Papież Leon XIV, król Filip VI, królowa Letycja, drony, fajerwerki i lasery towarzyszyły inauguracji Wieży Jezusa Chrystusa, wieńczącej bazylikę Sagrada Família w Barcelonie. 10 czerwca, w stulecie śmierci architekta Antoniego Gaudíego, jego dzieło ogłoszono „najwyższym kościołem na świecie”. 172,5 metra robi wrażenie nawet na niewidzianego. Uroczystość inauguracji sprostała tej skali. Świętowano początek końca budowy. Koniec końca ma nastąpić w 2036 roku.
Jest w tym jednak bolesny paradoks: stawiana od 144 lat bazylika miała potężną symboliczną siłę nie tylko z powodu swojego ogromu i wizjonerstwa, ale właśnie dzięki stanowi nieukończenia. Jej otwarta, mozolnie wznoszona bryła przemawiała do wyobraźni silniej niż domykana właśnie realizacja. Ten olbrzym, nie dla wszystkich zresztą taki znów piękny i porywający, był do zniesienia dzięki rozgardiaszowi budowlańców i prowizorce plandek. A ogólniej: dopóki bazylika była nieukończona, przeważała pewność, że nie o skalę tu chodzi, tylko o nieskończoność.
Gaudí miał czas
Sam Gaudí, który w 1883 roku zaczął pracę przy budowie, był świadom, że czas jej ukończenia leży daleko poza horyzontem jego ziemskiego żywota (miał 74 lata, kiedy potrącił go tramwaj). Niby nic dziwnego, średniowieczne katedry budowano przecież przez pokolenia, jednak dla Gaudíego praca architekta nigdy nie była tylko prostą realizacją pierwotnego projektu, tylko żywym procesem, otwartym na zmiany. Reagował i korygował prace na bieżąco. Na bieżąco korygował więc też swoje wyobrażenie ostatecznego kształtu budowli. Co w niej widział, nim zginął?
Sagrada Família oglądana z daleka przypomina kosz pełen płodów rolnych. Największa w nim kolba to właśnie Wieża Jezusa Chrystusa. U Gaudíego nawet teologiczny traktat zawarty w kształtach bazyliki, symbolice jej wież, narracji fasad i portali, wpisany był w księgę Natury. Cały jego wyjątkowy styl wziął się z jej lektury (obserwacji). Głęboko wierzył, że stworzenie – zmienne i wielokształtne – jest objawieniem Boga.
Wieże to nie wszystko
Akcentowano to silnie rok temu w Watykanie, kiedy papież Franciszek otworzył drogę do beatyfikacji Gaudíego. Ale pisano też wówczas w Vatican News: „Być może prawdziwe świadectwo duchowości Gaudíego nie kryje się w wielkich wieżach Sagrady, lecz w jego skromniejszych dziełach, jak ołtarz Bocabella z 1885 roku, wykonany z mahoniu i ozdobiony motywami roślinnymi oraz postaciami świętych. Jak zauważa »Catholic Herald«, to właśnie takie dzieła – ciche, pokorne, a zarazem intensywnie duchowe – najpełniej ukazują jego wewnętrzną siłę”.
Zapewne ukończona Sagrada Família wymknie się wizjom skromnego tercjarza franciszkańskiego, którego motorniczy wziął za bezdomnego, niewartego interwencji medycznej. Jedyny ratunek to pomyśleć o niej wtedy, że wciąż jest nieukończona. Tylko Gaudí mógłby to zrobić. Ale byśmy się zdziwili.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










