Jak Polacy zadomowili się w Chorwacji. Płyniemy na zachwycającą wyspę Vis

Z początkiem jesieni media chętnie piszą o Polakach, którzy kupili domy nad Morzem Śródziemnym i cały rok grzeją się w słońcu. Jakie społeczne skutki, dla przybyłych i mieszkańców, przyniosło to w Chorwacji?
z chorwackiej wyspy Vis
Czyta się kilka minut
Spotkania polskiej społeczności na wyspie Vis w winnicy Kula. Wrzesień 2025 r. // Fot. Aleksandra Wojtaszek
Spotkania polskiej społeczności na wyspie Vis w winnicy Kula. Wrzesień 2025 r. // Fot. Aleksandra Wojtaszek

Wójt dalmatyńskiej gminy, do której należy Igrane – wieś położona nad samym Adriatykiem i licząca niespełna 400 stałych mieszkańców – nie przebierał w słowach. „Tu już nie będzie koegzystencji. Sprzedajcie swoje domy i wyjedźcie” – powiedział do Polaków.

To w tej miejscowości, mniej więcej w połowie drogi między Splitem a Dubrownikiem, w sierpniową noc doszło do tragedii. Starsza Chorwatka zwróciła uwagę sąsiadom, dwóm Polakom, gdyż drażniła ją głośna muzyka.

Wybuchła kłótnia, Polacy przeskoczyli ogrodzenie. Na pomoc kobiecie pospieszył jej brat. Prawdopodobnie doszło do szarpaniny. Mężczyzna zmarł, a bezpośrednią przyczyną jego śmierci był zawał serca. Polacy są oskarżeni o nieumyślne spowodowanie śmierci, ale zostali wypuszczeni z chorwackiego aresztu.

Szczegóły ustalają policja i prokuratura. Ojciec jednego z oskarżonych posiada w Igrane pięć nieruchomości. Miejscowi Chorwaci są oburzeni – twierdzą, że z Polakami już wcześniej były problemy. Tuż po tragedii na domu pojawiły się obraźliwe napisy, m.in.: „Fuck off Polish murderers”. Odbył się także protest pod hasłem „Sprawiedliwość dla Nikšy” (to imię zmarłego). O tym wydarzeniu głośno było w chorwackich mediach.

Dalmatyńska gmina położona nad Adriatykiem, do której należy wieś Igrane // Fot. TatiG / Adobe Stock

Chorwacja: mały kraj na wielkie wakacje

Choć moi znajomi Chorwaci, zwłaszcza ci mieszkający nad morzem, czasem narzekają na polskich turystów, zwykle jest to narzekanie rytualne, przeplecione pogodną ironią. Nieostrożni i nazbyt rozleniwieni, turyści zwykle robią krzywdę wyłącznie sami sobie, kiedy np. nieadekwatnie ubrani gubią się w górach albo wypływają na dmuchanym materacu na pełne morze (żarty na ten temat to leitmotiv każdego sezonu urlopowego).

Co więcej, takie same cięgi otrzymują też inne nacje regularnie wypoczywające nad Adriatykiem: Niemcy, Czesi czy Słowacy. Taki już urok „małego kraju na wielkie wakacje”, jakim jest Chorwacja: turystów potrzebuje, aby przetrwać finansowo, ale krótki i intensywny sezon sprawia, że miejscowi bywają przebodźcowani, zmęczeni i marudni.

Sytuacja zmienia się jednak, kiedy Polacy, zachwyceni urokiem Chorwacji, postanawiają w niej zamieszkać na stałe. W mediach społecznościowych i na forach dużo mówi się o tym, gdzie kupić najtańsze nieruchomości, jak nie stracić na inwestycji i przeprowadzić cały proces od strony prawnej.

Wprawdzie Chorwacja nie jest dla Polaków krajem szczególnie egzotycznym, pewne różnice kulturowe są jednak nieuniknione. Co więcej – kupujący zazwyczaj wybierają niewielkie nadmorskie miasteczka, których społeczność, przynajmniej poza sezonem, funkcjonuje na własnych prawach i jest ze sobą zżyta.

Chorwacka wyspa Vis inna niż wszystkie

Aby poszukać historii polskich przeprowadzek do Chorwacji, płynę na wyspę Vis.

Choć Chorwacja znana jest z licznych wysp i wysepek, Vis to miejsce szczególne. Oddalona od lądu ponad 50 km, aż do lat 90. XX w. wyspa była zamknięta dla obcych ze względu na strategiczne położenie. Od 1943 r. znajdowała się tu kwatera komunistycznych partyzantów, a po II wojnie światowej wyspę zamieniono w bazę wojskową. Miejscowi musieli posiadać specjalne dokumenty. Pamiątką tamtych dni są liczne bunkry i tunele, także dla statków.

Miasteczko Kut na chorwackiej wyspie Vis // Fot. Aleksandra Wojtaszek

Ze względu na tę długą izolację, a także znaczne oddalenie od lądu, Vis zachwyca do dziś zarówno malowniczą, nienaruszoną przyrodą, jak i architekturą z różnych epok. Panują tu też idealne warunki do nurkowania, w okolicy pełno jest zatopionych statków i samolotów. Jedno z centrów nurkowych należy zresztą do firmy z Krakowa.

Po bunkrach oprowadza mnie Janusz, który zna je jak własną kieszeń. To on, jako pierwszy Polak, 18 lat temu kupił dom na Visie – w pełnym malowniczych uliczek osiedlu Kut. Chorwację poznawał już wcześniej. Po raz pierwszy przyjechał tu w latach 90., jeszcze w trakcie wojny, zaproszony przez przyjaciela na rejs wzdłuż Dalmacji. Spodobało mu się tak, że kolejnego roku sam zorganizował taką podróż dla przyjaciół.

– To nie był żaden jacht – opowiada dziś. – Tylko przerobiony kuter rybacki, wewnątrz którego zainstalowano maleńkie kabiny. Warunki były spartańskie.

Codzienne życie w dalmatyńskim miasteczku

Przez kolejną dekadę Janusz co roku opływał dalmatyńskie wybrzeże. Po 10 latach zapadła decyzja, że chce zamieszkać na Visie. Zaczął szukać odpowiedniej nieruchomości.

Janusz z zawodu jest architektem, dlatego nie przejął się tym, że dom, który wybrał – z widokiem na morze – wymagał generalnego remontu. Piętro niżej zamieszkał jego kolega Bartosz, ten sam, który namówił go na pierwszy rejs. To on doglądał robotników – zna język, bo do Chorwacji przyjeżdżał od dziecka, jeszcze za czasów Jugosławii.

Dziś w miasteczku Vis (nosi taką samą nazwę jak wyspa) Janusza znają wszyscy. Jeśli akurat jest tu sam, ma grono wsparcia, również żywieniowego – jedna sąsiadka przynosi nam pyszne risotto, innego dnia na grilla przychodzą miejscowy winiarz i dwie inne sąsiadki.

Podczas pieczenia ryby i picia wina opowiadają swoje historie. Najstarsza jest Nađa – urodzona w 1940 r., opowiada mi o kilkuletnim pobycie na pustyni, w alianckim obozie El Shatt w Egipcie, dokąd ewakuowano ich po tym, jak Niemcy zajęli Dalmację.

Choć wspólne obiady to już tradycja, aby zakosztować tutejszego życia wystarczy z domu Janusza przejść kilkadziesiąt metrów w stronę wybrzeża. Tam, na słynnej już ławeczce, omawia się wszystko, od lokalnych plotek po problemy geopolityki.

Tej niedzieli miejscowy komunista kłóci się z konserwatywnym katolikiem o interpretację Biblii. Przyznają, że regularnie współpracują jednak, aby na wyspie żyło się nieco łatwiej. Problemem jest choćby wodociąg – choć Vis, jako jedyna wyspa, ma własną wodę.

Polska społeczność na wyspie Vis

Za Januszem podążyli inni Polacy. Zwykle było tak: przyjeżdżali do niego przyjaciele albo przyjaciele jego córek, a potem, zafascynowani pięknem wyspy, kupowali tu domy. W transakcjach zazwyczaj pomagał Janusz, już zaznajomiony z miejscowymi realiami.

Janusz był pierwszym Polakiem, który kupił dom na Visie. Na zdjęciu u wylotu tunelu, w którym ówczesna armia Jugosławii ustawiła zapewne działa artylerii nadbrzeżnej // Fot. Aleksandra Wojtaszek

Jedną z osób, które przeprowadziły się na Vis i teraz mieszkają tu niemal przez cały rok, jest Grażyna, jego siostra. Emerytowana nauczycielka wychowania fizycznego ma dwa ulubione powiedzonka: „Nie spotkaliśmy się tu dla przyjemności” oraz „To nie jest półkolonia dochodząca dla dzieci wątłych”.

Jej energia i poczucie humoru są znane na wyspie. Ale zasłynęła także z powodu swojej potrawy – polskiego żurku. Przygotowuje go regularnie dla miejscowych, a pierwsze pytanie, jakie kierują do niej Chorwatki, kiedy siadamy na ławeczce, brzmi: „Kiedy żurek?”.

Dlatego gdy miejscowi udają się zbierać winogrona, Grażyna gotuje, a potem wszyscy spotykają się nad garnkiem. Zupa znika w mgnieniu oka, większość prosi o dokładkę.

Na wyspę sprowadził się też Andrzej, którego syn jest partnerem córki Janusza. Wcześniej cała rodzina przyjeżdżała regularnie na Vis, aż w trakcie pandemii podjęli decyzję o zakupie nieruchomości.

Andrzej kupił nie tylko dom, ale także ziemię wraz z winnicą. Jego posiadłość, o nazwie Kula (po polsku: Wieża), to częste miejsce spotkań.

Miasteczko Komiža zachowało rybacki charakter

Również przez cały rok mieszka tutaj Kuba, drugi syn Andrzeja, wraz z żoną Anią; oboje przed czterdziestką.

– Na początku przyjeżdżałam do teściów i wcale nie byłam tak bardzo zachwycona wizją mieszkania w Dalmacji – śmieje się Ania. – Ale potem bardzo spodobała mi się tutejsza mentalność. Mam tu najlepszych przyjaciół. Poza tym posłuchałam rady o tym, że morze rozwiąże każdy twój problem: nawet jeśli pracuję kilkanaście godzin, idę potem popływać i od razu czuję się lepiej.

Anię w Komižy – miasteczku położonym na zachodnim wybrzeżu wyspy, liczącym półtora tysiąca stałych mieszkańców – znają dziś chyba wszyscy. Ciągle ktoś ją pozdrawia i pyta, jak się ma. Komiža to specyficzna miejscowość, znacznie mniej turystyczna niż inne miejsca na wybrzeżu: nadal w dużej mierze zachowała tradycyjny rybacki charakter.

Ania pracuje jednocześnie w firmie IT i pomaga przy uprawie tradycyjnych szczepów winnych z tych okolic: bugavy, pošipu i plavca.

Jej teść Andrzej razem z chorwacką enolożką Moniką produkują od niedawna wino, które zdobywa już nagrody w miejscowych i międzynarodowych konkursach. Sprzedają je m.in. w swojej winiarni Monissa, położonej poza tradycyjnymi szlakami turystycznymi, w gaju na wzgórzu.

Jak się znaleźć w lokalnej społeczności

Ania wraz z mężem wdrażają się też w uprawę oliwek, przyjmują gości. A kiedy akurat nie są na Visie, zabierają turystów do Gruzji. Wszędzie jej pełno, a jej doba wydaje się nie kończyć. Pomagają im przyjaciele i rodzina. Kiedyś do zbiorów zatrudnili nawet spotkanych przypadkowo na wyspie studentów-backpackerów.

– Wiesz, miejscowi nas szanują, bo widzą, że pracujemy tak samo ciężko jak oni – mówi Ania. – Codziennie jesteśmy w polu, robimy to samo co oni, nie obijamy się. Mój Kuba pracuje w polu po kilkanaście godzin, a ja zaraz po tym, jak zamykam komputer, dołączam do niego. To kluczowe, aby zyskać zaufanie.

O wyspie Ania wie dziś chyba wszystko, zna wszystkich. Chodzi na pogrzeby, bo czuje się częścią społeczności. Zdradza mi też liczne sekrety: opowiada o miejscowej rywalizacji między Visem a Komižą; pokazuje, gdzie znajduje się ławeczka, z której kobiety łowią ryby i dyskutują o wszystkim, co ważne.

Jako jedna z niewielu osób z polskiej społeczności mieszka na wyspie Vis przez cały rok. Do Polski jedzie tylko, gdy musi coś pilnego załatwić.

Koniec chorwackiej wycieczki

Wyspa Vis wciąga również i mnie. Jej piękno oszałamia, ale w końcu muszę ruszyć w drogę, wrócić na ląd. Żegnam więc gospodarzy i odpływam do najbliższego portu – Splitu.

Tu czeka mnie jednak nieoczekiwanie gorzkie zakończenie wizyty w Dalmacji. Po miesiącach przemierzania Chorwacji i Czarnogóry, zapomniałam o swojej obcości krzyczącej z tablicy rejestracyjnej. Na lokalnym parkingu znajduję swoje auto zniszczone przez nieznanych sprawców.

Policja rozkłada ręce, niektórzy oskarżają rozszalałe wiewiórki, trwa debata, czy był to po prostu pijany wybryk chuliganów, czy jednak w chorwackim społeczeństwie pojawiają się resentymenty. Niekoniecznie względem Polaków, być może po prostu w kontekście masowej turystyki, która znacząco utrudnia życie w Splicie, tym największym dalmatyńskim mieście.

Wieść o moim wypadku rozszerza się po mieście z prędkością światła. Przyjaciółka proponuje mi nocleg, znajomy znajomego naprawia elementy auta w swoim garażu, mechanicy dzwonią do siebie, aby znaleźć części do starego już samochodu.

Czy byłoby inaczej, gdybym nie znała ludzi i języka? Może tak. Czy należy wyciągać daleko idące wnioski z wypadków opisanych na początku i na końcu tej historii? Może lepiej już zjeść łyżkę ciepłego żurku, przegryzanego pogačą – tradycyjnym wypiekiem z Visu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Żurek na Visie