Przepraszam, pytanie osobiste: jaki ma pani stosunek do szczęścia?

„Bo wie pani, ja już wiem, że nie wezmę szczęścia z osiągnięć, bo miałem bardzo zwykłe życie”. „A może to szczęście?”. „Że zwykłe? Chyba uczciwe. Ale to mało”. „To, zdaje się, dużo”. „Tak? Dziękuję. Ale teraz inaczej się myśli”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Autobus 131, dwie o lasce. „A wie, że dziś Czaskoski puścił tramwaj na Wilanów?”. „Już?!”. „Eee, i tak nie będę jeździć tym jego tramwajem”. „A mnie tam Wilanowa nie trzeba. Niech se go wezną, jak go obsiedli”. „Myśli pani, że chociaż księdza poprosili?”. „Do tramwaja? Nieee”. „Czyli świecka linia będzie”. „A pani by chciała księdza? Na takiej imprezie?! Już myślę, że lepiej bez”. „Prawda! Nie ma co diabłu kropidłem służyć”.

Instytut Onkologii, pod gabinetem. Przy mnie kobieta w mini i kozakach do pół uda. Nadaje na cały korytarz: „Twoją matkę ogarnęłam”. Pauza. „Co ty, zamówiłam mycie”. Pauza. „Kotek, dopiero paznokcie zrobiłam”. Pauza. „Ojca się dołoży”. Pauza. „Zaraz zapytam, ale daję mu miesiąc”. Pauza. „Szkoda, że nie przed Wszystkich Świętych. I tak się na wianki wyda. No trudno”. Pauza. „Jak nie wykupiłeś?!”. Pauza. „Kwatera na Powązkach! Prajm!”. Pauza. „Powiem tak: chcesz Bródno, masz rozwód. Nie pójdę tam leżeć!”.

Dolna, rozkopy, miasto w budowie. Siedzę na ławce prowizorce z widokiem na koparkę. „Ależ ryją” – starszy w palcie z sąsiedniej. „A owszem”. „Dawno mieli skończyć”. „Tak”. Pauza. On: „Przepraszam, pytanie osobiste: jaki ma pani stosunek do szczęścia?”. „U, skomplikowany” – uśmiecham się. „Hehe, to mi pani nie pomoże”. „A w czym rzecz?”. „Zostało mi kilka miesięcy. Nawet końca tego rycia nie dożyję”. „Aha”. „I szkoda mi jednego: że nigdy nie byłem szczęśliwy…”. „Nigdy?”. „...świadomie. Wciąż miałem czas. I zawsze mi coś nie leżało”. „Uhm”. „Teraz nie leży mi to rycie”. „Hah”. „Bo wie pani, ja już wiem, że nie wezmę szczęścia z osiągnięć, bo miałem bardzo zwykłe życie”. „A może to szczęście?”. „Że zwykłe? Chyba uczciwe. Ale to mało”. „To, zdaje się, dużo”. „Tak? Dziękuję. Ale teraz inaczej się myśli”. „Owszem”. Pauza. On: „Wczoraj wpadłem na pomysł”. „Tak?”. „Że mogę to sobie postanowić”. „?”. „Że jestem szczęśliwy. A moim osiągnięciem będzie śmierć”. „Śmierć?”. „Spokojna, bez lęku. Zrobię to inaczej, niż myślałem”. „Wysoko pan wiesza poprzeczkę”. „Z tym brakiem świadków?”. „Też”. „Z tym to ludzie mają dziś chyba większy problem niż ze śmiercią”.

Pociąg z Krakowa. Miejsce przy stoliku obok rodziców z córką na oko pięcioletnią. Mała wyciąga z plecaczka kredki, blok. „Będziesz pani przeszkadzać” – gość wygarniturowany. Uspokajam. On do kobiety na wzburzeniu: „Mogłaby się pouczyć, a nie tylko ciapać”. „Oj, pozwól, niech sobie ma”. „Ma łamigłówki na mózg w torbie, a tylko ciapie”. Smutna cisza. „Co to jest?” – dziobie palcem wskazującym rysunek. Mała: „To duch wodny”. „Czyli meduza”. „Nie. Duch nie ma falbanek. I ogonka”. Gość do kobiety: „Bzdura! Widziała meduzy w Syrakuzach”. Mimowolnie się śmieję. „Co panią śmieszy? Mamy problem z dzieckiem”. Mała dorysowuje kolejnego ducha. Garniturowy nie wyrobił: „Idę do kibla”. „Ej, ten ma ogonek, może to duch rybki?” – zaczepiam się. Matka patrzy na mnie z grozą: „Mąż nie lubi takich żartów, niech pani jej nie podsuwa”. Mała zaciska usta, bierze czarną kredkę. Rysuje smolisty kłąb nad wodą. „To burza?”. „Nie, to zabijacze ducha. Duchu, chowaj się!”. Ciągnie czerń do kresu kartki, drze rysunek, wrzuca kredki do plecaka. Wraca ojciec: „O, duch w śmietniku! Brawo”.

Targi Książki w Krakowie, tłum w Hali Wisła. Wypatrzyłam przesmyk, przemieszczam się sprawnie, a tu klincz: „Kaarol!”– na pół hali. „No co?!” – odkrzykuje młody. „Gdzie ty jesteś?! Ja tu nie mam nic do roboty!”. „Oj, mama!”. „Tu jest jeden stragan katolicki”. „No nie! Nie widziałaś »Gościa Niedzielnego«?”. „Nie widziałam. Kup coś katolickiego i chodźmy stąd”. „Mama! – krzyczy nad moim uchem jak mewa na wiecu – ja ci biorę kalendarz z prymasem!”. „Dobry chłopak! I wyprowadź mnie stąd”. „Jeszcze chciałem fantastykę zobaczyć”. „Ech, to daj mi kalendarz, ja z nim idę do kibla. I chwilę poczekam. A ty se fantastykę kup, tata ci funduje”. „Dziękuję, mamo”. „Tylko nie przesadź, synku!”.

Pociąg do Krakowa, dwie nieco starsze ode mnie: „Wiesz, ja nie mam problemu, że syn ogląda Azjatów. Mam go, że parę godzin dziennie przewija filmiki z żarciem”. „?!”. „No tak. Jeden mi pokazał. Blada, chuda dziewczyna wciąga golonkę. I kubeł makaronu. Jak na przyspieszonym filmie”. „Co ty mówisz?! To konkurs?”. „Pewno tak. Nie wiem, co tu można wygrać. Setki ludzi kamerują, jak zasysają nieprawdopodobne ilości żarcia”. „Matko!”. Chrząkam. Obie patrzą się na mnie znad wspólnego stolika. „Pani też to widziała?” – pyta Pierwsza. „A owszem” – odpowiadam. „I nie uzależniło pani?” – mówi Druga. „Od spektakli żarcia? Nie”. Druga: „Dobre! Spektakli! Ej, może to płatne?” – podrzuca Pierwszej. Ta: „Jasne, że płatne. Z tego żyją. Ale dlaczego moje dziecko tak się wgapia?!”. Druga: „A nie żre w tym czasie? Ja bym musiała”. Pierwsza: „Nic nie je. Jedną kanapkę z ogórkiem. Chleb i jeden plasterek na dobę. Zaburzenia odżywiania. A ich ogląda, ogląda”. Druga: „Ja się boję tych, co nie tyją”. Pierwsza: „???”. Druga: „Człowiek tyje, jak je za dużo. A oni wyglądają dobrze. To niedobrze”. Pierwsza: „Ja myślę, że oni jedzą za niego”. „Za kogo?”. „Za mojego Romka”. „Aguś, przestań, Romuś musi być szczęśliwy”. Pierwsza: „Nie. On mi umrze. Oni go zjedzą”. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Duch wodny