Tylko Panna. Dlaczego teologia Marii nie pomieści

Teologia uczy, że Bóg nie potrzebował Marii w projekcie zbawienia. Ale ludzie swoje wiedzą. Jak masz matkę w domu, to choćbyś był Bogiem, dla niej zawsze będziesz syneczkiem.
Czyta się kilka minut
W obozie dla przesiedleńców w Deir al-Balah, w centralnej części Strefy Gazy, 11 czerwca 2024 r. // Fot. Majdi Fathi / AFP / East News
W obozie dla przesiedleńców w Deir al-Balah, w centralnej części Strefy Gazy, 11 czerwca 2024 r. // Fot. Majdi Fathi / AFP / East News

Brałem kiedyś udział w oficjalnej uroczystości, na której przemawiał ówczesny arcybiskup katowicki Damian Zimoń. Wspominał swoje spotkanie z Janem Pawłem II w Castel Gandolfo i fakt, że papież czytał akurat „Krzyżaków”. „Bardzo mnie to zaintrygowało – ciągnął arcybiskup – dlatego chciałbym zapytać profesora Koziołka, jaki mógł mieć powód nasz papież, żeby czytać »Krzyżaków«?”.

Zrobiło się całkiem cicho i wszystkie oczy zwróciły się na mnie, osłupiałego. Ale osłupiałego tylko przez sekundę, ponieważ zdarzył się cud. Po raz drugi w życiu wiedziałem z absolutną pewnością, co należy odpowiedzieć na trudne, zaskakujące, publicznie zadane pytanie. „Myślę – odpowiedziałem – że Jan Paweł II czytał »Krzyżaków«, aby lepiej zrozumieć kardynała Ratzingera”.

Wesołość zebranych była nagrodą za niezasłużony dar retorycznej łaski; instynktowny refleks umysłu bez krztyny refleksji. Nie mogłem przypuszczać, że zamigotała mi wówczas myśl, którą tu po latach podejmuję.

Oto powieść Sienkiewicza może pomóc zrozumieć pewne sądy i czyny kard. Josepha Ratzingera, ale co ważniejsze: rozumieć lepiej nas – Polaków.

Maria w modlitwach i sarmackiej tradycji

Zawitaj Pani świata, niebieska Królowa,

Witaj, Panno nad panny, gwiazdo porankowa!

Zawitaj, pełna łaski, prześliczna światłości,

Pani, na pomoc świata śpiesz się, zbaw nas z złości.

Ciebie Monarcha wieczny od wieków Swojemu,

Za Matkę obrał Słowu Jednorodzonemu,

Przez które ziemi okrąg i nieba ogniste,

I powietrze, i wody stworzył przezroczyste.

Ciebie, Oblubienicę przyozdobił sobie,

Bo przestępstwo Adama nie ma prawa w Tobie.

„Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny” to jeden z najpiękniejszych tekstów dewocyjnych w polskiej kulturze, zadomowiony w niej od XVI w. Prawdopodobnie żadna inna praktyka modlitewna – może oprócz „Zdrowaś Mario” – nie odegrała większej roli w kształtowaniu naszej pobożności maryjnej.

Jej źródła wiodą do świata pierwszej globalizacji, czyli do łacińskiego średniowiecza nieprzerwanie transmitującego modlitwy pomiędzy Kościołami lokalnymi. 

Jak pisze Pascale-Dominique Nau, autorstwo godzinek jest niepewne, nie wiadomo bowiem, czy nie mylimy ich żarliwych propagatorów z zakonu franciszkanów, dominikanów czy jezuitów – z nieznanymi autorami, których raczej było wielu. Również polskich tłumaczy, czy raczej współautorów, było kilku. Obecny tekst przypisuje się ks. Jakubowi Wujkowi, i w jego wersji jest znany co najmniej od roku 1598.

Śpiewany w domu, przy pracy, w drodze, na wojnie, a nawet dla wytrzeźwienia – jak to miał czynić Karol Radziwiłł „Panie Kochanku”, który „upiwszy się, szedł do kaplicy, tam tedy godzin ze dwie lub więcej śpiewał godzinki, różaniec i inne pieśni nabożne, że aż się zawrzeszczał i wytrzeźwił” – pisał Jędrzej Kitowicz.

Sienkiewicz, najskuteczniejszy odnowiciel tradycji sarmackiej w polskiej kulturze nowoczesnej, potwierdza powszechną znajomość modlitwy. Zagłoba, przechwalając się Helenie, że mógł zrobić karierę duchownego, mówi: „Mój Boże, mój Boże! Byłbym sobie teraz kanonikiem krakowskim i śpiewałbym godzinki w stallach, bo mam głos bardzo piękny”.

W „Potopie” – tej arcymaryjnej powieści – nie tylko Kiemlicze je śpiewają, ale całe wojsko Sapiehy. „Pierwsze blaski dzienne odbiły się w rurach muszkietów i na grotach dzid. I szedł regiment za regimentem, chorągiew za chorągwią bardzo sprawnie. Jazda pośpiewywała godzinki”.

Godzinki i polska pobożność maryjna

Jako pomnik kultury mówionej, żywej od pięciu wieków, godzinki odegrały nieocenioną rolę w upowszechnianiu poetyckiej polszczyzny. Zmawiali je lub śpiewali królowie, szlachta, piśmienny i niepiśmienny lud, co oznacza, że w powszechnym użyciu mówiących Polaków były zwroty tak wyrafinowane i znaczeniowo skomplikowane, jak: 

„Matka Słowa Jednorodzonego”, „tęcza z pięknych farb złożona”, „ziemia jesteś kapłańska i błogosławiona”, „niezwyciężonego plastr miodu Samsona”, „niemocnych zdrowie”, „lilija kruszy łeb smokowi”.

Andrea Mantegna „Ofiarowanie Chrystusa w Świątyni" , ok. 1454 r., w zbiorach Geamldegalerie w Berlinie // Domena publiczna

Siedmioczęściowa kompozycja wskazuje na porządek życia klasztornego, czyli liturgię godzin od jutrzni do komplety. Ale godzinki szybko oderwały się od jakiejkolwiek reguły i są śpiewane w częściach lub w całości, przed mszami i na specjalnych nabożeństwach. Ich struktura ma elementy stałe: powtarzające się wezwanie „Przybądź nam, miłościwa Pani, ku pomocy...” oraz modlitwy i błogosławieństwa.

Ale kluczowe dla niezwykłości godzinek jest siedem hymnów sławiących Marię. Zbiegły się w nich cechy, które są domeną arcydzieł – uroda formy i złożoność problematyki. Hymny przepełnia afirmatywny przepych tytułów: Pani świata, niebieska Królowa, pełna łaski, Matka Słowa, Oblubienica, Matka wszech żyjących, nowa gwiazda z Jakuba (synonim Mesjasza), ucieczka chrześcijan, Arka przymierza, krzak gorejący, tęcza, brama rajska, raj Aniołów.

Powtarzane i zapamiętywane przez kolejne pokolenia potężne atrybuty Matki Boga ustanawiały siłą poezji i jej powszechnego przyswojenia polską teologię maryjną avant la lettre, czyli niedogmatyczną lub mimodogmatyczną.

Nie wszystkich to radowało. Stara zasada: „wierzymy tak, jak się modlimy” uprzytomniała, że niekontrolowana pobożność maryjna może powodować niebezpieczną erozję hegemonii Trójcy Świętej. Począwszy od Soboru Watykańskiego II teologiczna emancypacja Marii staje się coraz większym problemem dla teologii katolickiej. A z pewnością dla potężnego kardynała, prefekta Kongregacji Nauki Wiary.

Czy Watykan umniejsza Marię

Muzycznie wykształcony i obdarzony doskonałym słuchem Joseph Ratzinger nie mógł mieć problemów ze śpiewaniem godzinek, a jednak mam poczucie, że nie był w stanie wykonać ich czysto. 

Jeszcze bardziej intrygujące jest, co myślał, słysząc Jana Pawła II, który powiedział podczas audiencji generalnej 12 czerwca 1996: „to są teksty piękne poetycko i głęboko teologiczne; ja bardzo lubię je śpiewać”. Właśnie owa „głębia teologiczna” godzinek musiała niepokoić Ratzingera, czemu dał wyraz kilka miesięcy przed wspomnianą audiencją papieża.

Oto 21 lutego 1996 r. podczas posiedzenia zwykłego Kongregacji Nauki Wiary jako jej ówczesny prefekt odrzucił wniosek przedstawicieli ruchu Vox Populi Mariae Mediatrici, aby papież ogłosił nowy dogmat, który ustanawiałby Marię Współodkupicielką lub Pośredniczką wszelkich łask. 

Sześć lat później kontynuował swój sprzeciw wobec „Współodkupicielki”, twierdząc, że nazywanie w ten sposób Marii sugeruje, że nie wszystko pochodzi od Chrystusa, a poza tym jest to błędna terminologia, odbiegająca od sformułowań zawartych w Biblii i pismach Ojców Kościoła. Te zaś źródła jednoznacznie wskazują na centralną i jedyną rolę odkupieńczą Chrystusa, którą się z Marią nie dzieli.

Choć nie godzinki były celem kardynalskiego „Negative”, to jest oczywiste, że nie mógł w dobrej wierze zaśpiewać z Janem Pawłem II:

Tyś Matką wszech żyjących, Tyś jest świętych drzwiami.

Nowa gwiazdo z Jakuba, Tyś nad Aniołami.

Ogromna czartu jesteś, w szyku obóz silny,

Bądź chrześcijan ucieczką i port nieomylny.

Stare obawy teologów w nowej nocie doktrynalnej

4 listopada 2025 r. Dykasteria Nauki Wiary opublikowała dokument „Mater Populi fidelis. Nota doktrynalna dotycząca niektórych tytułów maryjnych odnoszących się do współpracy Maryi w dziele zbawienia”. Choć podpisał go prefekt kard. Víctor Manuel Fernández, a miesiąc wcześniej zaakceptował papież Leon XIV, to powtarza najważniejsze argumenty kard. Ratzingera, skierowane przeciw maryjnej partyzantce teologicznej.

W osiemdziesięciu punktach, a może „lekcjach”, nota porządkuje kwestie związane z kultem maryjnym, m.in. tytuły nadawane Marii przez chrześcijan, jako że niektóre z nich „nie sprzyjają (...) właściwemu zrozumieniu harmonijnego charakteru całego przesłania chrześcijańskiego”. 

Dokument ma wymowę pryncypialną, skierowaną przeciw uznawaniu Marii za współodkupicielkę i pośredniczkę w drodze do zbawienia. Jego autorzy nie przeczą, że „Ona jest Theotókos, czyli Tą, która rodzi Boga”. Nie oznacza to jednak, że jest jego matką, a jedynie „bezpośrednią bohaterką poczęcia, urodzin i dzieciństwa Pana Jezusa”.

Bóg w swojej nieskończonej wolności nie potrzebował koniecznie Marii w projekcie zbawienia. W domyśle – mogła to być każda kobieta wybrana do tej roli. Również jej pozycja wobec Jezusa nie jest oczywista. Nota idzie śladem św. Augustyna, który opisał ich jako uczennicę i nauczyciela. 

Przypomina się też wiernym słowa Chrystusa na krzyżu, który nazwał Marię „niewiastą” i wskazał na Jana jako jej syna, a Marię nazwał jego matką. Symbolicznie staje się przez to Maria matką wszystkich ludzi, którym jednak w żaden sposób nie może zapewnić zbawienia, a jedynie ukojenie ich trosk.

Deprecjonująca Matkę Boską wymowa noty ujawnia się zwłaszcza w napomnieniu, aby wierni nie traktowali Marii jak „piorunochronu” chroniącego przed gniewem Boga. Użyty w dokumencie zaskakujący kolokwializm rozszczelnia na chwilę specjalistyczny żargon i pozwala podejrzeć, co się za nim kryje. A jest to obawa przed naturalizacją chrześcijańskiej eschatologii, czyli mówiąc po ludzku – przed wyobrażaniem sobie Boga i wieczności na ludzką miarę.

Kiedy niebo teologów nie jest dla ludzi

Doktrynalnie Ratzinger oczywiście miał rację. Nie ma w teologii chrześcijańskiej innego odkupienia niż dokonane przez Chrystusa na krzyżu. Koniec kropka. Nie po to chrześcijaństwo rozpadło się na wschodnie i zachodnie przez jeden wyraz wstawiony do wyznania wiary, żeby czwartą osobą boską ryzykować kolejną schizmę albo masową konwersję katolików na luteranizm

A jednak ani jego protesty, ani sumienna argumentacja zastosowana w nocie niewiele mogą w starciu z pobożnością maryjną, bo tu nie o doktrynę chodzi, ale o życie, które chce żyć wiecznie w swojej najlepszej znanej z życia doczesnego wersji.

Niebo teologów nie jest dla ludzi. Brawura tezy o zmartwychwstaniu w ciele jest godna podziwu, ale niecierpliwy człowiek nie chce czekać do końca czasu, żeby się dowiedzieć, jak to się stanie. Naciska więc na doktrynę, aby mu to przekonująco wyjaśniła. A skoro tego nie czyni, wyobraźnia religijna robi robotę, domyślając sobie to, czego teologia przemyśleć nie zdążyła lub nie zdołała.

Zresztą sami teolodzy sprowadzili na siebie kłopoty w 1950 r. dogmatem o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Skoro się Marię wzięło do nieba żywą lub natychmiast ożywioną po krótkim „zaśnięciu”, to trzeba z tym życiem naturalnym w nienaturalnej wieczności się mierzyć. Mógł sobie wielki teolog powtarzać, że to tylko „naczynie łaski”, „niewiasta” i „matka Jana”. Ludzie swoje wiedzą. Jak masz matkę w domu, to choćbyś był Bogiem, dla niej zawsze będziesz syneczkiem.

Do czego Maria jest niezbędna

Te nieco komiczne perypetie myśli teologicznej nie usuwają dramatu egzystencjalnego, który się za nią kryje. Ludzki umysł nie może i słusznie nie chce uznać ostatecznego zerwania łączności z własnym istnieniem w chwili śmierci. Wiara lub niewiara nie rozwiązują sprawy. Dla wierzącego nieokreślony byt pośmiertny wcale nie jest oczywistym pocieszeniem. Tym bardziej że opis wieczności może być wyłącznie negatywny; nie jest tym, co znane.

W tej sytuacji rola Marii Pośredniczki musiała stawać się przez wieki coraz potężniejsza. Wyobraźnia religijna widzi w niej nie tylko adwokatkę człowieka w procesie sądowym o zbawienie, ale jak trzeba, to i współczującą przemytniczkę, która pod płaszczem szmugluje uchodźców śmierci i potępienia.

Na to prefekt Ratzinger mógłby jeszcze przymknąć oko, ale jego przenikliwy wzrok dostrzegł poważniejszą kontrabandę. Lud mógłby bowiem uwierzyć, że Maria niweluje ontologiczną różnicę między bytem świata i wieczności. Wszak w Święto Wniebowzięcia do nieba idzie Matka Boska Kwietna, a z nią pakuje się tam cała natura w swym sierpniowym przepychu. 

Niemożliwe do pomyślenia abstrakcyjne zaświaty stają się dzięki niej pełne naturalnego życia. Czy da się w tej sytuacji utrzymać spoistość doktryny? W teologii ciężko, ale od czego literatura?

Maria pod Grunwaldem

W finale „Krzyżaków” pod Grunwaldem stają naprzeciw siebie armie, którym patronują dwie Marie: Najświętsza Maria Panna Domu Niemieckiego w Jerozolimie – patronka zakonu – oraz Bogurodzica, z którą na ustach zaczynają walkę polscy rycerze: „a ze stu tysięcy piersi wyszedł jeden olbrzymi głos do grzmotu niebieskiego podobny: Boga-Rodzica, Dziewica, Bogiem sławiona Marja! (...) I wraz moc zstąpiła w ich kości, a serca stały się na śmierć gotowe”.

Inaczej zakon – w chwili powodzenia wznosi „pieśń triumfu: Christ ist erstanden!”, staroniemiecki hymn wielkanocny. Polska i niemiecka pieśń walczą tu więc ze sobą niemal tak samo, jak walczą zastępy zbrojnych. Wbrew nazwie zakonu sienkiewiczowscy Krzyżacy w całej powieści nie przejawiają jednak prawie żadnych oznak kultu maryjnego. Autor im na to nie pozwala.

Powieści historyczne opowiadają o wojnach, ale też je toczą – najczęściej z historią i polityką. Mają nad nimi tę przewagę, że lepiej posługują się bronią, jaką są symbole. Wojna polsko-krzyżacka u Sienkiewicza jest nie tylko konfliktem o zasoby, ale o prawo do używania symboliki chrześcijańskiej w służbie podboju. Powieściowy zakon kompromituje ideały ewangeliczne, które stanowią jedynie maskę dla eksterminacji „pogan”.

W wojnie ideologicznej Krzyżacy zdają się niezwyciężeni. „Podobno prawdziwe drzewo Krzyża Świętego mają: jakże z nimi wojować?” – załamuje się księżna Anna. Na co opat tyniecki ją pociesza, że „i tym relikwiom może mieszkanie między nimi obrzydnąć, a naonczas nie tylko one mocy im nie dodadzą, ale im ją odejmą, dlatego, żeby między pobożniejsze ręce się dostać”.

Oboje nie mają wątpliwości, że do wojny z zakonem nie wystarczy wojsko, trzeba z nimi również wygrać ideologicznie. Opat formułuje założenia nowej strategii, wedle której nie ma sensu udowadniać, że Litwa nie jest już pogańska – trzeba przejąć inicjatywę w wojnie o prawo do reprezentowania idei chrześcijańskich. Inaczej mówiąc, należy przekonać chrześcijański świat, że Bóg jest też Polakiem. To dlatego do wojny z zakonem potrzebna jest armia i Maria.

Ale która? Oto pytanie, z jakim będzie się zmagać powieść, a na pewno jej młodzieńczy bohater.

Maryjny dylemat Zbyszka z Bogdańca

Kiedy chłopak zakochuje się w Danusi, realizuje scenariusz napisany przez dworską kulturę średniowiecznego Zachodu. Jego wybranka to: „duszyczka niebieska”, „figurka z kościoła”, „przezroczysta”, „anielska”. 

Zbyszko jest dla niej gotów rzucić wyzwanie każdemu, nawet nietykalnemu posłowi. Recytuje w zapamiętaniu rycerskie frazesy: „Poszedłby ja za nią za dziewiątą rzekę i dziewiąte morze”. Jest dosłownie błędnym, czyli wprowadzonym w błąd rycerzem.

Dla otrzeźwienia autor postawi na jego drodze Jagienkę, której zmysłowy przepych zmiata mu sprzed oczu obraz Danusi.

 „Oto na chybkim srokaczu sadziła ku nim, siedząc po męsku, dziewczyna z kuszą w ręku i oszczepem na plecach. W rozpuszczone od pędu włosy powszczepiały jej się chmielowe szyszki; twarz miała rumianą jak zorza, na piersiach rozchełstaną koszulinę, a na koszuli serdak wełną do góry”. 

Choć Zbyszko będzie się miotał między wiernością a nowym uczuciem, autor rozwiąże dylemat za niego, uśmiercając Danusię. Chrześcijańskie ideały rycerskie i religijne to dom z powietrza; niebezpieczna iluzja zapomnienia, o co toczy się wojna w powieści.

Wybór Zbyszka ma bowiem zilustrować historyczną decyzję Polaków, jaką jest przyjęcie zachodniego chrześcijaństwa i ukorzenienie go w rodzimej kulturze i na swoich warunkach. Musi ono pracować dla młodego narodu, stymulując jego trwanie i rozwój. Genialnie uchwyciła to Konopnicka, wskazując, że bohaterem „Krzyżaków” jest ziemia – „u Sienkiewicza to przede wszystkim grunt pod stopą życia, to źródło życia i prawo do życia. Co się ziemi trzyma i w niej tkwi – to żyje”.

Dlatego Polsce patronuje nie Panna Maria, ale Boga-Rodzica – potężna matka rodzicielka. Ten atrybut jest kluczowy dla przyszłości narodu – prorokuje Sienkiewicz – która rozstrzygnie się na płaszczyźnie biologicznej. A to stawia Krzyżaków na historycznie przegranej pozycji. Jako zakon są biopolitycznie „bezpłodni”. Najwznioślejsza idea wymaga bowiem epigenetycznej transmisji.

Maria i polityka symboli

Nieprzypadkowo powieść rozpoczyna się od motywu kołyski. Jest to dar księcia Witolda dla będącej w ciąży Jadwigi. Znakomicie uchwycił ten symbol Jan Klata w inscenizacji „Krzyżaków” na deskach olsztyńskiego Teatru im. Stefana Jaracza. Pusta kołyska jeździ błędnie po scenie, symbolizując nieustanne zagrożenie ciążące nad młodym państwem: zagładę rodu Gradów, Jagiellonów, ostatecznie – całego narodu. Śmierć Danusi, królowej Jadwigi i jej dziecka obrazują to ryzyko.

Paradoksalnie do tego samego kręgu „pustej kołyski” należy zakon; nikogo nie rodzi, a jedynie podbija i eksploatuje. Nie ma więc znaczenia, że „dwadzieścia dwa narody uczestniczyły w tej walce Zakonu przeciw Polakom”. Po stronie polskiej także walczyli Czesi, Litwini, Morawianie, Rusini, Tatarzy, Ślązacy, Szwajcarzy, Mołdawianie. A jednak nie ma wątpliwości, że to wojna Polaków.

Wieloetnicznych mieszkańców monarchii Jagiełły scala wróg. Ale, co równie ważne w powieściowym projekcie, ludy polskiego królestwa zostają zintegrowane przez kult Bogurodzicy, która nie tylko nie niweluje odrębności plemion i narodów, ale przyjmuje ich „obywatelstwo”.

Nawet nota Kongregacji ugina się przed tą siłą, zauważając, że bliskość Matki rodzi „ludową” pobożność maryjną, która ma różne przejawy u różnych narodów. 

„Wielorakie oblicza Maryi – koreańskie, meksykańskie, kongijskie, włoskie i wiele innych – są formami inkulturacji Ewangelii, które odzwierciedlają w każdym miejscu na ziemi »ojcowską czułość Boga«, dotykającą największych głębi naszych narodów” – czytamy w dokumencie.

Zwycięstwo Panny z Dzieckiem

Teologiczne zwycięstwo pod Grunwaldem Bogurodzicy nad Marią Panną Domu Niemieckiego mogło irytować kard. Ratzingera. Ale bardziej chyba niepokoiła go droga, jaką w wyobraźni chrześcijan przeszła nastoletnia dziewczyna z Jerozolimy od czasu, kiedy po raz pierwszy spotykamy ją w Ewangelii

Odtąd nie tylko wygrywa bitwy, ale też patronuje królestwom, jest tysiące razy koronowana, a największe pielgrzymki ciągną do jej sanktuariów. Żadnej z osób świętych nie wyrywamy sobie z równą żarliwością – do Lichenia, do Lourdes, do Częstochowy, do Fatimy, do Krużlowej...

Ślady przenikliwego umysłu kardynała odciśnięte w nocie sugerują jednak, że najbardziej mogła go niepokoić jej moc w chwili zwiastowania. Wtedy bowiem ma w swojej dyspozycji dzieje świata, a może nawet droczy się z aniołem czekającym, co odpowie na oświadczyny Boga. Albo trochę później, gdy nikt jeszcze nie wie, że nosi w sobie Jego syna.

Wtedy jest najpotężniejsza. Będąc tylko panną z niewidzialnym jeszcze dzieckiem. Podobna może do dziewczyny, którą Janusz Pasierb spotkał w Jerozolimie i opisał w „Nawiedzeniu”:

wszedłem na podwórze domu Elżbiety

i pozdrowiłem jasnowłosą dziewczynę

z niebieskimi oczami

która

ubrana na zielono

siedziała pilnując sterty

automatycznych pistoletów.

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Tylko Panna