Kościół zmierza w innym kierunku

O. KASPER MARIUSZ KAPROŃ: W Polsce wielu zachwyca się stylem arcybiskupa Rysia. Ale to znak, że coś jest nie w porządku, skoro normalność staje się nadzwyczajnością.

29.01.2018

Czyta się kilka minut

Karnawał w boliwijskim Oruro, związany z obchodzonym 2 lutego świętem maryjnym, 2008 r. / AIZAR RALDES / AFP / EAST NEWS
Karnawał w boliwijskim Oruro, związany z obchodzonym 2 lutego świętem maryjnym, 2008 r. / AIZAR RALDES / AFP / EAST NEWS

PIOTR SIKORA: Ostatnia pielgrzymka Franciszka do Chile i Peru to przedsmak problemów, z którymi zmagać się będzie w 2019 r. Synod dla Amazonii. Niektórzy mówią, że może to być Synod przełomowy. Dlaczego?

O. KASPER MARIUSZ KAPROŃ OFM: Amazonia to specyficzny obszar, większy od Europy. Obejmuje kilka krajów: Brazylię, Peru, Kolumbię, Wenezuelę i Boliwię. Pierwszy z dwóch tamtejszych problemów to ochrona środowiska i żyjących w nim ludzi ubogich – czyli kwestia ludności rdzennej, inkulturacji, wszystkich tych czynników społecznych, które papież ujął w „Laudato si” pod hasłem ekologii integralnej.

Drugi problem to ewangelizacja przy niedostatecznej liczbie księży. Jak to ujął ktoś stamtąd: „przynieśliście nam wiarę, ale nie dajecie nam w niej wzrastać”. Świeccy liderzy organizują nabożeństwa czy katechezę. Ale problemem są sakramenty, zwłaszcza Eucharystia. Wiąże się z tym kwestia tzw. viri probati.

Czyli święcenia żonatych „wypróbowanych mężczyzn”. Czy rezygnacja z obowiązku celibatu coś by pomogła?

W tej kwestii głosy są na razie ostrożne. Poza słowami kard. Beniamina Stelli, prefekta Kongregacji ds. Duchowieństwa, z książki Fabia Marchesego „Wszyscy ludzie Franciszka”, nie znajdziemy innych głosów hierarchów w tej sprawie. Ale ja uważam, że tak. Jeżeli liderzy wioskowi gwarantują, że chrześcijanie spotykają się na cotygodniowej Liturgii Słowa, łączą się we wspólnotę, rozważając Pismo Święte, czemu nie dać im władzy przewodniczenia całej Eucharystii?

Przypominałoby to pierwotne wspólnoty Kościoła.

To właśnie jeden z argumentów kard. Stelli, który mówi, że udzielanie sakramentu kapłaństwa osobom odpowiedzialnym za wspólnotę, chociaż żyjącym w małżeństwie, jest powrotem do tradycji Kościoła pierwszych wieków. Stella dokonuje rozróżnienia pomiędzy ministrami celibatariuszami (jak św. Paweł i inni) a ministrami odpowiedzialnymi za wspólnotę (jak starsi w Koryncie). Ci pierwsi są bardziej wędrownymi, ci drudzy stałymi.

Tym bardziej że wspólnoty w Amazonii są dynamiczne. W parafii Concepcion, gdzie pracowałem, jest np. wioska oddalona od tego miasta o 120 km. To wiele godzin podróży samochodem. Są tereny, gdzie można dotrzeć tylko łodzią. Tam kapłan pojawia się raz na kilka lat. Gdy przybywa do takiej wioski, chrzci wszystkich narodzonych od ostatniej wizyty, mają miejsce pierwsze komunie i udziela się innych sakramentów. Po czym kapłan zostawia wiernych, którzy przez kolejnych kilka lat wzrastają tylko dzięki działaniom świeckich liderów. A tak – byłaby możliwość sprawowania Eucharystii.

Mój pobyt w takich miejscach trwa ok. dwóch dni, w czasie których muszę zmierzyć się ze skomplikowanymi sytuacjami: np. pod moją nieobecność utworzyły się pary. Tych ludzi należałoby wyspowiadać, ale oni nie mają świadomości, że żyją w grzechu. Więc trzeba by zrobić im katechezę – na którą jednak nie ma czasu. Albo, odprawiając mszę św., nie udzielić im komunii. Tylko że przecież ja po to przyjechałem, by dać im dostęp do Eucharystii.

I co robisz?

Lawiruję na granicy tego, co tu w Polsce uznajemy za doktrynę. Trzeba, jak mówi papież, rozeznawać, i dać komunię, nawet jeśli spowiedzi nie było. To trudne do zrozumienia w Polsce, gdzie na każdej parafii jest ksiądz, często niejeden, i nie istnieje problem dostępu do spowiedzi. Gdyby wyświęcony żonaty lider wspólnoty mógł spowiadać i sprawować Eucharystię – sytuacja byłaby inna. Ale czy Kościół dojrzał już do tego rozwiązania?

To miałoby wpływ też na całość Kościoła – pojawiałyby się pytania: dlaczego tam tak, a u nas nie?

Papież przygotowuje już do tego, mówiąc o decentralizacji Kościoła. Inna jest rzeczywistość Kościoła w Polsce, gdzie jest nadmiar księży, inna w Amazonii.

Czy pierwotne kultury indiańskie w Amazonii mają jakiś wpływ na to, jak Kościół tam funkcjonuje?

Tam, gdzie przetrwała rdzenna ludność indiańska, Kościół jest do niej nastawiony pozytywnie. Na uniwersytecie, na którym pracuję, wykłada teolog Roberto Tomicha, Indianin z plemienia Chiquitos, franciszkanin konwentualny, który propaguje „teologię india”, czyli teologię rdzennych kultur tamtego obszaru. Szuka „ziaren Słowa” w pierwotnej kulturze.

Jakie są konkretne wyniki tej pracy? W Afryce czy Azji pojawiają się specyficzne obrazy Jezusa – Chrystus Przodek, Chrystus Mędrzec...

Uważam, że to jest akulturacja, a nie inkulturacja, gdyż jest nałożeniem czegoś z europejskiego rozumienia chrześcijaństwa na kulturę tamtych terenów. Typowy przykład: maluje się Matkę Bożą o wschodnich rysach twarzy – i to już ma być inkulturacja. Tymczasem inkulturacją jest wejście ziarna Słowa w rzeczywistość jakiejś kultury i jego wzrastanie w nowym systemie myślowym.

Ale jak to ma konkretnie wyglądać w Amazonii?

Najpierw przykład bardziej europejski: mamy doktrynę o dwóch naturach Chrystusa. Ale natura to pojęcie filozoficzne, wzięte z filozofii greckiej. Jak więc powiedzieć o tym samym w kulturze, która nie ma pojęcia natury?

Być może trzeba zanegować nasze dotychczasowe chrześcijańskie rozumienie. Nie można nauczać chrześcijaństwa w kulturach pierwotnych z całym bagażem filozofii grecko-rzymskiej, w której się ukształtowało. Trzeba naukę chrześcijańską przełożyć na kategorie ich systemów myślowych. To bardzo trudne.

Być może łatwiej to zrobić od strony praktyki. W Azji wykorzystuje się praktyki medytacyjne jako drogę chrześcijańskiej kontemplacji.

W Ameryce Łacińskiej czymś takim jest np. świętowanie – coś bardzo charakterystycznego dla kultur latynoamerykańskich. Oni bardzo głęboko przeżywają karnawał.

Jaki jest chrześcijański sens karnawału?

W tamtej kulturze rolnej jest to czas radości z otrzymywania pierwocin płodów ziemi – pełnia lata, inny klimat! – wiązany ze świętem Matki Bożej (2 lutego). U nas w Boliwii, w Oruro, jest to największe święto. Ludy andyjskie dzielą świat na trzy poziomy: podziemny, naszą sferę i sferę nadziemną: Haqay Pacha, Kay Pacha i Uku Pacha. Ale nie uważają, że świat podziemny zamieszkują siły nieczyste, a nadziemny aniołowie. Wszystko jest jednością. To od europejskich najeźdźców przejęto ideę, że pod ziemią mieszkają diabły, chociaż to nie znaczy, że są to duchy złe.

Oruro to region górniczy – przy wejściu pod ziemię zawsze stoi figurka diabła. Schodząc tam, Boliwijczycy ofiarują diabłu alkohol czy papierosy. Ale nie traktują go jako rzeczywistość negatywną. Jest po prostu władcą tej sfery. I w czasie karnawału, tygodniowej zabawy, Michał Archanioł, władca wszelkich duchów, prowadzi wszystkie diabły, aby się pokłoniły Matce Bożej. A procesję, w której ładne dziewczyny przebrane są za diabły i za anioły, prowadzi biskup. Stąd taniec diablada. Niektórzy ślubują, że np. przez trzy lata będą tańczyć dla Matki Bożej. A taki taniec to spory wysiłek fizyczny. Kościół z tym nie walczy, choć dużo w tym synkretyzmu.

Czyli nasz problem polega na tym, że narzucamy swoje kategorie na ich świat symboli i pojęć?

Tak. A to zupełnie inna kosmologia, w której fundamentalny jest też np. dualizm tego, co męskie i żeńskie – stąd niemożliwość przyjęcia bezżeństwa. Jeżeli wszystko jest podwójne: niebo i ziemia, słońce i księżyc, mężczyzna i kobieta, to jedność istnieje tylko w połączeniu.

Dyscyplina celibatu jest przeciwna ich podstawowemu oglądowi świata?

Tak. W mentalności ludów andyjskich osoba staje się pełna dopiero w zespoleniu z drugą rzeczywistością. Jak na Wschodzie: jing-jang. Oni nawet, gdy coś szyją – np. obrus czy poncho – zawsze zszywają razem dwa elementy. Tylko podwójność tworzy pełną jedność. Stąd tendencje, by postrzegać Matkę Bożą jako boginię – co jest trudnością z punktu widzenia doktryny chrześcijańskiej. Inkulturacja na poziomie doktryny stwarza trudności.

Wróćmy do praktyki. Wspomniałeś o religijnej roli tańca. Czy przejawia się to w liturgii? Czy istnieją jakieś tendencje do tworzenia innego rytu?

Nie. Oni dobrze się odnajdują w naszej, rzymskiej liturgii. Ale istnieje wyraźny podział na liturgię i pobożność ludową. Do tej drugiej należą te, dla nas trudne do przyjęcia, procesje z tańcem i diabłami. I karnawał jako rzeczywistość ściśle religijna. Może się to nam wydawać pogańskie, ale tam nie ma podziału na sacrum i profanum. Wszystko jest sacrum. Natomiast istnieje podział na pobożność ludową (mocno przeżywaną) i liturgię – którą wierni akceptują, nawet jeśli nie przeżywają jej tak mocno. Ale to też zależy od obszaru kulturowego.

Skąd się to wzięło?

U Chiquitos, wśród których pracowałem, jest to tradycja pojezuicka. W XVII i XVIII w. były to tereny tzw. redukcji jezuickich, gdzie ewangelizowano poprzez muzykę i sztukę, także liturgiczną. Gdy jezuici zostali stamtąd wypędzeni w 1767 r., księża diecezjalni, którzy mieli się nimi zajmować, docierali tam tylko sporadycznie. Do 1930 r., gdy my, franciszkanie, przybyliśmy na te tereny, oni przez 150 lat nieobecności duszpasterzy zachowali swoją wiarę poprzez muzykę: gromadzili się i śpiewali całą mszę po łacinie.

A teraz w jakim języku odprawiacie msze?

Często w trzech językach: większość modlitw po hiszpańsku, czytania w rdzennym języku tych plemion, a części stałe po łacinie. Wierni nie rozumieją łaciny, ale wiedzą, że jest to język sakralny. Liturgia jest często bardziej łacińska niż tu, w Polsce.

I nie kłóci się to z ich żywiołowością?

Nie. A ponieważ wszystko jest sakralne, to nawet kwestia, kto gdzie siedzi na mszy, się liczy: po jednej stronie mężczyźni, po drugiej kobiety. I gdyby jakiś ksiądz chciał to zmienić, nie da rady.

Kościół instytucjonalny w wielu krajach Ameryki Łacińskiej był związany z prawicowymi reżimami. Z drugiej strony – słyszymy wiele o teologii wyzwolenia, opcji na rzecz ubogich. Czy mamy tu do czynienia ze stałym napięciem wewnątrz Kościoła?

To zależy od kraju. Nie wszędzie Kościół był związany z prawicowymi reżimami. Np. w Boliwii czy Peru zawsze utożsamiano go z warstwami niższymi. I tu rodziła się teologia wyzwolenia, teologia ludu. Ciekawe, że Polacy mają wielki szacunek dla Reagana jako przyjaciela Jana Pawła II i polityka, który przyczynił się do upadku komunizmu, tymczasem w Ameryce Łacińskiej uznawany jest za kogoś, kto zniszczył Kościół katolicki, który „był z ludem” i jednoczył społeczeństwo. Reagan finansował działalność sekt protestanckich, by rozbijać jedność Kościoła i społeczeństwa.

Jak wobec protestantyzacji chrześcijaństwa latynoamerykańskiego wygląda dialog ekumeniczny?

Mamy do czynienia bardziej z „pentekostalizacją” chrześcijaństwa. W Ameryce Łacińskiej nie ma praktycznie wielkich Kościołów protestanckich, prężnie działają za to małe grupy zielonoświątkowe, gromadzące się zwykle wokół samozwańczych liderów. Z nimi praktycznie nie ma dialogu. Nie wiadomo nawet, z kim go prowadzić, jeśli przy jednej ulicy funkcjonują trzy-cztery niezależne wspólnoty.

Co więc robi Kościół katolicki?

Tu pojawia się problem słabości naszej ewangelizacji. Gdy w 2015 r. opuściłem parafię, na moje miejsce przyszedł starszy ojciec, który już miał pod opieką trzy inne parafie. Nie mógł poświęcić kolejnej zbyt dużo czasu. W 2016 r. zmarł – i przez rok nie było duszpasterza. Niemal natychmiast pojawiło się kilka sekt. Natura nie znosi próżni – jeśli ktoś da ludziom wspólnotę, namiastkę liturgii – przyjdą.

Czy lepszą odpowiedzią na to zjawisko jest wysyłanie misjonarzy z Europy, czy formowanie na miejscu świeckich, którzy nawet bez duszpasterza byliby w stanie sobie poradzić?

Jedno i drugie. Ale trzeba jasno powiedzieć: tam bez świeckich po prostu nie ma Kościoła. Mogłem zostawić parafię na tydzień czy dwa – a świeccy sami prowadzili Liturgię Słowa. Plan duszpasterski na dany rok jest opracowywany podczas wspólnego spotkania przedstawicieli całej diecezji lub wikariatu, na które z każdej parafii jedzie ksiądz z grupą świeckich, a oni mają realny udział w opracowaniu tego planu – a potem, pod koniec roku, w jego podsumowaniu i ewaluacji.

Istnieje jednak potrzeba kogoś umocowanego instytucjonalnie, z mandatem biskupa, kto będzie łącznikiem z diecezją i dalej – z Kościołem powszechnym. Gdy brakuje takiej instytucjonalnej postaci, przy dzisiejszej silnej mobilności i wymianie informacji sektom łatwiej rozbijać jedność Kościoła. Mamy też do czynienia z kryzysem tradycyjnych autorytetów społecznych, np. kacyków wioskowych. Świecka osoba, bez mandatu biskupiego, często nie jest w stanie przeciwstawić się działalności sekt.

Czy chrześcijanie latynoamerykańscy czują się bardziej zrozumiani przez Franciszka – pierwszego papieża stamtąd – niż przez Benedykta XVI czy Jana Pawła II?

Na pewno. Choć warto pamiętać, że Franciszek ma doświadczenie megapolis – miasta o ludności połowy Polski. Takich miast w Europie nie ma. Jednak jego bliski doradca, kard. Claudio Hummes, franciszkanin, świetnie rozumie rzeczywistość Amazonii.

W Polsce postrzegamy Franciszka jako reformatora zmieniającego Kościół. Czy z perspektywy latynoamerykańskiej też widoczna jest jakaś zmiana?

To, co robi Franciszek, jest tam normalne. My w Polsce zachwycamy się np. stylem abp. Grzegorza Rysia. Ale to znak, że coś jest nie w porządku, skoro normalność staje się nadzwyczajnością. Z papieżem jest podobnie: z amazońskiej perspektywy on nie robi nic nadzwyczajnego. Nas zadziwia jego bezpośredniość, bliskość – tam to jest normalne. Tam biskup nie jest żadnym „hierarchą” w znaczeniu kogoś, z kim się nie ma kontaktu.

Czego jeszcze, oprócz bezpośredniego sposobu bycia, możemy się uczyć od tamtejszego Kościoła?

Modelu funkcjonowania – braku hierarchizacji, akcentowania synodalności. Tego, że to nie biskup tworzy program Kościoła i narzuca go przez proboszczów. Najciekawsze inicjatywy pojawiają się oddolnie. Przykład? By propagować encyklikę „Laudato si”, pojawił się pomysł, by przez całą Amerykę peregrynowały ikony św. Franciszka i św. Klary. Jedna z południa, od Ziemi Ognistej, druga z północy, z Alaski – aby spotkać się na równiku. Ale nikt nie wie, kto to wymyślił.

Kolejna propozycja to otwarcie się na nowe prądy teologiczne: teologię ludu, teologię india, teologię feministyczną. Poszukiwania teologiczne w Ameryce są znacznie żywsze niż w Europie.

Czy chodzi Ci o konkretne idee, które mogą być dla nas inspirujące?

Na przykład myśl Franciszka. Jego język jest w Polsce niezrozumiały, bo nie jest językiem teologii systemowej, lecz teologią narracyjną, mówieniem poprzez przypowieści. Tzw. teologia majeutyczna nie narzuca przekazu z zewnątrz, lecz jest procesem, w którym to z samego człowieka ma urodzić się poznanie. Franciszek opisał to w swojej książce-rozmowie „Otwórzcie drzwi”. Gdy przyszła do niego kobieta rozważająca aborcję, nie mówił jej, dlaczego ma tego nie robić, lecz zaproponował: zastanówmy się nad wartością życia, wejdźmy razem w temat, niech w tobie samej zrodzi się odpowiedź na tę ważną kwestię.

A jeśli urośnie w innym kierunku, niż duszpasterz by się spodziewał?

Duch wieje, kędy chce – może ujawniło się coś, czego mi, duszpasterzowi, brakowało. Trzeba być otwartym. Teologia jest zgłębianiem Bożego objawienia, które jest żywe, dynamiczne. Objawienie zakończyło się w czasach biblijnych, ale jego odczytywanie jest procesem odnoszącym się do naszej rzeczywistości.

Nie sądzisz jednak, że ten ruch, który jest obecny w Kościele latynoamerykańskim, jest dla nas zbyt niepokojący? Że ten sposób odczytywania Ewangelii, Franciszkowe myślenie o Kościele, o doktrynie – w końcu zostanie porzucone?

To już zmiana nieodwracalna. Zaczęła się wraz z Soborem Watykańskim II, który był szczególnym otwarciem się na nową rzeczywistość. Jan Paweł II i Benedykt XVI stali jeszcze „pomiędzy”: jakby jedną nogą w rzeczywistości przedsoborowej. Franciszek nie brał czynnego udziału w Vaticanum II, jest pierwszym papieżem posoborowym, dzieckiem Soboru. Dlatego doskonale odczytuje tę nową rzeczywistość. Jaki będzie następny papież? To już zostawmy Duchowi Świętemu, ale już choćby zmiany w Kolegium Kardynalskim coś pokazują: Kościół idzie w innym kierunku, niż wielu by chciało.

Ale u wielu młodych ludzi, księży i świeckich, widać opór wobec Franciszka i zwrot ku bezpiecznemu, nawet przedsoborowemu poukładaniu wszystkiego.

Funkcjonować w sztywnych ramach jest o bezpieczniej. To zwalnia z myślenia. Pokazuje to dyskusja o przypisie z „Amoris laetitia” nt. dopuszczalności komunii dla rozwiedzionych. Wielu by chciało mieć odgórny przepis: dać rozgrzeszenie, nie dać. A papież nie daje jasnej odpowiedzi. Mówi: przyjąć, towarzyszyć, rozeznawać, integrować. Zmusza, by duszpasterz spotkał się z człowiekiem, wszedł w jego sytuację, był z nim. A to o wiele trudniejsze niż wysłuchanie spowiedzi i rozgrzeszenie bądź nie. Myślę, że z lęku przed odpowiedzialnością bierze się ucieczka w fundamentalizmy religijne i narodowe.

Ale jest też rzesza ludzi, którzy otwierają się na wizje Franciszka. Niedziela z mszą za uchodźców pokazała zmianę myślenia wśród ludzi świeckich, za którą poszli biskupi. Choć zaskoczyło mnie, że biskup krakowski, kiedy podczas spotkania z klerykami mówił o relacji Kościoła i świata, wzywał: słuchajmy Jana Pawła II i Benedykta XVI, oni są otwarci na świat, a jednocześnie dają bardzo klarowne odpowiedzi. Nic o Franciszku.

A obecny papież mówi: zmierz się z tym światem, spróbuj go zrozumieć, wspólnie dochodźmy do prawdy, nie rezygnując z unikatowości Objawienia, które jest darem dla świata. Zauważmy: praktycznie wszystkie dokumenty Franciszka mają w tytule „radość” albo „pochwałę”. To bardzo pozytywna wizja świata. ©℗

O. KASPER MARIUSZ KAPROŃ jest franciszkaninem reformatą, wykłada w Fakultecie Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu św. Pawła w Cochabamba w Boliwii. Na misjach w tym kraju jest od 2011 r. W latach 2012-15 był proboszczem parafii Urubichá w boliwijskim tropiku.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Filozof i teolog, publicysta, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, kierownik Katedry Filozofii Współczesnej w Uniwersytecie Ignatianum w Krakowie. Nauczyciel mindfulness, trener umiejętności DBT. Prowadzi też indywidualne sesje dialogu filozoficznego.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2018