Nie prasuję. Dla planety

„Wczoraj myłam włosy. We wtorek dzwoniłam do matki. Potem oglądałam rolki na fejsie”. „Masz jeszcze fejsa?”. „Jestem starej daty”. „Haha”. „Zmęczyło mnie to. Ogólnie wszystko męczy. Przeszłam na system małych nagród. Taka babka mnie zainspirowała”. „Czyli?”. „No po prostu: małe nagrody za czynności. Jak nastawię zmywarkę, oglądam rolkę”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Jazda na dworzec, zimny ranek, zimny kraj. W tramwaju troje osób z czarnymi wstążkami, wiek wczesnostudencki. Dziewczyna: „Nigdy nie pojmę, że można chcieć zabić”. Chłopak pierwszy: „Ej, może nie chciał. Może się zaplątał...”. „Błagam, sypiasz na siekierze? Co to ma być w ogóle?”. „Ja go nie tłumaczę, ale może tylko chciał nastraszyć”. „Tak, i odciął głowę. Nie gadałbyś tak, jakby to była twoja matka”. „Może nie. Ale ludzie za szybko dają wyrok”. „Ja to bym chciała poznać jego rodzinę”. „Myślisz, że patologia?”. „Nie, myślę, że też nie rozumieją”. Chłopak drugi: „Szkoda kobiety, ale mnie to jednak jakoś rusza”. Dziewczyna: „W sensie?”. „No, nie wiem, jak zbrodniarz z lektury”. „Ej, nie idź tą drogą, ja cię proszę”. „Pomyślałem, że może jemu jeszcze o coś chodzi...”. „Nie idź tą drogą”.

Autobus 119, dwie starsze wyelegantowane, z kwiatami. „A Polak nie ma szans?”. „Za szybko by to było po Wojtyle”. „Co racja, to racja. Taki wybitny był. Długo naszych nie dopuszczą”. „A miałaby pani kandydata?”. „Pewnie! Jest taki biskup z Krakowa, wspaniały…”. „No ale muszą wybrać kogoś z zagranicy”. „Ja bym tylko chciała, żeby był to człowiek z naszego świata”. „I żeby się w wojny nie angażował, po co komentować”. „Ech, pani, te wojny to jakaś propaganda”. „Tak”. „Ja tam nic nie odczuwam”. „Jakby było naprawdę groźnie, to by się czuło”. „Poza tym to zagranica”. „Zagranica. Papież nie musi wiedzieć”. „My też”.

Łazienki, poranny chłód ziemi, siadam na łące. Inspekcja dwóch wiewiórek, poza tym niemal nikogo. Czytam sobie, na tyle intensywnie, że ciepło mi w środku. A tu raptem dreptanie: matka z córką zeszły z alejki, mała zbliża się z kotem na ramieniu. 

„Co czytasz?”. Mama: „Alutka, nie przeszkadzaj!”. „»Cudowną podróż«”. „Znam!”. „A widzisz”. „Ja bym chciała, żeby ktoś mnie zmienił w skrzatka”. „Alutka, przeszkadzasz!”. Uspokajam uśmiechem. Alutka: „Nie chodzi o latanie”. „A o co?”. Kot tymczasem ułożył się w hamaku kolan i posapuje. 

„Mnie by chodziło, żeby mnie nie było”. „?”. „Ja bym chciała latać z gąską, daleko, ale najważniejsze, żeby mnie ktoś zmienił w skrzatka”. „Też bym prosiła”. Małej drga bródka, szepce konspiracyjnie: „Ty nie rozumiesz. Mamusia mnie zabiera na chemię dziś, znów. Mamusia płacze. Jakbym znikła…”. „Nie, mamusi by to nie pomogło”. „Ale mnie tak. Proszę pani: czy jak się jest takim małym, można brać chemię?”. „Ech, nie wiem, ale myślę, że ciałko skrzatka jest za małe…”. Aż ją podniosło: „Tak, dlatego bym chciała bardzo, żeby mnie ktoś zmienił w skrzata. Ja mam za dużo organizmu. Pani doktor powiedziała, że coś się popsuło. Za dużo organizmu na popsucie. I musi być chemia. Nie mam jak iść do szkoły”. 

„Uhm” – odpowiadam, płacząc do środka. „I chyba już nigdy nie pójdę. Chciałabym zniknąć. Jak pani ma na imię?”. „Eliza”. „Mogę się z panią umówić? Tylko niech pani nie mówi mamie”. Mama: „Chodź już, nie męcz”. Milczymy. Alutka: „Jeśli pani ma jakieś moce, to niech się pani wstawi, żebym mogła mieć malutki organizm. Żeby nie było chemii. I żebym mogła odlecieć”. „Wstawię się”. „Kiciuś mi nie pomoże. Ja z nim rozmawiałam o tym, ale wtedy robi zeza i chce puszeczkę”. „Haha. To za duży stres dla niego, jak widać, zmieniać ludzi”. „Ale pani mi pomoże?”. „Wiesz, to bardzo trudne zadanie. Sama chciałam w elfa – i nie wyszło”. „Ktoś pani pomagał?”. „Mnie? Nikt. Dlatego masz większe szanse”. „A kiedy mi pani pomoże?”. „Już się staram”. „Ale ja się nie robię mniejsza”.

Presja straszna, myślę. „Wiesz, dla mnie już jesteś Nilsem”. „Nilską”. „Dobra, Nilską. Nie chodzi o to, żebyś zmalała, ale byś się wymknęła”. „Chemii”. „Tak. Jeśli się da”. „A pani kiedyś chciała wejść pod grzybka i żeby nikt nie płakał?”. „Wiele razy”. „Mama już macha, żebyśmy szły”. Patrzy się na mnie poważnie: „Wujek mi powiedział, że po śmierci latamy. Ale ja bym chciała do tego nie umierać”. Poszły.

Tramwaj numer 16, jazda z centrum na Mokotów. Dwie z grubsza osiemnastoletnie w dresach i wymiętych nieco koszulkach, piżamowatych. Pierwsza: „Ja cię proszę, to serio ważne, rób małe rzeczy”. „W sensie?”. „No małe rzeczy. Ja się przestałam zmuszać. Póki mi matka wynajmuje, luz”. „A do kiedy będzie?”. „Nie wiem. Chodzę do szkoły, to już bardzo dużo”. „No jasne”. „Wczoraj myłam włosy. We wtorek dzwoniłam do matki. Potem oglądałam rolki na fejsie”. „Masz jeszcze fejsa?”. „Jestem starej daty”. „Haha”. 

„Zmęczyło mnie to. Ogólnie wszystko męczy. Przeszłam na system małych nagród. Taka babka mnie zainspirowała”. „Czyli?”. „No po prostu: małe nagrody za czynności. Jak nastawię zmywarkę, oglądam rolkę”. „Ok”. „Wczoraj po raz pierwszy prałam pościel. To było ciężkie. Nie poszłam do szkoły”. „Ręcznie?”. „Zwariowałaś! Pralka, suszarka. Ale mnie to zniszczyło”. „Rozumiem”. „Jakbym musiała prasować, to bym się zabiła”. „Nie musisz. Ja nie prasuję dla planety”. „Ja też, wegan i te rzeczy. A moja matka nawet majtki prasuje i składa”. „Żartujesz! Dlaczego?”. „Nie wiem. Może dla Polski. Nie pytam”.

„I jak tam Wielkanoc?”. „Rodzinnie, pani Marysiu, u nas zawsze rodzinnie”. „Maciek przyjechał?”. „A pewno! Ania w ciąży”. „Trzeciej?”. „Trzeciej”. „Pięknie, ratują nam porost. Wie pani, że porost naturalny spada w Polsce?”. „Księża powinni coś z tym zrobić, nakłaniać zdrowe kobiety do rodzenia”. „A pewnie”. „Ja to mam kontrolę nad rodziną. Bym córce nie przepuściła”. „Moje obie rodziły. Zdrowe matki, zdrowe wnuczki”. „Bóg pobłogosławił, to zdrowe”.

„A głosować pójdą?”. „No jak nie! U mnie się jawnie głosuje”. „?”. „Pokazuję, co zaznaczyć, i razem karty wrzucamy, rodzinnie”. „To tak można?”. „A czemu nie? Jest jeden kandydat. Jak człowiek jest bogobojny, to wie”. „A jakby Maciek nie poszedł? Albo pani nie pokazał, co zaznacza?”. „To niemożliwe”. „No, mój mąż raz poszedł mi wbrew”. „Wygoniłabym”. „Ja to go tylko do spowiedzi posłałam”. „A to za mało”. „Wcześniej powiedziałam księdzu, co z nim zrobić. Wikary ma ze mną dobre relacje”. „Rodzinne”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nie prasuję dla planety