Jak się radować w takim świecie, jaki mamy?

Zastanówmy się, w której grupie mieszkańców ziemi jestem, wśród przestraszonych i straszących, czy tych, którzy mimo oporów i lęku idą tam, gdzie dzieje się źle.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Łatwo powiedzieć, zwłaszcza z ambony, gdy słuchacze nie mają możliwości spytać o powód tego radowania się, do którego zachęca prorok Sofoniasz: „Wykrzykuj z radości, Syjonie! Wołaj radośnie, Izraelu! Ciesz się i wesel całym sercem, Jerozolimo! Pan oddalił od ciebie wyroki, usunął twojego nieprzyjaciela. Król Izraela, Pan, jest pośród ciebie! Nie będziesz się już lękać złego!”. Dzisiaj jak dawniej w Jeruzalem i na Syjonie, jak w Ukrainie i w wielu innych miejscach na świecie powodów do radości trudno się doszukać, natomiast powodów do zmartwień i strachu jest aż nadto. Również w krajach, tzw. bezpiecznych, strach przed dniem jutrzejszym nęka wielu. Zwłaszcza tych, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że nikt nikomu, również Bóg, nie zagwarantował życia usłanego różami. Przeciwnie, adwentowe czytania mszalne ostrzegają przed tą próżną nadzieją. „Gdy będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy – niczym bóle na rodzącą kobietę – przyjdzie na nich nagła zguba i nie umkną”. Te same czytania mają jednak ciąg dalszy: „Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby ten dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wy wszyscy jesteście synami światła i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności”.

Pod koniec Adwentu warto się zastanowić, w której grupie mieszkańców ziemi jestem, wśród przestraszonych i straszących, czy tych, którzy mimo oporów i lęku idą tam, gdzie dzieje się źle. Nie poprzestają na modlitwie w intencji biednych, chorych, bezdomnych, ale idą do nich z konkretną pomocą. Idą, gdyż wierzą, że właśnie tam, gdzie nie tylko pieniądze i zdrowie, ale i życie można stracić, Bóg ich posyła. Przez nich bowiem chce odpowiedzieć szukającym u Niego ratunku.

Do tych, którzy przychodzili do Jana Chrzciciela po „chrzest opamiętania”, prorok mówił, że samo poddanie się obrzędowi niewiele znaczy, jeśli nie wydadzą owoców godnych tegoż opamiętania. Dzisiaj też ostrzega, byśmy nie oszukiwali siebie sądząc, że wystarczy chrzest, wystarczy mnożyć modły i chodzić do kościoła i jest się już chrześcijaninem. Niekoniecznie. W praktyce może to wyglądać tak: nasz sąsiad alkoholik dzień w dzień maltretuje żonę i dzieci, a my co na to? Nic, choć posterunek policji jest po drugiej stronie ulicy. Idź, głoś, a dowiesz się, na czym ta biblijna radość polega.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Niedziela radości