Prostytutki, lesbijki i komunistki. Przetrzymywane latami w celach. Bez kontaktu z rodziną i ze światem, pod czujnym okiem zakonnic i księży. W Hiszpanii, za czasów dyktatury generała Franco (1939-1975), powstało ok. 900 ośrodków dla „upadłych kobiet”, gdzie zamykano dziewczęta, których moralność nie wpisywała się w wizerunek narzucony przez faszystowski rząd. Reżim, który ściśle współpracował z Kościołem katolickim, twierdził, że ratuje zagubione dusze.
Patronat Ochrony Kobiet
W rzeczywistości, będąc kobietą w Hiszpanii w tamtym okresie, można było tam trafić właściwie za wszystko: za palenie papierosów, imprezę do późna i za minispódniczkę. Na Patronat Ochrony Kobiet (Patronato de Protección a la Mujer) składały się zamknięte ośrodki pracy niewolniczej. Były to miejsca tortur i znęcania się nad „zbuntowanymi dziewczynami”.
Przez dziesięciolecia o tym, co działo się za murami ośrodków, które działały na terenie całej Hiszpanii, nie wiedział nikt oprócz kobiet, które doświadczyły tego piekła na własnej skórze.
Zdradzona przez rodziców
Consuelo García del Cid pewnego dnia obudziła się w celi, nie mając pojęcia, jak się w niej znalazła. Pamięta, że chciało jej się pić i że próbowała otworzyć drzwi. Bezskutecznie. Wyjrzała przez zakratowane okno i zobaczyła ulicę, po której jechały samochody z numerami rejestracyjnymi zaczynającymi się od MM. Zrozumiała, że jest w Madrycie, mimo że jeszcze dobę wcześniej była w rodzinnej Barcelonie.
W pewnym momencie do celi weszła siostra zakonna i przywitała ją słowami „jesteś w szkole formacyjnej”. Consuelo słyszała o poprawczakach, którymi rodzice straszyli zbuntowane nastolatki. Nigdy nie sądziła, że trafi do takiego miejsca. Pochodziła z bogatego domu i rodzicom należącym do Opus Dei bardzo zależało na dobrym wykształceniu córki.
Consuelo jednak słabo się uczyła i nie pozostało jej nic innego, jak nauka w zupełnie przeciętnej szkole dla dzieci z różnych klas społecznych. Tam zajęła się potajemnym kopiowaniem antyreżimowych ulotek, które później, wraz z kolegami, wyrzucała przez okno seicento w centrum Barcelony. Rodzice zaniepokoili się zmianą jej zachowania. Zaczęli ją śledzić. Pewnego dnia, kiedy szykowała się do szkoły, mama weszła do pokoju z lekarzem, który oświadczył, że musi jej podać szczepionkę przeciwko grypie.
Obudziła się dobę później w ośrodku Patronatu Ochrony Kobiet.
Jestem więziona, ratujcie
Consuelo jako pierwsza zdecydowała się opowiedzieć publicznie o tym, co przeżyła. W swoich książkach opisuje akty przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej ze strony sióstr i księży. Opowiada o tym, jak w zamkniętych ośrodkach dziewczyny były zmuszane do pracy ponad siły, codziennych modlitw i nocnych czuwań w kaplicy, i o tym, jak podczas przymusowej spowiedzi ksiądz wypytywał o jej życie seksualne, którego nie miała. Nie wierząc jej, kontynuował zadawanie pełnych perwersji pytań. Po dwóch tygodniach po raz pierwszy próbowała popełnić samobójstwo. Zakonnice kazały jej zakryć nadgarstki uniformem i „przestać myśleć o głupotach, tylko wziąć się do pracy”.
Dziewczyny pracowały za darmo w różnego rodzaju warsztatach. Głównie dziewiarskich i szwalniczych. Kiedy Consuelo szyła czerwone skrzaty z cukierkami w środku, które były sprzedawane w cukierniach w całej Hiszpanii, wkładała do środka liścik: „Jestem więziona, jestem niewinna. Adres: Padre Damián 52, Madrid. Przyjedźcie po mnie. Jest nas ponad 200. Proszę, błagam was”. Jednak nikt nigdy nie przyszedł na ratunek.
Teraz Consuelo szuka osób, które wtedy znalazły w zakupionym skrzacie jej wiadomość, oraz swoich koleżanek, którym ponad 40 lat temu przyrzekła, że zrobi wszystko, żeby świat dowiedział się o tym, co przeszły.
Kobiety bez praw
Mimo że Patronat Ochrony Kobiet jest instytucją powstałą za czasów dyktatury Franco, jego korzenie sięgają roku 1902. Wtedy, z inicjatywy regentki Hiszpanii, Marii Krystyny Austriackiej, powstał Królewski Patronat ds. Handlu Białymi Kobietami, aby zwalczać prostytucję wśród kobiet i dziewczyn. Zaczęto kontrolować domy publiczne, a dziewczyny, które w nich pracowały, zamykano w ośrodkach należących do żeńskich zakonów, będących pod patronatem monarchii. Tam otrzymywały wykształcenie i wychowanie w duchu katolickim.
W czasach Drugiej Republiki Hiszpanii (1931-1939) instytucje nadal działały, ale przekształcono je w ośrodki laickie. Prawdziwe piekło zaczęło się, gdy do władzy doszedł Franco. Reżim cofnął wszystkie prawa kobiet wywalczone w czasach Republiki. Kobiety nie mogły decydować ani o swoim życiu, ani o ciele. Aborcja została zakazana nawet w przypadku zagrożenia życia matki. Kobiety potrzebowały zgody męża na otworzenie konta w banku, wyrobienie paszportu czy prowadzenie samochodu. Utrudniono im dostęp do edukacji i pracy zawodowej, a jeżeli się jej podjęły, ich wypłata trafiała do kieszeni męża.
Kontrola dziewictwa
Reżim propagował idee „anioła domowego”, który miał zajmować się wyłącznie dbaniem o rodzinę i pielęgnowaniem tradycji katolickich i narodowych. Kobiety, które nie zgadzały się z tym modelem, uważano za „upadłe”. W 1941 r. reaktywowano ośrodki, tym razem nazwane Patronatem Ochrony Kobiet, ponownie powierzając je opiece władz kościelnych. Ośrodki podlegały jurysdykcji Ministerstwa Sprawiedliwości, a honorową przewodniczącą była żona Franco, Carmen Polo de Franco.
Ośrodki posiadały centralną dyrekcję i rady prowincjonalne, były podzielone ze względu na stopień rygoru. Każda dziewczyna trafiała najpierw do Centrum Obserwacji i Klasyfikacji, gdzie ginekolog sprawdzał, czy jest dziewicą. Te, które nimi były, oznaczano w dokumentach jako „kompletne” i przydzielano je do lżejszych ośrodków. „Niekompletne” kierowano do ośrodków o zaostrzonym rygorze. Ponieważ dziewczyny trafiały tam przeważnie w wieku ok. 16 lat, Trybunał Nieletnich odbierał rodzinom prawa rodzicielskie, a opiekę nad nimi przejmowało państwo. To gwarantowało pełną kontrolę nad dziewczynami i uniemożliwienie powrotu pod opiekę rodziców.
Ostatnie chwile wolności
Matka Raquel pozwała ją przed Sądem dla Nieletnich, gdy ta miała 15 lat, za to, że jej nie pomagała i późno wracała do domu. Argumenty, jakie przedstawiła urzędnikowi w sądzie, brzmiały: „Bo mnie nie słucha, bo nie daję rady, bo nie mogę!”. Dowiedziała się, że kiedy Raquel skończy 16 lat, będzie mogła ją oddać do Patronatu Ochrony Kobiet.
Trochę ponad miesiąc po 16. urodzinach Raquel do domu przyszło dwóch policjantów. Matka kazała jej się szybko ubrać i wychodzić. Do dzisiaj Raquel pamięta ze szczegółami, jak wkładała plisowaną spódniczkę i zapinała bluzkę w biało-żółte paski – to były jej ostatnie chwile wolności. „Mówiłam ci, że jak się nie poprawisz, oddam cię do poprawczaka” – usłyszała od matki na pożegnanie. Dopiero gdy zobaczyła, że córkę zakuwają w kajdanki, zapytała, czy to na pewno konieczne.
Poprawczak zabija
Inmaculada Valderrama miała 15 lat, kiedy zginęła, wypadając przez okno z trzeciego piętra. Był 19 października 1983 r. Władze ośrodka San Fernando de Henares podały informację, że dziewczyna zmarła, próbując uciec. Oficjalna wersja wydarzeń była na tyle mało wiarygodna, że jeszcze tego samego dnia został zorganizowany protest. Manifestantki, które wkroczyły do zakładu poprawczego San Fernando de Henares, obwiniły zarządcę ośrodka, członków Instytutu Świeckiego Krucjat Ewangelicznych, o śmierć Inmaculady.
Na murach ośrodka napisały sprejem „poprawczak zabija”. Mimo że generał Franco zmarł w 1975 roku, a w państwie wróciła demokracja, to najbardziej mizoginiczna instytucja dyktatury istniała aż do 1985 r., tylko pod zmienioną nazwą: Rada Ochrony Kobiet.
Walka o pamięć
Wiele zgromadzeń zakonnych, które więziło kobiety w czasie dyktatury, nigdy nie stanęło przed wymiarem sprawiedliwości. Consuelo nie wierzy, żeby w Hiszpanii, kraju, w którym zbrodnie z czasów dyktatury zamiata się pod dywan, kiedykolwiek doszło do takiego procesu. Nie wiadomo, ile jest ofiar ośrodków.
Consuelo, Raquel i kobiety, które odważyły się opowiedzieć swoje historie, same siebie nie uważają za ofiary, lecz za ocalałe. Mówią, że ofiarami są ich koleżanki, które będąc w ośrodkach, popełniły samobójstwo, i te z nich, które były w ciąży, a po urodzeniu dziecka zostały zmuszone do oddania noworodka do nielegalnej adopcji, za którą zakonnice brały pieniądze „co łaska”.
W czerwcu Hiszpańska Konferencja Zakonów wystosowała oficjalne przeprosiny. „Ani przebaczenia, ani zapomnienia” – krzyczały kobiety w czasie konferencji. Nie przyjęły przeprosin, podkreślając, że walczą o pamięć.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















