Debiut książkowy Anny Jadowskiej nie będzie wielkim zaskoczeniem dla tych, którzy uważnie śledzą dokonania artystki na wielkim ekranie. Jako scenarzystka i reżyserka Jadowska doceniana jest często za „słuch do dialogów” i warsztat literacki, które sprawiają, że słowa w jej filmach brzmią autentyczniej i ciekawiej niż w wielu innych krajowych produkcjach.
To o tyle ważne, że absolwentka łódzkiej filmówki chętnie mierzy się z tym, co trudne do wyrażenia – mówi o traumie, trudnych relacjach z rodzeństwem czy rodzicami, a także o samotności.
Jej debiutanckie „Dotknij mnie” było osadzoną w Łodzi z początku XXI w. filmową opowieścią o biedzie, braku perspektyw, ale przede wszystkim o „niemiłości” – wyuczonym dystansie, który skazywał bohaterów na emocjonalne ubóstwo. W nagrodzonym na FPFF w Gdyni „Teraz ja” (2005) obserwowaliśmy ucieczkę z domu wiodącej pozornie szczęśliwe życie Ani, a główna bohaterka „Dzikich róż” (2017) zmagała się z trudem samotnego macierzyństwa.
Kryminał bez detektywa
Wszystko to powraca w wydanej właśnie „Dadziei”. Na pierwszy rzut oka przypomina ona klasyczny kryminał. Akcja rozgrywa się w końcówce lat 80. Położoną w pobliżu niemieckiej granicy wsią wstrząsa informacja o brutalnym zabójstwie nastoletniej Kamili. Sprawca pozostaje nieznany, co budzi grozę i prowokuje mieszkańców do niekończących się domysłów oraz plotek na jego temat. Wbrew oczekiwaniom we wsi nie pojawia się jednak żaden wszystkowiedzący detektyw, który krok po kroku doprowadzi czytelnika do rozwiązania zagadki.
Jadowska wybiera zdecydowanie mniej standardową drogę – w roli narratorki obsadzona zostaje nastoletnia dziewczyna, dla której śmierć koleżanki i śledztwo bywają tylko pretekstem do snucia opowieści o trudach dorastania na prowincji, samotności, przemocy rówieśniczej i braku wsparcia ze strony dorosłych.
Im dalej w las, tym bardziej jasne staje się więc, że stawką tej opowieści nie jest wcale odpowiedź na klasyczne pytanie „kto zabił?”. Ważniejszy jest szerszy obrazek, z którego dowiadujemy się, dlaczego w chwilach słabości narratorka mogła fantazjować o tym, że to ona znalazła się na miejscu ofiary – że ktoś, choćby morderca, zwróci na nią uwagę.
Bieda, wstyd i niemiłość
Dziewczyna nie ma w życiu łatwo. Mieszka z pogrążoną w depresji, nieporadną matką oraz młodszą siostrą, która bardzo uprzykrza jej życie. Jest biednie, smutno, bez krzty czułości. Wszystko, co dobre, dzieje się tu w snach lub marzeniach. Dziewczynki tęsknią za swoimi ojcami, choć ich nie znają. Matka zaś pragnie odmiany losu, ale sił starcza jej tylko na przelotne romanse.
Trzeba przyznać, że Jadowska opowiada o tym wszystkim z dużym wyczuciem – stawia na prawdopodobieństwo i psychologiczny światłocień, a nie na szokujące sceny. Może dlatego „Dadzieja” wydaje mi się najsmutniejszą z polskich książek o dysfunkcjach rodzinnych od czasów „Gnoju” Wojciecha Kuczoka.
Swoje robi też znakomita stylizacja językowa. Autorka pisze prosto – językiem, którym rzeczywiście mogłaby posługiwać się rezolutna nastolatka, a jednocześnie potrafi stworzyć bogaty, przekonujący świat. Łatwość, z jaką wchodzimy do głowy dorastającej dziewczyny, bywa wręcz krępująca – Jadowska pozwala czytelnikowi nie tyle zrozumieć, ile poczuć część wstydu związanego z menstruacją, męskim spojrzeniem czy zmieniającym się ciałem. Opisy tych doświadczeń są zupełnie pozbawione dydaktyzmu, a zarazem tak poruszające, że książkę poleciłbym ojcom córek w każdym wieku.
Jak zwykle u Jadowskiej ważne są wątki rodzinne. Autorka ciekawie ilustruje poplątaną sieć relacji między matką, córkami i ich – wyobrażonymi – ojcami. Na uwagę zasługuje chyba przede wszystkim nakreślony zaledwie kilkoma pociągnięciami pióra portret najstarszej z kobiet. W książce niewiele jest opisów matki – jej postać powstaje w głowie czytelniczek i czytelników z niedopowiedzeń i fantazji córek.
Przeszłość bez całości
Poza wszystkim „Dadzieja” jest także czymś w rodzaju psychologicznego antykryminału – opowieścią o próbie stworzenia spójnej narracji na temat przeszłości. Obok fragmentów przypominających pamiętnik nastoletniej dziewczyny w tekście pojawiają się co jakiś czas akapity sugerujące, że nad tym tekstem jest jeszcze ktoś – dojrzała kobieta, która próbuje zrozumieć swoją przeszłość. Bez powodzenia.
„Niczego, co się wydarzyło, nie mogę już ułożyć w całość” – czytamy w pierwszym zdaniu. I tak pozostaje do końca – rzeczywistość okazuje się bogatsza, bardziej złożona, a przeżyte traumy nie dają się zamknąć w ciasnej klatce języka. W tym sensie debiut Jadowskiej przypomina ostentacyjnie dziurawy pomost pomiędzy światem słów i minionych zdarzeń.
Anna Jadowska, DADZIEJA, Czarne, Wołowiec 2026
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















