Niedziela Palmowa, babcia z wnukiem w biedrze. Tłoczymy się przy pomidorach. Babcia: „Twój ojciec poszedł rano bez palmy”. Wnuk: „A to mu się zaliczy?”. „Msza to msza. Najważniejszy udział z komunią. A specjalnie mu przy butach położyłam. I nie wziął”. „Babcia, a po co my święcimy palmy?”. „Na pamiątkę Jezusa”. „To On lubił palmy?”. „A pewnie. Kolorowe, polskie palmy”. „A to Jezus tu przyjeżdżał?”. „Nie, ale Niedziela Palmowa jest od polskiej palemki”. „Jak ją Jezus zobaczył?”. „Bóg wszystko widzi”. „Ale jako człowiek czy po śmierci?”. „Matkojedyna, co ty wygadujesz? Jakiej śmierci?!”. „A to Jezus nie zmarł?”. „Nie! Jezus żyje, i widzi wszystko”. „Naszą palmę też?”. „Też”. „To dlaczego mówisz, że »na pamiątkę Jezusa« niesiemy palmy?”. „Bo na tydzień przed męką i śmiercią pocieszały Go polskie palemki”. „To on wiedział, że umrze?”. „On wszystko wie”. „I nasze palmy Go pocieszyły? Bazia wymiata!”
Lidl, długa kolejka. Kilka miejsc przede mną ojciec z dwójką dzieci. W koszyku chleb, mleko, cokolwiek z warzyw. Dzieci odbijają ku półkom, przynoszą różności. „Tata, a to?”. „Nie mogę, Zosiu, za drogie”. „Dobrze”. Córka odpuściła, mały napiera: „Obiecałeś cukierki na zajączka”. „Za tydzień, Piotruś”. Starszy za nimi: „Nie męczcie taty, widzicie, że go nie stać”. Przesuwamy się ku kasom. Staruszka przed gościem bierze dwa czekoladowe zestawy z wielkanocnej wystawki. Podaje dzieciom. Chłopiec łapie, podskakuje. Dziewczynka wyciąga rączkę, cofa. Patrzy na ojca: „Tatusiu, mogę, nie będzie ci przykro?”. „Nie, kochanie”. Kolejka stoi, patrzy. Staruszka płacze. „Bardzo państwa przepraszam – rzuca nam ojciec – głupia bieda”. Poszli.
Wrocław, wieczór późny wpadający w noc. Żal nie wyjść z hotelu i nie powdychać miasta, nie powęszyć. Plac Solny, krążę, im bliżej rynku, grupki młodych gęstnieją. Jakby tam, w świetle między ścianami, w symetrycznych rozgałęzieniach ratuszowej bryły biło źródło zasilające grzybnie towarzyskie. Im bliżej, tym gęstszy porost. Prawie siedzą sobie na głowach. Już opodal rynku. Gość w kapeluszu prosi o ogień: „Ja się nie zaczepiam”. „Jasne – mówię – ale nie mam ognia pod ręką”. „Hehe, tyle nie wymagam. Wystarczy zapalniczka”. Wchodzę w rynek i staję tuż przy Literatce. Tłumki tu i tam, przy stolikach smętne dopijania, a raptem dwie kobiety z knotami świec. Podchodzą. Pierwsza: „Ma pani zapałki? Zapalniczkę?”. „Oj, nie”. „Zgasło nam, a jeszcze godzina przebłagania została”. Druga: „Zostaw, Alusia, Pan Jezus widział, że wiało, skończymy bez świeczki”. Alusia do mnie z dumą: „Dziś tu przeszła procesja pokutna. Mój wnuk szedł. Dużo szło wnuków”. „Widziałam”. Druga: „Widziała pani? Ale nie dołączyła”. Alusia: „Daj spokój, Halinka, oni nie wiedzą”. Uśmiecham się: „A o czym?”. „O czym? Wnuka szybko nawróciłam, ja nawracam ogólnie. Taki charyzmat mam”. „Uhm”. „Młodzi teraz chcą zbawienia, porządku. Ale nie wy”. „My?”. „Wy, liberały. Ale już niedługo was...”. Halinka: „Dzban kule nosi, póki ucha nie urwie”. Śmieję się: „U, i co będzie?”. Spojrzały groźnie. Alusia: „Dobrze będzie. Tylko wy musicie minąć”. Poszły. Ciemne niebo nad łuną miasta. Żałobny księżyc.
Pociąg do Wrocławia, bezprzedziałowy, trafiło się miejsce przy stoliku, a vis-à-vis dwóch gości kiele czterdziestki. Omawiają znajome. „Anka by sobie już teraz nikogo nie zorganizowała”. „No, ale przecież Marka ma”. „No mówię. Niech się cieszy. Teraz by już nikogo nie wyjęła”. „No, nie wiem. Myślisz, że Karol by się po nią nie schylił?”. „Haha, to on nie jest gej?”. „No nie, jest desperat”. „Ok, ale umówmy się, to nie jest dobry przykład”. „No, ja bym się nie schylił”. „A Marta?”. „Wygląda na swoje lata, niestety”. „Co nie? A taka z niej dwudziestka była”. „No, nie wiem, jak od pasa w dół...”. „Haha”. „Ale w górę gorzej. Twarzą nie daje rady”. „No to którą byś brał na wygląd? Aśkę?”. „No co ty”. „Chyba nie Iwonę...”. „Tym bardziej. Chociaż ona ma u mnie litość, bo rodziła”. „Fakt”. „Postarzyło ją, ale mniej bym wypominał. Jednak respekt”. „Ej, ty, szlachetny jesteś!”. „Dzięki. Ale i tak bym się nie schylił, są granice”. „A Zośka?”. „No, nie wiem, przeintelektualizowana. Ja ci szczerze powiem, że muszę mieć głupszą. Widziałeś ją ostatnio?”. „Trzyma się”. „Może ją sprawdzę, w ramach prezentu na czterdziestkę”. „Chyba twoją”. „A czyją!”. „Zośka ma faceta, znacznie młodszego”. „Ooo, no to muszę ją wyjąć!”. „Haha”. „Lasce się pewnie zdaje, że coś może. Wyjmę ją i porzucę”. „A ten jej facet?”. „Niech się uczy”.
Autobus 180, jazda na Sielce. Dwie trzydziestoletnie. „Widziałaś »Dojrzewanie?«”. „Nie. Co to?”. „Żartujesz! Serial, obowiązkowo! Masz Netfliksa?”. „Mam”. „To dziś zobacz. Orze mózg”. „W sensie?”. „Normalnie się nie możesz uspokoić”. „Eee, tobie wszystko orze”. „Ale tym razem naprawdę. To jest zrobione na efekcie, że każdy mógłby być takim rodzicem normalnie”. „Dość mam rodzin”. „Nie o to biega. Musisz obejrzeć”. „Bo?”. „Bo wszyscy już widzieli”. „Moja babcia raczej nie”. „Nudzisz. Przejmiesz się. Mnie to rozwaliło na kawałki normalnie”. „No patrz, nie widać”. „Dzisiaj siadasz i oglądasz”. „Wolę książkę”. „Żartujesz?! Książkę sobie zostaw, jak nie możesz zasnąć. Ja cię namawiam do przeżycia czegoś normalnie”. „A to z książką nie można?”. „No przecież, że nie, no co ty”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















