W Grants Pass, 40-tysięcznym miasteczku w Oregonie, każdy ma swoją historię. Także koczujący w parkach ludzie, których namioty sąsiadują z kortami tenisowymi. Dre Buetow, 48-letni rozmówca agencji Associated Press, mówi, że wylądował na ulicy po tym, jak zachorował na raka kości, a koszty leczenia wyniosły 450 tys. dolarów. Z kolei Laura Gutowski została bez środków do życia, gdy jej mąż zmarł na zatorowość płucną. Nie miał polisy, a nie mieli żadnych oszczędności. Kobieta po pięćdziesiątce wylądowała na ulicy i pozostaje jej spanie w namiocie w parku. Według lokalnych przepisów Laura co trzy dni musi zmieniać miejsce noclegu – inaczej dostanie mandat.
Od czerwca 2023 r. policja w Grants Pass może też karać za śmiecenie wokół namiotu i sprawdzać, czy ten nie przekracza dozwolonej powierzchni. Bezdomny nie mogą zajmować więcej miejsca niż 5,7 metrów kwadratowych. Za złamanie przepisów grozi mandat w wysokości co najmniej 295 dolarów.
Mandaty za bezdomność w Stanach
Dre i Laura mają podwójnego pecha: ich miasto słynie z twardej polityki wobec bezdomnych. O Grants Pass, górskim miasteczku ulubionym przez turystów, Stany usłyszały za sprawą procesu, który w czerwcu miał finał w Sądzie Najwyższym (Grants Pass v. Johnson). Wszystko zaczęło się od pozwu złożonego w 2018 r. przeciw władzom miasta, które w zasadzie zakazały wówczas bezdomności: ludzie nie mogli spać na ulicy czy w parku, jeśli tylko mieli przy sobie koc, poduszkę czy śpiwór. Groził za to mandat. Po ponownym ukaraniu policja mogła zakazać im wstępu do miejskiego parku przez 30 dni. Za złamanie i tego zakazu groził miesiąc więzienia.
Władze Grants Pass przekonywały potem przed Sądem Najwyższym, że zbyt łagodna polityka wobec bezdomnych prowadzi do mnożenia się obozowisk, co grozi bezpieczeństwu i zdrowiu publicznemu. Oraz że bez takich form nacisku trudno usunąć z ulic bezdomnych, którzy nie chcą spać w schroniskach np. ze względu na zakaz spożywania tam używek i posiadania zwierząt.
Sędziowie Sądu Najwyższego przychylili się do tego argumentu: stosunkiem głosów 6:3 orzekli, iż władze stanowe i miejskie mogą karać mandatami i aresztem za spanie na ulicy, nawet jeśli nie ma miejsc w noclegowniach. Osobne zdanie miała m.in. sędzia Sonia Sotomayor, uznając, że to niekonstytucyjne. Wcześniej tak orzekały sądy niższej instancji, oceniając, iż kary za spanie na ulicy naruszają ósmą poprawkę do konstytucji (zakazuje okrutnych kar). Władze Grants Pass odwołały się wówczas i sprawa trafiła do Sądu Najwyższego.
Wychodzenie z bezdomności w USA
– Fakt, że Sąd Najwyższy przyznał rację władzom Grants Pass, jest moralnie i prawnie zły – mówi „Tygodnikowi” Ed Johnson, prawnik z Oregon Law Center. To on w 2018 r. złożył pozew przeciw miastu. Reprezentował troje bezdomnych, w tym Debrę Blake, kobietę przed sześćdziesiątką, która za spanie na ulicy uzbierała 5 tys. dolarów mandatów.
Johnson mówi „Tygodnikowi”, że w pewnym momencie Debra Blake miała zakaz wstępu do wszystkich parków. Jednocześnie nie chciała nocować w Gospel Rescue Mission, jedynym schronisku w mieście prowadzonym przez chrześcijańską organizację. Johnson tłumaczył w pozwie, że to ze względów zdrowotnych: Blake nie mogła pracować na rzecz ośrodka 40 godzin tygodniowo, a tego wymagała organizacja. W placówce obowiązuje też nietypowy nakaz: wszyscy mieszkańcy mają chodzić na nabożeństwa.

– Dla wielu bezdomnych to była sytuacja bez wyjścia – wspomina Ed Johnson. – Gdy zacząłem zajmować się tą sprawą, usłyszałem relacje kilkunastu mieszkańców Grants Pass, którzy mówili o policji grożącej im za dnia i w nocy, że jeśli nie opuszczą miasta, dostaną mandat, a w najgorszym wypadku trafią do aresztu.
Johnson uważa, że takie podejście pogłębia problem bezdomności. Osobom mającym zadłużenie z powodu niezapłaconych mandatów jeszcze trudniej znaleźć pracę lub mieszkanie na wynajem, gdy próbują wyjść na prostą.
Ilu bezdomnych jest w Stanach?
Głośny wyrok Sądu Najwyższego zapadł w chwili, gdy problem bezdomności w USA urósł do rozmiarów rekordowych. W 2023 r. co noc na ulicach spało średnio 653 tys. osób (o 12 proc. więcej niż rok wcześniej). To rekord od 2007 r., gdy zaczęto zbierać dane na ten temat.
Obozowisk bezdomnych przybywa nie tylko w miastach na Zachodnim Wybrzeżu, ale też w Arizonie, Ohio, Tennessee czy Teksasie – tam też mocno rosną stawki za wynajem. Szacuje się, że od końca 2019 r. wzrosły o niemal jedną czwartą. Wyśrubowane ceny na rynku nieruchomości to efekt m.in. topniejącej podaży. W USA od dekad budowano za mało wobec tempa, w jakim rosła populacja. Dziś w szczególnie trudnej sytuacji są najbiedniejsi, których jeszcze podczas pandemii ratował zakaz eksmisji i federalne dopłaty do czynszu.
Jednocześnie w miastach narasta frustracja związana z obozowiskami bezdomnych i walającymi się na ulicach śmieciami, ekskrementami czy zużytymi igłami. Bo bezdomność nierzadko łączy się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu lub problemami psychicznymi.
Amerykańskie sposoby na obozowiska bezdomnych
Dość tej tragicznej mieszanki problemów mają władze Los Angeles, Nowego Jorku i San Francisco: w ostatnich latach coraz intensywniej usuwają bezdomnych z ulic. Magazyn „Time” podaje, że wśród polityków z tych liberalnych miast przybywa zwolenników strategii twardej ręki. Takiej, jaką w latach 90. XX w. przyjął Rudy Giuliani, republikański burmistrz Nowego Jorku. Twierdził on, że bezdomni nie mają prawa koczować na ulicach, i kazał aresztować osoby odmawiające pobytu w noclegowniach.
Jak zmienia się podejście w tej kwestii, pokazuje fakt, iż sądową walkę Grants Pass wsparła nie tylko grupa stanów republikańskich, ale też liberalny stan Kalifornia i władze miejskie San Francisco. Gdy Sąd Najwyższy zezwolił na karanie bezdomnych za spanie na ulicy, burmistrzyni San Francisco London Breed pochwaliła werdykt i zapowiedziała bezkompromisową walkę z obozowiskami, z aresztami włącznie. Miasto chciało już wcześniej zaostrzyć przepisy, ale blokowało je orzeczenie sądu niższej instancji.
Zdecydowany ruch po werdykcie Sądu Najwyższego wykonał też gubernator Kalifornii Gavin Newsom: nakazał agencjom stanowym, by wzięły się za usuwanie obozowisk m.in. z podlegających ich jurysdykcji parków. Priorytetem są miejsca najbardziej zagrażające bezpieczeństwu i zdrowiu publicznemu.
Dach nad głową w Los Angeles
Na takie zaostrzenie na razie nie zanosi się w Los Angeles. Burmistrzyni Karen Bass skrytykowała wytyczne gubernatora Kalifornii. Sama w 2022 r. zaczęła urzędowanie od obietnicy humanitarnego rozprawienia się z tym problemem. Jej sztandarowy program „Inside Safe” polega na przenoszeniu bezdomnych do moteli, w których mają czekać na pomoc w znalezieniu dachu nad głową.
Program przynosi jednak mizerne efekty. W ciągu półtora roku od jego uruchomienia do moteli trafiło 2870 osób, ale tylko 609 z nich doczekało się mieszkania komunalnego. Jest też inna strona medalu: Human Rights Watch alarmuje, że choć władze miasta mówią o humanitarnym podejściu do bezdomnych, zdarza się, że policja straszy bezdomnych aresztem, by zmusić ich do opuszczenia obozowiska.
A te odradzają się jak grzyby po deszczu. Tak jest np. w dzielnicach Hollywood i Venice Beach, gdzie bezdomni koczują wzdłuż kultowej promenady nad oceanem. Wracają też nawet na chodniki przed szkołami, żłobkami i bibliotekami, gdzie według obowiązujących od trzech lat przepisów mogą być ukarani mandatem.
Dlaczego w Stanach przybywa bezdomnych?
O tej walce z wiatrakami opowiada „Tygodnikowi” Tomasz Babiszkiewicz, dyrektor programów pomocowych dla bezdomnych w organizacji PATH. – Po likwidacji obozowiska, niektórzy przenoszą się kilka przecznic dalej. Bywa, że swój wózek z całym dobytkiem przesuwają tylko na drugą stronę ulicy, bo wiedzą, że ten rejon nie jest objęty planem oczyszczania. W takiej sytuacji policja jest bezsilna – ocenia Babiszkiewicz, dodając, że niektórzy uprawiają „turystykę mieszkaniową”. Jeśli w jednym z miast wokół Los Angeles likwidowane są koczowiska, bezdomni przenoszą się do sąsiednich miejscowości, gdzie nie obowiązują restrykcje.
Tymczasem i tu przybywa ludzi bez dachu nad głową: w 2023 r. liczba śpiących na ulicach Los Angeles wzrosła o 10 proc.; dziś w Mieście Aniołów jest ich ponad 46 tysięcy.
Babiszkiewicz dodaje, że tak jak w innych miastach USA kryzys pogłębiają wysokie koszty życia i najmu: – Dziś nawet za klitkę w najbardziej podłej dzielnicy trzeba płacić 1600 dolarów miesięcznie. Dla ludzi pracujących za stawkę minimalną to kwota nieosiągalna. Zagrożeni bezdomnością coraz częściej są też seniorzy, którzy muszą opłacić coraz wyższy czynsz z emerytury.
Kim są amerykańscy bezdomni?
Gdyby zajrzeć do statystyk federalnych za 2023 r., już co piąty bezdomny w USA to osoba powyżej 55. roku życia. A według badaczy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w tym najbardziej zaludnionym i bardzo drogim stanie osoby po pięćdziesiątce stanowią już niemal połowę dorosłych bezdomnych.
Wśród śpiących na ulicy przybywa też Azjatów i Amerykanów pochodzenia azjatyckiego (aż 40-procentowy skok w porównaniu do 2022 r.), Latynosów, weteranów wojennych, a nawet rodzin z dziećmi. Tradycyjnie problem uderza w czarnoskórych: stanowią aż 37 proc. bezdomnych, choć ich udział w społeczeństwie wynosi 13 procent.
Tomasz Babiszkiewicz: – W Ameryce mówi się, że wystarczy jeden fałszywy ruch, by wylądować na bruku, i jest w tym trochę prawdy. Starczy, że ktoś straci pracę, a ma do spłacenia kredyt na dom i auto, pożyczkę studencką czy wysoki rachunek za leczenie. Wielu Amerykanów żyje od pierwszego do pierwszego, nic nie odkładając. Wtedy nietrudno o twarde lądowanie, zwłaszcza jeśli ktoś próbuje zapomnieć o problemach, sięgając po alkohol lub narkotyki.
W swej 15-letniej pracy z bezdomnymi w Los Angeles Tomasz spotykał też dwie inne grupy: tych, którzy marzyli o karierze w branży filmowej i muzycznej, ale im nie wyszło, a także tych, którzy ją zaczęli, ale powinęła im się noga.
Tomasz mówi, że nie może wymazać z pamięci historii Raya, artysty znanego kiedyś w Hollywood z rysowania portretów gwiazd filmowych. – On miał wszystko, chodził na wystawne bankiety, miał drogie auta i kilka mieszkań, które wynajmował. Część z nich kupił na kredyt. Wszystko funkcjonowało, gdy miał pracę i terminowych lokatorów. Gdy stracił stałe zarobki, a najemcy mu się wykruszyli, nie był w stanie opłacić bieżących zobowiązań.
Potem była już tylko równia pochyła – opowiada Babiszkiewicz, który poznał Raya, gdy ten jako emeryt pomieszkiwał w przyczepie. Ostatecznie po ponad 10 latach życia na ulicy skorzystał z pomocy organizacji PATH i dostał przydział w komunalnym mieszkaniu. – Zmarł przed dziewięćdziesiątką, mając swój dach nad głową – wspomina Tomasz.
To historia sprzed kilkunastu lat, ale wciąż aktualna w kraju, gdzie przy wysokich kosztach życia rzeczywistość bywa bezlitosna.
MARTA ZDZIEBORSKA jest dziennikarką „Press”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















