Czy średniowieczna praktyka odpustów ma dzisiaj jeszcze sens?

Nauka o odpustach domaga się głębokiego teologicznego przepracowania. Język miłości z pewnością bardziej dociera do współczesnego katolika niż język prawa i po ludzku rozumianej sprawiedliwości.
Czyta się kilka minut
Pielgrzymi wchodzący przez Porta Santa do bazyliki św. Piotra w Rzymie w Roku Jubileuszowym 2025 // Fot. Philippe Lissac / GODONG / Universal Images Group / Forum
Pielgrzymi wchodzący przez Porta Santa do bazyliki św. Piotra w Rzymie w Roku Jubileuszowym 2025 // Fot. Philippe Lissac / GODONG / Universal Images Group / Forum

Latem tego roku z grupą przyjaciół poszliśmy na pielgrzymkę po kościołach jubileuszowych na Dolnym Śląsku. Pewnego popołudnia ktoś zapytał: „A o co chodzi z tymi odpustami, które można zyskać za odwiedzenie takiego kościoła?”. Wywiązała się z tego teologiczna dysputa tak gorąca, że mało się nie pokłóciliśmy.

Okazuje się, że wielu pobożnych wierzących „zbiera odpusty, bo trzeba”, ale zarazem uważa je za średniowieczny relikt, który nie ma żadnego związku z codziennym życiem. Sam św. Tomasz z Akwinu cytował w „Sumie teologicznej” pewien zarzut, o dziwo wciąż żywy, że „Kościół posługuje się pobożnym podstępem, by skłonić ludzi do dobrego postępowania, podobnie jak to czyni matka, obiecując dziecku jabłko, by skłonić do chodzenia”. Ponieważ trudno inaczej pobudzić wiernych do modlitwy, dzieł miłosierdzia, pielgrzymek i nabożeństw, przyobiecano im za te akty rodzaj religijnej gratyfikacji.

Czym jest i skąd się wziął akt odpustu

Niektórzy w ogóle odrzucają tę praktykę, bo kojarzy im się z kupczeniem odpustami, piętnowanym przez Marcina Lutra. Podzielam opinię Karla Rahnera, który w artykule poświęconym tej tematyce twierdzi, że dla wielu katolików odpust jest egzystencjalnie martwy, a zawdzięczamy to głównie niezwykle zawiłej doktrynie o odpustach.

Jan Paweł II w katechezie o odpustach z 1999 r. nie tylko przyznaje, że „jest to temat nader delikatny”, ale też stwierdza, że stał się w przeszłości źródłem wielu nieporozumień i podziałów. I także dziś wymaga solidnej podstawy i dopracowania. Kłopot w tym, że przeciętny wierzący nie jest teologiem, który porusza się po różnych labiryntach doktryny Kościoła, której częścią jest także nauka o odpustach.

Problem polega też na tym, że ich uzasadnienie odwołuje się do języka i mentalności nam już obcej, albo przynajmniej nieczytelnej. I o ile, jak słusznie pisze dominikanin Tomasz Gałuszka, kara u św. Tomasza z Akwinu, na którym opiera się też nauka o odpustach, ma zawsze wymiar naprawczy i leczniczy, to my dzisiaj kary tak nie postrzegamy, zwłaszcza w odniesieniu do Boga.

Sam akt odpustu pierwotnie pochodził z władzy świeckiej. Władcy łaskawie udzielali „skrócenia” kar więźniom analogicznie do tego, jak dzisiaj nasz prezydent ułaskawia winnych. W Kościele u początku odpustami nazywano absolucje, czyli rozgrzeszenie tuż po spowiedzi, bez konieczności uprzedniej pokuty. Ale można śmiało powiedzieć, że już wtedy były one interwencją Ducha Świętego, który przebił się przez surowość bądź teologiczną niedojrzałość Kościoła. Pokuty nakładane w spowiedzi indywidualnej, zgodnie z „taryfami” ksiąg penitencjarnych, urosły do takich rozmiarów, że stały się niewykonalne. Wtedy Kościół zaczął „łaskawie” je skracać lub anulować.

Nawiasem mówiąc, lektura tych ksiąg jest pasjonująca. Można się bowiem dowiedzieć, że grzeszyliśmy, choć o tym nawet nie wiedzieliśmy, albo jak jeszcze „twórczo” możemy zgrzeszyć, głównie przeciwko VI przykazaniu Dekalogu. Co oznacza, że Kościół w dobrej wierze tworzył chorobę, by potem heroicznie przepisać na nią wiernym zbawienne lekarstwo.

Kara doczesna i kara wieczna

Do tej pory odpusty da się jakoś teologicznie pojąć. Sprawa się gmatwa, gdy zderzymy się z ich współczesną katechizmową definicją: „Odpust to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy” (KKK, 1471).

W pewnym momencie, i tak pozostało do dzisiaj, winę oddzielono od kary za grzechy, a odpusty od sakramentu pokuty. Schody zaczynają się, gdy próbujemy zrozumieć, czym jest kara doczesna i dlaczego nagle nie zostaje odpuszczona wraz z winą w sakramencie pokuty (a tak było w czasach ojców Kościoła), lecz musi być zgładzona pozasakramentalnie, choć bez pewności związanej ze skutecznością sakramentów.

Trudno też stłumić w sobie pytanie, dlaczego Bóg „może” odpuścić karę wieczną i pojednać ze sobą, ale już „nie może” tego uczynić z karami doczesnymi? Jakby Boże przebaczenie dotyczyło, nie wiedzieć czemu, tylko Jego „domeny” – nieba, ale ziemi już nie. Czyżby była poza zasięgiem Boga (choć wcześniej pozostawała w Jego zasięgu)? Co więcej, niełatwo oprzeć się wrażeniu, że wobec tego kara wieczna i niepojednanie z Bogiem są złem „mniejszego kalibru” niż kara doczesna.

Jak według Jana Pawła II działają odpusty

Co więcej, odpusty udzielane są tylko ze względu na niewyczerpany skarbiec Kościoła, w którym są zgromadzone zasługi Chrystusa i wszystkich świętych. Zasługi te są przydzielane wiernym na ziemi, ale ze skutkiem w niebie. 

Należy docenić, że nawiązanie do zasług i modlitw świętych uwypukla Kościół jako Ciało Chrystusa, w którym jako różni członkowie czy na ziemi, czy w niebie, nawzajem sobie pomagamy. Niemniej łatwo tutaj wpaść w kołowrót zasług i kar, bo choć utrzymuje się, że to nie przepisane uczynki skutkują udzieleniem odpustu, lecz tylko zaczerpnięcie ze skarbca Kościoła, to w takim razie po co należy spełniać te uczynki? Pikanterii dodaje fakt, iż według św. Tomasza z Akwinu odpusty same w sobie nie sprawiają zmniejszenia kar doczesnych, ale to udzielający ich spłaca ten dług Bogu, czerpiąc ze wspólnych dóbr Kościoła.

Chociaż Jan Paweł II postuluje, że praktyka odpustu powinna być „dobrze zrozumiana”, to jednak w swojej katechezie odwołuje się do… tradycyjnego podejścia, które nadal niewiele wyjaśnia. Wprawdzie jako pierwszy papież zaznacza, że dzisiaj należy mówić raczej o negatywnych konsekwencjach, które pozostawia w nas i w innych grzech, niż o karach doczesnych, jednak, paradoksalnie, to jeszcze bardziej zaciemnia sprawę.

Dlaczego? Papież stwierdza, że „kary doczesne” mają na celu całkowite uzdrowienie człowieka. Jednak termin „kara wynagradzająca”, która ma to sprawić i do której odwołuje się Jan Paweł II, w ogóle nie kojarzy się ze skutkami grzechów, lecz z jakimś rodzajem prawno-transakcyjnej windykacji. 

Odpusty nie udzielają przebaczenia ani zbawienia. Zakładają nieustanne nawrócenie wierzącego. Nie wyręczają człowieka z wysiłku oczyszczania się ze skutków grzechu. Jednak, jak zaznacza Jan Paweł II, dzięki modlitwie Kościoła zmniejszają bolesny aspekt kary, pogłębiając jej wymiar leczniczy przez inne rodzaje działania łaski. A więc w odpuście prosimy Boga o lżejszy „zamiennik” kary tudzież mniej dokuczliwą „metodę leczenia”.

Dwa wymiary kary za grzechy

Paweł VI w konstytucji apostolskiej o odpustach stwierdza, że „łagodzą one sprawiedliwość Bożą”, co wywołuje myśl, jakby Boga nieco poniosło. Modlitwa Kościoła staje się wtedy uosobieniem Matki Bożej z naszej pieśni, której wstawiennictwo zmniejsza ilość razów wymierzonych grzesznikowi przez „rozgniewanego Ojca”.

Skąd to założenie, że Bóg najpierw jest bardziej surowy, ale gdy się Go przebłaga, to pojawia się szansa, że z dwóch rodzajów kar wybierze ostatecznie te lżejsze dla człowieka? Dlaczego niebo najpierw miałoby stosować karę bardziej bolesną, skoro później możliwa jest kara „skuteczniejsza” leczniczo i zarazem mniej przygniatająca człowieka, jeden Bóg raczy wiedzieć.

Pojawia się tutaj jeszcze inne błędne koło. Z jednej strony współcześni bibliści, ale też papieże zgodnym chórem zamiast kary doczesnej wolą mówić o „skutkach grzechu”, którymi mogą być np. poczucie straty, rany zadane sobie i innym, niezgoda między ludźmi, przywiązania itd. Jednak kiedy zajrzymy do „Sumy teologicznej” św. Tomasza z Akwinu i do jego koncepcji wyrównania sprawiedliwości, na której opiera się też nauka o odpustach, nie sądzę, aby Akwinata myślał tak, jak Jan Paweł II. Gdy mowa o „karach doczesnych”, wydaje się, że oprócz „konsekwencji grzechu” dochodzi jeszcze „osobna kara”.

Św. Tomasz z Akwinu pisze bowiem, że kara ma dwa wymiary: wyrównujący naruszony porządek sprawiedliwości oraz leczniczy. Co do pierwszego wymiaru czytamy, że „jako kara należy się tylko za grzech, gdyż kara ma przywrócić równość, jakiej wymaga sprawiedliwość, którą grzesznik naruszył, nadużywając swej woli”. Chodzi o wyrównanie porządku rzeczywistości. Jeśli więc kara doczesna to tylko konsekwencja grzechu, jak chce Jan Paweł II, to wtedy popadamy w absurd: bo nieprzyjaźń między ludźmi wywołana grzechem miałaby być „wyrównaniem pogwałconej sprawiedliwości”. Kara doczesna jest więc czymś dodatkowym oprócz konsekwencji grzechu rozumianej tak, jak przedstawił to Jan Paweł II w katechezie. 

Nauka o odpustach domaga się teologicznego przepracowania

Wątpliwość budzi też biblijne uzasadnienie „kar doczesnych” , które pochodzi niemal wyłącznie ze Starego Przymierza, gdzie aż roi się od różnego rodzaju kar, niemal za każde wykroczenie. Jan Paweł II odwołuje się m.in. do Dawida, któremu Bóg uśmierca dziecko w zamian za cudzołóstwo i zabójstwo męża Batszeby. W jaki sposób śmierć niewinnego dziecka miałaby dzisiaj być przyjęta jako argument za „wyrównaniem” naruszonego porządku tego świata i zadośćuczynieniem boskiej sprawiedliwości, jakkolwiek ją pojmować – doprawdy, nie wiem.

A co z ewangelicznym uzasadnieniem? Próżno go szukać w pismach teologów i w papieskich katechezach. Czy objawienie Boga w Jezusie rzeczywiście potwierdza wszystko, co czytamy w Starym Przymierzu? Gdy Jakub i Jan chcieli rzucić ogień z nieba na niegościnne miasteczko samarytańskie, Jezus gromi nie Samarytan, lecz swoich uczniów – „synów gromu”. Nie widać jakoś, aby Jezus kazał dobremu łotrowi odpokutować jeszcze „kary doczesne”, tylko obiecuje mu natychmiastowy raj. Owszem, zawsze można twierdzić, że Jezus w ramach wyjątku (bo przecież jest Bogiem, to może) obdarzył złoczyńcę odpustem zupełnym. Bliższa mi jest jednak intuicja Jana Pawła II, który we wspomnianej katechezie pisze, iż „ukrzyżowany Jezus jest wielkim »odpustem« ofiarowanym przez Ojca ludzkości”. Pytania i wątpliwości się mnożą.

Odpust w zbiorowej świadomości katolików nadal odwołuje się zarówno do idei zaburzonego porządku, jak i do czyśćca. Niestety, czyściec postrzegany bywa jako „lepsze piekło”, a wymierzanie kar doczesnych przez Boga nieuchronnie kojarzy się z „Bogiem, który jest nierychliwy, ale sprawiedliwy”. Nawet w pobożnych pieśniach czyściec to „więzienie”, gdzie dusze wyrównują naruszoną boską sprawiedliwość. Nie można też ukryć, że niemalże cała doktryna o odpustach do dzisiaj opiera się na pismach św. Tomasza z Akwinu, który próbował połączyć społeczną sprawiedliwość i zagwarantowanie porządku społecznego z objawieniem.

Nie mam wątpliwości, że nauka o odpustach domaga się głębokiego teologicznego przepracowania. Jak by nie patrzeć, w obecnej postaci jest także odpryskiem prawno-moralnej fiksacji cywilizacji europejskiej na winie i karze. Myślę, że odpusty wpadły w tę samą pułapkę, co anzelmiańska teoria zadośćuczynienia, gdzie święty próbuje w oparciu o rozum wyjaśnić, dlaczego Jezus umarł na krzyżu. Wszystko kręci się tam wokół „odcierpienia” nieskończonej obrazy Ojca, który oczekiwał satysfakcji. Dziś w teologii takiej perspektywy nie sposób utrzymać.

Co ciekawe, obecnie papieże wzywają do poniechania kary śmierci na rzecz dożywotniego więzienia, także dlatego, że Ewangelia odchodzi od prawa talionu (czyli zasady „oko za oko, ząb za ząb”). W jaki bowiem sposób kara śmierci ma przywrócić porządek i uleczyć skutek grzechu, którym jest śmierć zabitej osoby i jej strata wśród bliskich, tego naprawdę trudno dociec.

Odpusty jako modlitwa za zmarłych i żywych o więcej miłości

Prawo odwołuje się do winy i kary. Natomiast miłość skupia się najpierw na relacji. Zamiast języka jurydycznego rodem z sądów i prokuratury, rzutowanego na niebo, należałoby włączyć w doktrynę o odpustach mistyczny aspekt wiary. Mistycy chrześcijańscy, podobnie jak różne religie czy nawet filozofie, wiele uwagi poświęcają oczyszczeniu serca człowieka, tyle że motywem tego procesu jest miłość Boga, a nie „sucha” sprawiedliwość. „Kochany staje się podobny do kochającego” – jak powiada św. Jan od Krzyża. I dla wielu z nas takim etapem będzie również czyściec. Nie tyle więc chodzi o ukaranie i wyrównanie niesprawiedliwości, lecz o „dopełnienie dzieła, które Bóg rozpoczął na chrzcie świętym”, o czym przypominają nam obrzędy pogrzebu.

Dokończenie dzieła, którym w oczach Boga jest człowiek, a odpokutowanie kar doczesnych to w pewnym sensie języki z dwóch odrębnych światów. Język miłości z pewnością bardziej dociera do współczesnego katolika niż język prawa i po ludzku rozumianej sprawiedliwości.

Podobnie ogień czyśćcowy, którym jest sam Duch Święty, o wiele łatwiej przyjąć niż przypiekanie nieszczęśników płomieniami fizycznego ognia. Nietrudno bowiem zauważyć, że w każdej rozwijającej się relacji prędzej czy później natrafimy na przeszkody, nie zawsze wynikające z naszych grzechów, lecz z inności, różnic temperamentu itd.

Każdy dobry dialog małżeński w jakimś sensie zakłada śmierć jakiejś cząstki nas. Ile razy w życiu należy po prostu ustąpić, zrezygnować z jakiegoś oczekiwania. Do czegoś takiego może skłonić nas tylko przyjęta z góry miłość. I myślę, że w takim kluczu odpusty jako modlitwa za zmarłych i żywych o więcej miłości, aby proces oczyszczenia osiągnął doskonałość, stają się dzisiaj bardziej zrozumiałe.

Ks. DARIUSZ PIÓRKOWSKI (ur. 1976) jest jezuitą, rekolekcjonistą, duszpasterzem i autorem książek o duchowości.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2025

W druku ukazał się pod tytułem: O odpustach zwyczajnie