W Ameryce Łacińskiej na pięć i pół tysiąca wiernych przypada jeden duchowny. Są regiony, gdzie msze odbywają się raz na sześć lat. Kościół żyje dzięki świeckim, przede wszystkim kobietom.
Duchowny z importu
Barbara Dominika Szkatuła pochodzi z Krakowa, od 41 lat udziela ślubów, chrztów i prowadzi niedzielną liturgię słowa. W peruwiańskim wikariacie San José del Amazonas, gdzie pracuje jako świecka misjonarka, z szesnastu parafii w ośmiu nie ma księdza. Ci, którzy są, przyjeżdżają spoza Peru i zazwyczaj zostają na krótko. Zbyt krótko, żeby zrozumieć lokalne potrzeby i kulturę. – Nie wytrzymują trudnych warunków, jakie panują w głębi dżungli – opowiada „Tygodnikowi Powszechnemu”. – Peruwiańczyków pochodzących z regionu jest tylko trzech.
Nie ma o nich najlepszego zdania. – Przykro mi to stwierdzić, ale nie jest to tylko moja opinia, niestety mają oni bardzo przeciętną formację i szukają przede wszystkim dobrych zarobków i statusu społecznego – komentuje misjonarka.
Winą za takie podejście Szkatuła obarcza głównie seminaria, w których nadal dominują klerykalizm i neokolonialne podejście do społeczności rdzennych. Co się z tym wiąże, księża przychodzący z zewnątrz często mają pejoratywny stosunek do lokalnej kultury i infantylizują mieszkańców terenu, który ich gości. Podejście, które powinno było się zakończyć wraz z odzyskaniem niepodległości i uniezależnieniem się krajów Ameryki Łacińskiej od Korony Hiszpańskiej, zaledwie zmieniło formę. – Nie traktują na serio rdzennej kultury, a to przecież w niej rodzi się prawdziwa wiara, która jest głęboko przeżywana – mówi misjonarka i dodaje, że mieszkańcy Angoteros, gdzie obecnie pracuje, opierają swoją wiarę na Bożym miłosierdziu.

Pachayaya znaczy Bóg
Bóg w języku kichwa Pachayaya lub, w zależności od regionu, Pachakamak jest Bogiem opatrzności, który nigdy nie zawodzi. Jest Bogiem czasu i przestrzeni. – Bóg dociera do mnie poprzez duchy błądzące po lesie, poprzez zwierzęta, wodę, drzewa i przez rośliny – opowiada jeden z parafian zapytany o to, jak doświadcza Boga i jak z nim rozmawia.
Mieszkańcy Angoteros należą do grupy rdzennej zwanej Kichwa i zamieszkują rejony Amazonii należące do Kolumbii, Peru i Ekwadoru. Istnieje ponad czterysta społeczności Kichwa, a ich kultura jest złożona i różni się, co oczywiste, w zależności od regionu. Kichwa są katolikami, a ich wyrażanie wiary zawiera w sobie wiele elementów rdzennych tradycji i języka. – Liturgia jest odprawiana w ich języku, z ich śpiewem, a przy specjalnych okazjach też z tańcem i innymi elementami kultury, ale niestety wciąż oparta jest na kanonie naszej rzymskiej mszy świętej – tłumaczy Dominika Szkatuła.
Opisywanie zagadnień związanych z synkretyzmem, czyli – najprościej rzecz ujmując – łączeniem doktrynalnej wiary katolickiej z lokalną tradycją, niesie ze sobą ryzyko często nieuświadomionego odczytania rdzennej kultury poprzez pryzmat światopoglądu europocentrycznego. Tymczasem, żeby móc zrozumieć tradycje i kultury od nas odległe, zarówno geograficznie, jak i kulturowo, musimy podjąć próbę wyjścia choć na chwilę poza własną ontologiczną perspektywę. W kulturze Kichwa Bóg rozumiany jest jako transcendentna siła, która organizuje rzeczywistość w przestrzeni i w czasie. Pachakamak nie jest częścią żadnej lokalnej mitologii ani nie przybiera postaci ludzkiej, lecz jest abstrakcyjnym wyrazem harmonijnej całości. Zamieszkuje pośród społeczności, wspierając jej rozwój.
Pachayaya jest więc Bogiem tak samo, jak jest nim God, Dios, Gott czy Dieu. Dominika Szkatuła wspomina, że na jednym ze spotkań w Kolumbii, które poprzedzało Synod Amazoński z 2019 r., przedstawiciele ludności rdzennych zwrócili się do misjonarzy: „Zapraszamy was do nawrócenia, abyście lepiej i głębiej poznali naszą kulturę, nauczyli się naszych języków – i wtedy, kiedy naprawdę nas poznacie, zdacie sobie sprawę, że wierzymy w tego samego Boga, że walczymy o te same wartości i godne życie”.
Poza Eucharystią
– Księży nie ma i raczej nie będzie. Czy zamkniemy Kościół na klucz? Nie, Kościół jest większy niż kardynałowie, biskupi i księża – odpowiada misjonarka na pytanie o brak duchownych w regionie Amazonii.
Chociaż eucharystia jest tu rzadkością, podczas liturgii występuje wiele gestów eucharystycznych, które stanowią jednocześnie integralną część lokalnej kultury. Poczucie wspólnoty i wspólne gospodarowanie ziemią jest nieodłącznie związane z dzieleniem się pokarmem. Dlatego w tym ujęciu wspólnoty katolików, które zamieszkują Amazonię, są „eucharystyczne” i takimi były, zanim pojawili się na tych terenach pierwsi misjonarze. Z tego względu, jak przyznaje Szkatuła, należałoby rozpocząć proces poszukiwania i tworzenia wyrażeń, szafarzy, symboli, obrzędów i rytuałów amazońskich, które mogłyby na stałe wejść w kanon liturgii odbywających się w tym regionie. – Nie wiemy jeszcze, jak to zrobić, ale na pewno nie na sposób rzymski – podkreśla misjonarka.
Potrzeba zastąpienia lub dodania gestów eucharystycznych, których symbolika wypływałaby bezpośrednio z kultury Kichwa, jest niezwykle ważna z tego względu, że symbole, którymi operujemy na ogólnopojętym Zachodzie, nie zawsze są i, co najważniejsze, nie muszą być zrozumiałe przez wszystkich. Szkatuła wspomina, że parę lat temu do wioski należącej do Angoteros przyjechał ksiądz, aby odprawić mszę, i że nikt oprócz niej i księdza nie przyjął komunii. – Ludzie wstydzą się podejść. Śmieją się nerwowo, patrzą ze zdziwieniem i kontemplują księdza, który sam ze mną przyjmuje Pana Jezusa. Jest na swój sposób straszne jeść samemu w obecności innych – wspomina misjonarka. – Przecież Jezus wybrał chleb i wino, które w jego kulturze spożywano na co dzień, a Jego przykazaniem było: „bierzcie i jedzcie wszyscy”, a nie „patrzcie” czy „oddawajcie cześć” – dodaje.
Szkatuła wskazuje, że wino i chleb – potrzebne do sakramentu eucharystii jako jego materia – są tutaj pokarmem obcym. Tu bardziej maniok i masato mogłyby się stać pokarmem eucharystycznym. – Eucharystia to jedzenie, picie i wspólnota. Masato to napój uczty i dzielenia się. To autentyczna krew kultur amazońskich – zauważa.
Bez księdza lepiej
Brak Eucharystii oraz brak księży nie jest według osób pracujących na misjach, a co ważniejsze, według samych katolików z Amazonii, największym problemem. – A może to lepiej, że ich nie ma? – zastanawia się Szkatuła. – Proszę nie zrozumieć mnie źle. Chodzi o problem klerykalizmu, który nadal jest bardzo mocno obecny w Kościele, i który bardzo utrudnia proces inkulturacji Kościoła oraz zrealizowanie marzeń Franciszka zawartych w dokumencie „Kochana Amazonia” – wyjaśnia misjonarka.
Mowa o papieskiej adhortacji, która została opublikowana po Synodzie Amazońskim z 2019 r. W dokumencie Franciszek wyznacza cztery kierunki, nazwane przez niego samego „marzeniami”, w których Kościół powinien zmierzać w kontekście Amazonii. Zaznacza on potrzebę walki o prawa i godność rdzennych mieszkańców tego regionu, zachowanie bogactwa kulturowego Amazonii i obronę przyrody. Pisząc o czwartym marzeniu, Franciszek podkreśla potrzebę zaangażowania wspólnot chrześcijańskich „do tego stopnia, by dały Kościołowi nowe oblicza o cechach amazońskich”.
„Kochana Amazonia” jest dopełnieniem refleksji zawartych w dokumencie końcowym Synodu Amazońskiego, który wzbudził wiele emocji. Duchowni będący w opozycji do stanowiska Franciszka zdecydowanie sprzeciwiali się postulatom daleko idącego wcielenia lokalnych tradycji, przestrzegając przed synkretyzmem. Wypominano papieżowi też nieustanne podkreślanie potrzeby „ekologii integralnej”, która w myśl Franciszka ma stać się walką zarówno o przyrodę, jak i o człowieka, który jest jej częścią, a nie władcą.
Troska papieża o Amazonię wraz z jej całym bogactwem bioróżnorodności i kultur nie powinna dziwić, lecz tak jak on sam zachęca, stać się kwestią priorytetową dla całej ludzkości. Dziwić może natomiast sprzeciw duchownych wobec ekologicznego i inkulturacyjnego podejścia Franciszka. Wydaje się oczywiste, że Franciszek pochodzący z Argentyny, a więc z południa globu, jak żaden papież przed nim rozumie potrzeby tej części świata. Ale zmiana perspektywy i przekroczenie europocentrycznej wizji świata jest trudne i nieuchronnie wiąże się z potrzebą pogodzenia się z faktem, że Ziemia nie kręci się wokół Rzymu.
Maniok, nie chleb
Najbardziej kontrowersyjną według niektórych kwestią na Synodzie Amazońskim miała być potencjalna perspektywa zniesienia celibatu. Spodziewano się, że papież podejmie taką decyzję, rozwiązując chociaż w pewnym stopniu problem braku duchownych w regionie Amazonii. Tak się nie stało, choć nadzieje wielu i lęk niektórych duchownych były spore. Jeszcze przed synodem w mediach i w kuluarach toczyła się dyskusja na temat tego, jak przeprowadzić taką zmianę i czy na przykład wyświęcać na kapłanów mężczyzn, mieszkańców Amazonii, już będących w związkach małżeńskich, czy też już wyświęconym otworzyć możliwość wzięcia ślubu.
Skupmy się na lokalnej perspektywie, która powinna być kluczowa. Jak podkreśla Dominika Szkatuła, a zgodzi się z nią z pewnością wiele osób mieszkających w rejonie Amazonii, Eucharystia, która może być sprawowana wyłącznie przez kapłana, nie jest centrum duchowego życia dla amazońskich katolików. Co jednocześnie nie znaczy, że nią nie żyją. I choć brzmi to paradoksalnie, Szkatuła wyjaśnia, że ponieważ nie ma mszy świętej, to ludzie za nią tak bardzo nie tęsknią. – Poza tym Kościół, msza i Eucharystia to terminy zasadniczo dla mieszkańców Amazonii obce, co nie znaczy, że o nich nie słyszeli – podkreśla.
Misjonarka dodaje, że najważniejsze w życiu amazońskich katolików są relacje i te chwile, kiedy zasiadają z rodziną, sąsiadami, aby rozmawiać i pić tradycyjne masato (napój zrobiony z manioku i bardzo lekko sfermentowany). – Jest to napój sakralny, bo jest narzędziem komunikacji i relacji. Relacji bliskich, pełnych zaufania i wylewnej radości, a wierząc, że Bóg jest relacją, dochodzimy do wniosku, że te ich spotkania to pewien rodzaj eucharystii – wyjaśnia Szkatuła.
Eucharystia jest więc centrum życia dla katolików, ale nie dla wszystkich. Jeżeli nie weźmie się pod uwagę perspektywy katolików żyjących w innych warunkach i rzeczywistościach, nie powinien zaskakiwać fakt, że coraz więcej mieszkańców Amazonii i Ameryki Łacińskiej odchodzi do Kościołów protestanckich, zwłaszcza nowych kościołów pentekostalnych. Może więc warto w dyskusjach dotyczących Amazonii pytać o zdanie jej mieszkańców.
Kobiety duchowne
Chrzest i sakrament małżeństwa to często jedyne dwa sakramenty sprawowane w życiu amazońskich katolików. Udzielają ich świeckie misjonarki oraz zakonnice. Dzieje się tak nawet, jeżeli kapłan jest obecny na miejscu. Udzielają ich też animatorzy po wcześniejszym przygotowaniu i oficjalnej nominacji biskupa. Kiedy misjonarka czy siostra zakonna udzielają chrztu lub sakramentu małżeństwa, animatorzy głoszą kazania i są odpowiedzialni za liturgię słowa.
Za liturgię światła, namaszczanie krzyżmem i – co ważne z lokalnej perspektywy – za liturgię soli i odstraszanie złego ducha odpowiedzialne są osoby zaproszone z ławek. – Odstraszenie złego ducha, bardzo praktykowane w ich kulturze, robi miejsce Duchowi Świętemu, a soli używamy jako symbolu, który konserwuje nowe życie i sprawia, że smakuje jak Chrystus – tłumaczy Szkatuła.
Co ciekawe, misjonarka opowiada, że jeżeli chodzi o sakrament chrztu, to ludzie nie proszą o niego po to, aby dziecko należało do Boga, bo wierzą, że ochrzczone czy nie, zawsze pochodzi od niego. Proszą natomiast o chrzest, aby nawiązać mocniejsze więzy z rodzicami chrzestnymi. W przypadku ślubu jest on najpierw zawierany według lokalnych zwyczajów, a dopiero później udzielany w kościele. Misjonarka zaznacza, że są też sposoby doświadczenia pojednania bez udzielenia sakramentalnego rozgrzeszenia i że w kulturze Kichwa najlepszym do tego instrumentem jest właśnie wspólne picie masato.
Kluczową rolę w udzielaniu sakramentów odgrywają zatem kobiety. W wikariacie San José del Amazonas stanowią one aż 90 proc. posługujących. Pochodzą z różnych zgromadzeń zakonnych i grup świeckich i często mają ponad 30 lub 40 lat doświadczenia pracy w terenie. W wikariacie pracują też cztery świeckie misjonarki z Polski. Jednak o ile kwestia zniesienia celibatu jest perspektywą potencjalnie możliwą, choć odległą, o tyle kapłaństwo kobiet wydaje się kwestią, która spadnie na barki przyszłego pokolenia.
Jeżeli Kościół do tego czasu przetrwa, bo – jak pokazuje przykład Amazonii – bez kobiet-duchownych przyszłość Kościoła katolickiego może być zagrożona.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















