Czat z Rudą. Piszemy po rozmowie o odejściu dziadka. „Mówiłaś, że on mnie kochał”. „Sama wiesz”. „Wiem”. Milczymy. „Babcia mówi, że mnie poznawał najdłużej”. „Tak, do ciebie najdłużej zwracał się po imieniu”. „Uśmiechał się do mnie”. „Zawsze go cieszyłaś”. Pauza.
„Babcia mówi, że ona też będzie leżeć w Lidzbarku. Z Edwardem, Jadwigą, Marianną i dziadkiem”. „Wiem”. „A ty też się chcesz dołożyć?”. Śmieję się tak głośno, że pyta zza ściany: „Co cię tak bawi?”. Odpisuję: „Wiesz, tam jest i tak duży tłok”. „Co ty mówisz?”. „Nie będę im się zwalać na głowę”. „A jak zmarł Edward, to było ci smutno?”. „Bardzo”. „A ty byłaś wtedy na studiach?”. „Nie, w liceum”. Pauza.
„I chciałaś Edwardowi powiedzieć, że zdałaś do kolejnej klasy?”. „Tak, brakowało mi rozmów z nim”. „Czy mogę pisać do dziadka?”. „Pewnie”. „A czy mogę napisać list do grobu?”. „Możesz”. „Bo nie reagował ostatnio, a musi wiedzieć, że zaliczyłam wszystko”. „Napisz”.
Mogliby Ukraińców i Ruskich postraszyć
Autobus 118, jazda w kierunku Mokotowa. Obok dwie starsze: „Już by sobie te wojny darowali, pani Halinko”. „Prawda”. „Nie znam się, ale musi być jakieś wyjście. Trump taki przyzwoity, pomogliśmy mu w wyborach”.
„Może nasz Karol powinien się do niego odezwać? On męski, spokojny”. „Kto wie. Razem by pewno wpadli na jakiś pomysł. Już by się chociaż Rosja mogła z Ukrainą dogadać i oszczędzić nam nerwów”. „Mnie Palestyna nie obchodzi”. „Phi, za daleko”. „I jeszcze Iran? To chyba są oddzielne państwa?”. „Chyba tak”. „I widzi pani, nawet się miesza człowiekowi”. „Jeden czort”. „A ci marnują bomby. Mogliby Ukraińców i Ruskich postraszyć”.
„Mogliby. Ja bym na miejscu Karola zażądała tego dla Polski. Należy się”. „Należy”.
Muminki. Ma pani ulubionego bohatera?
Plac Unii, czekam na autobus. Przy mnie na ławce siada pani w czarnym płaszczu. Poczytuję „Zimę Muminków”, przymykam książkę. Rzut oka na okładkę – i zaczyna płakać. „Przepraszam panią, to była jego ukochana książka, »Zima« właśnie”. „Aha”. „Marka”. „Jasne”. Milczymy.
„Ma pani ulubionego bohatera?” – zagaja. „Hm, kiedyś to był Włóczykij…”. „Ciekawe, wszyscy lubią Włóczykija”. „Hehe”. „Mąż mówił, że chodzi o tęsknotę. Wie pani: niezależność, wolność”. „Owszem”. „Marek lubił Paszczaka”.
„A pani?”. „Nigdy nie lubiłam Muminków, w ogóle lektur dziecięcych”. „Uhm”. „A teraz sięgam, żeby być z mężem, kiedy już go nie ma”. „Ciężki czas”. „Bardzo. I wie pani, on dla mnie się stał Włóczykijem”. „A pani go przyzywa jak Muminek?”. „Tak! Nareszcie mogę płakać. Stąd ta reakcja, przepraszam”. „Nie ma za co”. „To już pół roku, dziś. Jadę do przyjaciółki, będę jej płakać”. „Uhm”.
„Czasem myślę, że lepiej było nie wiązać się na starość. Pięć lat małżeństwa po sześćdziesiątce, wariactwo”. „Haha”. „Co poradzę, spotkałam go za późno”. „Ano”. „Ale bez niego życie było tylko suchą kupką godzin. Do widzenia pani”. Autobus.
Jesteśmy tolerancyjni
Plac Unii, centrum handlowe, zakupy. Czekam na windę. Obok matka z dwójką dziewczynek w wieku wczesnoszkolnym.
Pierwsza mała: „On ma jak nic to na »a«”. Matka: „Adahade?”. „Nie, to gorsze”. „Autyzm?”. Druga mała: „To debil”. „Zuzka!”. „Ma debilą twarz”. „Nie mów tak”. „Sama mówiłaś, że jego matka to debilka”. „Tak, ale nie mówcie tak w szkole”. Pierwsza: „On mi psuje klasę”.
Wsiadamy, ale ktoś ściąga windę ku garażom.
Matka: „Powiem na wywiadówce, żeby go zabrali…”. Pierwsza: „Yes!”. „…ze względu na waszą wrażliwość”. „Yes!”. Druga: „Niech idzie do debili”. Matka: „Ale go nie wyzywajcie. Jesteśmy tolerancyjni”.
Wysiadamy.
Wojna to wirus
Park Promenada, ciemno, błądzę bez celu. Niedaleko baru-okrąglaka spotykam starszych z psem.
Ona: „Ja to już nigdy do Wilna nie dotrę”. On: „A jedź, zostanę z psem”. „Z tobą chciałam”. „Mnie tam nie ciągnie. Do Lwowa bym”. „Ale tam teraz nie można”. „Wiem, dlatego nie chcę do Wilna”. „Jakaś dziwna logika”. „Moja, i już”.
Patrzą na mnie. On: „A pani była w Wilnie?”.
„Nie, a powinnam, jestem stamtąd nieco”. Ona: „Ja też, chociaż położenie mam południowe. Ale zawsze się czułam stamtąd”. On: „Ja nie”. Śmieję się: „Zew północny”. Ona: „Tak, surowość. Wilno ma w sobie krystaliczny chłód”. Ja: „To bardzo możliwe”. On: „Skąd wiesz, zdjęcia oglądałaś”. „Wiem! Moje Wilno to ma!”.
On: „Ach, twoje. Ale wiecie panie, że wojna wszystko zmienia. Nie ma po co jechać”. Ona: „Tam nie ma zniszczeń”. „Co z tego? Wojna to wirus, zjada aurę. Cała nasza strefa jest już na to chora”. „Bredzisz!”. „Nie. Przepadł urok naszego świata. Cieszmy się, że mamy stołek pod siedzeniem”.
Starsza ruszyła obrażona z psem, powlókł się za nią. Ja w przeciwną.
Jestem wyrzutem sumienia
Szpital przy Wołoskiej, przychodnia. Obok starsza z bandażem na oku. Mruga do mnie zdrowym: „Piratka jestem”. „Aha”. „A pani tu co? Analizy jakieś?”. „Ja w sprawie taty”. „Ooo, stary pirat?”. „Powiedzmy”. „Mogę ustąpić miejsca. Ja tu jestem co dwa dni”. „Ulala. Tolerują panią?”. „Są tak nieskuteczni, że muszą mnie znosić”. „Hehe”. „Jestem ich wyrzutem sumienia. A co dolega tacie?”.
Opowiadam.
„Ech, pani droga, ta służba zdrowia się nadaje dla mnie, dla was już nie”. „Co poradzę”. „Tu się łatwo umiera”. „Niby”. „Właśnie, niby. Ja sobie piratuję, bo już nikogo nie mam. Poza córką, ale ona uciekła do Szkocji”. „Uhm”. „O siebie się nie boję, dlatego tu bywam. Głęboko współczuję, że pani tu przychodzi krzątać się przy śmierci. Tego nie robi się życiu, nie”.
Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!
Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.
Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.
Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














