Reklama

Cztery strony Paschy

Cztery strony Paschy

29.03.2015
Czyta się kilka minut
Błogosławieni są ci, którzy wierzą, choć nie widzą – oni doświadczają Bożej obecności w najczystszej postaci.
Matthias Grünewald, Zmartwychwstanie, ołtarz w Isenheim, ok. 1515 r. Fot. DeAgostini / GETTY IMAGES
N

Najstarsza – i najbardziej osobliwa – jest opowieść Marka. Na początku swojego dzieła ewangelista przedstawia Jezusa nie tyle jako nauczyciela, bardziej jako pełnego mocy uzdrowiciela i poskromiciela złych duchów. Zaskakujące, jak ten Jezus – zadziwiający wcześniej galilejskie tłumy swoją mocą – przeżywa ostatnie chwile życia.

W ogrodzie Getsemani odczuwa wielki niepokój i trwogę, co wyznaje uczniom: „smutna jest moja dusza, aż do śmierci” (14, 34). Słowa jego modlitwy brzmią: „Abba, Ojcze, Ty wszystko możesz, zabierz ode mnie ten kielich. Lecz niech się stanie nie to, co ja chcę, ale Ty” (14, 36). Tryb warunkowy – jeśli to możliwe, jeśli chcesz – który wkładają w usta Jezusa Mateusz i Łukasz – w narracji Marka jest komentarzem narratora (por. 14, 35). Jezus, leżąc na ziemi, krzyczy po prostu: „weź ode mnie ten kielich!”. Jakby cała moc Go opuściła. Nie ma mowy o uzdrowieniu strażnika zranionego przez któregoś z uczniów. Później nie będzie w stanie sam zanieść krzyża na miejsce stracenia – trzeba będzie zmusić do tego zadania wracającego z pola Szymona Cyrenejczyka.

Tajemnica, która odbiera mowę

Według Marka podczas procesu Jezus prawie nic nie mówi. Odzywa się dwa razy, odpowiadając na pytania: arcykapłana – czy jest mesjaszem; oraz Piłata – czy jest królem Żydów. Potem milknie, by dopiero na krzyżu wykrzyczeć skargę: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!” (15, 34). Z ostatnim tchnieniem wydaje z siebie nieartykułowany krzyk i umiera (15, 37) – i to śmiercią, która wedle ówcześnie panujących poglądów świadczy o tym, że Bóg Go przeklął i odrzucił.

Ostatnie chwile Jezus przeżywa więc w bezsilności, zwątpieniu i całkowitym osamotnieniu. Bliscy ludzie uciekli i co najwyżej przyglądają się z daleka. Ci, którzy go otaczają, urągają i szydzą. Żaden łotr o miłosierdzie nie prosi, nawet Bóg jest daleko – tak Jezus doświadcza, w ostatniej swej skardze mówi: „Boże”, nie: „Abba”, jak modlił się jeszcze w ogrodzie.

W tym kontekście absurdalnie brzmi podsumowujący Markowy opis męki komentarz rzymskiego setnika, „który widząc, że w ten sposób oddał ducha, powiedział: Naprawdę ten człowiek był Synem Boga” (15, 39). To dopiero jednak próg zdumiewającego zakończenia. Prawdziwe zaskoczenie czeka na nas we fragmencie o zmartwychwstaniu.

W pierwszy dzień tygodnia niewiasty, nakupiwszy olejków do namaszczenia ciała, idą rankiem do grobu. Martwią się, jak odsuną zamykający wejście kamień. Ku ich zaskoczeniu kamień jest odsunięty, a siedzący wewnątrz grobowca tajemniczy młodzieniec w białej szacie mówi im, by się nie bały, że ukrzyżowanego Jezusa z Nazaretu, którego szukają, tu nie ma, bo zmartwychwstał i idzie przed nimi do Galilei – one mają powiedzieć o tym uczniom. Lecz – i to jest ostatnie zdanie Ewangelii, następne, które odnajdujemy w naszych egzemplarzach Pisma, to znacznie późniejsze dodatki – „one wyszły i uciekły od grobu, ogarnął je bowiem zdumienie i przestrach; nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały” (16, 8).

Kluczowe są tu dwa słowa: zdumienie (gr. ekstasis) i przestrach (gr. fobos). Oto są bowiem, nie tylko w tradycji biblijnej, dwa aspekty reakcji człowieka na spotkanie z Boskością – Tajemnicą fascynującą i zatrważającą zarazem. Tajemnica to paradoksalna, pisze Marek: absolutna Moc przejawiająca się w całkowitej bezsile. Życie powstające ze śmierci. Autentyczne doświadczenie Zmartwychwstałego nie ma żadnej uchwytnej postaci.

Przemiana i obecność

Drugą stronę Paschy opisuje Mateusz. Zna Marka i w dużej mierze podąża jego śladami. Ale dopowiada i wyjaśnia. Wedle jego relacji Jezus w Ogrójcu poucza uczniów, iż Ojciec mógłby wystawić mu zastępy aniołów do obrony – jednak będzie inaczej, gdyż musi wypełnić się Pismo (por. 26, 53-54). Ewentualne wątpliwości co do winy Jezusa, umierającego śmiercią grzesznika przeklętego przez Boga, rozwiewa żona Piłata, która we śnie (charakterystyczny to u Mateusza sposób kontaktu Boga z człowiekiem) wiele się z powodu Nazarejczyka nacierpiała (por. 27, 19).

Mateusz używa też symboli wyrażających nieco inny rodzaj religijnego doświadczenia – o wyższej „temperaturze” niż paradoksalna tajemnica, w którą wprowadzał Marek. Kluczowe znaczenie śmierci Jezusa nie pozostaje niewyrażone: ziemia się trzęsie, pękają skały i zmarli wychodzą z grobów. Ten obraz wskazuje, że świat zmienia się u swojej podstawy. Wyjaśnia także, dlaczego setnik wyznaje, iż Jezus był Synem Boga – gdyż „widzi”, co właśnie się dzieje.

Jeszcze bardziej symbolicznie rozjaśniona i „spektakularna” jest opowieść o zmartwychwstaniu. Zamiast młodzieńca czekającego cicho w grobie, trzęsie się ziemia, a z nieba jak błyskawica zstępuje anioł i odsuwa kamień. Jego przesłanie jest podobne, lecz reakcja kobiet inna: z radością i drżeniem odchodzą, by przekazać uczniom nowinę. Spotykają w drodze Jezusa, a nawet obejmują Go za nogi. Opisane jest też spotkanie Jedenastu ze zmartwychwstałym: na górze w Galilei, dokąd udali się oni zgodnie z poleceniem Mistrza przekazanym przez kobiety.

Także jednak według Mateusza spotkanie ze zmartwychwstałym Jezusem – choć bardziej uchwytne niż to opisane przez Marka – nie jest podobne do spotkania Nazarejczyka takiego, jakim był przed ukrzyżowaniem. Ostatecznie wcale nie chodzi w tym spotkaniu o empiryczne postrzeganie jego postaci. Zaznaczone jest to subtelnie, poprzez postawę kobiet i uczniów: prostrację, czyli pokłon twarzą do ziemi. Nikt z uczniów takiego gestu wobec swego Rabbiego wcześniej nie wykonywał. Oznacza on bowiem oddanie czci należnej Bogu. Spotkanie ze Zmartwychwstałym – który sam mówi teraz o sobie: „dana jest mi wszelka władza na niebie i na ziemi” (28, 18) – jest więc doświadczeniem Boskości. Dlatego może On teraz powiedzieć: „jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”, włączając tym samym w owo „wy” każdego człowieka i nie czyniąc różnicy pomiędzy Jedenastoma a późniejszymi pokoleniami. Dziwne jest też samo „widzenie” Jezusa przez Jedenastu, gdyż wymaga wiary – co wiemy stąd, że niektórzy wątpili (28, 17).

W narracjach Marka i Mateusza nie ma krwawego potu w Getsemani, uzdrowienia odciętego strażnikowi ucha, nie ma dialogu z Piłatem o prawdzie, nie ma dobrego łotra i modlitwy z krzyża o przebaczenie oprawcom. Nie ma też spotkania Zmartwychwstałego z Dwunastoma w wieczerniku, ani żadnych w ogóle spotkań w Jerozolimie – w trakcie czterdziestu dni aż do wniebowstąpienia (brakuje bowiem i opisu samego wniebowstąpienia). Zmartwychwstały Jezus jest w Galilei, to znaczy w ojczyźnie uczniów, którymi i my jesteśmy – czyli w naszym codziennym życiu.

Znikające ciało

Trzecia opowieść, Łukasza, znajduje się, można powiedzieć, pośrodku pomiędzy wersjami Marka i Mateusza a historią Janową. Z pierwszymi łączy ją przede wszystkim chronologia – wedle której Ostatnia Wieczerza była paschalną wieczerzą sederową (podczas której Jezus dał uczniom do spożycia chleb i wino jako swe Ciało i Krew). Z Janem podziela Łukasz obraz Jezusa – nie tyle bezsilnego i opuszczonego, co przeżywającego proces, mękę i śmierć w świadomej jedności z Ojcem, która daje mu duchową siłę.
Motyw modlitewnej jedności z Ojcem jest charakterystyczny dla całej Ewangelii Łukasza. Motyw ten jest także widoczny w sposobie przedstawienia ostatnich godzin Nazarejczyka. Ze znanego sobie Markowego opisu modlitwy w Getsemani usuwa Łukasz wzmiankę o wielkim niepokoju i trwodze, a Jezus modli się, uklęknąwszy, nie zaś leżąc na ziemi. Nie prosi też uczniów, by byli z nim, lecz by modlili się, aby nie ulec pokusie (22, 40-41). Leczy świątynnemu słudze ucięte ucho (22, 53). Idąc na Golgotę, poucza płaczące niewiasty (23, 28-31). Wisząc na krzyżu, zna niewiedzę swoich prześladowców i modli się za nich (23, 34), żałującego za swe czyny łotra zapewnia: „dziś będziesz ze mną w raju” (23, 43), umiera bez poczucia opuszczenia przez Boga, przeciwnie – świadomie w Jego ręce powierzając swego ducha (23, 46).
Jedynym fragmentem, który zaburza ów obraz, jest wzmianka o poceniu się krwią w Getsemani. Fragment ten jest jednak nieobecny w wielu najwcześniejszych rękopisach, nie znają go pierwsi Ojcowie Kościoła z Aleksandrii – został on prawdopodobnie dodany później, w trakcie sporów z herezją doketyzmu, negującą realne człowieczeństwo, a zatem i cierpienie Jezusa.

Z zupełnie innej niż Marek i Mateusz strony opisuje Łukasz wydarzenia po odkryciu pustego grobu. Po pierwsze, wszystko dzieje się w Jerozolimie lub jej okolicach. Pierwsze opisane spotkanie ze Zmartwychwstałym ma miejsce w Emaus – niecałe 12 kilometrów od Świętego Miasta. W Jerozolimie Jezus daje się zobaczyć Dwunastu – i każe im nie opuszczać tego miasta aż do zesłania Ducha (24, 49).
Inny, bardziej namacalny, jakby „zwykły” wydaje się i sam Jezus. Pozwala się dotknąć, siedząc za stołem łamie chleb, zjada podaną mu rybę. Łukaszowy sposób opisu można zrozumieć: pisze on dla Greków, dla których idea jakiejś egzystencji zmarłych, a także możliwość ukazywania się przez nich żywym jest oczywista. Egzystencja ta jest jednak – w ich wyobrażeniach – egzystencją swego rodzaju „cienia” człowieka, nie „pełnokrwistej” osoby. Działania i słowa Jezusa w opowieści Łukasza rozbijają po kolei znane Grekom koncepcje tego, kim i jaki może być zmarły oraz jak może się nam tutaj pokazać.
Także jednak u Łukasza Jezus jest „inny”. Najwyraźniej widać to w historii, którą przeżyli uczniowie idący do Emaus, w których możemy (powinniśmy!) rozpoznać siebie. Ich droga z Jezusem ma strukturę Eucharystii – Jezus najpierw wyjaśnia im Pisma, potem łamie chleb. Co równie jednak ważne – dopóki uczniowie widzą Go, dopóty nie wiedzą, kto to. W momencie rozpoznania Jego tożsamości staje się dla nich niewidzialny – prawdziwej natury Zmartwychwstałego postrzec bowiem nie sposób.
 

Wy we Mnie, Ja w was

Rozpoznanie, które – paradoksalnie – wymaga rezygnacji z próby uchwycenia, jest jednym z głównych wątków „czwartej strony” Paschy, o której opowiada Ewangelia Jana.

Jan różni się od synoptyków chronologią zdarzeń. Ostatnia Wieczerza odbywa się dzień przed Paschą. Dlatego Jezus umiera w tym samym czasie, gdy w Świątyni zabija się baranki paschalne. Wymowne dla tego, kto pamięta, że Jan Chrzciciel tak właśnie przedstawił Jezusa na samym początku historii, nad Jordanem: „oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (1, 29. 36). Barankowi temu jednak nikt życia nie zabiera, gdyż sam je oddaje (10, 18). W ogrodzie nie modli się wcale o oddalenie „godziny” (nawet „jeśli to możliwe”), lecz wychodzi naprzeciw strażnikom z pytaniem: „kogo szukacie?”, a jego odpowiedź rzuca ich na ziemię (18, 4-6).

W trakcie przesłuchań nie traci kontroli nad sytuacją. Uderzony odpowiada tak, że jasne jest, iż racja jest po Jego stronie. Gdy rozmawia z Piłatem, to tamten miota się i nic nie rozumie, Jezus jest całkowicie spokojny, świadomy, co w istocie się dzieje, objawia fundamentalne prawdy, których głębia wskazuje, że przeznaczone są nie dla rzymskiego wojaka, lecz do medytacji przez ludzi obdarzonych Duchem. Skazany – z wyraźnym naciskiem: niewinnie – niesie krzyż bez niczyjej pomocy. Świadomy do końca, wie, że właśnie dokonało się dzieło, które dał mu do wykonania Ojciec – przekazuje światu Ducha (19, 30).

Dla zrozumienia Janowej narracji paschalnej ważne są wcześniejsze słowa Jezusa, a zwłaszcza to, co mówi On uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy. W opowieści Jana Jezus nie łamie chleba, lecz myje uczniom nogi oraz wygłasza „mowę pożegnalną”. Wyjaśnia w niej najgłębszy sens nadchodzących zdarzeń: „gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (12, 32), „jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was; a jeżeli odejdę, poślę Go do was” (16, 7), „w owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu, a wy we Mnie i Ja w was” (14, 20). „Dokonało się” – ostatnie, wedle Jana, słowo Jezusa na krzyżu oraz następujące po nim sformułowanie „paredoken to pneuma” – „przekazał Ducha” potwierdza, że według Jana chwila śmierci to ten sam moment co zmartwychwstanie i posłanie Ducha.

Następujące później narracje paschalne są więc wzorcami sposobów rozpoznania wewnętrznej obecności Zmartwychwstałego w nas, czytelnikach tekstu. Tekst w formie, jaką dysponujemy, zestawia obok siebie dwie narracje. Pierwsza składa się z czterech epizodów: odkrycia pustego grobu przez Marię Magdalenę i nawiedzenie go przez dwóch uczniów: tego, którego Jezus miłował, oraz Piotra; spotkania Jezusa z Marią Magdaleną; ukazania się Jezusa uczniom w wieczerniku oraz ukazania się Jezusa Tomaszowi w obecności uczniów. Drugą narracją jest epizod rozpoznania Jezusa nad jeziorem Galilejskim oraz dialog z Piotrem. Celem obu jest wzbudzenie wiary. W obu też pierwszym wierzącym jest uczeń, którego Jezus miłował – człowiek, który sam siebie tak przedstawia, zrezygnowawszy ze swego imienia. W perspektywie biblijnej, w której imię oznacza tożsamość, znaczy to, że dla tego człowieka właśnie bycie kochanym przez Jezusa jest najgłębszą tożsamością. A zatem pierwsza wskazówka: tym, co pozwala rozpoznać wewnętrzną obecność Zmartwychwstałego, jest wrażliwość na Jego miłość.

Kolejną wskazówkę zawiera historia rozpoznania Jezusa przez Marię Magdalenę – jest to proces obejmujący samopoznanie („dlaczego płaczesz”, „kogo szukasz”, wezwanie przez Jezusa po imieniu). Na koniec wreszcie Magdalena musi uwolnić się od pragnienia zatrzymania uchwytnej formy obecności tego, który odchodzi do Ojca (20, 17), by razem z Ojcem zamieszkać w niej (14, 20. 23).

Spotkania z uczniami w wieczerniku wskazują, że obecność Zmartwychwstałego jest doświadczeniem Ducha i posłaniem, by uwalniać innych z niewoli grzechu. A przykład Tomasza potwierdza raz jeszcze: błogosławieni są ci, którzy wierzą, choć nie widzą – oni doświadczają Bożej obecności w najczystszej postaci.

SEDEROWA HAGADA nie jest opowieścią o tym, co dawno minione – uświadamia zebranym, w czym teraz uczestniczą. Podobnie jest z opowieściami ewangelistów. Można na ich podstawie powiedzieć coś o dawnych wydarzeniach: że Jezus został ukrzyżowany, że jego grób odkryto pusty, że jego najbliżsi doświadczyli, iż, przemieniony, żyje. Jednak w gruncie rzeczy nie chodzi o historyczne szczegóły – co do nich relacje różnią się znacząco. Tak naprawdę ewangeliczne opowieści mają nas wprowadzić w doświadczenie pierwszych uczniów. Uświadomić, że Jezus przeszedł przez nawet najciemniejsze nasze doświadczenie – pozostając w nieuchwytnej jedności z Ojcem. Że jest z nami, w nas, każdego dnia, w sposób inny niż nasze pojęcia i wyobrażenia; niewidzialny, lecz dający szczęście tym, którzy wiedzą, co ich boli i ku czemu dążą, i którzy dla Jego miłości są gotowi zrezygnować ze swego imienia. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

taka oto sentencja; Módlmy się za teologów aby nie głosili swojej nauki, ale objaśniali Słowo Boże. Myślę,że każda próba objaśniania Słowa Bożego jest własną i Tego, który się poprzez ów trud człowiekowi udziela. Dziękuję.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]