Eksplodujące pagery Hezbollahu: jak wpłyną na sytuację na Bliskim Wschodzie

Atak z użyciem pagerów zamienionych na małe bomby nie zmienił strategicznego obrazu konfliktu Izraela z Hezbollahem. Niesie za to groźbę dalszej eskalacji. Być może tego właśnie chce Izrael.
Czyta się kilka minut
Zrzut obrazu z nagrania z monitoringu w momencie eksplozji pagera klienta sklepu warzywnego. 17 września 2024 r. // Balkis Press / Abacparess / East News
Zrzut obrazu z nagrania z monitoringu w momencie eksplozji pagera klienta sklepu warzywnego. 17 września 2024 r. // Balkis Press / Abacparess / East News

Dziewięcioletnia Fatima Abdullah zaczęła czwartą klasę podstawówki. Właśnie wróciła do domu po pierwszym dniu w szkole. Była w kuchni, gdy zabrzęczał pager jej ojca. Chciała mu go podać. Zginęła na miejscu.

Dziewczynka jest jedną z co najmniej 12 ofiar śmiertelnych ataku wymierzonego w bojowników Hezbollahu, polityczno-militarnej organizacji szyickiej, która kontroluje libańskie południe. We wtorek 17 września, o godzinie 15.30, pagery należące do członków tej organizacji eksplodowały niemal jednocześnie w Libanie i Syrii. Fala wybuchów raniła ok. 2,8 tys. osób.

Dzień później doszło do kolejnej fali eksplozji. Tym razem eksplodowały należące do Hezbollahu krótkofalówki. Okazały się jeszcze bardziej śmiercionośne: zginęło co najmniej 25 osób, w tym czworo dzieci. Setki osób odniosły obrażenia.

„Bezpieczna alternatywa”: Hezbollah używał pagerów zamiast komórek

„Pytacie mnie, gdzie są agenci? Odpowiadam: to telefon w waszych rękach, w rękach waszych żon i waszych dzieci. To on jest agentem. Pogrzebcie go. Zamknijcie go w metalowym pudełku i zamknijcie na klucz” – grzmiał przywódca Hezbollahu Hasan Nasrallah w telewizyjnym orędziu.

Było to w lutym tego roku, wkrótce po serii ataków wymierzonych w czołowych bojowników tej organizacji. Hezbollah zorientował się, że izraelskie służby do namierzania celów wykorzystują telefony komórkowe i zakazał ich stosowania. Zamiast tego jego członkowie – i bojownicy, i ludzie zajmujący się cywilną, administracyjną stroną działania organizacji – mieli porozumiewać się za pomocą pagerów (prostych urządzeń, które służą tylko do komunikacji tekstowej) i krótkofalówek.

Czy izraelskie służby to przewidziały? Według źródeł „The New York Times” – tak. Operacja Mosadu, izraelskiego wywiadu, miała zacząć się kilka miesięcy przed przemówieniem Nasrallaha. Wówczas to na Węgrzech powstała firma ​​BAC Consulting, która kupiła licencję na produkcję pagerów od znanej tajwańskiej firmy Gold Apollo. Gdy potem Hezbollah zaczął rozglądać się za możliwością zakupu innych środków łączności niż komórki, Mosad był gotowy. Wewnątrz urządzeń znajdował się pentryt, materiał wybuchowy zmieniający gadżet w małą bombę.

Pager zniszczony eksplozją. 17 września 2024 r. // Balkis Press / Abacparess / East News

Bezprecedensowa skala zinfiltrowania

W ten sam sposób zmodyfikowane miały być dostarczone Hezbollahowi krótkofalówki. Miały logo japońskiej firmy Icom. Ta jednak twierdzi, że takiego modelu nie ma w sprzedaży od 10 lat. Część ekspertów, w tym dystrybutor tej marki w USA, utrzymuje, że urządzenia, których używał Hezbollah, to nie oryginalne walkie talkie firmy Icom, lecz podróbki.

Wedle źródeł „New York Timesa” zawierały one większą ilość materiałów wybuchowych, stąd choć wybuchów było mniej niż dzień wcześniej, zabitych jest więcej. Libańska obrona cywilna podała, że eksplozje krótkofalówek wywołały 71 pożarów w domach i sklepach.

Jak te urządzenia trafiły do członków Hezbollahu? Zapewne Mosad miał swoich agentów w organizacji i zaaranżował sprzedaż. „Nie chcesz, aby tysiące wybuchowych pagerów krążyło po Libanie, więc kret musiał dostarczyć je do odpowiednich osób” – mówił magazynowi „Wired” Jake Williams, wiceprezes ds. badań i rozwoju w firmie Hunter Strategy, a wcześniej pracownik Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA.

Williams mówił też, że jest zszokowany złożonością tej operacji: „Skala zinfiltrowania ciągów zaopatrzeniowych jest bezprecedensowa. Trudno wyobrazić sobie, jaką technologię Hezbollah może teraz uważać za bezpieczną”.

Atak na Hezbollah: dlaczego właśnie teraz

„Ten atak jest jak uderzenie w piętę achillesową, bo pozbawił Hezbollah środków komunikacji” – mówił na łamach „New York Times” Keren Elazari, analityk bezpieczeństwa na Uniwersytecie w Tel Awiwie. Podkreślał: „Widzieliśmy już wcześniej takie ataki, ale nigdy nie były tak wyrafinowane”.

Izraelczycy specjalizują się w takich złożonych operacjach. Już w 1996 r. dzięki namierzeniu telefonu zabili w Gazie Yahyę Ayyasha, pseudonim „Inżynier”, głównego konstruktora bomb Hamasu, odpowiedzialnego za serię zamachów na izraelskich przystankach i w autobusach. Trzy lata później bomba w telefonie zabiła Samiha Malabiego, aktywistę Fatahu. Wkrótce po tym, jak jesienią 2023 r. zaczęła się obecna wojna w Gazie, pojawiły się doniesienia, że Izrael dokonuje zmasowanych ataków właśnie dzięki namierzaniu telefonów.

Nie jest jasne, dlaczego Izrael zdecydował się na przeprowadzenie tak zmasowanego ataku właśnie teraz. Część ekspertów spekulowała, że może to być preludium do większej ofensywy – operacja doprowadziła bowiem nie tylko do okaleczenia znacznej liczby członków Hezbollahu, ale też sparaliżowała na jakiś czas jego łączność. Hipotezę taką podważa jednak fakt, że nie było od razu ciągu dalszego – podczas gdy eksperci od wojskowości twierdzą, że ofensywa powinna nastąpić natychmiast.

Kto nie chce eskalacji na Bliskim Wschodzie

Przyczyna, dla której przeprowadzono oba ataki, mogła być jednak dużo bardziej prozaiczna. „To była decyzja typu »wykorzystaj swoje możliwości albo je stracisz« – mówił portalowi Axios urzędnik administracji USA.

Wedle tego źródła dwóch członków Hezbollahu miało zgłosić dowództwu swoje podejrzenia dotyczące pagerów. Izrael zaś, obawiając się, że w ciągu kilku kolejnych dni misterna intryga zostanie przejrzana przez przeciwnika, wykorzystał natychmiast pułapkę, którą zastawił być może z myślą o użyciu przed lądową ofensywą na Liban.

Jednak Yossi Melman, autor książek o Mosadzie, twierdzi w rozmowie z dziennikiem „Guardian”, że choć atak demonstruje techniczne i wywiadowcze możliwości Izraela, to jest on „oznaką paniki”, a uderzenie wymierzone w tysiące ludzi w żaden sposób nie zmienia strategicznego obrazu tego konfliktu. Poza tym, że przyniósł ryzyko dużej liczby postronnych ofiar – oraz że może doprowadzić do dalszej eskalacji.

Tymczasem eskalacja jest dokładnie tym, czego chcą uniknąć dziś sojusznicy Izraela, na czele ze Stanami Zjednoczonymi. Sekretarz stanu Antony Blinken zapewniał, że Waszyngton nie został uprzedzone o planach Izraela. „USA nie miały tu wiedzy i nie brały udziału w tych incydentach. Nadal zbieramy informacje i fakty” – stwierdził.

Metody zabijania według Izraela

Do ataków z użyciem pagerów i krótkofalówek dochodzi po miesiącach narastającego konfliktu między Hezbollahem a Izraelem. Zarówno rakietowe ostrzały ze strony Hezbollahu, jak też – dużo silniejsze – bombardowania ze strony Izraela przyniosły blisko tysiąc zabitych (niemal wszystkie w Libanie), a Izrael, jak niedawno pisał na łamach „Tygodnika” Krzysztof Strachota, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, do perfekcji opanował metody zabijania liderów Hezbollahu. Ostatnia głośna ofiara to zabity w lipcu lider jego struktur wojskowych Fu’ad Szukr. Teraz wśród rannych jest Mojtaba Amani, ambasador Iranu w Libanie.

Armia Izraela na pytania mediów o wybuchy odpowiedziała tradycyjnym: „bez komentarza”. Hezbollah zapowiada, że w odpowiedzi na atak wymierzy „sprawiedliwą karę”. Organizacja Human Rights Watch wzywa do przeprowadzenia dochodzenia i podkreśla, że nikt nie był w stanie śledzić lokalizacji zamienionych w bomby urządzeń, w związku z czym eksplozje mogły uderzać tak w cele wojskowe, jak i cywilne.

„Międzynarodowe zwyczajowe prawo humanitarne zabrania używania bomb-pułapek – obiektów, które dla cywilów kojarzą się ze zwykłymi cywilnymi zastosowaniami – właśnie dlatego, by unikać tworzenia śmiertelnego zagrożenia dla cywilów i scen, jakie obserwujemy w Libanie” – napisała Lama Fakih, dyrektorka HRW na Bliski Wschód i Afrykę Północną.

Tekst zaktualizowano 19 września po południu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Tysiące wybuchowych gadżetów