginsberga, Apollinaire’a i Marksa, nawiązania do muzyki rockowej i filmów partyzanckich. Cytaty i parafrazy stają się tu jednym ze sposobów poszukiwania formy i języka zdolnych opowiedzieć o nieprawdopodobnym, a zarazem boleśnie powtarzalnym koszmarze. Intertekstualność wychodzi z borgesowskiego labiryntu i wkracza w aż nazbyt namacalną rzeczywistość błotnistego okopu.
Dla kogo jest literatura wojenna?
Jeśli – za Emmanuelem Lévinasem – uznamy, że wojna to przede wszystkim katastrofa polegająca na totalizacji, czyli ujednoliceniu i zatarciu jednostkowości, wtedy mówienie o niej jako o doświadczeniu uniwersalnym staje się problematyczne. Sprowadzenie wojny do czegoś powtarzalnego oznacza powielanie jej własnej retoryki. Może więc literatura powinna iść w odwrotnym kierunku – próbować przywrócić jednostkowość, a wraz z nią wyjątkowość przeżyć. Ale to także niesie ryzyko: dotarcia do doświadczenia tak osobistego, że staje się nieprzekładalne na język i niemożliwe do opowiedzenia.
Gdy w 1982 r. ukazała się bestsellerowa książka Williama Styrona „Wybór Zofii” (jej popularność spotęgował film z Meryl Streep w roli głównej), wywołała falę kontrowersji. Krytyków nie oburzyło jednak przełamywanie obyczajowych tabu – liczne i dość dosadne sceny seksu sąsiadują tu z obozowymi wspomnieniami Zofii, która cudem ocalała z Auschwitz.
Głównym zarzutem był rewizjonizm historyczny, polegający na uniwersalizacji Zagłady: wyrwaniu jej z konkretnego kontekstu jako masowej eksterminacji Żydów i przedstawieniu jako symbolu zła absolutnego, wymierzonego w całą ludzkość. Zofia jest Polką i katoliczką, a do tego córką antysemity. Jej żydowski kochanek, chory psychicznie i uzależniony od narkotyków, w napadach szału krzyczy: „Dlaczego akurat ty przeżyłaś? Co zrobiłaś, by przeżyć?”.
To pytanie w kontekście literatury wojennej i obozowej powraca nieustannie: przymus życia bywa dla bohaterów największą karą. Tak jest w przypadku powieści Aleksandra Tišmy „Kapo”, która właśnie po raz pierwszy ukazuje się po polsku. To opowieść z perspektywy jednocześnie ofiary i kata – człowieka, który, usiłując za wszelką cenę przetrwać Auschwitz i Jasenovac, zatracił się w świecie zła. Wiele lat po wojnie cierpi, ale nie szuka wybaczenia, bo wie, że nie jest mu ono dane. Pragnie jedynie zrzucić ciężar swojej tajemnicy i potrzebuje kogoś, kto go zrozumie – a może to zrobić tylko ktoś, kto przeszedł przez podobne piekło, nawet jeśli był jego ofiarą.
Granice języka w opowieści o wojnie
O potrzebie mówienia połączonej ze strachem przed byciem niezrozumianym opowiadali mi często weterani wojen w Jugosławii. To znów prowadzi do pytania o (nie)adekwatność języka i formy – problemu wielokrotnie podejmowanego w literaturze obozowej. W relacjach z nazistowskich obozów koncentracyjnych często pojawiają się fragmenty mówiące o niewyrażalności tych doświadczeń. Istniejący język okazuje się niewystarczający – by oddać tamte przeżycia, potrzebny byłby nowy, stworzony w realiach tego właśnie okrutnego świata.
Jedną z najciekawszych prób dostosowania formy do opowieści proponuje amerykański poeta Charles Reznikoff. W tomie zatytułowanym po prostu „Holocaust” preparuje autentyczne wypowiedzi uczestników Zagłady – jednak nie ofiar, lecz sprawców. Unika w ten sposób zawłaszczenia, estetyzacji, fikcjonalizacji, a nawet samej narracji. Oszczędny język i faktograficzna metoda sprawiają, że to, co niewiarygodne, staje się realne. Ten tom wciąż jednak pozostaje problematyczny dla czytelników.
W opozycji do tak wymagających dzieł pojawia się od kilku lat popularny nurt określany mianem „pop Holocaustu” lub nawet „holo-polo”. Bestsellerowe powieści z Auschwitz w tytule to pełne błędów historycznych, pisane według jednego schematu przesłodzone romanse albo sensacyjne historie epatujące okrucieństwem.
Osiemdziesiąt lat po wojnie i po fundamentalnych pytaniach o etykę estetyzacji Zagłady obóz koncentracyjny stał się atrakcyjną dekoracją dla masowej fabuły. Nie jest to jednak zjawisko wyłącznie naszych czasów – wystarczy przypomnieć stalagi, pornograficzną literaturę obozową popularną w Izraelu w latach 60. Niezbadane są drogi łamania tabu.
Literatura jako świadectwo i obrona pamięci
Pierwsza, zdawałoby się najoczywistsza odpowiedź brzmi: aby dać świadectwo. Współcześnie istnieją nie tylko pojedyncze osoby, ale i całe ugrupowania polityczne, które negują istnienie komór gazowych i systematycznej zagłady Żydów. Zeznania świadków, procesy sprawców, raporty i dokumenty stają się bronią przeciwko historycznemu rewizjonizmowi, wykorzystywanemu w konkretnych celach politycznych lub wynikającemu z krańcowej ignorancji.
Dlatego tak często pierwsza pojawia się literatura dokumentalna – skrupulatnie odtwarzająca wydarzenia, przywołująca faktyczne szczegóły i osoby, pisana właśnie po to, by pamiętać. Myrosław Łajuk, znany w Ukrainie przede wszystkim jako poeta, w zbiorze reportaży „Bachmut” pisze: „Decyduję się na metodę utrwalania – fotografowania za pomocą tekstu (…) Najważniejsze, że reportaż potrafi coś, co umie tylko poezja: uchwycić emocje w locie jak dzikiego ptaka”.
A zatem: autentyczność, wierność jak na fotografii, ale też szybkość reakcji. Nierzadko również czarno-biała optyka, bo jak pyta Łajuk: „Czy warto teraz szukać półtonów? Właściwie: czy rozdrabnianie się nie jest przywilejem tych, którzy nie walczą o swoje życie tu i teraz? A może to obowiązek ocalałych?” (przeł. Maciej Piotrowski).
Odpowiedź na pytanie o półtony, zwłaszcza w literaturze powstającej w czasie konfliktu, bywa często przecząca. Ramą moich rozważań o literaturze wojennej pozostaje twórczość dotycząca konfliktów po rozpadzie Jugosławii. Nie tylko ze względu na moje emploi – to wojna jednocześnie bliska i daleka: 30 lat po ludobójstwie w Srebrenicy możemy już prześledzić, jak zmieniały się sposoby jej opisywania. Liczni wciąż żyjący uczestnicy nie pozwalają jednak uznać tej opowieści za na wpół mityczną, należącą wyłącznie do porządku historii.
Narracje po konflikcie w Jugosławii
Zauważalna jest pewna interesująca różnica: Chorwaci, dla których była to wojna o niepodległość, początkowo tworzą przede wszystkim literaturę świadectwa, w której wartość literacka schodzi na dalszy plan. Liczy się dokumentaryzm i „prawo do mówienia”, zdobywane zwykle na froncie.
Do pisania przystępują amatorzy, notujący własne przeżycia; dominuje czarno-biały obraz świata, podzielonego na swoich i wrogów. Trzeba niemal dekady, by zaczęto opowiadać o konflikcie inaczej – z większym wyczuciem, świadomością długofalowych konsekwencji, często w formie powieści, a jeśli w trybie autobiograficznym, to także z perspektywy kobiet i dzieci.
Inaczej poetykę świadectwa rozumie się w Bośni, gdzie wojna była przede wszystkim totalną katastrofą człowieczeństwa. Tamtejsza literatura od początku patrzy na świat oczami zwykłego człowieka, uwikłanego w mechanizmy historii, których nie jest w stanie kontrolować. Pisarz staje się świadkiem koszmaru, przejmując na siebie obowiązek moralnej oceny zła.
To proza wyraźnie antywojenna, ale pozbawiona ideologicznego tonu – literatura, która próbuje przywrócić poranionemu światu zdolność odczuwania. Absurd wojny obnażany jest tu najpełniej w zetknięciu z codziennością, drobnymi gestami, rytuałami i mitologizowaną przeszłością.
Ten sposób pisania dobrze oddają dwie powieści Darka Cvijeticia, które niedawno ukazały się po polsku: „Winda Schindlera” i „Czemu na podłodze śpisz?”. To proza oszczędna, poetycka, skoncentrowana na detalu. W pierwszej z nich losy kraju uosabia jeden wieżowiec, w drugiej mikropowieści snute są przez kilku narratorów stojących po przeciwnych stronach konfliktu. Fragmentaryczność staje się tu nie tylko formą, lecz koniecznością – o rozbitym świecie nie da się opowiedzieć w całości.
Obraz i słowo w opowieści o wojnie
Paulina Małochleb w eseju o literaturze poświęconej I wojnie światowej przytacza szacunki, według których w stulecie wybuchu konfliktu powstało ok. 25 tysięcy dzieł na ten temat. Na podobne wyliczenia dla II wojny światowej nikt się jak dotąd nie odważył. To oczywiście wojny największe i najczęściej opisywane, ale w historii ludzkości od czasów sumeryjskich wydarzyło się ok. 15 tysięcy konfliktów zbrojnych. Nie trzeba być matematykiem, by zrozumieć, że ich pełne opisanie przekracza nasze możliwości.
Ten zbiór bynajmniej się nie zamyka. Wojna w Ukrainie dzieje się na naszych oczach, tuż za progiem. Słuchamy i czytamy relacje, reportaże, poezję i wojenną prozę tworzoną przez ukraińskich pisarzy. Równocześnie dokonujące się ludobójstwo w Gazie dociera do nas głównie za pośrednictwem mediów – tradycyjnych i społecznościowych – stając się bardziej obrazem niż opowieścią. To ma wielowymiarowe konsekwencje: choć wywołuje silne emocje, ostatecznie prowadzi często do zobojętnienia lub poczucia bezsilności.
Przedstawianie wojny przez obraz nie jest zjawiskiem nowym – pierwszym konfliktem, po którym została obszerna dokumentacja fotograficzna, była I wojna światowa. Dziś możemy śledzić przebieg wojen niemal w czasie rzeczywistym, a jednak ten nadmiar realności nie zwiększa naszej empatii. Doskonałym przykładem są mordowani właśnie teraz w Gazie Palestyńczycy.
Wygląda na to, że wciąż potrzebujemy opowieści – oby nie przyszły zbyt późno.
Podczas spotkania porozmawiamy o tym, co zostaje po wojnie – o traumie i o opowieściach, które próbują ją przepracować. A także o poszukiwaniu nowych słów i form, bez których bylibyśmy bezradni wobec ogromu cierpienia. Ołeksandr Myched i Faruk Šehić – pisarze z dwóch różnych krajów i historii – mierzą się w swoich książkach z przemocą, utratą i pamięcią. Nie interesuje ich patos ani polityka, ale indywidualne życie: dom, który przestał być domem; ciało, które pamięta strach; język, który nie chce (a wręcz nie może) zapomnieć. Rozmowę poprowadzi Aleksandra Wojtaszek.
ANTONINA PALARCZYK (ur. 2001) – korespondentka „Tygodnika Powszechnego” pisząca z Ukrainy. Studentka psychologii na SWPS Katowice, autorka reportaży z rejonów frontowych, m.in. z Hulajpola i Donbasu, dokumentujących życie cywilów, działania pomocowe i trudności związane z wojną.

OŁEKSANDR MYCHED (ur. 1988) – ukraiński pisarz, eseista i kurator projektów artystycznych. Autor książki „J.A.” (2019) oraz reportaży „Wymieszam twoją krew z węglem” (2023), przetłumaczonych na kilkanaście języków. Kurator platformy Amnesia Project, współtwórca podkastu literackiego „Station 451”. Jego teksty były prezentowane m.in. w USA, Niemczech, Japonii i Korei Południowej. Laureat rezydencji literackich w Niemczech i Czechach. Członek PEN Ukraina. Mieszka i pracuje w Kijowie.

FARUK ŠEHIĆ (ur. 1970) – bośniacki pisarz, poeta i publicysta. Z wykształcenia lekarz weterynarii, w czasie wojny dowodził oddziałem w armii Bośni i Hercegowiny. Autor powieści „Książka o Unie” (2011, pol. 2018), zbioru opowiadań „Pod ciśnieniem” (2004, pol. 2021), tomu poetyckiego „Miasto, w którym mnie nie ma” (2020, pol. 2023) oraz książki „Nieśmiertelnik 03 1043” (2024). Laureat Nagrody Literackiej Unii Europejskiej oraz wyróżnień Meša Selimovicia i Mirko Kovača. Mieszka i pracuje w Sarajewie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















