Najbardziej kocham taką wyleniałą wiewiórkę

Dwie starsze pod warzywniakiem mokotowskim, przy skrzynkach z warzywami: „Zaprzedali się. Polak tak nie wybiera”. „Pani Zosiu, spokojnie, wygramy”. „Ale po co w ogóle wybory? Prawica powinna rządzić zawsze”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Ulica Promenada, tuż przy parku. Przystaję przy grupce gapiów. „Kolejne drzewo w miesiącu, wie pan”. „Ale co to komu przeszkadza?”. „Eee, może nie przeszkadza, ale drewno się zhandluje”. „Pewno deweloperka…”. „Tu? Nieee. Musieliby wszystko wyciąć”. Wchodzę we Włoską, słychać piły. Agresywny, napastliwy warkot. U wylotu Padewskiej ojciec z synkiem: „Podsadzę cię, zobaczysz, jak panowie pracują”. Bierze małego na barana. „Ekstla!”. „Jak będziesz duży, to też będziesz mógł piłować”. Mały z niepokojem: „A jak panowie nic nie zostawią?”. „To sobie coś z parku wybierzesz”.

Wchodzę w Pytlasińskiego. Przy płocie, w pół drogi do Konduktorskiej, stoi staruszek z laską. Podchodzę. Płacze: „Widzi to pani?”. „Widzę”. „Mordercy”. Warkot z bliskiej odległości przechodzi to w metaliczny, zacinający się chrobot, to w eskalujący, jednostajny jazgot. „Chyba dwie piły…” – wyrywa mi się. „A naturalnie. Lepsza ta druga”. „?”. „Mniej cierpi”. „Drzewo?”. „A kto?”. Nasłuchujemy. „Już ja bym tego urzędasa, co dał na to pozwolenie, już ja bym go!”. Od Konduktorskiej wtacza się przyczepa. „Wie pani, tu mieszkają jeże, o tu – staruszek wskazuje laską w głąb podwórka – o, a tam jest szlak wiewiórek, o, patrzy, tędy biegają”. „Aha”. „I już nie pobiegną. Chamy, oprawcy”. Nasłuchujemy. „Oswoiliśmy je tutaj, wykładaliśmy orzeszki. Wie pani, że wiewiórki mają różne rozmiary pędzelków?”. Śmiejemy się przez łzy. „Najbardziej kocham taką wyleniałą, z cienkim ogonem. Wie pani, jak się spojrzy pod światło, to taki cienki ten ogon, cieniutki, kikucik owłosiony, ojej” – wzruszył się. „Pewnie stara jak ja, ale codziennie była z parku. Po orzeszka. Nie wybaczę”. „Uhm”. „Nie wybaczę. Ona umrze, ja też. Na to drzewo”. „Nienie, poradzi sobie”. Zapłakał. „Kraj morderców drzew, tak teraz mówię, kraj morderców drzew, inaczej nie powiem”. Ruszył ku Konduktorskiej ciężko, schylony, jakby wlókł ten pień.

Autobus 116, jazda na Żoliborz. Dosiadam się do kobiet w moim wieku. „Boję się, Basia”. „Czego?”. „Nienawiści. Teraz, po wyborach”. „Ej, co ty! Myślałam, że tobie się coś przytrafiło”. „Ech”. „To tylko polityka”. „Nie tylko”. „Słuchaj, ludzie i tak będą pluć, nic się nie zmieniło”. „Zmieniło. Nie widzisz, że złość zgęstniała? Że się nie rozmawia normalnie?”. „Rozmawiałaś tu kiedyś normalnie?”. „No, nie rozumiemy się”. „Po mojemu norma. Wszyscy wiedzą lepiej. Dramatu nie ma”. „A ja myślę, że jest. Złość jest gęsta, jak nożem kroić”. „Haha, ty zawsze, Jula, umiałaś w metafory”. „Wolałabym nie”.

Tramwaj 18, jazda na Mokotów. Dwie w wieku studenckim. „Poszłaś?”. „No nie, coś ty”. „Mądra dziewczynka”. „To jest emoszantaż”. „No właśnie”. „»Głosuj, głosuj, wybierz mniejsze zło«, a sio”. „Ototo”. „Ja jestem świadoma. Chcę kogoś z lewicy. Póki mi go nie dostarczą, siedzę w domu”. „Nie dostarczą”. „Ja siebie szanuję”. „Ototo”. „Będę głosować, jak lewica wygra. Jak się przekonam. Niech mnie poprosi o głos, to w następnych wyborach pójdę”. „W Polsce?! Nigdy nie wygra”. „No to nigdy nie pójdę”. „Mądra dziewczynka”.

Spacer z Rudą po Olsztynie. „Ja się tutaj urodziłam”. „Ano”. „Tu mnie doniosłaś”. „Tak”. „A gdzie ten szpital?”. „U, nie tak znów blisko, przy Niepodległości”. „Nie muszę tam wracać”. „Nie musisz”. „Bo ty leżałaś na oddziale patologii”. „Haha, patologii ciąży”. „Co to znaczy?”. „Komplikacje przy rodzeniu, zdrowotne”. Milczy, patrzy w bok: „Czyli te dzieci, Pingwin…”. „Tak”. „Wy chciałyście?”. „Tak. A myślałaś, że to się wiąże z odrzuceniem?”. „Nie pytaj”. Idziemy w milczeniu. Ruda bierze mnie za rękę: „Ty się mnie nie bałaś”. „Nie”. Śmieje się: „Ja się cieszę, że w Olsztynie złożyłaś jajko”. „Rude”. „Miałam szansę na Warmii”. „I nadal masz”. „Warmia mnie chciała”. „Szczęśliwie się wyklułaś”. „I nadal mam szczęście w mieście Olsztyn”. „I owszem”.

Olsztyn, Ruda śpi, a ja wychodzę nocą z hotelu i ruszam ku starówce. Ratusz, Wysoka Brama. Tuż za nią gość z papierosem. „Ma pani ogień?”. „A nie”. „To taka zaczepka, jakby co”. „Aha”. „Ale pani nie jest chyba zainteresowana” – obruszył się. „Niezbyt”. „To po co pani sama w miasto o tej porze?”. „Hm, dla miasta”. „Tak se?”. „Ano”. Zwątpił: „Nienormalna”. Ruszyłam ku Zamkowej, a ten za mną. I dywaguje: „Dobrze, jak się człowiek w porę zorientuje”. Dopiero zauważyłam: nów księżyca. „Nie ma powrotu, jakby co”. Zamek pod nowiem, przed progiem nocy. Tuż dalej przesłona mroku. „Proszę mi się więcej nie narzucać!”. Po kilku krokach odpadł.

Dwie starsze pod warzywniakiem mokotowskim, przy skrzynkach z warzywami: „Ja to nie wiem, jak w ogóle można inaczej głosować”. „Właśnie”. „On ma taką piękną twarz, szczery uśmiech”. „A tak”. „Prezesowi ufam zawsze, ale wie pani: i bez tego bym na niego głosowała”. „I to imię! Opatrznościowe”. „Racja. Ale twarz, uśmiech. Spokojny, rodzinny, mąż stanu. Że ludzie tego nie widzą…”. „Nasi widzą. Tamci wolą zło”. „Zaprzedali się. Polak tak nie wybiera”. „Pani Zosiu, spokojnie, wygramy”. „Ale po co w ogóle wybory? Prawica powinna rządzić zawsze”. „Tak”. „A już najbardziej nie rozumiem tych, co idą do kościoła, a potem na Rafała”. „Z tego się trzeba spowiadać”. „Jak się ma sumienie. Ale że można wybierać inaczej…”. „Też tego nie rozumiem”. „Przecież Jezus był prawicowy”. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Szczęście w mieście Olsztyn