Kiedy dziesięć lat temu Dorota Masłowska pod pseudonimem Mister D. nagrała płytę „Społeczeństwo jest niemiłe”, mieszkająca w Paryżu rosyjska artystka Olga Kisseleva realizowała projekt o nazwie „Hiper-rzeczywistość”. Uzyskując zgodę na dokumentację produktów rekwirowanych przygodnym złodziejaszkom przez ochronę hipermarketu, Kisseleva wykonała serię zdjęć przedstawiających złożone z przedmiotów pożądania kompozycje. Wielkoformatowe fotografie przypominają holenderskie martwe natury, zaskakują przepychem. Co próbowano ukraść we francuskim Carrefourze? Nie artykuły pierwszej potrzeby, ale towary, których chęć posiadania wykreowały media: organiczną kawę bio, raclette z szynką, przewodniki turystyczne, cukierki i energetyki.
Kisseleva i Masłowska od wielu lat realizują bardzo podobny projekt wywlekania na wierzch i układania kompozycji z tego, co bywa naszą grzeszną przyjemnością i ukrytym pragnieniem. Obie korzystają przy tym z barokowego przepychu, kumulacji i nadmiaru oraz przesady. Kisseleva wizualnej, Masłowska – słownej. Obie próbują też wyjaśnić, co nam to wszystko mówi o nas samych, ale tak na serio (Kisseleva założyła w tym celu na Sorbonie laboratorium Art & Sciences).
Zarówno „Wojna polsko-ruska” (2002), „Paw królowej” (2005) oraz „Kochanie, zabiłam nasze koty” (2012) Masłowskiej czerpały z języka kreowanego przez telewizyjne programy rozrywkowe, media społecznościowe, poradnikową prasę, zmieniające się mody i sposoby życia oraz samych celebrytów (żony piłkarzy, prezenterki śniadaniówek, polityków i Magdę Gessler). Pisarka relacjonowała, w jaki sposób intensywnie zmieniający się od lat 90. język polski nas przepoczwarza: zepsuta składnia ma naturę wirusa.
Szybko także spostrzegła, kiedy rap stał się formułą, w jakiej opowiadamy sobie rzeczywistość. Nie dlatego, że pozwala dzieciakom z biednych osiedli opowiedzieć o trudnym życiu. Dziś to pomnażający beztroskę i celujący w osobowości histrioniczne karnawał. Korzystająca z tego nadmiaru Masłowska najpierw popłynęła na fali nowego rapu, a następnie osiadła na mieliźnie ironii.
Gdy zadebiutowało nowe pokolenie wiele jej zawdzięczających, wychowanych na jej frazie pisarzy, szybko wytknięto, że pisarka „zaprzęga zaawansowaną wyobraźnię i maszynerię pisarską do beki” (słowa prozaika i dramaturga Mateusza Górniaka). Jej „Inni ludzie” (2018) – choć niezwykle sprawni językowo – zapowiadali wyczerpanie pewnego modelu twórczości. Wiedziała o tym.
Publikowane w „Tygodniku Powszechnym” felietony (2020-2022), płyta „Wolne” (2023) oraz zbiór opowiadań „Magiczna rana” (2024) pokazały nową Masłowską – czułą dla siebie, bardziej wyrozumiałą dla swoich bohaterów. Wciąż oczywiście grzebiącą w resztkach z języka, ale bliższą sprawom ciała i serca.
Sięgając po słowa i obrazy niechciane, brzydkie i wstydliwe, Masłowska zaczęła z nich składać swój intymny portret. Patrzcie: taka jestem, czasem „rzygać mi się chce”, czasem „muszę natychmiast się kochać, krzyczeć i rodzić”, a kiedy indziej „boję się śmierci”. To już nie „inni ludzie”, to bezbronna Ona.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















