Dziś wygląda to jak ironia. Grenlandia – miejsce, które może zaważyć o przyszłości relacji między Stanami Zjednoczonymi a Europą – nie pojawiła się ani razu w opublikowanej zaledwie trzy miesiące temu Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA. Także Arktyka traktowana jest w tym dokumencie po macoszemu. Choć przecież miał on wskazywać zagrożenia dla USA na najbliższe lata.
Jeśli dodać do tego, że już od 1951 r. Dania udziela wojskom USA nieograniczonego dostępu do Grenlandii, narracja Trumpa, że musi mieć na własność największą wyspę świata ze względu na bezpieczeństwo USA, nabiera charakteru dekoracyjnego.
Czy Rosjanie i Chińczycy chcą przejąć Grenlandię
Równie dęty jest argument, że jeśli USA nie zajmą Grenlandii, zrobią to Rosjanie lub Chińczycy. Ani Trump, ani nikt z jego administracji nie przedstawił żadnego dowodu, że armie tych państw choćby zbliżyły się do wyspy.
Gdy zaś idzie o cały region arktyczny, aktywność Chińczyków w zasadzie nie wykracza poza to, co robią wszędzie na świecie, czyli poza zarabianie pieniędzy. Ich zainteresowanie Północnym Szlakiem Morskim nie jest fanaberią – Chiny są uzależnione od handlu z Europą i byłaby to dla nich trasa najkrótsza i najtańsza. Z kolei rosyjskie siły arktyczne, mimo prób ich odbudowy, są w dużej mierze przestarzałe.
„Poprzedni prezydenci amerykańscy wiedzieli, że USA i NATO mają wyraźną przewagę w Arktyce, a przewidywania rosyjskiej agresji były głównie konstrukcjami teoretyków i politycznych grup interesu” – pisali w „Foreign Policy” we wrześniu 2020 r. prof. Robert D. English (były analityk Departamentu Obrony) i Morgan G. Gardner (z King’s College).
Wtedy nikomu nie przyszłoby do głowy, że pewnego dnia Trump, pragnąc anektować Grenlandię, pójdzie na zwarcie z sojusznikami z NATO i sam podkopie strategiczną przewagę Zachodu.
Dlaczego Trump to robi? Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Również w tym przypadku stare powiedzenie może być wskazówką co do możliwych pobudek, którymi kieruje się prezydent USA. Zwłaszcza że tropy prowadzą do hojnych sponsorów jego kampanii i do członków jego rodziny.
Kto podsunął Trumpowi pomysł kupienia Grenlandii
Donald Trump i Ronald Lauder znają się od ponad 40 lat. W tamtym czasie Trump był wschodzącą gwiazdą nowojorskiego rynku nieruchomości, a Lauder, dziedzic fortuny Estée Lauder, aktywnym inwestorem.
John Bolton – doradca ds. bezpieczeństwa za pierwszej kadencji Trumpa, a dziś jego krytyk – ujawnił, że to właśnie Lauder w 2018 r. podsunął Trumpowi pomysł kupna Grenlandii.
Lauder już wcześniej tam inwestował. Duński dziennik „Politiken” opisuje, że ma on udziały w firmie zajmującej się rozlewem grenlandzkiej wody (chce sprzedawać ją jako towar luksusowy), a także zaangażował się – przez konsorcjum inwestycyjne – w projekt budowy hydroelektrowni na największym grenlandzkim jeziorze.
Lauder inwestował także w Trumpa. W 2024 r. przekazał 5 mln dolarów na MAGA Inc., komitet wspierający jego kampanię wyborczą.
W wywiadzie dla brytyjskiego „Guardiana” Bolton przyznał, że wkrótce po rozmowie Trumpa i Laudera z 2018 r. w Białym Domu rozpoczęto analizy, jak zwiększyć wpływy USA w Arktyce. Bolton dodaje, że sposób działania prezydenta sprzyja wywieraniu na niego wpływu przez takich ludzi jak Lauder.
„Strzępy informacji, które Trump słyszy od znajomych, bierze za prawdę i nie da się już zmienić jego zdania” – dowodził Bolton.
Z czasem pomysł kupienia Grenlandii przestał być jednorazowym impulsem. Zwłaszcza że sponsorów Trumpa, którzy są zainteresowani bogactwami tej wyspy, jest więcej.
Kto inwestuje na Grenlandii
Ronald Lauder – spadkobierca fortuny koncernu kosmetycznego Estée Lauder. Jego majątek szacowany jest na 4,7 mld dolarów. Członek konsorcjum budującego na Grenlandii największą hydroelektrownię. Zainwestował też w firmę butelkującą grenlandzką wodę.
Howard Lutnick – sekretarz handlu w rządzie Trumpa, były prezes grupy kapitałowej Cantor Fitzgerald, która inwestuje w firmę górniczą Critical Metals Corp. W połowie stycznia spółka ogłosiła, że we współpracy z Arabią Saudyjską zbuduje zakład przetwarzający metale ziem rzadkich z kopalni Tanbreez na Grenlandii (na potrzeby m.in. zbrojeniówki w USA).
Jeff Bezos, Bill Gates, Michael Bloomberg, Sam Altman – miliarderzy, którzy zainwestowali w KoBold Metals. To spółka, która za pomocą analizy big data i sztucznej inteligencji szuka surowców. Poza Grenlandią inwestuje m.in. w Zambii i Demokratycznej Republice Konga.
Peter Thiel – pomysłodawca PayPal i Palantir Technologies (firma zarabia głównie na kontraktach dla armii i służb bezpieczeństwa). W 2021 r. zainwestował w startup Praxis, który chciałby stworzyć na Grenlandii „zaawansowane technologicznie miasto wolności”.
Jakie surowce ma Grenlandia
KoBold Metals to firma, która specjalizuje się w poszukiwaniu złóż naturalnych. Na Grenlandii jest czego szukać. Może tam występować 25 z 34 minerałów uznanych przez Komisję Europejską za krytyczne (łącznie 1,5 mln ton), a także złoża ropy (szacowane na 15-20 mld baryłek) i gazu (szacowane na 4-6 bln metrów sześciennych).
To jednak dane z ocen geologicznych. Co oznacza, że te zasoby przynajmniej na razie są hipotetyczne.
Zyski z tych hipotetycznych zasobów okazały się jednak na tyle kuszące, że w KoBold zainwestowały fundusze powiązane z czołowymi postaciami Doliny Krzemowej, jak Sam Altman, Mark Zuckerberg, Jeff Bezos i Marc Andreessen. Darowizny, które przekazali na ceremonię inauguracji Trumpa w styczniu 2025 r., wynosiły co najmniej 6 mln dolarów.
W 2021 r. firma KoBold objęła 51 proc. udziałów w projekcie eksploracyjnym w regionie Disko-Nuussuaq na zachodniej Grenlandii. Mogą tam być ropa, gaz, nikiel, miedź i kobalt. Firma ma też odrębną licencję na poszukiwanie złóż na wyspie Disko (możliwe ropa i gaz).
Intensywna eksploatacja surowców Grenlandii
W tym roku inwestycje na Grenlandii – w Tanbreez na południu wyspy, gdzie zlokalizowano metale ziem rzadkich – planuje też Critical Metals Corp. W spółkę tę zainwestował zaś fundusz Cantor Fitzgerald, którym do lutego 2025 r. zarządzał Howard Lutnick. Zrezygnował z tej posady, gdy objął stanowisko sekretarza (ministra) handlu w rządzie Trumpa.
Trzy miesiące później amerykański Bank Eksportu i Importu wydał list intencyjny, w którym zadeklarował gotowość rozważenia pożyczki na 120 mln dolarów dla Critical Metals Corp. na sfinansowanie kopalni Tanbreez (jej łączny koszt szacowany jest na 290 mln). Jeśli wniosek zostanie zatwierdzony, będzie to pierwsza zagraniczna inwestycja górnicza administracji Trumpa.
W Tanbreez są potwierdzone złoża metali ziem rzadkich, głównie neodymu i prazeodymu (wykorzystywane do produkcji magnesów trwałych, bez których nie działa większość technologii) oraz cyrkonu i niobu (energetyka jądrowa, przemysł chemiczny, lotniczy i kosmiczny).
Jednak na drodze do tych wszystkich hipotetycznych skarbów stoją władze Grenlandii. Od 2021 r. nie wydają nowych licencji na wydobycie ropy i gazu, bo uznały, że to za bardzo niszczy przyrodę.
W przypadku metali ziem rzadkich sytuacja jest bardziej skomplikowana. Wprawdzie zakazano jedynie wydobycia uranu, ale metale ziem rzadkich często z nim współwystępują. To sprawia, że potencjał zysków z surowców wyspy jest mglisty.
Ustrojowe eksperymenty amerykańskich technooligarchów
Ambitne plany technooligarchów idą dalej – i dotyczą nie tylko zdobycia dostępu do grenlandzkich surowców.
W kręgach amerykańskich libertarian – ludzi, dla których świętością jest nieskrępowany rynek, a rządowe ograniczenia traktują z pogardą – Grenlandia od lat funkcjonuje jako potencjalna przestrzeń dla eksperymentów ustrojowych. Nie widzą jej jako państwa czy kolonii, lecz terytorium do testowania, jak miałby wyglądać świat „po demokracji”.
Około 2020 r. wśród ludzi z otoczenia Trumpa pojawił się pomysł ustanawiania specjalnych stref autonomicznych, określanych roboczo jako „miasta wolności”.
Agencja Reuters twierdzi, że ta idea była omawiana przez osoby z administracji, w tym Kena Howery’ego (dziś ambasadora w Danii), a także przez Petera Thiela, miliardera i współzałożyciela serwisu PayPal, sympatyzującego ze skrajną prawicą (więcej o nim napiszemy w jednym z najbliższych numerów „TP”). Przed drugą kadencją Trump wpisał „miasta wolności” do swojego programu wyborczego.
Thiel, współzałożyciel m.in. Palantir Technologies (firmy zajmującej się analizą danych na potrzeby inwigilacji zlecanej przez rządowe agencje i wojsko), był jednym z pierwszych bogaczy z Doliny Krzemowej, którzy poparli Trumpa. W 2016 r. wsparł jego kampanię, a później był patronem politycznej kariery J.D. Vance’a, rekomendując go na stanowisko wiceprezydenta.
Grenlandia jako laboratorium dla sztucznej inteligencji
Thiel od dawna publicznie wyraża pogląd, że „wolności nie da się pogodzić z demokracją”, a ratunkiem jest ucieczka z tradycyjnych państw. Stąd jego fascynacje quasi-państwami, których nie ograniczają niemal żadne prawa.
Ogromna i słabo zaludniona Grenlandia idealnie wpisuje się w tę wizję. W ostatnich latach publicznie popierali ją związani z Doliną Krzemową inwestorzy Marc Andreessen i Joe Lonsdale (były pracownik PayPal, jeden z fundatorów Palantira), a także Patri Friedman, wnuk Miltona Friedmana, finansujący „miasta wolności” na świecie.
W wizjach libertarian arktyczna wyspa miałaby stać się laboratorium dla sztucznej inteligencji, autonomicznych pojazdów, mikroreaktorów jądrowych i infrastruktury cyfrowej, działającej poza – jak to ujmują – „krępującą biurokracją” państw narodowych.
W tym kontekście dwa lata temu głośno było o projekcie spółki Praxis, finansowanej m.in. przez Thiela, Andreessena i Altmana, która zebrała deklaracje inwestycji na pół miliarda dolarów. Jej prezes Dryden Brown dwa lata temu przyjechał do Nuuk, stolicy Grenlandii, z pomysłem założenia tam wolnego miasta-państwa.
Reakcja Danii i Grenlandii była jednoznaczna: stanowczo odrzuciły pomysł. Brown przyznał później, że jego propozycję uznano za protekcjonalną. Projekt nie ruszył, ale smród pozostał.
Cenne grenlandzkie zimno
Kolejnym powodem, dla którego inwestorzy z branży Big Tech interesują się Grenlandią, jest jej klimat. Wyspa jest dla nich kusząca, bo ponad połowę kosztów eksploatacji wielkich centrów przetwarzania danych pochłaniają rachunki za energię, głównie na chłodzenie.
W Arktyce takie koszty byłyby znacznie niższe. Stąd w najróżniejszych amerykańskich analizach Grenlandia od lat pojawia się jako naturalny „radiator”, który odprowadza nadmiar ciepła z układów elektronicznych.
Dlatego równie cennym zasobem wyspy jest energia. Liam Wright, redaktor naczelny portalu CryptoSlate, wyliczył, że grenlandzkie elektrownie wodne i farmy wiatrowe mogłyby zasilić całą światową sieć Bitcoina. Ich potencjał przekracza obecne zapotrzebowanie energetyczne „koparek kryptowalut” co najmniej siedmiokrotnie.
Kapitał powiązany z rodziną Trumpa sonduje już ten sektor. Firma Hut 8, jedno z największych przedsiębiorstw „kopiących” kryptowaluty, nawiązała współpracę z American Bitcoin, spółką założoną przez Erica i Donalda Jr. Trumpów, synów prezydenta. Liam Wright twierdzi, że Hut 8, która zarządza potężną infrastrukturą, mogłaby zostać przeniesiona – w całości lub częściowo – na Grenlandię.
To hipoteza Wrighta, publicznie o takich planach nie było dotąd mowy. Do tego wyspa nie ma krajowej sieci energetycznej i „kopanie” tu kryptowalut oznaczałoby konieczność ogromnych inwestycji.
Przejście Grenlandii pod jurysdykcję USA pozwoliłoby na traktowanie jej jako zunifikowanej amerykańskiej „strefy rozbudowy energetycznej”. To zmieniłoby warunki inwestowania i umożliwiło wykorzystanie dotacji od rządu USA.
Zmiany klimatu na Grenlandii
Najpotężniejszą przeszkodą dla wszystkich tych wizji „grenlandzkiego Eldorado” – poza oczywistym faktem, że wyspa do Amerykanów nie należy – jest zmiana klimatu.
Już dziś Arktyka doświadcza katastrofalnej degradacji środowiska. Topniejąca pokrywa lodowa sprawia, że na morzach pojawiają się potężne, nieprzewidywalne prądy i powstają gwałtowne burze, a tundra nie przestaje płonąć przez okrągły rok.
Same koszty napraw infrastruktury w topniejącej wiecznej zmarzlinie byłyby astronomicznie wysokie. A jeśli w regionie doszłoby do rywalizacji militarnej, to – jak ujął rzecz kanadyjski generał Mike Nixon – „szybko przerodziłaby się w największą operację poszukiwawczo-ratowniczą, jaką świat kiedykolwiek widział”.
Donald Trump zmiany klimatu nazywa „oszustwem”. Grozi, że Grenlandia będzie należeć do USA, nawet jeśli miałby zdobyć ją siłą. Ze zmianą klimatu nie zrobi dealu ani jej nie zastraszy. Ona natomiast może brutalnie zweryfikować jego imperialne urojenia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















