Autobus 517, pętla. Siedzę i czekam na odjazd. Tuż przede mną dwie w wieku studenckim, wyciągają kanapki. Pierwsza: „Ty to zamierzasz zjeść?!”. Druga: „No, a co?”. „To ma mięso”. „No i co?”. Pierwsza wyskakuje z autobusu na paliwie oburzenia. Druga pozostaje. Patrzy na mnie: „Musiałam się bronić. Ja nie chciałam”. „Aha?”. „Nie pomyślałam. Mama mi zawsze robi z szynką”. „Uhm”. „Trzeba było przewidzieć. Mogłam wyjąć i tylko by masło było”. „E, chyba da się zagadać…”. „Nie. To już koniec. Jestem skończona”. „No, tak szybko to nikt…”. „Pani nie rozumie. Ostatnio mówiłam, że sałata cierpi. W referacie. A teraz ta szynka”.
Wszyscy zarastali roślinami i się cieszyli
Tramwaj 16, wsiadam na Dzikiej, toczymy się wolno. Stoję sobie przy dwóch siedzeniach: na pierwszym z grubsza ośmiolatek w czapce uszatce i kombinezonie. Na drugim babcia, zagaduje, szturcha: „Patrz, patrz, tu babcia kiedyś mieszkała”. Mały w półobrocie: „A mnie się śniło”. „Co?”. „Że jedziemy tramwajem”. „To nie sen, jedziemy właśnie”. Pauza. „Mnie się śniło. Ja siedzę na pierwszym siedzeniu, ty na drugim, a ta pani – wskazał na mnie – stoi i patrzy”. „Eee, niemożliwe, nie znasz tej pani” – babcia mruga ku mnie życzliwie. „Znam, była tam. No tu. I ludzie zaczęli wyciągać maski do nurkowania. Takie z rurką”. „Jak ta twoja jeziorna?”. „Tak. A my nie mieliśmy. Zdjęłaś reklamówkę z bułki i mi dałaś, że mogę w to włożyć głowę”. Śmiejemy się. „I ten nasz tramwaj zjechał z torów. Kierowca…”. „Motorniczy”. „Motorniczy powiedział, że tramwaj opuszcza trakcję i jedzie się zanurzyć”. „Nono” – mówię. „Ten motorniczy podszedł do pani i powiedział, że pani nawiguje, bo ma czujniki w czapce”. Uśmiecham się: „O, to nareszcie wiem, do czego służy pilotka”.
Babcia: „I co? Gdzieśmy pojechali?”. „Nie wiem. Za działki na Piaskach”. „Ohoho”. „Bo babcia, tramwaj zaczął się staczać z góry, dużej góry, bo za działkami był wielki wąwóz”. „Niemożliwe”. „Ale tak było!”. „I pani – wskazał na mnie – wyciągnęła z podłogi taki metalowy pręt. I zaczęła nim poruszać w tył i w przód. I tramwaj wskoczył na tory, ale już trochę pod wodą”. Babcia: „Jak: pod wodą?”. „Bo zjeżdżaliśmy głębiej w zieloną wodę. Jakbyśmy byli w akwarium, pod lampą. A pani – zwrócił się do mnie – oczy zaczęły zarastać”. „Czym?”. „Rzęsą”. „Haha, zielona rzęsa”. „Babcia powiedziała, że my tu zostaniemy na zawsze. I wszyscy się cieszyli”. Babcia: „Ja bym się bała”. Mały: „Nie, ja się przez chwilkę bałem. Ale wszyscy zarastali roślinami. I się cieszyli”. „Z czego?”. „Bo to na zawsze”. Wysiadłam, otumaniona, w centrum.
Rodzic musi widzieć, że hoduje roślinożercę w stadzie drapieżników
Plac Narutowicza, wieczór, czekam na tramwaj. Tuż obok gość po pięćdziesiątce, zakłopotany nieco. Krąży, cofa się. „Mogę spytać o coś?”. „Tak”. „Jak pani sobie radzi z oskarżeniami?”. „Oskarżeniami? O co?”. „O wszystko!”. „Hm”. Doczekaliśmy się tramwaju 14. Wskakujemy, dosiada się: „Nie myśli pani, że jak się człowiek nie obróci, społeczeństwu nie pasuje?”. „Jest w tym coś”. „Serio. Może mnie pani mieć za wariata, ale musiałem z kimś o tym. Syn zaczął uczyć w szkole: dzieci mają pretensje, kadra piłuje. A dobry jest chłopak”. „Znamy”. „Im on normalniej, tym go bardziej dominują. Martwię się. Mnie sąsiadka powiedziała: »On taki jest dobry«. I ja się ucieszyłem. »Taki bezbronny«. I skóra mi ścierpła. Tak wychowałem”. „I dobrze”.
Spojrzał smutno: „Nie. Rodzic musi widzieć, że hoduje roślinożercę w stadzie drapieżników. To ja mu spiłowałem pazury. A teraz sobie nie radzi, nawet na tym fejsbuku”. „U, nie »nawet«. Fejsbuk to drapieżne zwierzę”. „Wie pani, syn mi ostatnio powiedział, że lekceważyłem pieski, kotki, że zawsze go pchałem ku ludziom. A on by wolał się zwierzętami zajmować. »One nas już przerosły«, powiedział. I żeśmy się popłakali”.
Będziemy jak Muminek czekający na Włóczykija
Park Promenada, popołudnie. Temperatura znośna, spaceruję, patrzę. Nad stawem starszy, co go już tu widywałam. Z jamnikiem w kubraku. Podchodzę. „Ej, nie zalej się, stary – rzuca psu balansującemu niepewnie na lewej nodze, z prawą dolną w powietrzu – nie będę prał”. Do mnie: „Marznie, ubieram go, a ten zamiast sikać normalnie, lewituje. Pani to rozumie?”. „Nie” – śmieję się. „No co ja wiem, swoją drogą, jakbym ja musiał sikać na mrozie w takim wdzianku, to może bym próbował rozkraczyć się jak płaszczka w pionie”. „Haha”. „Nigdy nie sikałem zimą w parku”. „Też nie”. „O, to nic pani nie przeżyła! A on przeżył, mój mały – złapał jamnika czule pod brodę. – Mój stwór”.
Jamnik z entuzjazmu zakopał, co zrobił. „A ja coś czytam” – puścił oko. „Widziałam”. „Muminki! Po raz pierwszy. Jakie to wspaniałe!”. „Hehe, czas na »Zimę Muminków«”. „Tak! Jakby mi mój bratanek nie powiedział, że lekceważę Jansson, to bym nie czytał…”. „Wraca mróz. Będziemy jak Muminek czekający na Włóczykija”. „Włóczykij to mój idol. Stary człowiek, panietego. Jak tak można!”. „Nie można, a trzeba. Czeka pan na wizytę?”. „Żeby pani wiedziała. Ja – inżynier Piotr i mój oszczywający regularnie kombinezon pies czekamy na wizytę Włóczykija. Wierzymy, że nie jest Godotem”. „Ej!”. „E, to był tylko chwyt retoryczny. Wiadomo, nasz człowiek. Powiem tak: od lat nikt mi nie dał takiej nadziei. Żadna służba zdrowia, żadna inna”. „Niech mi pan nie mówi o nadziejach szpitalnych. Mój tato odchodzi i też czeka na Włóczykija”. „I ja czekam. Będą razem budować tamę”. „Będziemy”.
Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!
Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.
Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.
Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














