Jak wygląda życie po opuszczeniu zakonu

Izabela Mościcka, założycielka Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym: Od pierwszych rozmów z siostrami widzę ich potencjał. Mówię każdej z nich: od teraz możesz wszystko.
Czyta się kilka minut
Izabela Mościcka. Kraków, 12 marca 2025 r. // Fot. Grażyna Makara
Izabela Mościcka. Kraków, 12 marca 2025 r. // Fot. Grażyna Makara

Anna Goc: Jak się zaczyna nowe życie?

Izabela Mościcka: Od pytania: czy „życie po” jest możliwe. Pytają o to zwłaszcza te kobiety, które odchodzą z zakonu po wielu latach.

Jak Ty sobie odpowiadałaś?

Życie po jest nie tylko możliwe, ale jest też najpiękniejszą wersją życia, jaką miałam.

Tego jednak nie wie się od razu.

Po wyjściu z zakonu wyruszyłam w drogę, na Camino. Poszłam sama. Jedna ze znajomych sióstr zapytała, czy nie bezpieczniej, gdyby ktoś mi towarzyszył. Może i bezpieczniej, ale potrzebowałam poczuć, że mogę poradzić sobie sama. Wtedy zrozumiałam, jak bardzo zmienił mnie zakon, jak odebrał mi wiarę we własne siły, talenty, zasoby. Od kilku lat je odzyskuję.

I pomagasz w tym innym kobietom.

Spotykam je właśnie w tym momencie. Raczej kryzysu niż nowego początku. Choć zabrzmi to być może dziwnie, lubię ten moment w mojej pracy. Od pierwszych rozmów z siostrami widzę ich potencjał.

Mówisz im o tym?

„Od teraz możesz wszystko” – mówię każdej z nich. Wspólnie zastanawiamy się, co chciałyby robić. Siostry czasami wymieniają rzeczy, którymi się interesują. Jednak szybko się ze swoich pomysłów wycofują.

Dlaczego?

Wydaje im się, że to, co chcą robić, nie jest dość ważne. Zachęcam je wtedy, by uwierzyły w swoje pomysły. Pytam, co chciałyby robić w życiu. Dla kobiet, które przez dwadzieścia lat były w zakonie i miały jasno określone obowiązki, odpowiedź nie jest prosta. Jeśli nie wiedzą, dopytuję, jakie skończyły studia, czy mają zawód, albo czy jest coś, co lubią robić.

Jak dużo sióstr zakonnych kończy studia?

Historie sióstr w zgromadzeniach są różne, jednak większość z nich do złożenia ślubów wieczystych, czyli przez pierwsze osiem lub dziewięć lat w zakonie, nie studiuje. Są tuż po maturze, czyli w najlepszym czasie na dalszą naukę, mimo to zakony żeńskie zwykle nie inwestują w ich rozwój. W przeciwieństwie do zakonów męskich czy księży, którzy przygotowując się do kapłaństwa, ciągle studiują.

Po ślubach siostry wybierają kierunki, które mogą się im przydać we wspólnocie. Jeśli zakon prowadzi przedszkola albo szkoły, siostry studiują pedagogikę. Rzadko decydują się na kierunki, które je interesują. Pozbawione wykształcenia mają obawy, czy po opuszczeniu wspólnoty poradzą sobie na rynku pracy.

Niewiele kobiet ma doświadczenia wychodzenia z zamkniętych wspólnot. Do czego mogłabyś to porównać?

Im dłużej przyglądam się własnej historii i pracuję z kobietami z doświadczeniem życia w zakonie, tym częściej wydaje mi się, że decyzja o wyjściu z zakonu jest nieporównywalna z żadnym innym doświadczeniem. W Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym staramy się wypracować nowe narzędzia pomocy, bo te, które są wykorzystywane w ośrodkach interwencji kryzysowej, bywają niekompletne albo niewystarczająco przydatne dla kobiet odchodzących z zakonu.

Dlaczego?

Siostry zwracają się do nas na różnym etapie. Niektóre podjęły już decyzję o odejściu z zakonu, inne zastanawiają się nad tym, ale są też takie, które otrzymują nasze wsparcie i zostają w swoich wspólnotach.

Zwykle zaczynają od opowiedzenia swojej historii. Chcą ją zrzucić, nie być już z nią same. I wiedzą, że przychodzą do miejsca, w którym ktoś im wierzy i nie muszą za wiele wyjaśniać. Życie w zakonie ma swoje reguły, które dla osób z zewnątrz mogą być niezrozumiałe. Pozycja i działalność siostry przełożonej, która decyduje o każdym fragmencie życia sióstr, bywa przez nie porównywana do relacji, w której słabsi i ich potrzeby są unieważniani.

Są w tych historiach wątki, które przypominają wyjście z więzienia. Jedna z sióstr przyznała, że nie wie, jak zrobić zakupy, bo nie potrafi posługiwać się kartą kredytową. Inna nie wiedziała, że są portale internetowe z ofertami pracy lub mieszkań do wynajęcia.

Jak to możliwe, że siostry nie wiedzą, jak zapłacić kartą kredytową?

W niektórych zgromadzeniach jest podział pracy i te siostry, które odpowiadają za robienie zakupów, nie mają z tym kłopotu, ale pozostałe – mogą mieć. Jeśli siostra wstąpiła do zakonu na początku lat dwutysięcznych, może nie znać wielu nowych udogodnień.

Nie wyręczamy jednak sióstr w szukaniu mieszkania, pokazujemy raczej, jak to zrobić i towarzyszymy im. Zależy nam na tym, by siostry się uniezależniały i odzyskały wolność wewnętrzną, o którą trudno po wyjściu z zakonu.

Czyli?

Żeńskie wspólnoty bywają silnie zhierarchizowane i hermetyczne. Z określonymi zasadami, wspólnymi wartościami. Decyzje, co siostry mogą, a czego nie powinny robić, podejmują zwykle przełożone. Pamiętam, jak próbowałam przekonać przełożoną, że chodzenie na basen jest zdrowe.

Nie chciała się zgodzić?

Nie, więc zaczęłam kombinować, jak tam pójść po kryjomu. Nie wolno tak wielu rzeczy, że w końcu zaciera się granica między tym, co jest naprawdę złe, a co jest na przykład nietaktowne.

Nie jestem specjalistką od wszystkich zakonów w Polsce, ale poprzez Centrum mam kontakt z siostrami z wielu z nich. W ubiegłym roku wsparliśmy 37 kobiet, czyli poznawaliśmy średnio jedną historię tygodniowo. Różna to była pomoc – dłuższa, polegająca na towarzyszeniu w procesie uniezależnienia się, i krótsza – skonsultowanie dokumentów albo wysłanie CV.

Z opowieści sióstr wynika, że w wielu wspólnotach nie jest jasne, na czym powinno koncentrować się życie zakonne. Po Soborze Watykańskim II życie konsekrowane nie zostało zdefiniowane na nowo. Być siostrą zakonną znaczy „być wybraną”. Co to znaczy? Nie bardzo wiadomo.

Jak to rozumiesz?

W mojej wspólnocie powtarzano nam, że siostra zakonna jest wybrana do relacji z Jezusem. I że ta relacja jest wyjątkowa. Siostra jest trochę wyżej niż świecka kobieta. Wyżej, to znaczy – bliżej Pana Boga.

Więcej się wtedy od siebie wymaga?

Myśli się o sobie lepiej – jako o kimś, kto jest ponad resztą. W wielu wspólnotach ta narracja jest podbijana.

Siedziałyśmy z jedną z odchodzących sióstr w mojej kuchni. Powiedziała, że w ten wieczór po raz pierwszy zdjęła habit i wyszła na miasto. Dotąd zakładała go wszędzie. Pod nim siostry noszą podkoszulkę i halkę, więc gdy go zdejmują, czują się jakby były w samej bieliźnie.

Moment zdania habitu jest symbolicznym wyjściem ze wspólnoty.

Opowiedz o nim.

Jedną z pierwszych rzeczy, której siostry są uczone, jest unifikacja – wszystkie chodzą w takich samych habitach. Ustalane są kolory dodatków – swetrów, plecaków, sandałów. Do Centrum przyszła raz siostra w trampkach. Założenie ich miało coś z buntu, było zaznaczeniem swojej odrębności. I z pewnością przez część sióstr zostało uznane za nielegalne.

Mnie było łatwiej oddać habit, bo w czasie wakacji, na które wyjeżdżałam z bratem i jego przyszłą żoną, chodziłam na plażę w świeckim ubraniu. W jednym z naszych domów mój pokój był tuż obok łazienki. Wychodziłam więc do niej bez habitu. „Dzień dobry pani” – mówiła wtedy jedna z sióstr, by okazać swoją dezaprobatę. Gdy pukało się do jej pokoju, prosiła o chwilę i otwierała w pełnym umundurowaniu zakonnym.

W nowicjacie byłyśmy uczone, że najlepiej być w habicie zawsze. Gdy chodziłam na basen, młodsze siostry wyznały, że nie wyobrażają sobie, jak mogę zdjąć habit i wejść do wody w stroju kąpielowym.

Jak wygląda zdanie habitu?

Siostry przychodzą podpisać dokumenty w habicie, świeckie ubrania mają w siatce. Potem idą do pokoju obok, przebierają się i oddają przełożonej habit.

Jedna z sióstr, która zdecydowała się odejść z zakonu tuż przed osiągnięciem wieku emerytalnego, opowiedziała mi, że pożegnała się ze swoim habitem w celi. Rozpięła welon, uprasowała, złożyła jak kawałek materiału, podobnie habit i poszła podpisać dokumenty w świeckim stroju.

Zdjęcie habitu jest odsłonięciem, nie tylko ciała. Siostry w habicie są bardziej rozpoznawalne, ale pod welonem i habitem mogą też ukryć ciało.

A welon?

Zdjęcie welonu to odsłonięcie włosów. Fryzura odróżnia kobiety, welon – podobnie. W tłumie welon widać od razu, dlatego zdjęcie go sprawia, że siostry czują się mniej wyjątkowe.

Większość sióstr nie chodzi do fryzjera. Zdarza się, że po wyjściu z zakonu proszą, by im towarzyszyć. Pamiętam fryzjerkę, która była przerażona, bo włosy siostry były zniszczone, sterczały nierówno przystrzyżone. Noszenie welonu, a niektóre siostry robią to nawet wtedy, gdy są same w celi, jest dla skóry głowy mało przyjemne, nawet niezdrowe. Większość welonów jest ze sztucznego poliestru, tylko niektóre zgromadzenia mają bawełniane. Są też plastikowe elementy wpinane w czepek, by usztywnić welon i nadać mu kształt.

Jak myślisz – po co są reguły, które szkodzą zdrowiu?

Im mniej jest potrzeb, im więcej umęczenia, tym lepiej.

Ostatnio zwróciła się do mnie siostra, którą znam od wielu lat, opowiedziała, że w jej zgromadzeniu siostry się biczują. Noszą także paski, które ranią ciało. Nazwała je współczesnymi włosiennicami.

Czym to się różni od samookaleczania ciała?

W ich wspólnocie biczowanie i noszenie włosiennicy jest rozumiane jako coś wyjątkowego – im bliżej jesteś Boga, tym więcej czasu masz na biczowanie.

Dużo zależy od tego, w jaki sposób tego typu sprawy są przedstawiane i jak siostry je rozumieją. Nierzadko są to wspólnoty w jakimś stopniu zamknięte, a więc siostry nie mają szans na skonfrontowanie tego, co dzieje się wewnątrz, z kimkolwiek na zewnątrz.

Załóżmy, że nasza przyjaciółka, siostra albo córka, decyduje się zamieszkać z nową grupą. Zrywa albo ogranicza kontakt. Prosi: nie przyjeżdżajcie do mnie, nie dzwońcie, nie piszcie, bo to mi nie służy. Równocześnie pozwala okaleczać swoje ciało. Czy to nie wzbudziłoby naszych wątpliwości i obaw? Czy nie interweniowalibyśmy? Wystarczy jednak, że to dzieje się w zakonie i obawy być może nie mijają, ale słabną.

Gdzie siostry mogą zgłaszać sytuacje przemocy?

Większość zgromadzeń w Polsce to zgromadzenia na tzw. prawie papieskim, czyli nad przełożoną generalną jest tylko papież i Stolica Apostolska. Dużo mniej jest zgromadzeń na tzw. prawie biskupim, gdzie nad zgromadzeniem pieczę ma biskup.

Szeregowa siostra może zgłosić nieprawidłowości swojej przełożonej: lokalnej, a jeśli to nic nie da, kolejno prowincjalnej i generalnej. Sytuację przemocy – Dykasterii ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego.

Wiele z tego, co dzieje się wewnątrz niektórych wspólnot, nie wychodzi poza nie.

Czy siostry mówią, dlaczego wstępowały do zakonu?

Najczęściej przyznają, że chciały służyć Bogu i innym ludziom. Podejmują tę decyzję zwykle tuż po maturze. Gdy wstępowałam do zakonu, myślałam o tym podobnie. Teraz widzę to w kategoriach zasobów. Nie mam i nigdy nie czułam zasobów do tego, żeby być żoną, ale mam takie, które pozwalają mi prowadzić miejsce otwarte dla innych ludzi.

Problem zaczyna się wtedy, gdy wspólnota pozbawia nas tego, w czym jesteśmy dobre. Gdy czujemy się samotne, bo siostry nie zauważają tego, co dzieje się w życiu jednej z nas. Gdy umierała moja mama, więcej wsparcia dostałam od obcych niż od moich sióstr.

Jak zostać przy sobie?

Nie jestem pewna, czy we wspólnocie zakonnej to możliwe. W mojej nie było. Siostry są formowane do tego, żeby myśleć podobnie.

Zdarza się, że nie potrafią nazwać tego, co dzieje się w ich zakonie. Przyznają na przykład, że dostały od przełożonej zadania, z którymi sobie nie radzą. Próbują o tym mówić, ale ich głosu nikt nie słyszy. Jednocześnie zapewniają, że dostają od innych sióstr wsparcie. Zadanie pytania, na czym wobec tego polega to wsparcie, może okazać się pomocne i trzeźwiące.

Jest takie?

Nie zawsze i nie od razu. Bliska znajoma odwiedziła mnie, gdy byłam jeszcze w zakonie. Musiałam ją przeprosić, bo wybiła godzina przeznaczona na modlitwę i siostry szły do kaplicy. „Nie umiałabym się tak modlić na akord” – skomentowała. Zaprzeczyłam, że to nie jest „modlitwa na akord”. Na co ona zapytała: czyli możesz nie iść teraz do kaplicy i pomodlić się później? I wtedy zdałam sobie sprawę, że ma rację.

Takie pytania rozbijają, ale są potrzebne.

Izabela Mościcka. Kraków, 12 marca 2025 r. // Fot. Grażyna Makara

Jak rozumiane jest odejście?

Siostra, która odchodzi, zdradza Pana Jezusa. Wspólnota pokutuje za nią. Wybiera się jeden dzień, który siostry przeżywają o chlebie i wodzie.

Siostry, które odchodzą, mierzą się z pytaniem: „kim jestem?”. I jaka jest teraz moja relacja z Panem Bogiem. Pamiętam ten moment. Poszłam na wieczorną adorację, uklękłam w kościele i nagle myśl: „kim ja Boże jestem przed Tobą?”. Dotąd myślałam o sobie, że jestem nazaretanką. A teraz?

?

Teraz, po wielu latach już wiem, kim jestem.

Chciałabym zebrać historie kobiet, które odeszły. Pokazać, że one nie kończą się na odejściu i że są tylko opowieścią o przemocy w zakonie. Mają też drugą część – życie po. A w tym życiu po jest dziewczyna, która po wyjściu z zakonu dostaje się na aktorstwo, jest kobieta, która zakłada firmę z księgowością i prowadzi ją z sukcesem. Są kobiety, które nie znikają, one żyją.


Izabela Mościcka – założycielka Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym oraz prezeska Fundacji Przy Stole. Prowadzi blog i podkast, poruszając tematy związane z duchowością i bezpieczną przestrzenią wiary, wolną od nadużyć.

Anna Goc – debiutowała w „Tygodniku Powszechnym” w 2013 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Żyj od nowa