Folder Inne nie traci wigoru: „Ma Pani problem z prawdą, Pani Kontzka”

„Podszycie się w Kącką ma takim ludziom jak Pani kupić sympatię swojskością. I nasza Frau bierze się do literatury obcej czyli polskiej i próbuje różnym fortelem ją podbić”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Zielonogórski Hotel Retro, schodzę tuż po siódmej do śniadaniowni. Tam nastu mężczyzn, przyjechali w interesach. W kilka minut wchłonęli jajecznicę i zmietli większość z talerzy na długim stole. Przed nimi piętrzą się stertki bułek, składziki plasterków, baterie soków. Gość z teczką: „Dorób sobie jeszcze”. Młody: „Nieee. Do obiadu dojadę”. Gość w skórach: „Tylko potem nie żebraj o moją bułeczkę”. Teczkowy: „Róbcie, dorabiajcie. Oni to wszystko wyrzucą”. Stół sąsiedni: „Jak to? Bo co?”. 

Teczkowy: „RODO. Muszą wyrzucić, kontaktowaliśmy się z talerzami”. „Aaa”. Młody: „Nie lubię jajek”. „Masz w cenie pokoju”. „Lubię parówki”. Teczkowy: „Powiem ci tak, chłopaku, poza domem lubisz chleb i bułeczkę, i nie marudzisz”. Skórzany czule: „Jak ty coś powiesz, stary, to ja płaczę. Bułeczka...”. „No tak, bułeczka. Z jajkiem, z serkiem. Ja ci mówię, mały, idź i ratuj te resztki przed hotelarzem”. Skórzany: „Ototo. Bo jeszcze je co złego spotka”. „Zaopiekujemy się”. „Zjemy, zjemy”. 

Nikt cię nie chce sponsorować

Zielona Góra, poranek, krótki spacer przed wyjazdem. Skwerek, siadam na ławce. 

„Znowu narobiłeś?! Już nie mam torebek – pani tuż obok strofuje sporego kundla, wilkowatego. – Muszę kanapkę zjeść teraz. Siadaj!”. Pies siada kornie i patrzy. „Chleba nie wyrzucę. Będę gruba przez ciebie”. Szybko wcina: „Ale jak narobisz w drodze do domu, to sam posprzątasz, wiesz?”. Pies kładzie się na płask i zerka przepraszająco. 

Kobieta łapie moje spojrzenie: „Ma pani torebkę plastikową?”. „Nie, niestety”. Do psa: „I widzisz, nikt cię nie chce sponsorować”.

Pewno jeden peron

Spacer po Zielonej Górze. Plac Matejki, krążę, przystaję. Na ławce dwaj starsi. 

Pierwszy: „A ja, proszę ja ciebie, lecę do Warszawy za kilka dni”. Drugi: „Pociągiem?”. „Samolotem, proszę ja ciebie”. „W kraju?! Niesłychane”. „Po raz pierwszy w życiu lecę, słuchaj. Syn mnie wiezie na lotnisko, synowa odbiera na Okęciu”. 

„A to tu jest lotnisko?”. „Babimost, malutkie”. „Pewno jeden peron”. 

Pierwszy na rozmarzeniu: „Będę widział winnice z góry”. „Spisałeś testament?”. „Nie. Po co?”. „A jak spadniesz?”. „Co miałbym spaść?”. „Stary jesteś”.

Żyję w Kutnie

Pociąg na Berlin, acz ja do Świebodzina. W przedziale dziewczyna w wieku studenckim, nadaje w telefon, spłoszona: „Poszedł do kibla, to mogę do ciebie zadzwonić”. Pauza. „Oj, facet z miejsca obok. Bosz, ja tak mam, pół wagonu wolne, a przy mnie zawsze ktoś zalega”. Pauza. „Nie, jest tylko jakaś babka, ale jej się nie boję ogólnie. Coś czyta”. Pauza. „Przesiądź się, przesiądź. Chrzanisz...”. Pauza. „Oj nie, jeszcze pomyśli, że go unikam czy coś”. Pauza. „Nie, to nie mój znajomy, no co ty”. 

Wychodzi na korytarz, wraca. „Znów dostajesz paranoję”. Pauza. „Bosz, mówię, to obcy facet. Idzie, rozłączam się”. Pauza. Jedziemy. 

Kutno, przystanek. „Uff, wyszedł. Co tak ciągle wydzwaniasz?”. Pauza. „Mówię ci, ty jesteś mój facet, to był jakiś obcy”. Pauza. „Bo cię rzucę, jak się tak będziesz rzucał”. Pauza. Idziemy do toalety. Ona na zniecierpliwieniu: „Wiesz co, tak, jestem z nim od roku. Żyję w Kutnie”. Pauza. „Zaraz stracę zasięg. W Kutnie nie ma zasięgu”. 

Farbowana lisica

Folder Inne nie traci wigoru: „Szanowna Pani, że się tak wyrażę jeśli wolno mężczyźnie, Kontzka. Pani nazwisko daje do myślenia w kontekście ekspansji Pani. Zwłaszcza, co było do ukrycia, upraszczając zapis na Kącka. Typowy jest to przypadek którego, nie popieram. 

Ma Pani problem z prawdą, Pani Kontzka. A może Frau? Działa Pani w przykryciu prawdziwej tożsamości. Ale Pani chce uznania! 

Podszycie się w Kącką ma takim ludziom jak Pani kupić sympatię swojskością. I nasza Frau bierze się do literatury obcej czyli polskiej i próbuje różnym fortelem ją podbić. Chcę ostrzec, że krótkie to są intrygi i ludzie odkryją farbowaną lisicę jak Kmicic Radziwiłła. Krótkie są nogi u Pani zdrady, Pani Kontzka!”.

Dzieci się lodami nie kupi

Pociąg z Lublina, tuż obok rodzina z dwojgiem dzieci. 

Ojciec: „Wolę się przed sobotą zmyć”. Mała: „Taaak, mamaaa, krótko u babci”. 

Matka: „Oj, nie narzekaj, babcia zawsze ma prezenty”. Mały: „Ale prezenty da dziś i można wracać”. „Nie mów tak, babcia was zabierze na lody”. 

Ojciec: „Ocieplanie wizerunku”. Matka: „Złośliwiec”. „Nie, po prostu stwierdzam. Dzieci się lodami nie kupi”. 

Mała: „A te lody to w czwartek?”. Matka: „Babcia to babcia, nie musi przekupywać”. Ojciec: „Oj, musi”. „Bo…?”. 

Mały: „Ja bym wolał do babci Toli”. Mała: „Tak! Do Krakowa, mamaaa”. 

Matka: „Ale dlaczego niby moja matka ma przekupywać dzieci?!”. Ojciec: „Hm, jak ci to powiedzieć. Jest z Warszawy”. 

Jesteś, stworzaczku

Park Promenada, niedaleko starszy pan z papierową torebką w dłoni. Podchodzi do drzewa, trwa w oczekiwaniu. Przesiadam się na ławkę bliżej akcji wabienia. Po chwili twarz starszego jaśnieje: na pniu pojawia się wiewiór. 

Rozpłaszczony jak lotopałanka, przemieszcza się w dół. „Jesteś, stworzaczku” – starszy wysypuje orzeszki. 

Do mnie: „Tak ją kocham, wie to na pewno”. „Podzielam miłość”. „Tak?”. „No, hoduję obsesję wiewiórczą”. Rozczulił się: „Swój człowiek! Widzi pani, jak się waha, czy tu zleźć, ale zejdzie, moja ślicznotka”. Milkniemy. 

Wiewiórka już drepce pod drzewem. Starszy z trudem przykuca i trzyma w dłoniach orzeszki. Podbiegła, wzięła z ręki. „To mnie trzyma. Trzeba mieć kogoś, kto nic nie musi, a czeka”.


Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!

Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.

Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.

Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>


Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Krótkie są nogi