„Sirât”: ten film wdziera się pod skórę i uwiera długo po wyjściu z kina

Obraz Ólivera Laxe’a meandruje między dramatem rodzinnym, filmem drogi, historią o przetrwaniu, postapokaliptyczną jazdą w stylu „Mad Maxa”, aż po filozoficzną przypowieść.
Czyta się kilka minut
„SIRÂT” – reż. Óliver Laxe, Hiszpania-Francja, 2025 r. // Materiały prasowe / Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
„SIRÂT” – reż. Óliver Laxe, Hiszpania-Francja, 2025 r. // Materiały prasowe / Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

W szwajcarskim dokumencie „Raving Iran” (2017) Susanne Reginy Meures można było zobaczyć, jak wyglądają nielegalne imprezy techno organizowane przez młodych Irańczyków na pustyni. Oglądaliśmy weekendowych uciekinierów z opresyjnego systemu, którzy pokazywali mu z oddali środkowy palec, podrygując godzinami przy transowych bitach, pod wpływem różnych, także zakazanych substancji. W samym zaś centrum znajdowali się niestrudzeni organizatorzy tychże rave’ów, ryzykujący najwięcej. 

A kim są, od czego uciekają i czego szukają bohaterowie „Sirât”, kiedy bawią się w tłumie innych Europejczyków na skalisto-piaszczystych bezkresach Atlasu? W filmie Ólivera Laxe’a wiele pytań pozostanie zawieszonych, a najbardziej zdesperowany poszukiwacz już na początku drogi straci najwięcej. I będzie to zaledwie warstwa powierzchniowa tej historii, która wdziera się pod skórę niczym pustynny piach i uwiera jeszcze długo po wyjściu z kina. 

Ale co pośród tego barwnego, ekstatycznego tłumu robi normals w średnim wieku, w dodatku z dzieckiem i psem? Znany hiszpański aktor Sergi López wciela się w postać Luisa, który poszukuje zaginionej córki, a jej tropy zawiodły go właśnie do południowego Maroka, w sam środek rave’u. Można odnieść wrażenie, jakby się tam z nim było, trochę w tłumie, a trochę jednak obok, jako że paradokumentalne zdjęcia Mauro Herce Miry dopiero z czasem nabierają w pełni immersyjnej mocy. 

Oczywiście wespół ze ścieżką dźwiękową, gdzie pulsujące rytmy Davida Letelliera będą się przenikać z odgłosami cywilizacji i natury. Jest to bowiem film, który zasysa stopniowo i nieodwołalnie – tym dotkliwsze są te momenty, kiedy widz zostaje gwałtownie wybity ze swojego transu. Droga przez pustynię i dla niego ma być tytułowym sirâtem, czyli – według islamu – cieniutkim i ostrym jak brzytwa pomostem wiodącym do raju, ale zawieszonym tuż nad piekłem.

Najpierw wybucha wojna i wojsko rozpędza rave. Wraz z grupką imprezowiczów Luis wyrusza dalej, ku granicy z Mauretanią, licząc naiwnie, że gdzieś tam przebywa jego córka. Jednakże opowieść coraz bardziej gubi swój początkowy cel, zastyga, to znów wybucha, słowem: prowadzi na manowce. Meandruje między dramatem rodzinnym, filmem drogi, historią o przetrwaniu w ekstremalnych warunkach, postapokaliptyczną jazdą w stylu „Mad Maxa”, aż po filozoficzną przypowieść, w której pustynia może oznaczać wszystko. Lecz żadna z tych gatunkowych ram nie ogarnia dzikiej, acz precyzyjnie odmierzanej energii „Sirât”. 

Nawet kiedy Luis i piątka jego przypadkowych towarzyszy podróży, w obliczu rozmaitych deficytów, niebezpieczeństw i trudów, zaczynają tworzyć coś na kształt nowej rodziny, złożonej z „ostatnich ludzi”. Gdy brakuje paliwa i wody, gdy świat stanął w ogniu i odcięto ostatnie drogi ucieczki, a do tego los zadrwił sobie z głównego bohatera najokrutniej, pozostaje mu już tylko to – owa milcząca wspólnota outsiderów słuchających dziwacznej dla niego muzyki.

Zresztą Laxe podsuwa rozmaite tropy, a nawet miny, i nie tylko w sensie dosłownym. Oto rave jako utopia wolności i wspólnoty gwałci dziewiczy pejzaż Maroka. I choć trzeba przyznać, że widok gigantycznych agregatów i kolumn ustawionych na tle nagich skał czy karawana sunących przez pustynię furgonetek robi potężne wrażenie, wydaje się, że natura musi wziąć odwet. Podobnie jak nieliczni na ekranie tubylcy, zdystansowani i mało skorzy do pomocy. Ale ta filmowa jazda nie potrzebuje wspomagania w postaci krytyki społecznej, ekologicznej czy geopolitycznych diagnoz, przynajmniej nie wprost. 

Przemawia już samo miejsce (Afryka Północna – stąd się raczej ucieka, niż tutaj ucieka) i czas (przed nami bardzo realne political fiction, podszyte jakże współczesnymi lękami). Albowiem prawdziwy filmowy hardkor wcale nie będzie potrzebował wielkich konfliktów; wystarczy ironia losu bądź zwykły przypadek, by wyzbyć się resztek arogancji.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Mimo że zatracanie się pośród dudniących sound systemów okazuje się ucieczką pozorną i nie przynosi wyzwolenia, reżyser zdaje się wierzyć zarówno w siłę elektronicznej muzyki, w piękno surowego pejzażu, jak i moc filmowej kinetyki. Oraz w coś jeszcze, co wydawało się pozorne w rave’owym zbiorowisku. „Sirât” to bowiem kino katastroficzne szukające na gruzach śladów ludzkich. Jest ascetyczne i jednocześnie intensywne, „wysokooktanowe”, na dodatek czerpiące z wielu źródeł. 

Z dawkowanego po szatańsku napięcia, z audiowizualnego oddechu i ciężaru niedopowiedzeń, zmuszających do wyświetlania sobie w głowie równoległego filmu. Takiego, w którym nie chodzi wyłącznie o przeżycie na pustyni, odnalezienie dziecka czy ucieczkę przed wojną, ale o wyrażone bez krzty patosu duchowe poruszenia i tęsknoty. Łatwo było je zagadać, zatupać, zasłonić publicystycznym bądź efekciarskim naddatkiem. Laxe potrafi jednak sprawić, że niespodziewana eksplozja jest wbijającym w fotel efektem specjalnym i zarazem egzystencjalnym znakiem.

Jako film „Sirât” również balansuje na ostrzu brzytwy i w swojej nieprzewidywalności sam bywa polem minowym. Reżyserowi zarzuca się, że uprawia „emocjonalne porno”, bo nazbyt swobodnie i radykalnie igra reakcjami widzów. Zaiste, w tej samowolce wielokrotnie przypomina Laxe drapieżnego kota, który zbyt długo i leniwie bawi się swoją ledwo żywą ofiarą. Albo złośliwego demiurga, który z nudów gra sobie w strzelankę i chwilami można poczuć się w kinie tak, jakby i nas brał na muszkę. Dlatego pierwotny, wręcz organiczny odbiór tego filmu wywołuje bezradność, zawstydzenie czy wręcz irytację – co on, do diabła, z nami robi?!

Tymczasem między górnolotną refleksją „do czego zmierza nasz świat” a trzewiowym i dziwnie trzeźwym dreszczowcem rozgrywa się wspaniałe, intensywne kino, pozwalające na gołej skórze odczuć dokonujące się na ekranie procesy: pustynnienia, ubywania, redukcji, ciągłego „ćwiczenia się z utraty”. W skali indywidualnej i globalnej. 

Najważniejsze, że film nie zostawia nas całkowicie bezradnych, oszołomionych tym zmierzaniem ku nicości, jak robił to choćby Béla Tarr w genialnym skądinąd „Koniu turyńskim” (2011). Zanim kolejny przeładowany pojazd stoczy się prosto w przepaść, może ktoś zdąży w porę zaciągnąć hamulec ręczny. Lub przynajmniej zauważy, że wszyscy w gruncie rzeczy jedziemy na tym samym wózku.

SIRÂT – reż. Óliver Laxe. Prod. Hiszpania/Francja 2025. Dystryb. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. W kinach od 19 września. 

Óliver Laxe, urodzony we Francji hiszpański reżyser i scenarzysta, zaczynał od zrealizowanego w Maroku dokumentu „Wszyscy jesteście szefami” (2010), uhonorowanego przez krytykę w Cannes. Jego filmy fabularne, czyli „Mimosas” (2016), „Siła ognia” (2019) i najnowszy „Sirât”, również były w konkursach tego festiwalu i za każdym razem otrzymywały tam ważne nagrody.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ostatni rave