Europa: powrót historii

Od kilku lat spieramy się w Polsce o to, czy państwo powinno prowadzić politykę historyczną - i czy w ogóle istnieje coś takiego jak polityka historyczna. Jest to spór trochę jałowy: polityka historyczna (albo, mówiąc bardziej opisowo: polityka wobec historii) jest podobną rzeczywistością jak, powiedzmy, polityka oświatowa czy kulturalna. Owszem, w Polsce pojęcie to pojawiło się dopiero niedawno - i to, niestety, od razu w kontekście bardzo polemicznym. Tymczasem "polityka historyczna - czyli działania agend państwa odnoszące się do historii (np. finansowanie takich a nie innych instytucji; budowanie takich a nie innych muzeów; przyjmowanie takich a nie innych ustaw) - jest sama w sobie neutralnym faktem. Taką politykę prowadziły - choć tego jeszcze tak nie nazywano - i władze PRL, i kolejne rządy czy prezydenci po 1989 r.
Czyta się kilka minut
Obchody 60. rocznicy lądowania aliantów w Normandii, 6 czerwca 2004 r. /
Obchody 60. rocznicy lądowania aliantów w Normandii, 6 czerwca 2004 r. /

Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy polityka historyczna istnieje, niech przyjrzy się Niemcom. To modelowy przykład. Zarówno na płaszczyźnie praktycznej, jak i teoretycznej - można tu nie tylko obserwować jak na dłoni politykę wobec historii, którą prowadziły po 1945 r. rządy i lewicowe, i konserwatywne. W Niemczech powstało także wiele prac naukowych, opisujących to zjawisko. Po polsku ukazała się np. świetna książka Norberta Freia "Polityka wobec przeszłości. Początki Republiki Federalnej i przeszłość nazistowska" (Warszawa 1999).

Na razie byłoby dobrze - dla przejrzystości naszej dyskusji - gdybyśmy samo pojęcie polityki historycznej zaczęli traktować tak jak Niemcy: neutralnie. I gdyby spór toczył się o to, jaką politykę historyczną chce - na "wolnym rynku idei" - prowadzić ta czy inna formacja. Lewicowy niemiecki historyk Jörn Rüsen pisał kilka lat temu: "Dziwna to sprawa, z tą przeszłością. Przeminęła, a jednak jest obecna. To, co się stało, już stało się, a mimo wszystko nie daje nam to spokoju. Co chwila i na nowo staje nam przed oczami, wpływa na naszą teraźniejszość, jest na nowo interpretowane, reinterpretowane, przyswajane, odrzucane, usuwane w cień, wywołane na pierwszy plan, ubóstwiane, piętnowane, urzeczowiane, rozmywane. Nawet jeśli o niej zapomnimy, przeszłość pozostaje czynnikiem nie mniej istotnym".

Polacy spierający się o przeszłość nie są wcale w Europie wyjątkiem. Dlatego to wydanie "Historii w Tygodniku", które ukazuje się przed świętem 11 Listopada, postanowiliśmy poświęcić dyskusjom historycznym, które toczą się w różnych krajach Europy, a także w Unii Europejskiej.

Wojciech Pięciak

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2006