FIFA zdecydowała: mundial 2034 r. odbędzie się w Arabii Saudyjskiej

W świecie futbolu to wiadomość równie spodziewana jak fakt, że – grający zresztą w saudyjskiej lidze – Ronaldo nie odda nikomu strzału z wolnego.
Czyta się kilka minut
King Abdullah Sports City Stadium w Dżuddzie // Fot. John May / Polaris / East News
King Abdullah Sports City Stadium w Dżuddzie // Fot. John May / Polaris / East News

To, jak skonstruowany jest system organizacji turnieju – lwia część dochodów z umów sponsorskich, biletów i transmisji telewizyjnych przypada światowej federacji piłkarskiej – powoduje, że większość demokratycznych krajów, których opinia publiczna umie przeliczać zyski i straty związane z goszczeniem takiej imprezy, nie kwapi się bynajmniej do zabiegania o względy futbolowych bonzów.

Czym kieruje się FIFA, wybierając gospodarza mundialu 

Rosja 2018, Katar 2022 – o tym, że tego typu państw-organizatorów będzie więcej, mówiło się więc i pisało od lat, a po tym, jak FIFA przydzieliła mistrzostwa 2026 Stanom Zjednoczonym, Kanadzie i Meksykowi, a turniej w 2030 – Maroku, Hiszpanii i Portugalii (w symbolicznym geście oddając trzy mecze inauguracyjne Urugwajowi, Argentynie i Paragwajowi; sto lat wcześniej pierwszy mundial odbył się w Montevideo), było jasne, że kolejne muszą przypaść Azji; FIFA konsekwentnie stosuje zasadę, że kontynenty goszczące MŚ nie mogą się powtarzać.

Zazwyczaj prezydent FIFA Gianni Infantino próbuje przynajmniej dbać o pozory, ale tym razem nie zawracał sobie nimi głowy. Do ostatnich godzin przed powierzeniem mundialu Arabii Saudyjskiej nie było pewne tylko to, czy wybór zostanie dokonany przez aklamację – sprzeciwiała się jedynie stojąca na czele norweskiej federacji prawniczka i była piłkarka Lise Klaveness. System, którym kieruje Infantino, został domknięty dawno temu: łączne przychody FIFA w latach 2023-26 mają wynieść co najmniej 11 miliardów dolarów, a będą pewnie rosły (także ze względu na gigantyczny przyrost zainteresowania futbolem kobiecym), jej rezerwy przekraczają 3,6 miliarda. Jest się czym dzielić z krajowymi federacjami...

O możliwości ubiegania się o prawo organizacji mistrzostw w 2034 r. poinformowano oficjalnie 6 października, przyznając potencjalnym chętnym absurdalnie krótki termin 25 dni na dopełnienie wszelkich formalności. Aplikacja Arabii Saudyjskiej została oczywiście przygotowana na czas, a eksperci FIFA przyznali jej 419,8 punktów na 500 możliwych – skojarzenia z wynikami wyborów na I sekretarza partii przed upadkiem komunizmu były powszechne nie tylko w naszej części Europy.

W rekordowo wysokiej ocenie nie przeszkodziło nawet to, że z piętnastu stadionów, na których mają się rozgrywać mecze, jedenastu jeszcze nie zbudowano – ba, w ośmiu przypadkach nie zaczęto nawet prac. Także jedno z pięciu miast-gospodarzy – futurystyczne Neom – będzie powstawało jeszcze przez długie lata.

Dlaczego FIFA lekceważy prawa człowieka i nie dba o zdrowie piłkarzy

Poważnych pytań o sens organizacji mundialu w Arabii Saudyjskiej jest oczywiście więcej niż o stan infrastruktury. Te najważniejsze wiążą się ze stanem praw człowieka. Zdaniem FIFA ryzyko ich naruszeń jest „umiarkowane”, a przypomnijmy, że mówimy o kraju, w którym homoseksualizm jest karalny, kobiety mają ograniczone prawa, wolność słowa jest iluzoryczna, w więzieniach na porządku dziennym są tortury, obowiązuje kara śmierci itd.

Osobny problem to sytuacja tysięcy migranckich robotników – w większości z Indii, Bangladeszu czy Nepalu – pracujących przy tamtejszych gargantuicznych budowach; jedna z brytyjskich stacji telewizyjnych twierdzi, że od 2016 r. w Arabii Saudyjskiej mogło ich zginąć nawet 21 tys. Jeszcze osobny – to kwestia wpływu organizacji takiej imprezy i przyjazdu setek tysięcy kibiców na środowisko. Warunki klimatyczne na Półwyspie Arabskim są takie, że mistrzostwa prawie na pewno musiałyby odbywać się zimą, najpewniej w styczniu, żeby nie kolidowały z ramadanem.

Co z kolei stawia pytania natury czysto sportowej: jak upchnąć wielką imprezę (weźmie w niej udział aż 48 drużyn, którym przyjdzie rozegrać 104 spotkania) w przeładowanym do granic możliwości kalendarzu. I ile jeszcze są w stanie wytrzymać czołowi sportowcy. Laureat tegorocznej Złotej Piłki, Hiszpan Rodri odbierał tę nagrodę – przyznawaną w plebiscycie „France Football” najlepszemu piłkarzowi świata – o kulach, po operacji zerwanych wiązadeł w kolanie, a wcześniej mówił, że zmuszeni do grania 60-70 meczów w sezonie futboliści powinni właściwie zastrajkować.

Od tego roku FIFA zresztą postanowiła kalendarz jeszcze bardziej wypełnić: po zakończeniu sezonu ligowego 2024/25 odbędą się rozbudowane Klubowe Mistrzostwa Świata z udziałem aż 32 drużyn. Poprzednie zorganizowała... Arabia Saudyjska.

Dlaczego Saudyjczycy inwestują w sport

Kiedy nie liczą się prawa człowieka, uczciwość i zdrowy rozsądek, liczą się pieniądze. A tych Arabia Saudyjska ma, po pierwsze, w bród, po drugie zaś: nie żałuje. Także na sport, który w ramach tzw. Vision 2030 – nakreślonego osiem lat temu pod wodzą księcia Mohammeda bin Salmana programu rozwoju państwa, zakładającego wyczerpanie w przyszłości rezerw ropy i gazu, a w związku z tym konieczność dywersyfikacji jego dochodów – pełni rolę kluczową.

Władcy zmieniającego się kraju chcą nie tylko dać igrzyska coraz młodszemu społeczeństwu, myślą również o rozwoju turystyki i ściąganiu masowej widowni na wyścigi Formuły 1, turnieje tenisa i golfa, pojedynki bokserów i wrestlerów, mistrzostwa esportowe. Kontrolowane przez państwowy Fundusz Inwestycji Publicznych (PIF) miejscowe kluby od kilku lat skupują najlepszych, choć na ogół zbliżających się już do emerytury zawodników – m.in. wspomnianego na początku tekstu Ronaldo, który zarabia tu ponad 200 milionów dolarów rocznie.

PIF kupił też udziały w angielskim klubie Newcastle United i wspiera internetową telewizję DAZN, która za prawa do pokazania Klubowych Mistrzostw Świata zapłaciła FIFA miliard dolarów, przebijając wszystkie oferty i zapowiadając, że udostępni swoje transmisje wszystkim chętnym bez dodatkowych opłat. Na liście saudyjskich płac znajduje się również najlepszy pewnie piłkarz w dziejach futbolu Lionel Messi, którego uczyniono ambasadorem turystyki tego kraju.

Księciu Mohammedowi bin Salmanowi i jego współpracownikom pewnie trudno się dziwić: siła przyciągania sportu, nawet skażonego wszechobecną komercjalizacją, pozostaje gigantyczna, a mundial w Katarze – mimo tych samych, co opisane powyżej, wątpliwości – piłkarsko był najlepszą imprezą w historii. O sporcie jako narzędziu soft power, służącym do budowania znaczenia poszczególnych państw, mówi się i pisze już od jakiegoś czasu.

Podobną do soft power karierę robi słowo sportswashing, opisujące wybielanie wizerunku firm czy całych krajów dzięki inwestycjom w tę dziedzinę ludzkiej aktywności. Chodzi właśnie o to, byśmy myśląc o Arabii Saudyjskiej mieli przed oczami Messiego, Ronaldo i ich następców, a nie egzekucje oponentów księcia czy prześladowane mniejszości seksualne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”