Dobrobyt nie idzie w parze z wyzyskiem. Co badania noblistów mówią o Polsce?

Tegoroczni nobliści z ekonomii przekonują, że o bogactwie narodów decydują reguły kierujące życiem politycznym i gospodarczym. Z ich badań płyną wnioski, które pomagają lepiej zrozumieć sytuację nie tylko w państwach postkolonialnych. Także w Polsce.
Czyta się kilka minut
Ogłoszenie nazwisk laureatów Nagrody Nobla z ekonomii, Sztokholm, 14 października 2024 r. // Fot. Atila Altuntas / Anadolu / East News
Ogłoszenie nazwisk laureatów Nagrody Nobla z ekonomii, Sztokholm, 14 października 2024 r. // Fot. Atila Altuntas / Anadolu / East News

Mieszkańcy Korei Południowej cieszą się dobrobytem porównywalnym do Nowej Zelandii, są też wzorem dla innych krajów, jeśli chodzi o innowacyjność gospodarki. Ich północnokoreańscy krewniacy żyją za równowartość 150 dolarów miesięcznie i prawie co drugi z nich nie ma dostępu do elektryczności. Jak to możliwe, skoro mieszkańcy obu państw nie różnią się między sobą kulturowo, etnicznie i geograficznie? To efekt skrajnie różnych instytucji, jakie kształtują życie gospodarcze w obu krajach – odpowiadają tegoroczni laureaci Nagrody Nobla z ekonomii, Daron Acemoğlu, Simon Johnson (obaj z Massachusetts Institute of Technology) oraz James A. Robinson (University of Chicago).

W języku nauk społecznych instytucje to zasady gry regulujące życie społeczne. Dobrze ukształtowane są smarem kół zębatych, dzięki którym rusza się gospodarka. Nie jest to pierwszy Nobel za badania nad nimi (choćby pierwsza w historii noblistka z ekonomii, Elinor Ostrom, zajmowała się pokrewnymi tematami), jednak tegoroczni laureaci ukazali po raz pierwszy ich fundamentalne znaczenie dla odpowiedzi na pytanie, które nurtuje ekonomistów od czasów Adama Smitha: dlaczego jedne narody mają silne, a inne słabe gospodarki. Co nie jest bez znaczenia, zrobili to w sposób bardzo przystępny, snując opowieści, w których swoją rolę odgrywają zarówno historyczni konkwistadorzy, władcy i przedsiębiorcy, jak też Gilgamesz, Tezeusz czy Królowa Kier z „Alicji w Krainie Czarów”. Zwłaszcza duet Acemoğlu i Robinson to zarówno naukowcy, jak i autorzy bestsellerowych książek, w których przedstawiają swoje teorie.

Dlaczego w USA panuje większy dobrobyt niż w Meksyku?

Żeby dowiedzieć się, dlaczego jedne narody wygrywają, a inne przegrywają, tegoroczni nobliści przyjrzeli się historii państw kolonialnych, które po wybiciu się na niepodległość wiodą skrajnie różne gospodarczo losy. Mieszkańcy Nogales w amerykańskim stanie Arizona zarabiają trzykrotnie więcej niż mieszkańcy Nogales w meksykańskim stanie Sonora, znajdującym się po drugiej stronie granicy. Dlaczego tak się dzieje? Ekonomiści dochodzą do wniosku, że znaczenia nie ma tutaj klimat czy kultura, ale to, że w USA przeważają włączające instytucje gospodarcze. To m.in. poszanowanie praw własności, bezstronne prawo, swoboda zawierania umów i usługi publiczne, takie jak szeroko dostępna edukacja publiczna. W Meksyku jest inaczej. Choć sytuacja ma się coraz lepiej, od dekad życie kształtują tam głównie instytucje wyzyskujące, tworzące bariery wejścia na rynek – zarówno polityczny, jak i gospodarczy. Efektem jest m.in. szerząca się korupcja i masowa emigracja na północ, z którą chce walczyć Donald Trump.

Choć Acemoğlu, Johnson i Robinson zarysowują instytucje w ogólnikowy sposób, dzielą je według dość czytelnej zasady. Instytucje włączające to te, dzięki którym więcej osób ma możliwość brania aktywnego udziału w życiu politycznym i gospodarczym. Wyzyskujące to takie, przez które taką możliwość ma mniej osób, w efekcie czego wąskie elity, które taką opcję mają, mogą osiągać korzyści kosztem pozostałych mieszkańców. Instytucje polityczne i gospodarcze wchodzą ze sobą w synergię: tegoroczni nobliści wskazują, że za tworzenie się gospodarczych instytucji wyzyskujących odpowiadają wyzyskujące instytucje polityczne. To ujęcie wymyka się prostym podziałom ideologicznym: instytucje wyzyskujące występują w feudalizmie, realnym socjalizmie, jak również w kapitalizmie kolesi.

Czy Polska jest skazana na biedę?

Instytucje te ukształtowały się na przestrzeni setek lat – a w państwach starszych bywa nawet, że tysięcy. Dlatego tak trudno jest się ich pozbyć. Możliwe jest to, jeśli mieszkańcy danego kraju znajdą się w „wąskim korytarzu” między wszechwładzą państwa a bezprawiem. Państwo jest potrzebne po to, by chronić obywateli przed przemocą, ustanawiać prawa i świadczyć usługi publiczne – ale także, by w ryzach trzymać oddolne formy zniewolenia, np. w małych społecznościach. Nie wystarczy jednak ustanowić system kontroli i równowagi władz wewnątrz państwa, potrzebne jest także społeczeństwo, które władzy pilnuje.

Ta skrócona i nieco zbanalizowana wizja pomaga w zrozumieniu sytuacji w Polsce. Nasze dzisiejsze instytucje mają korzenie w licznych rozwiązaniach wyzyskujących Rzeczypospolitej szlacheckiej, zaborów, autorytarnej sanacji, niemieckiej okupacji i komunistycznej zależności od Związku Sowieckiego. W latach 80. XX w. weszliśmy w „wąski korytarz”. Ruch społeczny bazujący na Solidarności uzyskał wpływ na dobre procesy, które miały miejsce w posierpniowym karnawale, a później w tych elementach transformacji systemowej, które pozwalały zrzucać kajdany instytucji wyzyskujących. Wiele z nich jednak zostało.

Poczucie, że wąskie elity mają zbyt duży wpływ na rzeczywistość gospodarczą czy kiepskie funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, pomogło w 2015 r. dojść do władzy Prawu i Sprawiedliwości. Z jednej strony polityka socjalna prowadzona za rządów PiS upodmiotowiła wiele, zwłaszcza uboższych osób. Z drugiej strony doszło do bezprecedensowego po 1989 r. zawłaszczenia państwa, niszczenia praworządności czy ograniczenia roli społeczeństwa jako elementu hamującego zakusy polityków. Jak wskazują autorzy „Indeksu ekonomicznej wiarygodności Polski”, wpływało to negatywnie np. na udział inwestycji przedsiębiorstw w PKB. Długofalowo mogło podkopać gospodarkę, co do zasady rozwijającą się po 1991 r.

Naprawa instytucji w Polsce: niedotrzymane obietnice rządu

Rządząca obecnie koalicja szła do wyborów z hasłami naprawy instytucji. Tak się składa, że przyznanie Nagrody Nobla w ekonomii zbiegło się niemal z rocznicą zwycięskich dla niej wyborów – można więc pokusić się o ocenę, co się jej w tym zakresie udało. Niestety, niewiele. Częściowo z winy prezydenta i opozycji, którzy blokują rozwiązania idące w kierunku tworzenia instytucji włączających (przy wszelkich zastrzeżeniach, można za takie uznać np. przyjęte w parlamencie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa czy Trybunale Konstytucyjnym).

Przestrogi tegorocznych laureatów się sprawdzają. W książce „Dlaczego narody przegrywają” możemy przeczytać, że „kiedy w warunkach wyzyskujących instytucji politycznych udaje się dojść do władzy jakimś nowym jednostkom lub grupom, owi nowicjusze, znalazłszy się już raz w jej kręgu, także natrafiają na znikome ograniczenia; staje się to dla nich zachętą, aby tworzyć system instytucji gospodarczych podobny do dotychczasowego”. I tak, przykładowo, nowa władza do tej pory nie zrobiła nic, by odpartyjnić spółki Skarbu Państwa, choć taki postulat znalazł się w umowie koalicyjnej. Stołki w Totalizatorze Sportowym, Specjalnych Strefach Ekonomicznych, a nawet Ochotniczych Hufcach Pracy stają się powyborczym łupem poszczególnych partii. Do dymisji prezesa Totalizatora i dyrektorów regionalnych tego przedsiębiorstwa, wśród których większość stanowili politycy PO i PSL, doszło dopiero po publikacji „Onetu” i gromkim głosie oburzenia ze strony licznych komentatorów.

Demokracja w Polsce przepisem na sukces

Zadziałało społeczeństwo. Podobnie jak wtedy, gdy Helsińska Fundacja Praw Człowieka skrytykowała propozycje ministerstwa sprawiedliwości dotyczące statusu tzw. neosędziów. Albo gdy przedstawiciele licznych organizacji pozarządowych, w tym wspomnianej fundacji czy Amnesty International, odnieśli się negatywnie do pomysłu czasowego zawieszania prawa do azylu. „Ludzie odklejeni od rzeczywistości” – nazwał ich europoseł Bartłomiej Sienkiewicz, co pokazuje, jak patrzenie na ręce politykom może być dla nich niewygodne i nieprzyjemne. I że właśnie tym bardziej należy to robić.

Instytucje włączające są ważne, bo służą całej populacji kraju, a nie tylko jej elitom. Na tym polega ich istota. Dlatego do ich tworzenia warto dążyć w polityczną porę i nie w porę.

Korzystałem z książek „Dlaczego narody przegrywają” oraz „Wąski korytarz. Państwa, społeczeństwa i losy wolności” Darona Acemoğlu i Jamesa A. Robinsona.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Instytucje, które działają