Jan Kochanowski „Treny” (1580)

Nauczył Polaków mówić, a nie tylko komunikować się.
Czyta się kilka minut
Kazimierz Władysław Wójcicki „Album Jana Matejki”; 1876; wg Jana Matejki / il. Domena publiczna
Kazimierz Władysław Wójcicki „Album Jana Matejki”; 1876; wg Jana Matejki / il. Domena publiczna

Zjawił się w polszczyźnie na sposób cudowny, jak przybysz z kosmosu, który obdarzył nas gotowym językiem poetyckim, czyli zaawansowaną technologią służącą do wypowiadania rzeczy niewypowiadalnych w innej odmianie mowy. Uczynił z polszczyzny wyposażenie do pracy w stanach ekstremalnych, które jednak są udziałem każdego człowieka, jak to np.:

– bolesny zachwyt nad urodą świata („umierając śpiewać [nie] przestała”); – przerażenie znikomością naszej kondycji („Pełno nas, a jakoby nikogo nie było”); – radość przejmująca i bezpowrotna („Rzuć się ojcu do szyję ręczynkami swemi”); – bezsens istnienia („nie jać onej, ale mnie ona płakać miała”, „co z więtszym utrapieniem bywa, / Czy je rodzić, czy je grześć?”); – kryzys rozumu („który w swobodzie / Umiał mówić o przygodzie, / Dziś ledwie sam wie o sobie”); – myślenie o Bogu („Gdzie by też tak kamienne ten Bóg serce nosił”, „Gdzieśkolwiek jest, jesliś jest”); – wieczność („Żyjem wiek nieprzeżyty”); – utrata ukochanej istoty („Żem widział umierające dziecię swoje”, „U nóg martwa upadła”, „posag i ona / W jednej skrzynce zamkniona”); – harda godność („Śmierć nam za jaje”); – upokorzenie („Terazem nagle (...), I między insze, jeden z wiela, policzony”); – samotność i opuszczenie („Płakać nad głuchym grobem”, „samże jest martwym, samże grobem sobie”). „Treny” są tak ważne, ponieważ dowodzą egzystencjalnej podstawy poezji. Kochanowski jako pierwszy przygotował język Polaków na spotkanie z tym, co wydaje się niewypowiadalne, a natarczywie domaga się wyrażenia. Ustanowił w Polsce poezję jako konieczność mówiącego człowieka.

W filmie „Wit” Mike’a Nicholsa pani profesor literatury angielskiej, specjalistka od poezji Johna Donne’a (grana przez Emmę Thompson), choruje na raka. Kiedy poddaje się szczególnie agresywnej i bolesnej terapii, odwiedza ją jej dawna mistrzyni i mentorka. Rozmawiają. Kiedy jednak ból się nasila, słowa nie pomagają, wówczas starsza pani siada na łóżku obok chorej, przytula ją i kołysząc mruczy monotonnie i bez słów. Nagi upokarzający ból i niemy gest współczucia. Ale nie da się przytulić wszystkich, a przede wszystkim nie da się przytulić samego siebie. Można jednak o tym „śpiewać, mówić, rymować”. Nawet jeśli dobrego zakończenia nie będzie, to da się wreszcie tę rozpacz wypowiedzieć. „Macamy, gdzie miękcej w rzeczy, / A ono wszędy ciśnie”. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01-02/2017