Niektóre zapiski w zeszycie kończą się wykrzyknikiem. Są też takie, które Emilia podkreśliła na czerwono.
Na przykład: do bierzmowania nie mogą przystąpić ci, „którzy nie chodzą do kościoła regularnie, którzy stosują używki, prowadzą niecnotliwy styl życia, wyśmiewają się z Boga i nie rozumieją wartości sakramentów, nie przyjmują Chrystusa, relacje z rówieśnikami przedkładają nad relacje z Bogiem, powątpiewają w istnienie Boga”.
Emilia (17 lat, mieszka w Krakowie): – Na pierwsze spotkanie dla osób przystępujących do bierzmowania przyszło nas 30. Potem zostało tylko 12 i w końcu 7. Nie zrezygnowali, ale uciekli. Rezygnacja zakłada jakąś wcześniejszą refleksję, a tutaj nie było nad czym się zastanawiać. Bo jeżeli ksiądz na dzień dobry mówi: ty źle wierzysz, ty nie umiesz kochać Boga, to po prostu spadasz. Co ten ksiądz w nas widział? Zapewne pomiot szatana. I jeszcze ten język! „Powątpiewać w istnienie Boga”. Zero dialogu, wkuwanie formułek, odpytywanie, czasem zawstydzanie. My do księdza, że w życiu ważna jest miłość, a on do nas, że oczywiście, miłość do Boga to podstawa.
Emilia zrezygnowała. Nikt pretensji nie miał. Rodzice byli w ogóle zdziwieni, że chciała przystąpić do bierzmowania. Wróciła rok później, ale w inne miejsce.
Biskup się nie ucieszy
Ksiądz Piotr (imię zmienione na jego prośbę) pracuje w jednej z parafii na Pomorzu. Przygotowuje do sakramentu bierzmowania. Co roku dzwoni do niego ktoś z kurii i pyta, ilu przystąpi. Zawsze jest tak samo: ksiądz, że tyle i tyle, a po drugiej stronie westchnienie, że gdyby było więcej, to ksiądz biskup „tak bardzo by się cieszył”.
Ks. Piotr: – Mój Kościół stał się buchalterem, przykro mi to mówić. Siedzi w księgach parafialnych i rozkoszuje się liczbami. Ale to tylko papier, księga parafialna nie zarejestruje zmian społecznych. Mój Kościół źle interpretuje pojęcie „powszechny” – słowo to nie oznacza przecież masowości. A masowość jest wciąż jakimś dogmatem. Czy mój Kościół rozumie współczesnego człowieka z jego kruchością i zagubieniem? Czy dociera do niego, że wiara jest sprawą intymną i indywidualną? Młody człowiek szuka i pyta. Tyle że Kościół nie umie do niego mówić jego językiem, co więcej – w ogóle nie wie, gdzie go znaleźć. I najważniejsze – autentyczność. Czy ksiądz, który na spotkaniach przed bierzmowaniem ogranicza się do klepania formułek, przekaże radość z bycia we wspólnocie? Nie.
Kto wie, o co chodzi?
Co pamiętamy ze swojego bierzmowania? Był taki sakrament, Duch Święty na człowieka zstąpił, człowiek dostał jakieś dary, ktoś z rodziny był świadkiem. Gdy dobrze pogrzebiemy w pamięci, przypomnimy sobie, że „podczas bierzmowania na duszy ochrzczonego chrześcijanina zostaje odciśnięte niezatarte duchowe znamię”.
Ks. Piotr: – Niezatarte duchowe znamię… Kto wie, o co chodzi? Moi młodzi kompletnie nie, nawet nie używam tego określenia, bo to tak, jakbym opisywał świat językiem staro-cerkiewno-słowiańskim. Lepiej zacząć od słów „przyjaźń” i choć w sakramencie bierzmowania chodzi o coś więcej, to do piętnasto-, szesnastolatka nie trafią wielkie słowa ojców Kościoła, oni nie wiedzą przecież, kto to w ogóle był.
Po co człowiekowi sakrament bierzmowania? Nauka Kościoła da solidne odpowiedzi, problem w tym, że nie zrozumieją ich nawet starsi.
Oczywiście są wyjątki, ale większość pamięta, że bez bierzmowania nie można wziąć ślubu przed ołtarzem. Część młodych przystępuje więc do sakramentu bierzmowania, pytanie tylko, na ile świadomie.
Niekonieczne do zbawienia
Z danych zebranych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że z sakramentem bierzmowania nie jest w Polsce aż tak źle. W 2022 r. przystąpiło do niego 304,7 tys. osób, co może cieszyć, jeżeli porówna się dane z poprzednimi latami: rok 2021 – 265,6 tys., 2020 – 252,3 tys. Ale: w roku 2020 liczba osób bierzmowanych była niższa aż o 34 proc. w porównaniu z 2019 r. (grubo ponad 350 tys.). Być może na spadek liczby udzielonych sakramentów miała wpływ pandemia. Czy wzrost w ostatnich latach to trend? Niekoniecznie. W latach popandemicznych przy bierzmowaniu mogła nastąpić kumulacja roczników.
Kiedyś mówiło się, że bierzmowanie jest sakramentem pożegnania z Kościołem. Jak jest dziś?
Tomasz Terlikowski, publicysta, dziennikarz: – Tym sakramentem jest teraz Pierwsza Komunia. Do bierzmowania przystępują ludzie już mocno przesiani, którzy mają za sobą jakieś doświadczenie duchowe, co oczywiście nie oznacza, że ono przetrwa. Niestety, księża wciąż są przekonani, że tak. Moim zdaniem bierzmowanie nie będzie już sakramentem masowym.
Ks. Piotr: – Na każdym spotkaniu, a nazywam je „kawką u Boga” (wiem, że młodzi woleliby „browar u Boga”, ale jakoś się dogadujemy), dzieciaki pytają, czy przystąpienie do bierzmowania jest konieczne, żeby uzyskać zbawienie. Nie jest. I to jest to pierwsze sito – zostają ci, którym chodzi o coś więcej. O wtajemniczenie, wspólnotę, radość.
Chodzi o zadawanie pytań
Do sakramentu bierzmowania przystępują ósmoklasiści albo już licealiści (oczywiście są też i dorośli). Trudny wiek – zaczyna się bunt, obalanie autorytetów, kwestionowanie zdania rodziców, szukanie własnej drogi. To jest czas na projekt „ja”. Rodzice zazwyczaj niewiele mają już do powiedzenia w kwestii wiary.
Terlikowski: – Pierwsza Komunia stała się rytem społecznym, to przecież wielka rodzinna uroczystość, stroje, prezenty, przyjęcie. Bierzmowanie nigdy nie było takim rytem, jest uroczystością o charakterze głównie religijnym. Dla części młodych zapewne mniej atrakcyjnym. Jak to zmienić? Powstają nowe modele przygotowania do bierzmowania.
Nowy model opiera się na dialogu i interakcji. Ksiądz słucha młodych. Organizuje wyjazdy, pikniki dla rodzin, zaprasza na nie zespoły muzyczne; jest loteria fantowa, chodzenie po górach i rozmowy o popkulturze. Na takie spotkania przychodzą też ci, którym księża w innych parafiach zapowiedzieli, że nie dopuszczą ich do bierzmowania (bo np. mają „za dużo negatywnej energii”).
Terlikowski mówi, że trzeba odwrócić kolejność: najpierw rozgrzanie serca, potem ewangelizacja i doświadczenie Boga żywego. Wtedy może się udać.
Emilia: – Zapisałam się na kursy do dominikanów w Krakowie. Chciałam tego Boga poczuć. Nie było łatwo, bo kursy są wymagające, uczą rozmawiania z samym sobą. I przede wszystkim myślenia, zadawania pytań.
Poczułam, że w Bogu jest sens
Krakowscy dominikanie zawiesili poprzeczkę wysoko: „Celem przygotowania do bierzmowania jest stworzenie przestrzeni na coraz pełniejsze życie z Bogiem. Zawsze dzieje się to dwutorowo. Przede wszystkim jest to osobista modlitwa. (...) Poza tym dzieje się to oczywiście na naszych spotkaniach, na których poruszamy przeróżne tematy dotyczące Boga, wiary, modlitwy, Pisma Świętego, Kościoła i rzecz jasna samego Ducha Świętego, który czasami wydaje się być całkowicie nieznany, a przecież jest nam bliższy niż jakikolwiek człowiek, którego znamy. (…) Najważniejszy wymóg stawiany każdemu kandydatowi to osobiste zaangażowanie. Kurs jest dwuletni, a spotkania odbywają się raz w tygodniu i trwają 1,5 h. Taka forma przygotowania jest bardzo intensywna, dlatego ważne jest, żeby potencjalny kandydat był szczerze przekonany, że chce się w to zaangażować” – można przeczytać na stronie internetowej.
Emilia: – Czy doznałam jakiegoś olśnienia, snop światła mnie spowił? Nie. Ale poczułam, że w Bogu jest sens.
Terlikowski: – Moja córka brała udział w kursach w jednej z warszawskich parafii. Najbardziej zdziwiło ją, że na każdym spotkaniu ksiądz narzekał na tych, którzy zrezygnowali. Ten stary model ma się dobrze w wielu parafiach, niestety.
Sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi
Kościół bada młodych. Co o nich wie? Warto zajrzeć do dokumentu „Nowe drogi i kierunki formacji młodzieży w Polsce – propozycje Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży”. Powstał w polskim Episkopacie na zlecenie Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE).
„Polska jest krajem, w którym wyznanie rzymsko-katolickie jest nadal dominujące. Jeszcze nie tak dawno można było mówić o kraju jednorodnie katolickim, gdzie każdy obywatel w mniejszym czy większym stopniu utożsamiał się z wiarą katolicką i Kościołem, a przekaz wiary następował naturalnie w rodzinach, z pokolenia na pokolenie. (...) Obecnie, zwłaszcza w ostatniej dekadzie, tendencje te wyraźnie się zmieniły. Coraz mniejsze znaczenie ma tradycyjny przekaz wiary w rodzinie, a wartością staje się wiara z wyboru. Widoczne są też tendencje do porzucenia praktykowania wiary przez znaczną część młodego pokolenia. Według najnowszych badań Centrum Badania Opinii Społecznej CBOS, ukazujących spadek poziomu deklaracji wiary oraz praktyki wiary w ciągu ostatnich 30 lat, od 1992 do 2021 r., największe zmiany dosięgły właśnie pokolenie młodych. W kategorii wiekowej 18-24 lata odsetek wierzących w analizowanym okresie spadł z 93 proc. do 71 proc. a niewierzących wzrósł z 6,7 proc. do 28,6 proc.”.
Autorzy dokumentu diagnozują: „Na przestrzeni ostatnich 30 lat przekaz kulturowy płynący w kierunku młodych ludzi przeszedł transformację z tradycyjnego, chrześcijańskiego, którego nośnikiem były rodziny i katecheza szkolna, w kierunku obrazu kształtowanego przez kulturę masową i intermedia, co powoduje zwiększenie różnorodności dostępnych treści, a te popularne, rozrywkowe, często są sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi”.
Internet, kontynent misyjny
To już nie jest pełzająca laicyzacja, ale laicyzacja galopująca. Zmieniła się rodzina, rodzi się mniej dzieci, każdy ma swój świat, a to oznacza, że w tym wspólnym świecie członkowie rodziny spotykają się rzadziej (za to intensywniej). Pandemia rozluźniła więzi rówieśnicze, młodzi byli w domach i w tych domach zostali; część relacji przeniosła się na stałe do mediów społecznościowych. Młodzi, jak przekonują autorzy opracowania, „mają coraz większą trudność budowania więzi społecznych, szczególnie w środowiskach koleżeńskich czy towarzyskich, ale także więzi rodzinnych”. Rządzi tymczasowość.
Jest diagnoza, musi być i leczenie. Trzeba zmienić język, który jest zbyt hermetyczny, przekaz ewangeliczny musi wyjść „w przestrzenie niesakralne, zwłaszcza media społecznościowe w oparciu o język używany przez młodzież”. Biskupi zauważyli też, że bez internetu ani rusz: „Internet rozumiany jest jako ósmy kontynent misyjny. Specyfika tej misji polega na przejściu od informacji do komunikacji personalnej w rzeczywistej przestrzeni. Modelem pożądanym jest doprowadzenie młodego Internauty do spotkania twarzą w twarz w środowisku Kościoła. Stąd ważność docenienia oratoryjnego stylu duszpasterstwa młodzieży”.
I chyba najważniejsze – „Warto dostrzec, że aktualnie w Polsce jesteśmy w sytuacji eklezjalnej, w której zmieniają się akcenty: dokonuje się przejście od duszpasterstwa masowego do duszpasterstwa, a nawet lepiej powiedzieć, towarzyszenia, osobistego. Ta zmiana dotyczy również przejścia od duszpasterstwa sakramentalnego do ewangelizacyjno-formacyjnego”.
Doznanie indywidualne
Ks. Tomasz Adamczyk przygląda się młodym od wielu lat, zadaje im pytania. W 1994 r. po raz pierwszy zapytał ich o przynależność wyznaniową – wyznanie rzymsko-katolickie zadeklarowało wtedy 84 proc., w 2022 r. już tylko 54 proc. Z ostatnich badań wyszło też, że rodzina jest źródłem wiary dla 60 proc. pytanych, czyli religijność nie jest już dziedziczona. Ciekawe były też odpowiedzi na pytanie o źródło niewiary: 21 proc. odpowiedziało, że „przekonania osobiste”, 19 proc. wskazało „niechęć do instytucji Kościoła”.
Ks. Adamczyk: – Albo pytanie o to, co nadaje sens twojemu życiu: dla 52 proc. jest to miłość, dla 51 proc. zdobycie zaufania, na trzecim miejscu jest rodzina (46 proc.). Głęboka wiara była najważniejsza dla 11 proc. Jeszcze nie tak dawno na pierwszym miejscu była rodzina, dlaczego dziś jest inaczej? Nie, nie dlatego, że młody człowiek odrzuca rodzinę. On realizuje potrzebę miłości w różnych konfiguracjach i miejscach. Młodzi nie zawsze doświadczają w rodzinie miłości.
Kolejne pytanie: czego oczekujesz od Kościoła katolickiego? Ponad 32 proc. doświadczenia Boga, 30 proc. wspierania w sytuacji kryzysowej, 26 proc. niczego nie oczekuje.
Czy to nieoczekiwanie niczego można zmienić w oczekiwanie czegokolwiek? Ks. Adamczyk mówi, że tak, ale tylko w mikroskali. Skala makro jest już stracona, bo wiara w Boga staje się doznaniem indywidualnym, rzadziej wspólnotowym.
Ksiądz nie musi być herosem
Ks. Adamczyk: – Młodzi są coraz bardziej krytyczni wobec księży, oczekują od nich autentyczności. Żeby to, co głoszą, nie rozmijało się z tym, jak żyją i kim są. Ksiądz nie musi być herosem. Ma rozumieć, a nie oceniać. Parafia? Młodzi chcą, żeby była czymś w rodzaju pogotowia, kiedy pojawi się kryzys. Mówią o tym bardzo otwarcie.
O. Tomasz Dostatni, dominikanin: – Młodzież rozchodzi się z Kościołem. Młodzi rzadziej zawierają związek małżeński w kościele, a potem rzadziej chrzczą dzieci; te dzieci nie pójdą już do komunii. W Szczecinie, gdzie mieszkam, aż 75 proc. mieszkańców nie korzysta z żadnej usługi Kościoła, to najbardziej zsekularyzowane miasto w Polsce. Które będzie następne?
Dostatni wspomina, jak jeździł na Spotkania Młodych na Lednicy. Młodzi mówili mu, że czują się poważnie traktowani, że wreszcie ktoś ich słucha: – Czy nie możemy tak na co dzień? Nie bardzo. Masowy Kościół to wiecznie zajęci i zmęczeni księża. Co do bierzmowania: powinniśmy się cieszyć, że ktoś w ogóle chce przystępować do tego sakramentu.
Kazał mi wyjść i ochłonąć
Zapytałam nastolatków (w sieci, bo tam chętniej odpowiadają), co myślą o sakramencie bierzmowania. Przystąpią? Już przystąpili? A może nie czują takiej potrzeby?
– Przystąpiłam. I było to piękne przeżycie, w przeciwieństwie do komunii, która była stresująca i zwyczajnie droga. Bierzmowanie ma w sobie coś pierwotnie czystego, autentycznego.
– Jeżeli bierzmowanie jest sakramentem chrześcijańskiej dojrzałości, to ja czuję się – w sensie wiary w Boga – przedszkolakiem. Infantylne były zawsze lekcje religii, gdzie człowiek uczył się o kościołach w swoim mieście albo musiał rysować róże dla Maryi. A tu nagle bum – wielki i doskonały Duch Święty. To tak, jakby uczyć się angielskiego i z poziomu A1 przejść od razu do C2.
– Na jednej katechezie przed bierzmowaniem zapytałem księdza, czy można prosić o dar Ducha Świętego dla matki. Ksiądz się zjeżył i kazał mi wyjść i ochłonąć, myślał, że jaja sobie robię. A gdyby poświęcił mi czas na osobności, powiedziałbym mu, że ten dar to trzeźwość. Naprawdę bardzo zależało mi na tej odpowiedzi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















