Matka odchodzi

MAREK BIEŃCZYK, pisarz: Lecieliśmy samolotem i zdarzyły się silne turbulencje. Ludzie panikowali, a matka siedziała zadowolona. Spojrzała na mnie i spytała: „A co? Boisz się umrzeć?”.

Reklama

Matka odchodzi

Matka odchodzi

15.10.2018
Czyta się kilka minut
MAREK BIEŃCZYK, pisarz: Lecieliśmy samolotem i zdarzyły się silne turbulencje. Ludzie panikowali, a matka siedziała zadowolona. Spojrzała na mnie i spytała: „A co? Boisz się umrzeć?”.
MACIEJ ZIENKIEWICZ DLA „TP”
K

KATARZYNA KUBISIOWSKA: Jakie masz pierwsze wspomnienie z matką?

MAREK BIEŃCZYK: Przypuszczam, pewności nie mam, że to była matka, w każdym razie kobieta, która sprząta. Mogę mieć nie więcej niż półtora roku, do pokoju wpada słońce i czuję uderzenie światła.

To jest przyjemne?

Tak, coś jak głęboki oddech. Uderzenie światła w twarz. I radośnie lśniąca podłoga obok, bo ktoś ją zmywa. Chyba też pies wylegujący się w cieple... To nie jest wspomnienie, a raczej pierwszy obraz; obraz, objaw czy objawienie.

Objaw?

Pierwszy objaw życia, nad którym wyobraźnia zacznie pracować. I pewnie pracuje do dzisiaj. Natomiast przed twoim pytaniem nigdy się nie zastanawiałem, jakie jest pierwsze wspomnienie z matką. Wspomnienia to nie moja specjalność.

Bo?

Bo nie lubię. Literatura wspomnieniowa mnie nie pociąga. Jeśli w „Kontenerze...

17323

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

(a przynajmniej w kościołach franciszkańskich)obchodzono Transitus-pamiątkę śmierci św. Franciszka z Asyżu. W samej nazwie tego nabożeństwa jest przekaż najważniejszej prawdy chrześcijańskiej "o zwycięstwie nad śmiercią", czyli sprowadzeniem jej do rzeczywistego wymiaru jako egzystencjalnego epizodu. Transitus to przejście, czym nawiązuje do paschy-przejścia przez próg oddzielajacy człowieka od "prawdziwego żywota"-Boga. I chyba żaden chrześcijański mistyk, nie dokonał takiej apoteozy śmierci, jak właśnie ten święty: "Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą Śmierć cielesną, przed którą nikt z żyjących ujść nie może: biada umierającym w grzechu ciężkim;". Śmierć jako przejście nie budzi lęku, ale trzeba w nią spojrzeć przenikliwie, by dojrzeć i poza nią kontynuację życia-właśnie po to, by nie grzeszyć, czyli nie chybiać celu. Odwracanie oczu od śmierci "po epikurejsku" (współczesne trend kulturowy), jest tym chybieniem transitusa: zejsciem? niebytem? limbusem? Dlatego trzeba oswajać się ze śmiercią i patrzeć jej prosto w oczy, by dostrzec światełko w ciemnym tunelu: Zmartwychwstałego.

temperament poety i eseje. Autokreacja też;) Lubię.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]