Wyspa atrakcyjna dla Trumpa i Chin. O co chodzi z tą Grenlandią?

Idea przejęcia Grenlandii to motyw powracający w Stanach Zjednoczonych. Już w 1946 r. USA złożyły ofertę kupna wyspy za 100 mln dolarów, ale Dania ją odrzuciła.
Czyta się kilka minut
Prywatna wizyta syna Donalda Trumpa na Grenlandii. Nuuk, 7 stycznia 2024 r. // Fot. Emil Stach / Ritzau Scanpix / AFP / East News
Prywatna wizyta syna Donalda Trumpa na Grenlandii. Nuuk, 7 stycznia 2024 r. // Fot. Emil Stach / Ritzau Scanpix / AFP / East News

PATRYCJA BUKALSKA: Grenlandia jest dziś na ustach świata, Trump chce ją kupić. Chyba nie po raz pierwszy Amerykanie są zainteresowani tą lodową wyspą?

PIOTR SZYMAŃSKI: Stany rozważały jej zakup już w XIX stuleciu. Nie było to wówczas nic niezwykłego, w czasach kolonialnych miały miejsce takie transakcje, np. w 1917 r. Dania sprzedała Stanom swoje Indie Zachodnie, czyli Wyspy Dziewicze.

Warto przypomnieć, jak Królestwo Danii wkraczało w wiek XX. Było mostem między Ameryką Północną a Europą. Dania kontrolowała Wyspy Owcze i Grenlandię, o statusie kolonii. Była też Islandia, od 1918 r. niezależna, ale połączona personalną unią z duńską monarchią. Punktem zwrotnym dla tych ziem stała się II wojna światowa, gdy zostały one zajęte przez aliantów.

Dlaczego?

Po tym, jak w kwietniu 1940 r. Niemcy napadli Danię, siły brytyjskie wylądowały na Wyspach Owczych i Islandii, a amerykańskie na Grenlandii. Chciano zabezpieczyć te tereny przed Niemcami. Okazało się to katalizatorem procesów emancypacyjnych: w 1944 r. Islandia stała się republiką i zerwała związki z Danią. Niewiele brakowało, by niepodległość ogłosiły też Wyspy Owcze. Głosowała za nią w 1946 r. w referendum minimalna, ale jednak większość mieszkańców, lecz król Danii ją zablokował i skończyło się na autonomii.

A Grenlandia?

W 1953 r. przestała być kolonią i stała się częścią Danii właściwej. Ten stan trwał do 1979 r., gdy uzyskała autonomię: powstał lokalny parlament i rząd. Z biegiem lat autonomia się poszerzała, aż kompetencje Kopenhagi ograniczono do polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Walutą dalej jest korona, a że Dania jest monarchią, Grenlandia dzieli też z nią monarchę – dziś to Fryderyk X. Ponadto Dania wysyła do Nuuk, stolicy wyspy, tzw. grant, czyli centralne dofinansowanie. Dziś to równowartość pół miliarda euro rocznie, jedna trzecia budżetu wyspy.

Kulusuk, Grenlandia, 16 sierpnia 2019 r. // Fot. Jonathan Nackstrnd / AFP / East News

Najważniejsze jest jednak to, że w 2009 r. Dania uznała prawo Grenlandczyków do samostanowienia. Jeśli zechcą, mogą ogłosić niepodległość. Muszą tylko rozpisać referendum. Jeśli większość będzie w nim „za”, duński parlament to zaakceptuje.

Jak w to wpisują się interesy USA i pomysły Trumpa?

Cofnijmy się do roku 1946: Stany złożyły wtedy ofertę kupna wyspy za 100 mln dolarów, ale Dania ją odrzuciła. Do tej idei wrócił Trump w 2019 r. Idea przejęcia Grenlandii to zatem motyw powracający w USA.

Amerykanie są jednak i tak obecni na Grenlandii?

Są obecni gospodarczo i wojskowo, mają bazę w Pituffik. Korzystają tu ze wszystkich atutów, jakie daje im umowa o obronie Grenlandii, zawarta w 1951 r. przez USA i Danię. W 2004 r. rozszerzono ją o Grenlandczyków i dziś można mówić już o trójstronnej współpracy amerykańsko-grenlandzko-duńskiej w sferze obronności.

Grenlandia: wyspa strategiczna

  • POŁOŻONA na Atlantyku, u wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej (i należąca do niej geograficznie), Grenlandia to największa wyspa świata: 2,2 mln km2, prawie siedem razy więcej niż Polska. Ludność liczy 56 tys. osób (z czego 20 tys. mieszka w stolicy Nuuk).
  • MIESZKAŃCY to w 89 procentach Inuici (dawniej zwani Eskimosami; dziś odchodzi się od tego określenia), reszta to Duńczycy i przedstawiciele innych narodowości (trzy największe grupy migrantów to Filipińczycy, Tajowie i Polacy).
  • BOGACTWA naturalne wyspy to wielkie – i do tej pory eksploatowane tylko szczątkowo – złoża metali ziem rzadkich (istotnych dziś dla m.in. transformacji energetycznej), jak również diamentów, złota, uranu, żelaza, ołowiu itd., a także złoża naftowo-gazowe.
  • 80 PROCENT powierzchni Grenlandii pokrywa lądolód. Globalne ocieplenie sprawia, że powoli topnieje – stąd, gdy idzie o procesy mające wpływ na podnoszenie się poziomu mórz i oceanów, Grenlandia odgrywa kluczową rolę.

Dlaczego baza Pituffik jest tak ważna?

Ten obszar wydaje się peryferyjny, ale militarnie jest ważny. Stacja radiolokacyjna w Pituffik służy wykrywaniu międzykontynentalnych pocisków balistycznych przenoszących głowice jądrowe, które mogą być wystrzeliwane z okrętów podwodnych rosyjskiej Floty Północnej. Baza, położona geograficznie między USA a Rosją, nadaje się do tego doskonale.

Skoro USA mają już taką pozycję, o co dziś idzie? Czy o metale ziem rzadkich?

Złoża surowców to na pewno temat. Polityką gospodarczą i w dużej mierze handlową Grenlandii zawiaduje rząd w Nuuk, a on nie chce dużych projektów wydobywczych. Grenlandzkie wybory parlamentarne w 2021 r. były w istocie referendum w sprawie projektu Kvanefjeld – to wielkie, jedne z największych na świecie, złoże uranu i metali rzadkich. Australijczycy chcieli tam inwestować, a partia socjalistyczno-ekologiczna Inuit Ataqatigiit (Wspólnota Ludzka) miała na sztandarach hasło, aby to wydobycie zablokować. Ona wygrała wybory, z niej wywodzi się obecny premier wyspy, 37-letni Múte Egede.

Zwolennik niepodległości.

Jest takie powszechne skojarzenie, że skoro większość Grenlandczyków chce niepodległości, to chce też dużych inwestycji górniczych, bo w końcu musieliby na czymś budować podstawy gospodarcze niepodległego państwa. Ale tak nie jest.

W 2021 r. Inuit Ataqatigiit uzyskała jeden z najlepszych wyników w historii. A tamte wybory były w ogóle szczególne, przypadały na 300 lat „kolonializmu duńskiego”, jak określają to Grenlandczycy. Wydawało się więc, że to świetny moment, by ogłosić referendum. 300 lat wystarczy, mamy wielką kopalnię, będą z niej wielkie dochody... Jednak wszystko poszło w inną stronę.

Jaką?

W rozwój turystyki i dalsze stawianie na rybołówstwo, które stanowi 90 proc. wartości eksportu wyspy. Za to surowce są często trudno dostępne, gdyż schowane pod lądolodem. Ponadto lokalne społeczności są przeciwne dużym inwestycjom wydobywczym ingerującym w środowisko. Owszem, mniejsze projekty górnicze są na wyspie pożądane. Ale idea zamienienia Grenlandii w jedną wielką kopalnię jest nierealistyczna.

Myślę jednak, że intencją USA jest dziś raczej, by pobudzić i zmotywować Duńczyków do zwiększenia inwestycji obronnych na wyspie.

Taka deklaracja Kopenhagi już zresztą padła.

Tak, Dania ma inwestować w patrolowanie Arktyki. Sądzę, że to przyniesie efekt. Ale motywacja Trumpa może być też osobista: chodzi o budowanie jego dziedzictwa. Jakaś forma kontroli USA nad Grenlandią zapisałaby go w historii. Oczywiście trudno powiedzieć, co siedzi w głowie prezydenta.

Jak to było w 2019 r., gdy Trump zgłosił po raz pierwszy taki pomysł?

Prawdopodobnie amerykański pomysł polegał wtedy na zachęceniu Grenlandczyków do niepodległości, aby następnie zaproponować im umowę stowarzyszeniową. Takie umowy Amerykanie mają z państwami wyspiarskimi, jak Mikronezja i Palau. Dają one Stanom prerogatywy w zakresie obronności, a państwa te mają korzyści ekonomiczne.

Grenlandczyków by to interesowało?

Swego czasu Grenlandczycy studiowali związek Wysp Cooka z Nową Zelandią, by lepiej zrozumieć, jak funkcjonuje taki model. W przeszłości na wyspie wiele mówiono o tym, że Grenlandia mogłaby ogłosić niepodległość i następnie stowarzyszyć się z Danią. Ale Duńczycy przespali tę ideę. Teraz jest szansa – lub obawa – że miejsce Danii w tej relacji zajmą Stany. Mogą zaoferować, mówiąc językiem Trumpa, lepszy deal.

Reagując dziś na wypowiedź Trumpa, rząd Grenlandii deklaruje wolę współpracy z jego administracją. Nie ma w jego oświadczeniu ani słowa o Danii. To daje do myślenia?

Język tego dokumentu jest typowy dla Grenlandczyków. Np. w 2024 r. po raz pierwszy ogłosili oni samodzielnie strategię arktyczną, uwzględniającą kwestie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Wcześniej ta strategia dotyczyła całego Królestwa i była wypracowywana podczas negocjacji z Danią i Wyspami Owczymi. Jednak Grenlandia od lat oskarżała Danię, że narzuca pewne rozwiązania, podczas gdy Inuici lepiej rozumieją Arktykę.

Co jest w tej strategii?

Najciekawsze jest to, czego w niej nie ma: osobnego rozdziału poświęconego Danii. Jest ona uwzględniana głównie w taki sposób, że to Grenlandia wskazuje obszary, gdzie chce być bardziej aktywna w sferze obronnej i kontaktów zewnętrznych.

Może Grenlandczycy mają podstawy, by czuć dystans do Danii? Są sprawy z przeszłości. Np. w tym roku ma się zakończyć dochodzenie na temat programu kontroli urodzeń z lat 60. i 70. XX w., gdy tysiącom inuickich dziewcząt założono, często bez ich zgody, wkładki antykoncepcyjne. Obecny premier porównał to do ludobójstwa.

Wiele czynników sprawia, że Grenlandczycy chcą się odłączyć od Danii. Choć trend ten jest tonowany przez kwestie finansowe i fakt, że Grenlandia, choć leży blisko Ameryki, to jest obszarem nordyckiego państwa dobrobytu. Wyrazem tego są takie typowo skandynawskie rozwiązania jak świadczenia socjalne, układy zbiorowe, związki zawodowe. Trudno tu o większy kontrast ze Stanami. Nie wiem, czemu niektórzy Grenlandczycy spodziewają się, że USA zapewnią lepsze szpitale czy usługi publiczne.

Może to historia ma dla nich aż takie znaczenie?

Lista zarzutów istotnie jest długa. Jako kolonia Grenlandia była trzymana w izolacji od świata, co spowodowało zacofanie. Gdy w latach 50. zaczęto budować nowoczesne społeczeństwo, Duńczycy realizowali czasem wątpliwe projekty. Takim była akcja zakładania spirali antykoncepcyjnych. Wcześniej był też eksperyment społeczny polegający na zabraniu z wyspy 22 dzieci do rodzin zastępczych w Danii, by sprawdzić, czy Inuita wychowany poza wyspą stanie się kulturowo-cywilizacyjnym Duńczykiem. Kilka lat temu premier Mette Frederiksen przeprosiła za to.

Te sprawy pojawiają się więc w relacjach politycznych.

Grenlandia znakomicie opanowała sztukę wykorzystywania w negocjacjach duńskiego poczucia winy. Grenlandczycy w ogóle umiejętnie rozgrywają relacje międzynarodowe. Podam przykład: gdy Stany zainteresowały się Grenlandią za pierwszej kadencji Trumpa, było to spowodowane obawami o wpływy Rosji i Chin w Arktyce. Jedną z przyczyn było ryzyko wyboru przez Nuuk chińskiej firmy państwowej do modernizacji lotnisk na wyspie w 2018 r.

Uważam za możliwe, że Grenlandia grała tu kartą chińską, by wynegocjować lepsze warunki inwestycji z Duńczykami i zainteresować Amerykanów. Ostatecznie Pentagon wywarł presję na Danię, by uniemożliwiła Chinom tę strategiczną inwestycję. Wiadomo, lotniska można wykorzystać także militarnie. Stany bały się też, że Chińczycy umieszczą tam instalacje szpiegujące ich bazę w Pituffik.

Jak to się skończyło?

Chińczycy zostali wyparci z przetargu, a inwestycję kredytowała Dania. Przy okazji podpisano nową umowę z Amerykanami o funkcjonowaniu bazy, dając Grenlandczykom lepsze warunki. Ci wygrali więc podwójnie: dostając możliwość uzyskania kontraktów na obsługę Pituffik i inwestycję w swoją infrastrukturę od Danii. Efektem ubocznym sprawy lotnisk był jednak upadek rządu w Nuuk.

To wygląda na grę na różnych fortepianach.

Jeśli Grenlandczycy chcą myśleć poważnie o niezależności, także o niepodległości, muszą dywersyfikować relacje zagraniczne. To dla nich warunek konieczny. Zresztą o tym wiedzą. Nie chcą załatwiać wszystkiego przez Kopenhagę, chcą bliższej współpracy zwłaszcza z Islandią i Kanadą. Patrzą też przychylnym okiem na rozwój współpracy z USA w obszarze nie tylko obronnym, ale też w edukacji, turystyce czy przemyśle. Grenlandia ma zresztą swoje przedstawicielstwo w Brukseli, a także w Chinach, które obsługuje całą Azję.

Wracając do niepodległości: działania Trumpa mogą przyspieszyć ten proces?

W orędziu na Nowy Rok premier Grenlandii wrócił do sprawy niepodległości, mówiąc, że nadchodzi czas decyzji. Traktowałbym to jednak w kontekście wyborów, które odbędą się wiosną 2025 r. To stały motyw grenlandzkich wyborów, partie niepodległościowe mobilizują tak elektorat.

A jak zwykli Grenlandczycy reagują na pomysł Trumpa? Jakie są nastroje?

Jest oczywiście niepewność wynikająca z poczucia, że tym razem to może być na poważnie. Ale też entuzjazm, że ktoś się wyspą interesuje, media o niej piszą. Branża turystyczna i hotelarska zaciera ręce. Nie należy jednak wyciągać pochopnych wniosków ze słów Trumpa i Egede. W 2021 r. też zdawało się, że referendum jest tuż. W niespokojnych czasach konfrontacji międzynarodowej nagłe ruchy budzą obawy. Grenlandczycy dwa razy się zastanowią, nim zrobią ten ostatni krok.

Gdyby jednak ogłosili niepodległość, wydaje się, że nadal wiele mogliby zyskać na ewentualnym stowarzyszeniu z Danią. Łatwiej negocjować z małą Danią niż z wielkimi Stanami. No, ale są też te kolonialne zaszłości... A kwestia niepodległości nie podlega w stu procentach argumentom racjonalnym. Tu chodzi także o emocje i poczucie sprawiedliwości.

Piotr Szymański / Fot. OSW

PIOTR SZYMAŃSKI jest analitykiem w Zespole Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia, specjalizuje się w tematyce krajów nordyckich.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Co z tą Grenlandią?