Mało który dokument Kościoła tak mocno zadomowił się w rzymskokatolickiej rzeczywistości, zwłaszcza w tak młodym – jak na tę instytucję – wieku. Od pierwszego wydania Katechizmu Kościoła Katolickiego (KKK) minęły raptem 32 lata, a trudno znaleźć mocniejszy punkt odniesienia, jeśli chodzi o przekaz doktryny.
To sukces niebywały, tym bardziej że od samego początku towarzyszyły mu różne wątpliwości. Owszem, nie w Polsce, gdzie krytyczne opracowania katechizmu nie istnieją, a z dyskusji, paneli, rekolekcji, homilii czy komentarzy w mediach społecznościowych można odnieść wrażenie, że jego tekst ma autorytet równy soborowym dokumentom czy nawet Pismu Świętemu. Z kolei w innych krajach krytycy dokumentu zarzucali mu, że stał się wyrazem konserwatywnej wizji Kościoła, a nie odbiciem reform Soboru Watykańskiego II. Tyle tylko, że pytanie o katechizm nie jest wcale pytaniem o treść rzymskokatolickiej wiary po soborowej reformie.
Jak powstawał Katechizm Kościoła Katolickiego
Współczesny katechizm – opublikowany w 1992 r. – nie jest oczywiście pierwszym w historii Kościoła. Zdaniem wielu teologów i historyków palma pierwszeństwa należy się starożytnemu tekstowi „Didache” (II w.), uznawanemu za najstarsze kompendium wiary i zasad moralności. Pierwszy „wzorcowy” katechizm powstał jednak dopiero w XVI w., na polecenie Soboru Trydenckiego (Katechizm Rzymski, 1566 r.).
Tamten katechizm ze współczesnym łączy struktura tekstu – oba dokumenty składają się z czterech części. Pierwsza jest o prawdach wiary (z komentarzem do Credo), druga o sakramentach, trzecia – o sprawach moralnych (z komentarzem do Dekalogu), a czwarta o modlitwie (z komentarzem do „Ojcze nasz”). Łączy je też adresat – są przeznaczone przede wszystkim dla odpowiedzialnych za katechezę biskupów, pasterzy Kościoła, kapłanów, katechetów, redaktorów innych wersji katechizmów. W nowym katechizmie zaznaczono jednak, że jego czytanie może przynieść pożytek wszystkim wiernym (KKK 12).
Impulsem – przynajmniej tym oficjalnym – do powstania aktualnego katechizmu był nadzwyczajny synod biskupów w 1985 r. (zwołany w 20. rocznicę zakończenia Soboru Watykańskiego II), którego uczestnicy apelowali: „Jest naszym prawie jednomyślnym życzeniem, by zostały opracowane katechizm lub kompendium całej nauki katolickiej w dziedzinie wiary i moralności”. Rok później Jan Paweł II powołał komisję, z kard. Josephem Ratzingerem jako przewodniczącym, do opracowania katechizmu. Prace szły błyskawicznie. Jeden z najważniejszych tekstów współczesnego Kościoła powstał w ciągu sześciu lat, podczas gdy np. tłumaczenia zreformowanego mszału rzymskiego na języki narodowe – praca dużo prostsza – zajmowały nieraz po kilkanaście lat.
Pierwszy projekt katechizmu konsultowany był w wąskim gronie, kolejne szkice były rozsyłane do biskupów na całym świecie z zastrzeżeniem tajemnicy (sub secretum). Czasu na zgłaszanie uwag i przesłanie propozycji zmian nie było wiele. Ostateczny projekt katechizmu został zatwierdzony 14 lutego 1992 r. i przekazany papieżowi, który promulgował go w październiku tego samego roku.
Dlaczego Katechizm Kościoła Katolickiego pomija rozwój doktryny
Ostateczny nie znaczy, że niezmienny. Od samego początku nanoszone były poprawki w opublikowanym już katechizmie. Na stronie internetowej Opoki można znaleźć tekst, w którym te zmiany są pokazane. Pokreślony tekst katechizmu jest najlepszym dowodem, że dokument ten nie jest niezmienny i nienaruszalny.
Oczywiście, większość poprawek dotyczyła głównie zmian kosmetycznych i redakcyjnych. Prawdziwą burzę wywołał dopiero papież Franciszek w 2018 r., zmieniając akapit odnoszący się do kary śmierci. W miejscu dawnego stwierdzenia, że „tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci”, pojawiło się nowe: „Kościół w świetle Ewangelii naucza, że kara śmierci jest niedopuszczalna” (KKK 2267).
W przestrzeni publicznej pojawiły się pytania, czy dokonywanie zmian w katechizmie w ogóle jest dopuszczalne. W odpowiedzi na nie przytaczano argument o „rozwoju doktryny” (powoływał się na niego sam papież Franciszek). Problem w tym, że sam katechizm kwestii rozwoju doktryny nie podejmuje wprost, pozostawiając wiernych – niezaznajomionych z meandrami rozwoju teologii – z przekonaniem, że nauczanie w nim prezentowane było zawsze takie samo i takim powinno pozostać.
To jeden z największych braków tego katechizmu. Z takim podejściem może on, paradoksalnie, zamiast utwierdzać w wierze, wprowadzać zamęt wśród wiernych po każdej poważniejszej redakcji tekstu. Jak już wspomniałem, jego tekst adresowany jest przede wszystkim do tych, którzy z racji swojej posługi muszą mieć ukończone studia teologiczne. Pozostali wierni mogą mieć kłopot w krytycznej lekturze. Nie dowiedzą się na przykład choćby o złożonej historii kształtowania się sakramentów.
Aby nie skostnieć, katechizm musiałby być aktualizowany z każdym nowym pontyfikatem. Tymczasem w obecnej wersji inspiracje współczesnym nauczaniem papieskim kończą się na pontyfikacie Jana Pawła II (z wyjątkiem wspomnianej już zmiany dotyczącej kary śmierci). A przecież gdyby katechizm był pisany za pontyfikatu Franciszka, znalazłyby się w nim z pewnością nawiązania do „Amoris laetitia” lub „Laudato si’”.
Tymczasem mamy do czynienia z odwrotnym trendem – to nie katechizm odwołuje się do papieskich encyklik, ale te zaczęły cytować tekst katechizmu. Z bycia narzędziem przekazu depozytu wiary stał się jego źródłem. Widzimy to zarówno we wspomnianych dokumentach Franciszka („Amoris laetitia” i „Laudato si’”), a jeszcze ciekawiej sytuacja wygląda w encyklice „Fratelli tutti”, gdzie papież odwołuje się do katechizmu, jednocześnie przestrzegając przed zbyt szeroką interpretacją jego słów (chodzi o warunki usprawiedliwiające uprawnioną obronę z użyciem siły militarnej i moralne uzasadnienie dla ataków „prewencyjnych” – por. „Fratelli tutti” nr 258 i KKK 2309).
Wiele osób podkreśla, że katechizm jest jak kotwica. Rzeczywiście – w takim ujęciu spowalnia i zatrzymuje kościelną łódź.
Spór teologiczny jest częścią naśladowania Jezusa. W katechizmie nie ma po nim śladu
Błędne jest też przekonanie, że katechizm w pełni odzwierciedla nauczanie Soboru Watykańskiego II. Przykładem choćby problem antykoncepcji. Sobór uchylił się od jednoznacznej odpowiedzi w tej sprawie. Decyzję rozstrzygającą o niezgodności takich metod zapobiegania ciąży z doktryną podjął dopiero kilka lat później Paweł VI w encyklice „Humanae vitae”, co spotkało się z nieustającą do dziś krytyką.
Podobnie rzecz się ma z punktami 2357-2359 KKK odnoszącymi się do osób homoseksualnych. Zaprezentowane w nich nauczanie bazuje na dokumentach posoborowych („Persona humana”, dokument Kongregacji Nauki Wiary z 1975 r.). Pomimo przyznania, że geneza homoseksualności pozostaje nieznana, autor katechizmu pozwala sobie na radykalne odrzucenie związków jednopłciowych, zamykając tym samym drogę do poszukiwania dróg zrozumienia człowieka. To kolejna słabość katechizmu – rozstrzyga dylematy, które wciąż są dyskutowane, i robi to nierzadko w sprzeczności ze współczesną nauką.
Niewiele jest też w katechizmie treści na temat sposobu korzystania ze Słowa Bożego, czyli czytania i interpretowania Pisma Świętego, mimo że sam KKK niemal na każdej stronie podpiera swe nauczanie Biblią. Wprowadzeniu w lekturę biblijną poświęconych jest raptem 40 punktów KKK (101-141) spośród wszystkich 2865.
Niepokoi też instrumentalne wykorzystanie pojedynczych wersetów biblijnych, wyrwanych z szerszego kontekstu. W punkcie 112. katechizm stwierdza, że jednym z kryteriów interpretacji tekstów biblijnych jest zwrócenie uwagi na „treść i jedność całego Pisma Świętego”. Tyle że teksty Biblii nie są jednorodne, a wewnątrz nich prowadzone są żywe spory teologiczne – niejednokrotnie znajdziemy w nich nie tyle harmonię, co napięcie. Katechizm Kościoła Katolickiego odrzuca spór teologiczny, podczas gdy jest on istotnym, wręcz podstawowym elementem poszukiwania sensu wiary.
Chrześcijaństwo nie jest religią Księgi. Tym bardziej katechizmu
Można śmiało powiedzieć, że wchodzenie w spór teologiczny jest częścią naśladowania Jezusa – przecież znaczna część jego mów związana jest ze sporem o rozumienie Tory. Także chrześcijanie (i katolicy) mają obowiązek prowadzenia sporu o rozumienie nauczania Jezusa – teksty Ewangelii bywają wieloznaczne i wymagają interpretacji, które katechizm chciałby uciąć. Wspólnota, która nie toczy debaty, staje się utopią lub sektą. Sporem nie ma się co gorszyć, raczej powinniśmy się go uczyć.
Katechizm podkreśla, że „wiara chrześcijańska nie jest »religią Księgi«” (KKK 108), czyli tekstu biblijnego, tylko religią Słowa, jakim jest Jezus. Zatem tym bardziej można stwierdzić, że wiara Kościoła rzymskokatolickiego nie powinna być religią „księgi”, jaką jest Katechizm Kościoła Katolickiego. Można przecież, idąc za przykładem Jezusa, pozostawać w jedności, będąc w sporze o sens wiary. Także w naszych czasach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















