Kołdra na wieczność. Wykosztowałam się, zapłaciłam, a dali za krótką

Ludzie gadają o powołaniu. Że to i tamto. Że za dużo zarabiamy, bo to powołanie. A ja myślę, że lekarze z powołania to są ci, co się nie zgadzają. Na śmierć.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Tramwaj 16, dosiadam się do starszej pani okutanej wielkim szalem w róże. Szal jak z obicia starej kanapy, gdzie bordowe i kremowe pąki tak są sute, że rozsadzają welur. Nadpłatkowość, ciężar, a wszystko jeszcze przeszyte na złoto. 

Pani jest Marianna i już

Przygląda mi się. Po chwili: „Pani Marianna?”. Uśmiecham się: „Nie”. „Psiakość!”. Przy Hożej zaczepia znów: „Cholera, rzadko się mylę, to mnie pani urządziła”. „W sensie?”. „No, zawsze trafiam z imieniem. Ja wyczuwam energię imienia. Pani jest Marianna i już”. „Haha, no to się moja matka pomyliła”. „No na to wychodzi”. 

„A ja bardzo lubię imię Marianna”. „O! Widzi pani! A ma pani drugie?”. „Maria”. Eeee, Marią to już pani kompletnie nie jest. Błąd na błędzie”. „Cóż. Pożyję jeszcze jako błąd”. 

„Nienie, bez przesady, ale mam dla pani radę: jak się Elizie zrobi źle i smutno, to niech sobie wyobrazi, że robi różne rzeczy jako Marianna. I wie pani co: to wyjdzie”. „A dobrze”. „Bo mnie dali Halina. Nienawidzę tego imienia. Bo tak naprawdę mam na imię Konstancja. I jak umierał mój kotek, to powiedziałam: »Konstancjo«, ratuj go. I uratowałam. Przedłużyłam mu życie o trzy lata!”.

 „No, to powiedziałabym, żeśmy się nieco spóźniły z tą rozmową”. „Odszedł pani kot?”. „Nie, ojciec”. „No tak… Mój ojciec bardzo wcześnie zmarł, żyłam tylko ze zgorzkniałą matką. Gdy odchodził, żegnał Halinkę. Kto wie, co by było, gdybym była Kostką”. Milczymy. „Dobra, pani Marianno, zagadaj czasem do taty. Może i on miał inaczej na imię?”. Wysiadła przy Królewskiej.

Ja się nie zgadzam na śmierć

Warzywnik, Filtry, Ochota. Spotykam jedną z pielęgniarek, która zaopatrywała mojego tatę tuż przed jego ostatnią trasą. Trasą na Lindleya. 

Uśmiecha się serdecznie: „O, to pani dzwoniła, nie? Wzywała do taty”. „Tak”. „Pożartowało się. Jak tam nasz pacjent?”. „Nie żyje”. „Ojej” – i zaczyna płakać. A za nią sprzedawczyni, płaczą obie. 

Pielęgniarka: „Ja się tego w zawodzie boję zawsze. Że się nie da pomóc”. „Ależ pomogła pani” – odpowiadam. „Może. Chciałam być lekarką, ale mi punktów zabrakło. No to zostałam pielęgniarką, żeby chociaż tak… Wiadomo, każdy odchodzi. Ale ja się nie zgadzam, tak po ludzku”. „Ototo” – sprzedawczyni. 

„Ludzie gadają o powołaniu. Że to i tamto. Że za dużo zarabiamy, bo to powołanie. A ja myślę, że lekarze z powołania to są ci, co się nie zgadzają. Na śmierć”. „Uhm”. „I ja się nie zgadzam na śmierć pani ojca”. Uściskała mnie, poszła.

Kasa poszła, efekt płaski

Cmentarz komunalny w Lidzbarku Warmińskim. Siadam przy grobie przyjaciół. 

Kilka ławek dalej rozmowa: „Mówię ci, orżnął mnie na kamieniu”. „Jak? Kto?”. „Kamieniarz, a kto. Taki ładny wybrałam, brązowo-siwy, w taki rzucik. Widzisz tu coś takiego?”. „No, kasztan”. „A! Właśnie! Kasa poszła, efekt płaski”. „Trzeba było zamawiać na miejscu”. „Ależ byłam tam, pokazałam palcem. A ten mi teraz mówi, że to jest to, tylko że kamień zmienny jest. Brednia, to ten tańszy”. 

„Żądaj wymiany”. „Podobno z nimi się nie zadziera”. „Usługa jak usługa”. „Nie, mogą nagrobek zniszczyć za skargę”. „Co?! Ja bym się nie poddała”. „A ja nie chcę kłopotu. Nie chcę się bać, że nocą przyjdą i rozwalą. Tylko mi przykro, wiesz, chciałam, żeby on leżał pod tym pięknym kamieniem”. „Wiem”.

„To jest jak kołdra, rozumiesz, na wieczność. Wykosztowałam się, zapłaciłam, a teraz widzę, że mnie orżnęli i dali za krótką. I będzie mu niewygodnie. Nie tak chciałam”. „Wiem”. 

Ma się czuć bardzo źle

Autobus 116, dziewczyny w wieku wczesnolicealnym. 

„Ona go nie przepuści”. „Rel”. „Ale głupio nie zdać przez wuef”. „Eee, mój facet powtarza przez to”. „No dobra, co robimy?”. „Czego nie zdał?”. „Skoku przez kozła”. „Ał, nigdy nie skoczyłam przez kozła”. „Chłopacy muszą”. „On nie może?”. „Nie wychodzi. Sorry, odbija się i spada”. „Może z tą babką pogadać, żeby dała spokój”. 

„Powiedzieć, że jest głupia i się kompromituje, i nam podpadnie?”. „Już to wie, Anka jej milion razy zapodała, że nie będzie miała życia”. „To docisnąć”. „?”. „Że jej nie akceptujemy”. „Ona się czuje spoko czy zagrożona?”. „Chyba spoko”. „Niech się czuje zagrożona”. „Ma etat, dyro jej nie wywali”. „Co z tego. Ma wiedzieć, że my jej nie chcemy”. „Ok”. „Ma się czuć bardzo źle”. 

„Ok, ale dzięki temu mu zaliczy?”. „Może. Ale ogólnie, nie wydaje się wam, że oni się wszyscy powinni poczuć źle, tak bardzo źle, że powinni się zacząć bać?”. „Nie, przesadzasz, Julka, to nie jest fair”. „Nieee, Jula dobrze wyczuwa. Ta pani ma z nami wojnę, bo nie chce przepuścić bracha. I ona ma odczuć pogardę”. „Rel”. 

Wyszli. Starsza: „Słyszała to pani? Jest mi strasznie smutno”. „Mnie też”. „Nigdy w życiu nikogo nie oblałam. Ale skąd ta potrzeba przemocy? Lęk?”. „Nie wiem”. „Biedne, biedne dzieci”.

Czemu nie

Poznańskie Targi Książki, siadam sobie przy skwerku z kawą, wyciągam kanapkę. Dosiada się pani z dwiema siatami książek: „Smacznego tak w ogóle. Ma pani długopis?”. „Aha”. „To da pani. Stałam trzy godziny w kolejce. Potem cztery w drugiej. Dla córki, wie pani”. 

„No domyślam się”. „Jang adulty. Ale no wprost powiem, nie mam siły. Jak będzie znów kolejka na kilka godzin, to skopiuję jej wpis tej babki”. „A córka nie mogła przyjść?”. „Nie, ona jest jakby pisarką”. „Aaa”. „Wie pani, haha, no nie to, co my”. „No, wiadomo”. „Ona teraz pisze, a ja jej autografy łowię. Ale już nie mogę, nic od rana nie jadłam”. 

„Chce pani kanapkę?”. „Czemu nie”.


Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!

Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.

Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.

Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>


Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Krótka kołdra