„Przyszłość wchodzi w nas, by się w nas przemienić, dużo wcześniej, zanim nastąpi” – tym cytatem z Reinera Marii Rilkego (tłumaczę z włoskiego) zaczyna papież swoją najnowszą autobiografię „Spera” (dosłownie – „miej nadzieję”, choć nie wiadomo jeszcze, jaki tytuł będzie mieć polskie wydanie, które ukaże się wiosną). A zaraz potem dodaje, już własnymi słowami, że wspomnienia nigdy nie mówią tylko o tym, co było – zawsze zapowiadają to, co będzie. „Wydaje się, że to było wczoraj, a jednak jest już jutro” – pisze.
Wspomnienia papieża utkane są z anegdot i sentencji – na końcu 400-stronicowej książki podane są ich źródła: 25 tytułów z literatury (m.in. tom Wisławy Szymborskiej „Widok z ziarnkiem piasku”), 9 piosenek i 3 filmy, choć znajdziemy w niej także cytaty z innych książek i filmów, niewymienionych w bibliografii. Można powiedzieć – cały Franciszek, z obrazowym językiem, opisującym, nie oceniającym czy tym bardziej pouczającym. Sięgający do literatury, bo tylko ona – a zwłaszcza poezja – jest w stanie opisać tajemnice wiary. I na pewno zrobi to lepiej niż akademicka teologia. O czym dobrze już wiemy, choćby z papieskiego listu o roli literatury w formacji chrześcijańskiej, napisanym parę miesięcy temu.
Czego nie znajdziemy (po raz kolejny) w papieskiej biografii
Wiemy też o wszystkim, co znalazło się w nowej książce, w marketingowej strategii wydawnictwa Mondadori określanej jako „pierwsza samodzielnie napisana autobiografia Franciszka”. Oczywiście nie jest ani pierwsza (podobnych było już kilka, ostatnia – „Życie” – ukazała się wiosną 2024 r.), ani samodzielna (jej rzeczywistym autorem jest watykanista Carlo Musso), ani autobiografia, bo oprócz historii, które papież opowiedział dziennikarzowi czy jego refleksji na tematy, jakimi żyje dzisiejszy Kościół i świat, znajdziemy w książce np. wspomnienia wielu innych osób, bohaterów opisywanych wydarzeń, które Musso spisał i włączył do opowieści.
Podobnie jak w poprzednich przypadkach, dowiemy się z książki wiele o życiu młodego Bergoglia i jego rodziny, ale tylko do momentu wstąpienia przyszłego papieża do zakonu. Potem narracja się zmienia – Franciszek niezbyt chętnie opowiada, co myślał, czuł i przeżywał jako kleryk, ksiądz, przełożony zakonu, biskup czy kardynał – wspomnienia z tych okresów ograniczają się do przytaczania suchych faktów i dat, które dobrze znamy. Często są pokazywane na tle wydarzeń politycznych czy społecznych, z odpowiednim komentarzem Franciszka, również wielokrotnie powtarzanym.
Papież wykorzystany do komercyjnych projektów
Plotki, że Franciszek był wściekły na wydawnictwo Mondadori za marketingową strategię, są pewnie przesadzone. Choć rzeczywiście uznał za właściwe sprostować nieprawdziwe informacje – że to jedyna i własnoręcznie napisana autobiografia – występując w popularnym włoskim talk show „Che tempo che fa”, w niedzielny wieczór w kanale telewizyjnym Nove, należącym do koncernu Warner Bros. Discovery EMEA.
Większa część blisko godzinnej rozmowy z Franciszkiem poświęcona była promocji jego książki, co przy oglądalności szacowanej na ponad 2,5 mln widzów z pewnością przełożyło się na wyniki sprzedaży. Wydawnictwo przygotowało też klipy reklamowe z papieżem, zachęcającym do zakupu książki – zostały opublikowane w formie „rolek” w mediach społecznościowych (z tej okazji papież po raz pierwszy pojawił się na TikToku).
Wygląda na to, że jedyne, co w tym wszystkim było naprawdę „po raz pierwszy”, to właśnie bezprecedensowe zaangażowanie papieża w promocję komercyjnego projektu.
Kolejne kobiety na najważniejszych stanowiskach w Watykanie
We wspomnianym talk show Franciszek zapowiedział też nominację s. Raffaelli Petrini na prezydentkę watykańskiego gubernatoratu, czyli na najważniejsze stanowisko administracyjne w Państwie Watykańskim. Bo, jak to u niego, wspomnienia wybiegają w przyszłość.
Przywołując historie kobiet, które zaważyły na jego życiu – zaczynając od mamy, babci i znajomych rodziny, poprzez koleżanki, które mu się szczególnie podobały, nauczycielki, pielęgniarki, lekarki, psychoterapeutki, którym wiele zawdzięcza, czy prostytutki, którymi się zaopiekował, a na współpracowniczkach, które uważał za dużo zdolniejsze od mężczyzn kończąc – przechodzi do roli kobiet w Kościele na przykładzie Watykanu.
Dwa tygodnie wcześniej mianował pierwszą prefektkę dykasterii, teraz przyszła pora na szefową wszystkich służb państwowych, a krążą plotki, że w nieodległej przyszłości kobieta stanie też na czele drugiej ważnej dykasterii – Integralnego Rozwoju Człowieka. Choć pewnie stanie się to dopiero w przyszłym roku, gdy obecny prefekt, kard. Michael Czerny, skończy 80 lat i przejdzie na emeryturę.
Spojrzenie Franciszka na Azję: przyszłość należy do Indii
Na razie szefem dykasterii został kard. George Koovakad, który jeszcze kilka tygodni temu był zwykłym księdzem, odpowiedzialnym za organizację papieskich podróży. Na początku grudnia hinduski kapłan obrządku syromalabarskiego został niespodziewanie włączony do grona kardynałów i szybko wyświęcony na biskupa, a 24 stycznia nominowany na prefekta Dykasterii ds. Dialogu Interreligijnego (poprzedni prefekt, kard. Miguel Guixot zmarł w listopadzie). „Urodziłem się i wychowałem w społeczności wielokulturowej i wieloreligijnej – mówił nowy prefekt w jednym z wywiadów – gdzie wszystkie religie są szanowane i są gwarantem społecznej równowagi”.
Kard. Koovakad jest trzecim w historii Hindusem i pierwszym syromalabarczykiem na tak wysokim stanowisku w Watykanie. Jego nominacja to gest życzliwości wobec starożytnego obrządku, ale też w stosunku do Indii, azjatyckiej potęgi gospodarczej i geopolitycznej, która ma szansę wyprzedzić Chiny, o czym papież, patrzący ciągle w przyszłość, dobrze wie. Franciszek od dawna powtarza, że chciałby odwiedzić Indie.
Do tej pory tamtejszy rząd mnożył różne przeszkody, by nie zrazić do siebie hinduistyczno-nacjonalistycznych wyborców, od których zależą jego losy. Teraz sytuacja może się zmienić – przedstawiciel hinduskiego narodu obejmuje jedno z najwyższych stanowisk w Watykanie. A do tego jeszcze nowy prefekt pozostanie wciąż głównym organizatorem papieskich pielgrzymek zagranicznych, co jest nawet bardziej zaskakujące jak sama jego nominacja.
Watykańskie 300 plus: dzieci ważniejsze niż kardynalskie pensje
Zaskakujące, jak 88-letni papież skoncentrowany jest na przyszłości, przewidując rozwój wydarzeń, religijnych i politycznych, czy próbując zapobiec ich negatywnym skutkom. Można by rzec, że wszystko, co robi, obliczone jest na dalekosiężne skutki: synodalność, która uruchamia nieodwracalne procesy w Kościele, przemeblowanie kolegium kardynalskiego, dające gwarancję utrzymania kursu przez następcę Franciszka, polityka zagraniczna Stolicy Apostolskiej, troska o klimat i ekologię...
Ale widać to także w sprawach całkowicie przyziemnych. W połowie stycznia gubernatorat Watykanu ogłosił, że decyzją papieża wszyscy pracownicy kurii i urzędów państwowych, którzy mają na utrzymaniu co najmniej troje dzieci, otrzymają 300 euro dodatkowego zasiłku. Sto euro na dziecko nie jest wielką kwotą (mniejszą, niż otrzymują dziś rodziny w Polsce), ale pokazuje, że papież bardziej się troszczy o nowe pokolenia, niż o upadający budżet swego państwa czy pensje kardynałów. Słowo się rzekło, teraz trzeba obliczyć, ile to będzie kosztować. W Watykanie pracuje ponad 3 tys. osób świeckich, ile z nich będzie miało prawa do zasiłku, na razie nie podano – decyzja Franciszka zaskoczyła wszystkich, zwłaszcza instytucje finansowe.
Kiedy Wielkanoc? To popularne pytanie zadawano sobie już w starożytności
Przeszłość nie jest po to, by się na nią wciąż z nostalgią oglądać, ale by wyprowadzać z niej wnioski na przyszłość, uczyć się unikać błędów i podejmować odważne decyzje – przekonuje Franciszek. W tym duchu należy też odczytywać jego zapowiedź „ujednolicenia” daty Wielkanocy, o czym mówił w ostatnią sobotę (25 stycznia), podczas nabożeństwa kończącego Tydzień Jedności Chrześcijan.
Data obchodów najważniejszego święta dzieliła chrześcijan już w pierwszych wiekach. Reguła, by obchodzić je w pierwszą niedzielę po żydowskim święcie Paschy, okazała się nie taka prosta, jak się wydawało, bo sami Żydzi mieli problemy z precyzyjnym ustaleniem tego terminu. W 325 r. w Nicei, na pierwszym ekumenicznym soborze, za obowiązującą datę Wielkanocy przyjęto pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca.
Ale to tylko teoretycznie rozwiązało problem, bo przewidywanie faz księżyca wymagało skomplikowanych obliczeń matematycznych i astronomicznych. A gdy pod koniec XVI w. część chrześcijan przeszła na kalendarz gregoriański, a część – przede wszystkim wyznania prawosławnego – pozostała przy starożytnym, juliańskim, do kłopotów z obliczaniem daty doszedł jeszcze problem różnych danych wprowadzanych do rachunków. Nad wzorami obliczenia daty Wielkanocy głowiły się więc najtęższe matematyczne umysły.
Propozycja Franciszka, by w 1700. rocznicę Soboru Nicejskiego ujednolicić daty Wielkanocy, jest logiczna. Zwłaszcza że w tym roku wyjątkowo święta prawosławne i zachodnie wypadają w tym samym czasie. Deklaracja, że Kościół katolicki gotów jest „zaakceptować datę, której chcą wszyscy”, została odebrana przez wiele osób jako znak uległości wobec prawosławia, ale trzeba pamiętać, że już Sobór Watykański II brał taką zmianę pod uwagę, o ile będzie wynikała z racji ekumenicznych.
Pożegnanie
I tak, snując rozważania o przeszłości i wynikających z niej mniej lub bardziej ważnych zmianach, przychodzi mi poinformować Czytelników, że historia watykańskiego newslettera także dobiegła końca. Mija 40 lat od czasu, gdy po raz pierwszy wszedłem za Spiżową Bramę, i siedem, odkąd zacząłem pojawiać się tam jako korespondent „Tygodnika Powszechnego”.
Z wielką przyjemnością biegałem dla Państwa przez ostatni rok „Wkoło Watykanu” (zaliczając 26 „okrążeń”), dopóki redakcja nie uznała, że czas na zmiany. Od lutego zacznę biegać wokół innych spraw, o czym wkrótce poinformujemy.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















