„Grzesznicy” przywołują demony amerykańskiego Południa. Ale to muzyka jest prawdziwą bohaterką filmu

Już na początku filmu Ryana Cooglera chłopak z gitarą, syn pastora, dostaje ojcowskie ostrzeżenie: swoją muzyką może kiedyś obudzić złe moce. Reżyser brawurowo łączy tu tradycje muzyczne, przypowieść o korupcji i… wampiryczny horror.
w cyklu ROSYJSKA RULETKA
Czyta się kilka minut
„Grzesznicy” („Sinners”) – reż. Ryan Coogler. Prod. USA, 2025 r. // materiały prasowe Max
„Grzesznicy” („Sinners”) – reż. Ryan Coogler. Prod. USA, 2025 r. // materiały prasowe Max

Okazuje się, że na deltę Missisipi wampiry wcale nie przybyły z kultury europejskiej, lecz z afrykańskiej. Dotarły tu wraz z czarnymi niewolnikami, podobnie jak muzyczne brzmienia, z których narodziły się blues, jazz, soul czy rap. Takie właśnie jest tło filmu Ryana Cooglera, gdzie wyprawa na południe USA roku 1932 daje okazję do szalonej zabawy gatunkowej. Na miarę miniserialu „Kolej podziemna” (2021) Barry’ego Jenkinsa i z nie mniej wywrotowym przesłaniem. 

Michael B. Jordan wciela się w podwójną rolę czarnych bliźniaków, Elijaha o ksywie Smoke oraz Eliasa zwanego Stackiem. W tzw. amerykańskim pasie biblijnym rządzą nie tylko biblijne imiona, obowiązują także rasistowskie prawa Jima Crowa. Z tego powodu dla dwóch młodych Afroamerykanów jedyną szansą na społeczny awans okazuje się udział w Wielkiej Wojnie, a potem w szemranych chicagowskich interesach (to czasy Ala Capone).

  • GRZESZNICY („Sinners”) – reż. Ryan Coogler. Prod. USA 2025. Max

Po latach Smoke i Stack wracają w rodzinne strony i, uzbrojeni w brudną gotówkę oraz ukryte spluwy, postanawiają otworzyć własny biznes. Dołącza do nich młodszy kuzyn Samuel (Miles Caton), chłopak z gitarą ewidentnie „skazany na bluesa”, chętnie zresztą słuchanego przez tutejszych białych. Już na początku Sammie, który jest synem pastora, dostaje ojcowskie ostrzeżenie: swoją muzyką może kiedyś obudzić złe moce – i rychło tak się stanie.

Bo prawdziwa muzyka, jak głoszą lokalne wierzenia, przebija zasłonę między światem żywych i umarłych, potrafi ożywiać duchy z przeszłości i przyszłości. Stąd wspaniale nakręcona scena, kiedy podczas występu Sammiego w nowo otwartym klubie muzycznym, należącym do bliźniaków, zakrzywia się czas i przestrzeń. Miejsce sprzed ponad stu lat wypełnia się na chwilę fuzją rozmaitych kultur. Łączy dawny blues z dzisiejszym hip-hopem, a rdzennych Amerykanów z afrykańskimi bębniarzami czy tancerzami z tradycyjnej opery chińskiej.

Wtedy do akcji wkraczają pełną parą biali bohaterowie filmu, w rzeczywistości zakamuflowane wampiry. Nie mają oni wstępu do lokalu z szyldem „białych nie wpuszczamy”, co jest oczywiście rebeliancką fantazją twórcy filmu, podobnie jak kilka innych postępowych wątków, z erotycznym włącznie. Uruchomiona wówczas przez Cooglera ekstatyczna jazda, będąca przede wszystkim manifestacją czarnej wolności, zamienia się w regularną walkę z siłami zła. Sami zaś „Grzesznicy” przeobrażają się w (nomen omen) czystej krwi horror, zrealizowany z dużą inwencją i wigorem. Na tyle wyrafinowany, że wiele aluzji do systemowego rasizmu czy działalności Ku Klux Klanu pozostaje zgrabnie zaszytych.

Wiadomo, czego metaforą jest ukazany na ekranie wampiryzm, warto jednak zobaczyć w tym filmie coś więcej – opowieść o zaraźliwym ukąszeniu przez przemoc. O genetycznej skazie, jaka dotknęła w USA różne grupy społeczne, bo przecież nie tylko mniejszości rasowe. Coogler przebija osinowym kołkiem rozmaite głęboko zakorzenione skrypty. 

„Grzesznicy” („Sinners”) – reż. Ryan Coogler. Prod. USA, 2025 r. // materiały prasowe Max

Od strony wizualnej film zapiera dech. Za kamerą stoi młoda i już wybitna operatorka Autumn Durald Arkapaw, która z Cooglerem pracowała przy filmie „Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” (2022), a chwilę później zwróciła uwagę zdjęciami do „The Last Showgirl” Gii Coppoli (2024). Ożywia klasyczny pejzaż amerykańskiego Południa, z hektarami pól bawełnianych i charakterystyczną drewnianą zabudową, ale w dobrze znanej scenerii stare klisze nabierają nowych, polemicznych znaczeń.

Choć przecież to muzyka – żywa, szczera i nieprzekupna – jest tutaj główną bohaterką. Staje naprzeciw niej inna tradycja, ta z ducha country & western, inspirowana irlandzkim folkiem i uosabiana przez wampira Remmicka, co ciekawie problematyzuje kwestię „białości” (Irlandczycy też doświadczali dyskryminacji na Nowym Kontynencie). Tak czy inaczej, proszę nie wyłączać tego świetnego filmu wraz z pojawieniem się napisów końcowych, wtedy bowiem objawi się jego ostateczna puenta.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”