Czy Sudan ponownie rozpadnie się na dwoje?

Wojna domowa już drugi rok wykrwawia Sudan i sprawia, że nad tym największym jeszcze niedawno krajem Afryki znów zawisła groźba rozpadu. Przed dwudziestu laty odłączyło się od niego południe i ogłosiło niepodległym Sudanem Południowym. Teraz, na zachodzie, odrywa się Darfur.
z cyklu STRONA ŚWIATA
Czyta się kilka minut
Widok z linii frontu, gdzie dochodzi do starć pomiędzy armią a Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF). Chartum, Sudan, 27 grudnia 2024 r. // Fot. Osman Bakir / Getty Images
Widok z linii frontu, gdzie dochodzi do starć pomiędzy armią a Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF). Chartum, Sudan, 27 grudnia 2024 r. // Fot. Osman Bakir / Getty Images

Choć działacze z ONZ, organizacji pomocowych i obrońcy praw człowieka zgodnie twierdzą, że sudańska wojna wywołała największą katastrofę humanitarną współczesności, już drugi rok toczy się ona w głębokim cieniu wojen w Strefie Gazy i w Ukrainie. Wojny ukraińską i bliskowschodnią uważa się za zagrażające bezpieczeństwu całego świata i panującym na nim porządkom, wojnę sudańską – za konflikt barbarzyński, ale lokalny. Jeśli jednak Sudan znów rozpadłby się na dwoje, a w obu rozłupanych częściach wybuchły nowe wojny, przerodziłby się w państwo upadłe, jakim na przełomie wieków była Somalia. Podobnie jak Somalia mógłby zostać zawłaszczony przez dżihadystów i zostać ich nowym kalifatem, a także obozem, z którego wyruszaliby na wojenne wyprawy przeciwko wszystkim, których uznają za niewiernych i wrogów. Miliony sudańskich uciekinierów zalałyby najpierw sąsiednie kraje, by ostatecznie próbować przedostać się do Europy.

Dwa lata wojny w Sudanie

Sudańska wojna wybuchła w kwietniu 2023 roku w stołecznym Chartumie. Poszło w niej rzeczywiście o sprawy lokalne, o władzę, a przede wszystkim wpływy i bogactwo, jakich jest źródłem. Poróżnili się o to dwaj generałowie, dowódca sudańskiego wojska gen. Abdel Fattah Abdurahman Al-Burhan i naczelny watażka sprzymierzonego z armią pospolitego ruszenia z Darfuru, młody Mohammed Hamdan Dagalo. Wiosną 2019 roku wspólnie obalili swojego dobrodzieja, panującego od 1989 roku wojskowego tyrana, marszałka polnego Omara Al-Baszira. Zrobili to jedynie po to, by uprzedzić uliczną rewolucję, która groziła dalszym rządom wojskowych. 

Jesienią 2021 roku Burhan i Dagalo dokonali nowego puczu, rozpędzili rewolucjonistów, z którymi dzielili władzę, i zagarnęli ją całą dla siebie. Ale półtora roku później pokłócili się i starli w bratobójczej wojnie o to, kto będzie rządził w Chartumie.

Przez pierwszy rok górą w wojnie było arabskie pospolite ruszenie z Darfuru. Zaprawione w bojach (jako dżandżawidzi tłumiło na początku wieku powstanie darfurskich czarnych ludów Zaghawów, Massalitów i Furów, a potem walczyło w wojnie w Jemenie) i dobrze uzbrojone gromiło sudańską armię, która wysługując się plemiennymi milicjami, zapomniała jak się walczy, rozleniwiła władzą i dysponując jako jedyna w kraju lotnictwem, panowała jedynie w powietrzu.

Pospolite ruszenie Dagalo wyparło ją z Chartumu (Burhan przeniósł się do Port Sudanu nad Morzem Czerwonym i tam rozłożył swoją tymczasową kwaterę główną i stolicę), zajęło niemal cały Darfur na zachodzie i Kordofan na południu. W grudniu 2023 roku wojska Dagalo zajęły nawet prowincję Al-Dżazirah, położoną na południe od Chartumu i uchodzącą za główne rozdroże kraju i jego zbożowy spichlerz.

Zwrot w wojnie nastąpił podczas zeszłorocznej pory deszczowej, latem 2024 roku, gdy do kontrnatarcia przeszło rządowe wojsko Burhana. Dozbrojone przez sprzyjające mu Egipt i Turcję, i wyposażone dodatkowo w kupione w Iranie samoloty bezzałogowe, jesienią zaczęło wypierać Darfurczyków z Chartumu i przejęło kontrolę nad mostami nad Nilem, odbiło prowincję Sannar na wschodzie kraju, a na początku stycznia zdobyło bez walki prowincję Al-Dżazirah i Wad Madani, jej stolicę i drugie (po Chartumie) największe miasto kraju.
Według ONZ w trwającej drugi rok wojnie zginęło 25-30 tys. ludzi. Rząd USA podaje liczbę nawet 150 tys. zabitych. Ponad 10 mln ludzi, jedna czwarta ludności, stało się wojennymi uciekinierami. Ponad 20 milionów, czyli ponad połowa ludności, potrzebuje pomocy żywnościowej, milionom grozi głód.

Chartum, pięciomilionowa metropolia, został zniszczony i splądrowany podczas ulicznych walk. Zniszczone, spalone i ograbione zostały darfurskie miasta Nijala, a zwłaszcza Al-Dżunajna, gdzie Arabowie Dagalo dokonali pogromów, masowych gwałtów i etnicznych czystek wśród Massalitów i Furów. Wojska Dagalo od wielu tygodni oblegają Al-Faszer, darfurską metropolię i tamtejszy garnizon, ostatni przyczółek rządowego wojska w Darfurze.

W styczniu, tuż przed złożeniem władzy przez prezydenta Joe Bidena, rząd USA uznał Dagalo i jego wojsko za ludobójców, a Burhana i jego armię rządową za wojennych zbrodniarzy i wprowadził przeciwko nim sankcje. Amerykanie zarzucili sudańskiemu wojsku, że co najmniej dwukrotnie użyło przeciwko swoim przeciwnikom broni chemicznej, a Burhanowi – niechęć do jakichkolwiek układów z Dagalo.

Ludobójcy, zbrodniarze i graniczna rzeka Nil

Walczące ze sobą sudańskie armie nie tylko są zbyt słabe, by pokonać przeciwnika, ale nawet żeby zarządzać zajmowanymi terytoriami. Wojsko Dagalo składa się niemal wyłącznie z darfurskich Arabów i najemników z sąsiednich krajów, walczących dla wojennych łupów. Mieszkańcy pozostałych sudańskich prowincji odnoszą się do Dagalo podejrzliwie lub wrogo. Nie jest w stanie przeciągnąć ich na swoją stronę, ani brać wśród nich rekrutów do swojego wojska. To głównie dlatego nie udało mu się utrzymać w Wad Madani.

Ale sympatią Sudańczyków nie cieszy się także wojsko rządowe. Przez większość niepodległego od 1956 roku bytu w Chartumie panowały wojskowe dyktatury, a kolejni generałowie rządzili jak tyrani, zawłaszczając państwo i jego gospodarkę. Baszir panował (1989-2019) w dodatku w przymierzu z muzułmańskimi rewolucjonistami z ruchu Braci Muzułmanów, a powiązani z nimi oficerowie wciąż służą w wojsku Burhana.

Burhan nie chce siadać do stołu rozmów z Dagalo, a Dagalo, jeśli akurat wygrywa, ani myśli układać się z Burhanem. Sudańczykom też nie uśmiecha się nowy rząd, w którym mieliby zasiąść pogodzeni przez cudzoziemców wojenny zbrodniarz i ludobójca. Dla nich samych zaś zupełnie nie do przyjęcia będzie pomysł, by dla dobra kraju wycofali się z polityki raz na zawsze.

Od wybuchu wojny sudański front niewiele się zmienił, a jego przebieg zdaje się coraz bardziej odpowiadać zwalczającym się generałom. Zdając sobie coraz bardziej sprawę ze swoich ograniczonych możliwości, wydają się gotowi utrzymać to, co zdobyli i czym są w stanie rządzić. 

Wojska Burhana panują na północy i wschodzie Sudanu i coraz bardziej biorą górę na południu. Generał, wywodzący się z Arabów znad Nilu, którzy od zawsze rządzili Sudanem, za wszelką cenę próbuje jeszcze tylko odzyskać Chartum, stolicę kraju.

Dagalo przewodzi Arabom z Darfuru, krainy (i dawnego sułtanatu) wielkości Francji i zamieszkałej przez ok. 6 mln ludzi, wcielonej dopiero 100 lat temu do Sudanu przez Brytyjczyków. Chartumskie elity zawsze traktowały Darfurczyków jak ubogich krewnych z prowincji, parweniuszy i dzikusów. Pospolite ruszenie Dagalo panuje w Darfurze (prędzej czy później zdobędzie także Al-Faszer) i na ziemiach na zachodnich brzegach Nilu.  

Rozbiór Sudanu wzdłuż Nilu zdaje się odpowiadać zarówno Burhanowi, jak Dagalo. W ten sposób obaj mogliby ogłosić się zwycięzcami wojny, utrzymać władzę i dostęp do mineralnych skarbów, zapewniających bogactwo.

Rozbiór Sudanu nie wydaje się też rozwiązaniem niemożliwym do zaakceptowania przez sprzymierzeńców wojujących generałów, zwłaszcza sojusznikom Dagalo. Sojusznikami Burhana są bowiem regionalne mocarstwo Turcja, a także Egipt, Arabia Saudyjska, które najchętniej pozostawiłyby wszystko po staremu. Rozpad Sudanu najbardziej byłby nie w smak Egiptowi, który na wschodzie graniczy z rozpołowioną po wojnie domowej Libią, a na zachodzie ze Strefą Gazy. Egipscy generałowie rządzący w Kairze woleliby uniknąć wojennego chaosu także na południowej granicy.

Ale głównym dobrodziejom Dagalo, zaopatrującym go w broń szejkom z Abu Zabi i Dubaju, zależy przede wszystkim na darfurskich kopalniach złota, miedzi, uranu, ołowiu i aluminium, a także ziemiach nadających się pod uprawę. Na darfurskim złocie zależy też Rosji, która od lat robi interesy i zbroi Dagalo. Ale Kremlowi chodzi też o bazę morską w Port Sudanie, dlatego nie zrywa z Burhanem i jemu także sprzedaje broń. Szejkowie z Abu Zabi i Dubaju należeli do najważniejszych sprzymierzeńców amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, gdy rządził w Waszyngtonie w latach 2017-2021. Liczą, że pozostaną w przyjaźni także teraz, gdy wrócił do władzy, i że to oni będą mieli najłatwiejszy dostęp do trumpowskiego ucha.

Afrykańscy sąsiedzi Sudanu też nie sprzeciwią się jego rozbiorowi. Etiopia, rywalizująca z Egiptem o wody Nilu, popiera egipskich wrogów, a więc także Dagalo. Życzliwe Darfurczykowi są też Uganda i Kenia. Położony za zachodnią miedzą Czad, od wojny i chaosu wolałby podział Sudanu na dwoje, jeśli zapewniłoby to święty spokój. Sudańskie wojny zawsze przelewały się do Czadu, a czadyjskie do Sudanu. W Czadzie rządzą Zaghawowie, których braci Dagalo prześladuje w Darfurze. Ale w Czadzie żyją też Arabowie, kuzyni Arabów darfurskich. Z Czadu wywodzi się rodzina samego Dagalo, która dopiero w latach 80. osiadła po sudańskiej stronie granicy.

Od północy z Darfurem graniczy Libia, od czasów Arabskiej Wiosny podzielona na zachodnią Trypolitanię i wschodnią Cyrenajkę. Cyrenajka postąpi w sprawie Darfuru i Sudanu tak, jak rozkaże jej Rosja, która właśnie przerabia ją na swój protektorat na Saharze i Morzu Śródziemnym. Nad równikiem protektoratem Rosji jest Republika Środkowoafrykańska, która również graniczy z sudańskim Darfurem i zrobi w jego sprawie to, co zdecyduje według swojego uznania Rosja. Ostatni z sąsiadów, Południowy Sudan, któremu sudańska wojna unieruchamia rurociągi, przystałby na podział Sudanu, byle tylko mógł przez jego wschodnią część pompować do czerwonomorskich terminali ropę naftową, główne źródło jego dochodów.

Sudan coraz mniejszy, ale coraz bardziej niespokojny

W 2011 roku, po prawie półwiecznej wojnie, w której zginęło ok. 2 mln ludzi, od Sudanu, wówczas największego kraju Afryki, oderwało się jego południe i ogłosiło niepodległość jako Sudan Południowy. Południowcy, wywodzący z czarnoskórych ludów afrykańskich i wyznający chrześcijaństwo, wywołali zbrojne powstanie narzekając, że w Sudanie rządzonym przez muzułmanów z północy traktowani są jak obywatele gorszej kategorii.

Ale pierwszy rozbiór Sudanu nie zapewnił pokoju ani jego mniejszej północy, ani niepodległemu południu. W Południowym Sudanie natychmiast wybuchła tocząca się do dziś wojna domowa między rządzącymi Dinkami i Nuerami (teraz oni narzekają na dyskryminację), a korupcja, przemoc i niekompetencja przywódców sprawiły, że najmłodsze państwo Afryki zasłużenie uchodzi też za najbardziej nieudany eksperyment państwowy niepodległej Afryki.

W pomniejszonej północy nowa wojna wybuchła jeszcze przed secesją południa. Widząc sukcesy południowców i ustępstwa czynione wobec nich przez Chartum, na początku XXI stulecia zbrojne powstanie w Darfurze podniosły także tamtejsze, afrykańskie, ale wyznające islam ludy Zaghawów, Furów i Massalitów. Do walki z nimi Chartum posłał rządowe wojsko, a także arabskie pospolite ruszenie, w którym Dagalo był jednym z komendantów. Zbrodnie popełnione wówczas w Darfurze sprawiły, że Międzynarodowy Trybunał Karny oskarżył Omara Al-Baszira i jego komendantów o ludobójstwo.

Darfurska wojna została przerwana dopiero w 2020 roku, ale rozbiór Sudanu z pewnością ją wskrzesi, bo przeciwko Dagalo znów wystąpią partyzantki Zaghawów, Furów i Massalitów, które już dziś walczą przeciwko niemu po stronie Burhana.
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”