Tomasz Kotaś i Krzysztof Sarapata, niezależni twórcy nagradzanego na całym świecie filmu przyrodniczego „Z nurtem życia”, powracają z nowym projektem. „Szepty lasu” to poetycka opowieść, której głównym bohaterem staje się sam las, jego mieszkańcy, życie i ukryte zależności. Z autorami filmu rozmawiamy o kulisach siedmioletniej pracy, spotkaniach z dziką naturą i o tym, jak przyroda zmienia człowieka.
Jacek Taran: Od Waszego poprzedniego filmu „Z nurtem życia” minęło 9 lat. Co się z Wami działo przez ten czas?
Tomasz Kotaś: Niedługo po premierze „Z nurtem życia” zaczął się okres festiwalowy, który rozciągnął się niemal na dwa lata. Jeździliśmy z filmem po świecie, spotykaliśmy się z widzami, rozmawialiśmy. Równolegle zajmowaliśmy się też sprawami komercyjnymi. W 2019 r. odezwał się do nas Babiogórski Park Narodowy i zaczęliśmy pierwsze rozmowy o nowym filmie.
„Szepty lasu” to nie jest typowy film przyrodniczy. Jego się nie tylko ogląda, ale też przeżywa.
TK: Od początku chcieliśmy, żeby to był obraz bardziej refleksyjny, poetycki. Mieliśmy świadomość, że nie trafi do wszystkich, zwłaszcza do osób przyzwyczajonych do bardziej naukowego kina przyrodniczego. My mamy własny sposób opowiadania historii. Zależało nam, żeby zostawić widza z refleksją. I wydaje mi się, że to się udało.
Film jest pokazywany również w szkołach. Kilka dni temu oglądali go uczniowie liceum w Suchej Beskidzkiej i nagrodzili go brawami. To dla nas bardzo ważny sygnał. Trochę się obawialiśmy, czy młodsza widownia nie uzna go za zbyt spokojny.
Powiedzmy tym, którzy jeszcze filmu nie widzieli: o czym on jest? Kto jest bohaterem?
TK: Bohaterami są zwierzęta – ryś, wilki, niedźwiedź. Chcieliśmy opowiedzieć ich historie na tle lasu, żeby widz mógł się z nimi utożsamić i spróbować zrozumieć, jak wygląda ich leśne życie. Ale tak naprawdę narratorem i głównym bohaterem jest las. To on mówi do widza. To film o całym ekosystemie. O tym, że wszystko jest ze sobą połączone: rośliny, zwierzęta, przestrzeń i czas, który ma wpływ na to, co dzieje się w lesie.
Chcieliśmy też pokazać, że mamy w Polsce wyjątkową przyrodę, której często nie doceniamy, i my, ludzie, jesteśmy częścią tej natury.
Pokazujecie las, w którym bogactwo i różnorodność zwierząt są oszałamiające. Od maleńkich owadów, przez popielice i myszki, aż po rysia czy niedźwiedzia. Jak się pracuje z dzikimi zwierzętami?
Krzysztof Sarapata: Nie można tego wyreżyserować. Można mieć założenia w scenariuszu i plan zrealizowania konkretnych ujęć, ale nie zawsze da się to osiągnąć.

Łatwiej jest ze zwierzętami takimi jak jeleń, sarna czy popielica, bo wiemy, gdzie występują. Trudniej jest ze skrytymi gatunkami: żbikiem, niedźwiedziem, wilkiem czy rysiem. To zwierzęta niemal nieuchwytne i ich filmowanie wymaga ogromnej cierpliwości oraz determinacji. Trzeba też pamiętać, że pokazaliśmy tylko niewielki fragment leśnej rzeczywistości. Skupiliśmy się na gatunkach łatwo rozpoznawalnych dla widza, choć trudnych do spotkania.
Zdarzało się, że wracaliście z niczym?
KS: Najczęściej tak właśnie było. Można śmiało przyjąć, że na dziesięć wyjazdów do lasu na zdjęcia dziewięć razy wracaliśmy z niczym. Ale ten jeden raz, kiedy udało nam się sfilmować coś pięknego, nadaje sens naszej pracy.
TK: Warto dodać, że bogactwo gatunków jest ogromne i budując opowieść, trzeba dokonywać wyborów. Gdybyśmy chcieli zrobić kalejdoskop i pokazywać po kolei wszystkie gatunki, film straciłby sens. Z większych zwierząt udało nam się sfilmować wszystkie, które planowaliśmy. Korzystaliśmy również z fotopułapek. Ale trzeba też cierpliwości: na młode wilczki czekaliśmy trzy lata. Później się okazało, że niedaleko miejsca, gdzie nagraliśmy wilki, swoją gawrę miał niedźwiedź.
Ogromną rolę odegrała pomoc pracowników parku i ich wiedza. Często wskazywali nam, gdzie występują niektóre gatunki. To zawsze jest najważniejsze: wiedza, gdzie szukać. Żeby zdobyć tę wiedzę, przygotowywaliśmy się do tego filmu trzy lata.
W wejściu w ten klimat bardzo pomaga ścieżka dźwiękowa. Czujemy się blisko zwierząt, to mruczenie rysia jest kojące, jak mruczenie domowego kota. Jak to osiągnęliście?
TK: Tylko część dźwięków nagrana jest z natury. Ze względu na zakłócenia cywilizacyjne dźwięk zawsze powstaje osobno, w postprodukcji. Korzysta się też z profesjonalnych bibliotek. Dużo elementów trzeba nagrać w studiu: odgłosy pazurów na korze, ruchów zwierząt, delikatnych kroków.
Naszym założeniem były trzy filary: najwyższej jakości obraz, autorska muzyka skomponowana przez Marka Kublika i dźwięk zrealizowany przez Marcina Pawlukiewicza w systemie Dolby Atmos.
Skoro trzy lata zajęło zdobywanie wiedzy, to ile trwała cała produkcja filmu?
KS: Łącznie nad filmem pracowaliśmy siedem lat. Wejście do parku i rozpoczęcie realizacji wymagało uzyskania zgód dyrekcji Parku Babiogórskiego, a także Ministerstwa Środowiska. Dopiero wtedy mogliśmy rozpocząć właściwą realizację ujęć. Bo o o ile panoramy można nagrać w różnych miejscach, o tyle praca ze zwierzętami na terenie parku narodowego zawsze wymaga zgody.
TK: Siedem lat to naprawdę długo, nawet z naszej perspektywy. Równolegle szukaliśmy środków na realizację. W tak długim procesie pojawia się też wiele nieprzewidywalnych sytuacji. Na przykład pandemia covid-19. To postawiło realizację pod znakiem zapytania.
Zwłaszcza że nagle z dnia na dzień nie mogliśmy nawet wejść do lasu, a w pandemii zwierzęta pojawiały się w takich miejscach, gdzie nigdy wcześniej ich nie widziano. Niedługo potem wybuch wojny w Ukrainie. To wszystko wpływa na myślenie o projekcie, o premierze, o tym, czy film znajdzie swoje miejsce, gdy dzieją się tak poważne rzeczy. Przy niezależnej produkcji takich czynników, które mogą spowolnić albo zatrzymać realizację, jest bardzo dużo.
Jest taka bardzo mocna scena w filmie: padlina i zwierzęta, które przychodzą do niej jak do stołówki. Domyślam się, że używaliście tu fotopułapek.
TK: Tak, rozstawialiśmy fotopułapki z profesjonalnymi kamerami, które dawały obraz wysokiej jakości. Dzięki temu mogliśmy później pracować na materiale: wykonywać panoramowania, przesunięcia kadru, prowadzić ruch obrazu. To pozwoliło uzyskać efekt, jakby kamera znajdowała się bardzo blisko zwierząt, przy samej padlinie. Zwierzęta rzeczywiście przychodzą w takie miejsca, zwłaszcza zimą, kiedy warunki w parku są trudniejsze niż na nizinach, i aktywność drapieżników jest większa.
Mistrzowskie są też sceny walki jeleni. Przypominają sceny bitewne z filmów historycznych.
KS: Rykowiska jeleni nagrywaliśmy przez sześć lat. Sekwencje bitewne są zmontowane z trzech sezonów i trzech różnych walk. Zostały podzielone zgodnie z rytmem muzyki. Kompozytor wprowadził trzy wyraźne momenty przejścia. To właśnie te trzy fragmenty odpowiadają trzem różnym walkom. Kiedy jeździliśmy na rykowiska, przestaliśmy interesować się jeleniami, które się pasą czy przemieszczają. Skupialiśmy się wyłącznie na walkach.
TK: To było fascynujące, ale też trudne. Teren jest górzysty, więc podążanie za jeleniami nie jest łatwe. W porównaniu do terenów płaskich, gdzie widać wszystko z daleka, tutaj często byki są ukryte za pagórkami i trzeba się skradać. Co ciekawe, sam byk w czasie rykowiska bywa mniej czujny, ale otacza go grupa łań, i to one są bardzo uważne. Można powiedzieć, że to strażniczki. Często to nie byk nas dostrzegał, tylko właśnie łanie.
KS: To one pierwsze zauważają człowieka i dają sygnał do ucieczki.
TK: Kiedy byki są już bardzo pobudzone, ryczą, walczą, wtedy łatwiej je filmować. Można się nawet trochę odsłonić, bo łanie skupiają się bardziej na walce i rywalizacji niż na otoczeniu.
Jest też scena, w której jeden z jeleni traci fragment poroża.
TK: Filmowałem tę walkę i dopiero później, przy zgrywaniu materiału, zauważyłem moment złamania. Na żywo obraz był ciemniejszy, mimo że sprzęt pozwala nagrywać w dobrej jakości. Byłem też w pewnym oddaleniu i tego nie dostrzegłem. Dopiero w domu zobaczyłem, że tyka się odłamała. Później wróciłem w to miejsce i ją znalazłem.
Czyli macie trofeum.
Taki talizman. Zabieramy go na spotkania z młodzieżą. Nie każdy miał okazję dotknąć poroża i zobaczyć, jaka jest jego struktura, czy jest ciężkie, ciepłe, jakie daje wrażenie.
Spotkały Was jakieś niespodzianki w trakcie filmowania? Żbik chyba nie był planowany?
TK: Tak, żbika na pewno się nie spodziewaliśmy. Do miejsca, gdzie była fotopułapka, szło się prawie godzinę w jedną stronę. To teren z formacjami skalnymi. Tam najpierw go zaobserwowali pracownicy parku, a później udało się też nam.
Jeśli chodzi o inne niespodzianki, to ogromnym zaskoczeniem było nagranie siedmiu młodych wilków. To naprawdę rzadkie. Pamiętam, jak Krzysztof sprawdzał fotopułapkę i wysyłał mi zrzuty ekranu: siedem wilków kręciło się przed kamerą przez kilka minut, w pięknej scenerii. To było coś niesamowitego. Udało się też uchwycić niedźwiedzia, co prawda tylko przechodzącego, ale w tym samym rejonie.
KS: Ogromnym zaskoczeniem były popielice prowadzące młode do gniazda. To pokazuje, że choć to sobie przypisujemy zdolność myślenia i refleksji, zwierzęta mają w sobie głęboko zakodowane zachowania opiekuńcze. Nie wiemy, czy myślą w taki sposób jak my, ale ich zachowania bywają zaskakująco ludzkie.
Co przyroda robi z Wami? Jak się zmieniacie pod jej wpływem?
TK: Bardzo cenię ten czas oczekiwania, które zamienia się w kontemplację. To są chwile bycia samemu ze sobą i swoimi myślami. Można wtedy poukładać różne sprawy, zastanowić się, w jakim punkcie życia jesteśmy, co nam jeszcze zostało do zrobienia. To jest bardzo potrzebne. Bardzo ceniłem takie momenty, na przykład podczas rykowiska, kiedy się siedzi i czeka.
To nie jest intensywne chodzenie z fotopułapkami, tylko czas, kiedy można usiąść i po prostu być. Las zostawia w nas jakąś głębię, której nie da się osiągnąć gdzie indziej. I gdyby ktoś odebrał mi dostęp do tego, bardzo by mi tego brakowało.

KS: Bycie w lesie, w naturze, to chwila dla siebie. Na oddech, na uporządkowanie myśli. Im częściej przebywamy w tej przestrzeni, tym lepiej się czujemy. To nie jest tylko nasze doświadczenie. Jeśli spojrzymy szerzej, las, łąki czy polany od zawsze były dla człowieka miejscem wytchnienia i wyciszenia.
TK: Warto też zwrócić uwagę, że przyroda daje nam coś, czego często nie potrafimy nazwać, jakąś stabilność emocjonalną, wyciszenie, spokój. I bez tego trudno byłoby funkcjonować jako cywilizacja. Mamy dostęp do takich przestrzeni i powinniśmy to doceniać. To ogromny potencjał, którego nie wszyscy na świecie doświadczają. Często jednak mijamy to obojętnie, nie zatrzymując się, nie wchodząc głębiej w tę przestrzeń, a to właśnie ona buduje w nas poczucie harmonii i stabilności psychicznej.
KS: Las daje nam poczucie równowagi psychicznej, która dziś jest niezwykle ważna. Przy natłoku bodźców często nie potrafimy sobie z nimi radzić.
TK: Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo zapracowani, często nie potrafimy odpoczywać. Las i szlaki turystyczne tworzą przestrzeń, w której jesteśmy dla siebie życzliwi. Na co dzień możemy się różnić, spierać, ale w lesie ludzie mówią sobie „dzień dobry”, „cześć”. Przy wspólnych stołach, przy schroniskach widać, że tworzy się wspólnota. Niezależnie od poglądów, pochodzenia czy statusu, jesteśmy razem i kontemplujemy przyrodę.
Czy ten dobrostan psychiczny, który daje Wam las, wpływa na Wasze codzienne relacje, kiedy jesteście już poza nim, w mieście, w pracy, w domu?
TK: Myślę, że łatwiej mi się teraz zatrzymać, wyhamować. Nawet jeśli się zdenerwuję, szybciej mi to przechodzi. Mam większą świadomość pewnych rzeczy.
KS: Natura jest stała, trwa niezależnie od nas. Ptaki będą wracać, budować gniazda, nawet kiedy nas już nie będzie, las będzie również po nas. Trzeba sobie uświadamiać, że jesteśmy częścią większej całości. Ta świadomość daje spokój.
TK: Pojawia się też pytanie: po co się spalać, dla kogo, dla jakiej idei? Czy tylko po to, żeby mieć rację? Oba filmy dały nam łącznie piętnaście lat życia w lesie. Mogę powiedzieć, że dzięki temu jestem innym człowiekiem. Mniej chcę posiadać, a bardziej po prostu żyć. Przedmioty tracą na znaczeniu. Czas spędzony w słońcu, patrzenie na chmury, obserwowanie ptaków – to staje się najważniejsze.
KS: Te rzeczy zaczęły się w nas zmieniać już kilkanaście lat temu i z tego zrodziła się idea filmu. Zrozumieliśmy, że jesteśmy tu tylko na chwilę, że nasze życie to całe nasze „pięć minut” na ziemi. To skłoniło nas do refleksji, co po sobie zostawimy. Można przejść przez życie, niczego nie pozostawiając, albo spróbować zostawić cząstkę siebie. Stąd pomysł na te filmy i mamy nadzieję, że powstanie także trzeci. To, co robimy, sprawia, że jesteśmy po prostu szczęśliwsi.
Przez majówkowy weekend film będzie można oglądać w sieci kin Helios, a później w wybranych kinach studyjnych.

„Szepty lasu”, Polska, 2026 r. Reżyseria, scenariusz i zdjęcia: Tomasz Kotaś, Krzysztof Sarapata. Muzyka: Marek Kubik, Dźwięk: Marcin Pawlukiewicz.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















