W sobotę 25 stycznia, podczas nabożeństwa kończącego Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, papież Franciszek zaapelował do całego chrześcijańskiego świata o wspólne świętowanie Wielkanocy. Nie tylko w tym roku, gdy wskutek wyjątkowej zbieżności kalendarzy liturgicznych – gregoriańskiego, używanego przez Kościoły katolickie, ewangelickie i niektóre wschodnie, a także juliańskiego, stosowanego przez większość Kościołów wschodnich – uroczystość Zmartwychwstania obchodzona będzie w tę samą niedzielę, 20 kwietnia.
„Kościół katolicki jest gotów zaakceptować datę, którą wszyscy chcą przyjąć: datę jedności” – zadeklarował papież, wskazując na dodatkowe okoliczności, które powinny zmotywować Kościoły do ujednolicenia kalendarzy: trwający właśnie Rok Jubileuszowy 2025 i okrągłą rocznicę Soboru Nicejskiego, który 1700 lat temu ustalił dla całego chrześcijaństwa wspólną datę tego najważniejszego święta.
Kiedy umarł i zmartwychwstał Chrystus
Z pozoru wszystko wydaje się proste. Ewangelie w miarę zgodnie podają, że Jezusa ukrzyżowano w żydowskie święto Paschy lub w dzień przygotowania do niej, czyli 14. lub 15. dnia miesiąca Nisan, rozpoczynającego żydowski kalendarz liturgiczny.
Mówią one też, iż ciało w pośpiechu pochowano ze względu na rozpoczynający się szabat, co pozwoliło historykom ulokować to wydarzenie we współczesnym kalendarzu i wskazać jego najbardziej prawdopodobną datę dzienną: 7 kwietnia 30 roku lub 3 kwietnia 33 roku. Po szabacie, w pierwszy dzień tygodnia, jak zgodnie mówią Ewangelie, Jezus zmartwychwstał.
Pierwsi chrześcijanie świętowali więc pamiątkę tego wydarzenia w niedzielę po święcie Paschy. Choć nie wszyscy i nie bez kłopotów.
Pierwszym problemem był żydowski sposób obliczania daty tego święta. Zgodnie z kalendarzem księżycowym, stosowanym w Izraelu, nowy miesiąc zaczynał się od nowiu księżyca. Stwierdzał to – w drodze obserwacji – sanhedryn, a ogłaszali kapłani, dmąc w trąby ze świątynnej wieży i rozpalając ogniska na okolicznych wzgórzach.
Metoda ta, jak się łatwo domyślić, nie była doskonała – obserwacje mogły zostać zakłócone przez pogodę, a na wiadomość o nadejściu nowego miesiąca trzeba było czekać. To utrudniało jego obchodzenie, zwłaszcza Żydom z diaspory (dlatego dodawano do święta dodatkowy dzień).
Czy Wielkanoc musi być w niedziele?
Drugim punktem spornym były dwie tradycje świętowania Wielkanocy, ukształtowane „w czasach apostolskich”, a praktykowane aż do końca II stulecia.
Kościoły tzw. Azji Prokonsularnej (geograficznie to zachodnia część Azji Mniejszej) uznawały za apostołami Janem i Filipem, że świętowanie należy zaczynać czternastego dnia miesiąca Nisan – nie zważając na to, jaki dzień tygodnia wtedy wypadnie. Kościoły „reszty świata” skłaniały się ku tradycji apostołów Piotra i Pawła, że musi to być niedziela po święcie Paschy.
Spór między zwolennikami obu zwyczajów został opisany w listach Ireneusza z Lyonu i Polikratesa z Efezu (obaj w nim zresztą uczestniczyli) oraz w „Historii Kościelnej” Euzebiusza z Cezarei, spisanej 200 lat później. Wiemy więc, że nie dotyczył kwestii teologicznych (tj. czy ważniejsze jest wspominanie męki i śmierci Jezusa, czy Jego zmartwychwstania), lecz tego, kiedy zakończyć post i zacząć świętowanie.
Kontrowersja nie stała się jednak powodem rozłamu. Zarówno biskupi Smyrny i Efezu, jak i kolejni papieże rozumieli, że chodzi o „różnorodność zwyczajów, która nie powstała dzisiaj, za dni naszych, ale już wiele dawniej, przed nami, wśród naszych poprzedników” – jak opisywał to Ireneusz.
Jak pogodzić kalendarz księżycowy ze słonecznym
Do kolejnego sporu o datę Wielkanocy doszło w kolejnych dwóch wiekach, gdy chrześcijanie zaczęli oddzielać swoje święto od żydowskiej Paschy. Powodem były zarówno względy ideologiczne (dystans do judaizmu), jak i praktyczne – trudności pogodzenia kalendarza księżycowego ze słonecznym, używanym w Cesarstwie Rzymskim.
Miesięcy księżycowych było w roku dwanaście, a każdy miał po 29 lub 30 dni. Rok lunarny liczył więc 354 dni, podczas gdy rok słoneczny miał ich o jedenaście lub dwanaście więcej. Co dwa lub trzy lata Żydzi dodawali więc trzynasty miesiąc, by przywrócić zgodność kalendarza z porami roku. Czasem zdarzało się, że ich Pascha (15 Nisan) wypadała przed wiosenną równonocą, co nie podobało się ani niektórym odłamom judaizmu, ani chrześcijanom. Ci ostatni zaczęli więc samodzielnie ustalać termin Wielkanocy, nie oglądając się na Paschę.
Na początku III w. ukształtowały się dwa najważniejsze ośrodki wielkanocnych obliczeń – Rzym i Aleksandria – w których pracowano jednak według różnych metod. Aleksandryjczycy trzymali się cyklu 19-letniego, zgodnie ze wskazówkami Metona, ateńskiego astronoma z V w. p.n.e., największego w tamtym czasie autorytetu w kalendarzowo-astronomicznych rachubach. Z kolei Rzymianie oparli się na cyklu 16-letnim, potem przechodząc na 84-letni. Oba okazały się błędne i obliczenia przyszłych dat Wielkanocy trzeba było co jakiś czas korygować.
Krótko mówiąc: u progu wieku IV chrześcijanie w różnych częściach świata świętowali Wielkanoc w różnych terminach. Jedni w pierwszą niedzielę po żydowskich obchodach Paschy, inni w dniu pierwszej wiosennej pełni księżyca (czyli 14 Nisan), bez względu na dzień tygodnia (tzw. kwartodecymanie). Jeszcze inni odczytywali datę ze specjalnych tabel, tworzonych w drodze złożonych obliczeń. Byli też tacy, co preferowali sztywną datę, np. 6 kwietnia (montaniści).
Wpływ cesarza Konstantyna na datę Wielkanocy
Nie dziwota, że pytanie „kiedy wypada Wielkanoc” stało się jednym z najważniejszych podczas pierwszego soboru ekumenicznego w Nicei w 325 r.
W roku tym Konstantyn Wielki obchodził jubileusz swego panowania. Cesarz doceniał rolę rosnącej w siłę młodej religii – chrześcijaństwa – w spajaniu olbrzymiego imperium. Irytowały go jednak różnice doktrynalne i instytucjonalne charakteryzujące wczesny Kościół. Wymusił więc, by biskupi zjechali się do jego letniego pałacu w Nicei i tam doszli do zgody zwłaszcza co do wspólnego wyznania wiary i sposobu wyznaczania najważniejszego święta.
Zgromadzenie, które dziś nazywamy Soborem Nicejskim, postanowiło, że Wielkanoc będzie przypadać w najbliższą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Natomiast wyznaczaniem dat kolejnych Wielkanocy mieli zajmować się specjaliści od układania tzw. tablic paschalnych, zwani komputystami.
Średniowieczne tablice paschalne
W ośrodku aleksandryjskim udało się już w V w. opracować tablice obejmujące aż 95 lat do przodu. Sto lat później przeniósł je na Zachód opat Dionizy Mały. W początkach VIII w. system ulepszył anglosaski benedyktyn Beda Czcigodny: ułożył tablice dla 532 lat (po upływie tego czasu dni tygodnia i fazy księżyca przypadają na te same dni miesiąca). System Bedy stosowano aż do gregoriańskiej reformy kalendarza w XVI w.
Średniowieczne tablice paschalne były gigantycznymi tabelami, na których marginesach mnisi notowali najważniejsze wydarzenia danego roku (np. śmierć króla czy jego zwycięstwo w wojnie), co stanowiło zalążek rocznikarstwa.
Były też niezwykle skomplikowane: kolejne kolumny zawierały rozmaite tzw. znamiona chronologiczne danego roku, czyli m.in. złotą liczbę (miejsce roku słonecznego w 19-letnim cyklu księżycowym, obliczaną według specjalnego wzoru), indykcję (miejsce roku w 15-letnim cyklu liczonym od 3 roku p.n.e.), dzień wiosennej pełni i wreszcie dzień Wielkanocy, a także „wiek księżyca” w dniu tego święta.
Już w IX w. specjaliści od układania tablic paschalnych zauważyli, że coś się w juliańskim kalendarzu nie zgadza.
Trudno mieć pretensję do jego twórcy (uchodzi za niego Juliusz Cezar, choć ghostwriterem był Aleksandryjczyk Sozygenes), że nie wiedział o różnicy, jaka zachodzi między jego propozycją roku liczącego 365 dni, z rokiem przestępnym co 4 lata, a rokiem zwrotnikowym (tj. czasem między dwoma przejściami słońca przez równonoc wiosenną). Wynosi ona 11 minut i 14 sekund. I tak, ziarnko do ziarnka, co 128 lat różnica sumowała się do jednego dnia.
W XIII w. zaczęto na poważnie zastanawiać się, jak zaradzić temu problemowi i uratować pierwotny zamysł ojców soborowych o bogatej symbolice teologicznej: powiązanie Wielkanocy z astronomicznym zrównaniem dnia z nocą. Podczas Soboru Bazylejskiego w 1437 r. rozważano pomysł filozofa Mikołaja z Kuzy, by opuścić w kalendarzu jeden tydzień.
Jak powstał kalendarz gregoriański
Jednak do realnych działań naprawczych przystąpił dopiero papież Grzegorz XIII w latach 70. XVI w. Zgodnie z kalendarzem juliańskim równonoc wiosenna wypadała już na 11 marca, czyli 10 dni wcześniej niż w czasie soboru w Nicei (zbadał to za pomocą gnomonu umieszczonego na szczycie jednej z wież w Bolonii Ignazio Danti). Papież powołał grupę uczonych mających uporać się z błędem kalendarza.
Ich prace pozwoliły Grzegorzowi XIII na reformę kalendarza, co ogłosił w 1582 r. bulą „Inter gravissimas”. Pomysł był prosty: z dotychczasowego kalendarza wycięto 10 dni. Traf chciał, że akurat w dzień wprowadzania reformy w Polsce zebrał się Sejm, dlatego w jego diariuszach możemy przeczytać zadziwiającą informację: że 4 października odbyło się nabożeństwo do Ducha Świętego, a do obrad przystąpiono nazajutrz, czyli 15 października.
Papiescy uczeni patrzyli daleko wprzód: by usunąć błąd na przyszłość, zaplanowali rezygnację w ciągu kolejnych 400 lat z trzech dni przestępnych. Lata kończące stulecie miały być przestępne jedynie wtedy, jeśli będą podzielne przez 400. Dlatego rok 1700, 1800 i 1900 nie były przestępnymi.
Świat porzuca kalendarz juliański
Ta papieska reforma przypadła na okres kontrreformacji i wojen religijnych. Kalendarz gregoriański przyjęły od razu jedynie Włochy, Hiszpania, Portugalia i Polska. Protestanckie kraje niemieckie i Anglia nie chciały o nim słyszeć; ta ostatnia zaakceptowała go dopiero w połowie XVIII w. Natomiast protestancka Szwecja przechodziła na nowy porządek przez 40 lat, likwidując w tym czasie lata przestępne, co pozwoliło w łagodny sposób zniwelować różnicę między starym kalendarzem (juliańskim) i nowym (gregoriańskim).
Papieski kalendarz przyjmowały też – stopniowo – kraje niechrześcijańskie (Japonia w 1873 r., Chiny w 1912 r., Turcja w 1926 r.). Długo opierały mu się państwa muzułmańskie (Arabia Saudyjska wprowadziła reformę w 2016 r.), często pozostawiając możliwość używania kalendarzy lokalnych.
Kalendarz juliański stosowany jest wciąż w liturgii większości Kościołów wschodnich. Wyjątkiem są m.in., stosujące już kalendarz zachodni, Prawosławna Cerkiew Grecji, a od 2024 r. także Kościół greckokatolicki w Ukrainie oraz Prawosławna Cerkiew Ukrainy. Choć różnica między datą Wielkanocy na Zachodzie i w większości Kościołów wschodnich nie wynika jedynie z innego kalendarza – także z reguły, że te Cerkwie wciąż świętują zmartwychwstanie po zakończeniu obchodów żydowskiej Paschy.
Jak wyznaczyć datę Wielkanocy?
Stworzenia wzoru do najbardziej dokładnego, a jednocześnie w miarę przystępnego (co nie znaczy, że prostego) obliczania daty pierwszej wiosennej pełni Księżyca – i w konsekwencji Wielkanocy – podejmowały się najtęższe głowy.
I tak, w wieku XIX najlepszy algorytm do tego celu opracował Carl Gauss, niemiecki matematyk i astronom. Z jego pomocą można było obliczyć przyszłe daty świąt zarówno dla kalendarza gregoriańskiego, jak i juliańskiego (uczony przewidział też i opisał wyjątki od stworzonej przez siebie reguły). W 1991 r. nowy wzór – jeszcze prostszy, bo niewymagający uwzględniania żadnych wyjątków – opracował belgijski astronom Jean Meeus.
Różne terminy świętowania Wielkanocy od dawna uważano też za problem ekumeniczny, by nie powiedzieć: wizerunkowy dla odłamów chrześcijaństwa, które nie potrafiły porozumieć się nawet w tak prostej, wydawałoby się, sprawie. Temat podjął więc Sobór Watykański II, proponując – w załączniku do Konstytucji o Liturgii Świętej „Sacrosanctum Concilium” z 1963 r. – „by święto Wielkanocy było przypisane do konkretnej niedzieli”, pod warunkiem, że nastąpi to za „zgodą zainteresowanych, zwłaszcza braci odłączonych od komunii ze Stolicą Apostolską”.
Do tej myśli wielokrotnie nawiązywał Franciszek; w 2018 r. poddał nawet ten temat pod dyskusję na spotkaniu z patriarchami Bliskiego Wschodu. Apel o ustalenie jednej daty znalazł się także w jego liście ogłaszającym Rok Jubileuszowy 2025. A także we wspomnianej na początku homilii, wygłoszonej na zakończenie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan.
Lepszej okazji jak 1700. rocznica Soboru Nicejskiego szybko ku temu nie będzie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















