10 najlepszych filmów 2025 roku. Było co oglądać

Większość z wybranych tytułów ma polityczny pazur, czasem głęboko ukryty. Są to podróże w czasie, egzotyczne tripy i szalone jazdy międzygatunkowe.
Czyta się kilka minut
Leonardo DiCaprio jako Bob Ferguson w filmie „Jedna bitwa po drugiej” // Warner Bros. Pictures / materiały prasowe
Leonardo DiCaprio jako Bob Ferguson w filmie „Jedna bitwa po drugiej” // Warner Bros. Pictures / materiały prasowe

Czy był to dobry rok? Poniższa lista filmów fabularnych, pokazywanych na polskich ekranach w regularnej dystrybucji, przeczy pogłoskom o śmierci kina, choć czasy dla twórczości autorskiej czy wysokojakościowej rozrywki są coraz mniej sprzyjające. 

Tak się składa, że większość z wybranych przeze mnie tytułów ma polityczny pazur, czasem głęboko ukryty. 

Są to podróże w czasie (które zawsze wiodą ku współczesności), egzotyczne tripy (które mówią, że nie uciekniemy zbyt daleko), szalone jazdy międzygatunkowe i kameralne opowieści, w których jest czyjś cały świat.

Brutalista, reż Brady Corbet

Mamy rok 1947 i Europę w powojennych zgliszczach. Do brzegów Ellis Island przybija László Tóth, węgierski Żyd z nosem złamanym podczas ucieczki z pociągu, z ikoniczną twarzą Adriena Brody’ego, dwie dekady po „Pianiście”.

Takich odniesień będzie w filmie wiele, jako że Corbet i jego stała współscenarzystka Mona Fastvold, życiowa partnerka i też reżyserka, potrafią nie tylko błysnąć erudycją, ale mają poczucie humoru. Stąd nazwisko bohatera zapożyczyli od… szaleńca, który strzaskał ongiś młotkiem watykańską „Pietę” Michała Anioła. Jej tworzywem był zresztą marmur z Carrary, dokąd uda się filmowy Tóth, by zdobyć ów cenny kruszec na zaprojektowany przez siebie ołtarz. I doświadczyć, czym jest brutalizm, wcielony niekoniecznie w architekturę.

Przeczytaj całą recenzję filmu „Brutalista”

Dziewczyna z igłą, reż. Magnus von Horn

Tytuł tego filmu jest łagodny niczym u Vermeera, choć z bardzo dosłownym ukłuciem. A robota zaiste koronkowa, bo rzadko się zdarzają na ekranie obrazy o takiej intensywności, dopieszczone w każdym szczególe. Toteż oglądając „Dziewczynę z igłą” chwilami można powątpiewać w czystość jej intencji. Jakże to – opowieść o niechcianych ciążach, seryjnych dzieciobójstwach i twarzach zmasakrowanych na wielkiej wojnie wygląda tak, jakby każdy jej czarno-biały kadr domagał się powieszenia na ścianie. 

Strategia reżysera jest jednak przewrotna: pod maską wysokoartystycznego kina, pełnego kulturowych odniesień i surrealistycznych figur, Magnus von Horn przemyca kontrabandę jeszcze brutalniejszą, niżby się z początku mogło wydawać.  

Przeczytaj całą recenzję filmu „Dziewczyna z igłą” 

Grand Tour, reż. Miguel Gomes

Metafora filmu jako snu trąci już naftaliną, a „kino oniryczne” bywa synonimem ekranowych usypiaczy. Tym większą niespodzianką okazuje się „Grand Tour”, filmowa podróż o frapująco meandrycznej trajektorii – przez odległe krainy, obce języki, różne epoki i rodzaje kina. A do tego ta opowieść o dawnych fascynacjach tzw. Orientem zostaje przepuszczona przez dzisiejszą świadomość i wrażliwość, jakkolwiek wciąż niewolne od swoich wyobrażeń. 

Na powierzchni zaś mamy wcale nie powierzchowną i bardzo zwodniczą historię miłosną, rozpisaną na dwa osobne głosy, które dopełniają się w tropikalnej gorączce (czy oparach opium), jakby na przekór zachodnim dualizmom.

Przeczytaj całą recenzję filmu „Grand Tour”

Grzesznicy, reż. Ryan Coogler

Okazuje się, że na deltę Missisipi wampiry wcale nie przybyły z kultury europejskiej, lecz z afrykańskiej. Dotarły tu wraz z czarnymi niewolnikami, podobnie jak muzyczne brzmienia, z których narodziły się blues, jazz, soul czy rap. Takie właśnie jest tło filmu Ryana Cooglera, gdzie wyprawa na południe USA roku 1932 daje okazję do szalonej zabawy gatunkowej. Na miarę miniserialu „Kolej podziemna” (2021) Barry’ego Jenkinsa i z nie mniej wywrotowym przesłaniem.

Michael B. Jordan wciela się w podwójną rolę czarnych bliźniaków, Elijaha o ksywie Smoke oraz Eliasa zwanego Stackiem. W tzw. amerykańskim pasie biblijnym rządzą nie tylko biblijne imiona, obowiązują także rasistowskie prawa Jima Crowa. Z tego powodu dla dwóch młodych Afroamerykanów jedyną szansą na społeczny awans okazuje się udział w wielkiej wojnie, a potem w szemranych chicagowskich interesach (to czasy Ala Capone).

Przeczytaj całą recenzję filmu „Grzesznicy”


Jedna bitwa po drugiej, reż. Paul Thomas Anderson

Kanwą scenariusza była powieść Thomasa Pynchona „Vineland”, wydana w 1990 r., opowiadająca o aberracjach Ameryki czasów Reagana i końca hippisowskiej utopii. Anderson wcześniej przeniósł na ekran „Wadę ukrytą” (2014), lecz tym razem potraktował pierwowzór swobodniej i czytelniej, adaptując go zaś do współczesności, jednocześnie zawiesił w jakimś amerykańskim bezczasie. Stąd powtarzające się pytanie: „która jest godzina?”. Odpowiedź na nie to konspiracyjne hasło, którego Bob, nadużywający rozmaitych substancji, nie może sobie przypomnieć w krytycznych chwilach. Lecz samo zapytanie wydaje się w filmie czymś więcej.

W jakim momencie jesteśmy i co z nim zrobimy? Rozrywkowe kino rzadko traktuje na serio tego rodzaju kwestie. Między kolejną szaloną ucieczką i równie brawurowym pościgiem po falujących, pustynnych drogach, w oparach adrenaliny, bezsensu, to znów tkliwych emocji, powraca Anderson do tematu ojcostwa, jaki przewijał się w wielu jego filmach, zazwyczaj w postaci zaniedbań czy nadużyć. 

Przeczytał całą recenzję filmu „Jedna bitwa po drugiej"

Miłość, reż. Dag Johan Haugerud

Johan Haugerud fantastycznie meandruje między wątkami heteroseksualnej lekarki w dojrzałym wieku i młodego homoseksualnego pielęgniarza, którzy stykają się ze sobą w pracy na oddziale urologicznym, ale spotykają się naprawdę dopiero podczas nocnej podróży promem.

Marianne (Andrea Bræin Hovig) wraca z zapoznawczej randki, podczas gdy Tor (Tayo Cittadella Jacobsen) zalicza właśnie kolejną gejowską „pikietę”. Chociaż różni ich wszystko, a już na pewno podejście do seksu i bliskości, to przypadkowe spotkanie i bezinteresowna wymiana skrywanych myśli coś odmieniają w życiu każdego z nich.

Tyle że w przeciwieństwie do tego banalnego zdania nic w tym filmie nie szeleści rozprawką o pułapkach miłości w czasach Tindera i Grindra. Wnikliwie napisany i subtelnie zagrany scenariusz opowiada o dzisiejszych lękach przed angażowaniem się, zostawiając szeroką przestrzeń dla niedopowiedzeń i domysłów. 

Czytaj więcej o filmach tego reżysera

Nasienie świętej figi, reż. Mohammad Rasoulof

Mohammad Rasoulof, twórca filmu „Nasienie świętej figi”, od dawna interesuje się sytuacjami, w których zwyczajny, całkiem porządny człowiek musi wywiązać się ze służbowych obowiązków i wykonać jakąś brudną robotę. Na przykład wyrok śmierci na niewinnej osobie, najczęściej bardzo młodej, potem zaś, jak gdyby nigdy nic, zasiąść do stołu w towarzystwie żony i nastoletnich córek.

Podobne historie opowiadał w swoich poprzednich filmach, zwłaszcza w „Zło nie istnieje”, gdzie jedna z nowel była punktem wyjścia dla tej historii. Tym razem nie ogranicza się do kondycji psychicznej samego egzekutora. Bo nie mniej frapujące jest to, jak reagują najbliższe osoby, kiedy odkrywają, czym się zajmuje troszczący się o rodzinę mąż i tato.

Przeczytaj recenzję filmu „Nasienie świętej figi”

Sirât, reż. Oliver Laxe

Ta historia wdziera się pod skórę niczym pustynny piach i uwiera jeszcze długo po wyjściu z kina.

Znany hiszpański aktor Sergi López wciela się w postać Luisa, który poszukuje zaginionej córki, a jej tropy zawiodły go właśnie do południowego Maroka, w sam środek rave’u. Można odnieść wrażenie, jakby się tam z nim było, trochę w tłumie, a trochę jednak obok, jako że paradokumentalne zdjęcia Mauro Herce Miry dopiero z czasem nabierają w pełni immersyjnej mocy.

Przeczytaj całą recenzję filmu „Sirât”

Sorry, Baby, reż. Eva Victor

Jeśli w kinie jest jeszcze możliwa jakaś wolność, „Sorry, Baby” dostarcza na to bezsprzecznych dowodów. Bo dziś tego rodzaju historie najłatwiej byłoby wpisać w konkretny dyskurs – kultury terapeutycznej czy społecznej krytyki. Tak, Agnes, będąc studentką, padła ofiarą przemocy seksualnej. Tak, jako młoda wykładowczyni nadal nosi w pamięci i ciele to, co się wtedy wydarzyło. Tak, sprawca tamtych zdarzeń powinien być ukarany... 

Jednakże Eva Victor, debiutująca za kamerą trzydziestolatka, robi wszystko, by nie zamknąć tej historii w żadnym znanym nam schemacie – i kręci o tym nieco łobuzerską tragikomedię. Lekka konwencja też może mieć w sobie oczyszczającą supermoc.

Przeczytaj całą recenzję filmu „Sorry, Baby”

Symfonia o umieraniu, reż. Matthias Glasner

„Nigdy cię nie lubiłam” − to chyba najgorsze słowa, jakie może usłyszeć dorosły syn od matki. Zwłaszcza że w tym momencie obwieszcza mu ona, że choruje na raka, lecz przecież ważniejsze są sprawy praktyczne, związane z pogrzebem czy dziedziczeniem. To bez wątpienia najmocniejsza ze scen „Symfonii o umieraniu”, trwająca kilkanaście długich minut, aczkolwiek porównanie jej do znanego dowcipu rysunkowego Marka Raczkowskiego wcale nie byłoby nadużyciem.

W filmie Matthiasa Glasnera nagie okrucieństwo podane jest często w taki sposób, że zamienia się w absurd. I choć jesteśmy w świecie, gdzie wszystko: rodzina, sztuka, praca bywają źródłem cierpień i „nawet sens nie ma sensu”, ten film w mało spodziewanych momentach przynosi wyzwolenie od bezsensu. 

Przeczytaj całą recenzję filmu „Symfonia o umieraniu”

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”